Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna polonus.forumoteka.pl
Archiwum b. forum POLONUS (2008-2013). Kontynuacją forum POLONUS jest forum www.konfederat.pl
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dwugłos o Kornelu Morawieckim

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> ARCHIWUM
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Konrad Poraj Zbro?ek
Gość





PostWysłany: Czw Lut 05, 2009 4:12 pm    Temat postu: zagadka... Odpowiedz z cytatem

Od kilku lat p.Kornel Morawiecki, w mentorskim tonie, uprawia publicystykę - "wielkiego niezłomnego". Tutaj trafiłem na jego ostrą ocenę Okrągłego Stołu.
Przed rozpoczęciem się owych negocjacji pracowałem w mateczniku p.Kornela, we Wrocławiu, w strukturach RKW "S". Do dziś pamiętam piorunujące wrażenie, jakie wywołało na nas aresztowanie K.Morawieckiego - wtedy przecież jednego z ostatnich tak długo się ukrywających i tak radykalnych działaczy. I nagle, po kilku dniach od aresztowania, reżim, z nieukrywaną satysfakcją, informuje, że K.Morawiecki poprosił SB o możliwość wyjechania z Polski. I wyjechał. W chwili kiedy jakże przydałby się w ojczyźnie, choćby w więzieniu, gdzie także, samą obecnością, można było czerwonemu "dokopywać". W ostatniej publicystyce p.Morawieckiego nie trafiam na ślad wyjaśnień tamtego Jego zachowania, a natykam się wciąż na megalomańskie tyrady; jakże to byłem genialny.
Jeśli się mylę to proszę o wszelkie połajanki i ewentualne skierowanie mnie do wyjaśnień p.Morawieckiego, które gdzieś zapewne opublikował, a ja ślepy na nie nie trafiłem...
Powrót do góry
Sylwia



Dołączył: 06 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Wto Gru 06, 2016 9:08 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Jerzy Ro?
Gość





PostWysłany: Czw Lut 05, 2009 9:51 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rzadko mi się zdarza, by tak na zimno, zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo jestem człowiekiem podłym, naigrawać się z czyjegoś nieszczęścia, zwłaszcza połączonego z kalectwem. Pan, panie Konradzie dwojga nazwisk zaiste musi być człowiekiem upośledzonym, nie wiem tylko, czy ma ono charakter fizyczny, jak pan pisze "a ja ślepy na nie nie trafiłem", czy też zgoła inny...
Pracując i zapewne mieszkając przez wiele lat we Wrocławiu miał pan wielokrotnie okazję spotkać samego Kornela Morawieckiego i osoby z jego otoczenia, że wymienię tylko profesora Jerzego Przystawę, przeczytać jego ulotki wyborcze, obejrzeć filmy dokumentalne z jego udziałem, na witrynach księgarń i w bibliotekach ujrzeć kilka książek mu poświęconych - w ten sposób zyskałby pan wiedzę o okolicznościach jego uwięzienia, przymusowej banicji, prób powrotu legalnego i wreszcie przekroczenia przez niego granicy na fałszywym paszporcie. Są to rzeczy tak oczywiste, że czuję się zwolniony z obowiązku zamieszczania linków do licznych stron internetowych, w tym Organizacji "Solidarność Walcząca", zwłaszcza że zapewne nie będzie pan mógł z nich skorzystać, bowiem niezmiernie rzadko są one zredagowane w alfabecie Brailla lub w sposób, który umożliwiłby skorzystanie z nich przez osoby obdarzone pańską przypadłością.
Powrót do góry
Konrad Zbrożek



Dołączył: 30 Paź 2008
Posty: 10

PostWysłany: Sob Lut 07, 2009 10:52 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Panie Roś

Twierdzi Pan, że Kornel Morawiecki został zesłany na przymusową banicję. Bzdura. Faktycznie czerwony, na początku stanu wojennego, próbował wobec kilku osób tej metody „neutralizacji figuranta” - to pojęcie SB używała jako określenie zespołu działań mających doprowadzić ofiarę prześladowań do zgody na dobrowolną emigrację. Nie zawsze. W niektórych przypadkach ten termin oznaczał fizyczną likwidację. W sprawie próby wywalenia grupy działaczy byłego KOR-u czerwony poniósł sromotną porażkę, głównie dzięki „Listowi do Kiszczaka”, jaki z więzienia wysłał Adam Michnik, a jego treść ukazała się w krajowej prasie podziemnej i w wolnym świecie. I tu udało się bolszewikom zupełnie dla siebie niekorzystnie zjednoczyć rządy zachodnie, które jednogłośnie oświadczyły, iż banitów, bez ich zgody, na swe terytoria wpuszczać nie będą. Bezpieka, w drugiej połowie lat 80-tych, zwyczajnie K.Morawieckiego złamała i zmusiła do podpisania zgody na wyjazd. W jaki sposób? Torturami? Niestety wykluczyć tego nie można. Sporadycznie stosowali te metody, m.in. wobec jednego z ujętych chłopców warszawskich Grup Oporu „Solidarni”. I właściwie nie same metody wtedy zaskakiwały (Jankesi z Guantanamo mogliby się dzisiaj wiele nauczyć). Zaskakiwał fakt, iż S.B. była technicznie przygotowana do stosowania takich metod zupełnie na „zimno”, więc w przypadku G.O. nie było to spontaniczne działanie wściekłych sb-ków. Złamali tamtego człowieka, ze świadomością, że dopadli uczestnika szczególnie groźnej struktury, znakomicie wyposażonej technicznie, złożonej z ideowych ludzi i zorganizowanej na wzór konspiracji AK-owskiej, czyli według bardzo surowych kryteriów bezpieczeństwa. Jakież musiało być ich zdziwienie, gdy skonstatowali, że owe reguły były rygorystycznie przestrzegane, więc dalszych aresztowań nie było. A co gorsze dla SB cała sprawa skończyła się wysokim kosztem politycznym z powodu natarczywych pytań zachodnich dziennikarzy kierowanych do rzecznika reżimu - dlaczego w PRL policja polityczna stosuje tortury wobec działaczy opozycji.
Ta długa moja dygresja nie jest przypadkowa. Wróćmy do Kornela Morawieckiego. Z jakichś przyczyn ugiął się i wyjechał. Gdyby jednak został wysłany na przymusową banicję, a któryś z rządów zachodnich wyraził na to zgodę – nie za darmo naturalnie, to sprawa byłaby dzisiaj klarowna. Pion Śledczy IPN-u podejmuje śledztwo (banicja jest przestępstwem ściganym z urzędu), odpowiedzialnych stawia w stan oskarżenia, a jaki wyrok Sąd Rzeczypospolitej zaordynuje to już inna para kaloszy, przepraszam za gwarę z mego podwórka.
Drugi fakt, jaki Pan podaje to powrót K.Morawieckiego przy pomocy fałszywego paszportu. Szczególnie interesująca sprawa. Wszelkie „placówki” legalizujące fałszywe dokumenty są z reguły ekspozyturami; „policji widnych, tajnych i dwupłciowych”, jak mawiał C.K.Norwid. To jeden z najlepszych sposobów uzyskania „szerokiego widoku” na środowiska kryminalne, dysydentów politycznych, terrorystów i wszelkich ludzi niewygodnych dla zainteresowanej służby. Ludzie trudniący się fałszowaniem dokumentów są sowicie opłacani, chronieni w przypadku popełnienia jakiegoś głupstwa, np. pospolitego przestępstwa etc.etc. Oczywiście w podziemiu dokumenty były fałszowane przez „czyste placówki”. Część ludzi ze wspominanych przeze mnie Grup Oporu posługiwała się znakomicie podrobionymi dowodami osobistymi. Ale przekraczanie granic z fałszywym paszportem to już zabawa, że tak powiem, z bardzo wysokiej półki. Tym bardziej, że ten dokument został „beli safek” (z hebr. - jak mniemam) zdobyty przez K.Morawieckiego, w środowiskach polonijnych, dobrze zinfiltrowanych przez bezpiekę. Trudno się temu dziwić. Przecież na Zachodzie nie było powodów stosowania szczególnie surowych kryteriów konspiracji. Przykłady mego twierdzenia możnaby mnożyć, np. cała fala wpadek podziemnych drukarni, których sprzęt był, jak mawia dzisiaj młodzież; „zaczipowany” już na etapie wysyłki do PRL. Autor tej akcji, ówczesny agent „dwójki” Sztabu Generalnego LWP, cieszy się dzisiaj medialną popularnością i wysokim stopniem oficerskim uzyskanym już w wolnej i niepodległej Polsce.
Oczywiście istniały i bezpieczne kanały przerzutowe. Na przykład przez trzy lata funkcjonował taki kanał organizowany przez grupkę – uwaga – ludzi KOR-u i KPN-u z Krakowa i Warszawy. Wpadł jak się wydaje przypadkowo. Aresztowano jednego człowieka. Został deportowany z PRL-u ponieważ był obcokrajowcem. Ale jak dzisiaj przyznaje - bezpiece zabrakło około tygodnia, żeby nie wytrzymał i zaczął sypać. Stosowali wobec niego tzw. miękkie metody, dzisiaj typowe w Guantanamo.
Dobrze, że się Pan nie fatygował i żadnych linków mi nie darował. Nie interesuje mnie apologetyka uprawiana przez Kornela Morawieckiego, pozbawionego elementarnej uczciwości w swej pracy fałszowania najnowszej, naszej wspólnej historii. Poczekam na obiektywne źródła. Niezbadane są archiwa nie tylko IPN-u.
Hough

P.S. Nigdy nie spotkałem się osobiście z p.Morawieckim, ani prof. Przystawą. Byłoby to z mojej strony, w tamtym czasie, zwyczajnym brakiem rozsądku.

_________________
W?adza ?wiecka nie kocha?a nas od roku,
Kilka pie?ni napisa?o si? nie tak,
?alu nie mam.
A przyjació? swych i wrogów,
W dalszym ci?gu wol? szuka? sobie sam.
A.Garczarek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jerzy Roś



Dołączył: 07 Lut 2009
Posty: 10

PostWysłany: Sob Lut 07, 2009 6:05 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Konrad Zbrożek napisał:


P.S. Nigdy nie spotkałem się osobiście z p.Morawieckim, ani prof. Przystawą. Byłoby to z mojej strony, w tamtym czasie, zwyczajnym brakiem rozsądku.


Obawiam się, że ten brak rozsądku przedłużył się nieco panu ponad zwykłą miarę,

Skoro nie jest pan zainteresowany poznaniem wersji Morawieckiego i jego otoczenia na okoliczność uwięzienia, przesłuchań, wyjazdu z kraju i powrotu, to po co pisał pan to, co pisał. Dyskutuję tu z gospodarzem tego forum na temat Zbigniewa Makusza Woronicza, nie zgadzamy się ze sobą, ale każdy z nas przedstawia publicznie argumenty, cytaty z dokumentów, relacje różnych osób - podkreślam: publicznie, bo na tym polega forum internetowe, a pan tu pisze, że Morawiecki załamał się na SB, a teraz udaje niezłomnego i że rzekomo dokumenty znajdują się w IPN.
Chętnie przeczytam, w przeciwieństwie do pana.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Nie Lut 08, 2009 12:04 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wybrane z Internetu informacje nt. Kornela Morawieckiego i SW. Fragmenty dotyczące aresztowania i wyjazdu z Polski Kornela Morawieckiego oraz jego powrotu podkreśliłem.

Cytat:
Kornel Morawiecki
Z Wikipedii
Kornel Morawiecki (ur. 3 maja 1941 w Warszawie) – założyciel i przewodniczący Solidarności Walczącej, z wykształcenia fizyk-teoretyk.


Życiorys

Czasy PRL-u

Syn Michała i Jadwigi z Szumańskich. Maturę zdał w wieku 17 lat w gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Warszawie w 1958 r. Studia wyższe ukończył na wydziale fizyki Uniwersytetu Wrocławskiego w roku 1963. Doktorat pod kierunkiem prof. Jana Rzewuskiego z kwantowej teorii pola – 1970 r. Pracownik naukowy na Uniwersytecie Wrocławskim, początkowo w Instytucie Fizyki, następnie Matematyki. Od 1973 r. pracownik naukowy Politechniki Wrocławskiej.

W 1968 uczestniczył w fali strajków studenckich.

Po stłumieniu protestów studenckich wspólnie z Jerzym Petryniakiem, Zdzisławem Ojrzyńskim, Piotrem Plenkiewiczem, Ryszardem Trąbskim wydrukował i kolportował ulotki potępiające ówczesne władze komunistyczne za represje wobec protestujących studentów.

W podobnym, nieco rozszerzonym zespole wydawał ulotki przeciwko tzw. interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji w sierpniu 1968, a następnie przeciwko stłumieniu przez władze protestów robotniczych na Wybrzeżu w 1970.

W 1979 związał się od drugiego numeru z wydawanym we Wrocławiu niezależnym periodykiem "Biuletyn Dolnośląski" – od powstania drukowanym poza cenzurą w zakonspirowanych drukarniach.
Wraz z grupą przyjaciół (Jerzy Petryniak, Zbigniew Oziewicz, Janusz Goryl, Zbigniew Duszak, Włodzimierz Winciorek, Garet Sobczyk – Amerykanin) witał Papieża Jana Pawła II w Warszawie, Częstochowie i Krakowie podczas pierwszej pielgrzymki w Polsce, białoczerwonym transparentem z napisem: "Wiara i Niepodległość".

W czasie fali sierpniowych strajków 1980, które poprzedziły powstanie NSZZ "Solidarność" aktywnie wraz z "Biuletynem Dolnośląskim" włączył się w organizowanie strajków we Wrocławiu. Była to jedyna zorganizowana grupa opozycyjna inicjująca i wspierająca protesty we Wrocławiu.

W okresie tzw. "pierwszej" Solidarności przygotowywał i drukował wraz z Mikołajem Iwanowem i zespołem "Biuletynu Dolnośląskiego" odezwy po rosyjsku do żołnierzy sowieckich stacjonujących w Polsce, za co został aresztowany i sądzony. Był to pierwszy tego typu proces polityczny w PRL.
Delegat na I Krajowy Zjazd "Solidarności" z Regionu Dolny Śląsk. Inicjator i jeden z głównych autorów uchwalonego przez I Krajowy Zjazd Solidarności "Posłania do narodów Związku Radzieckiego i krajów Europy Wschodniej".

W momencie wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981 uniknął aresztowania, ponieważ przewoził wieczorem sprzęt poligraficzny dla konspiracyjnej drukarni "Biuletynu Dolnośląskiego". Natychmiast z zespołem "Biuletynu Dolnośląskiego" zszedł do podziemia i korzystając z zakonspirowanej struktury rozpoczął działalność poligraficzną. Pierwszy numer podziemnego pisma w stanie wojennym w Polsce – "Z dnia na dzień" był drukowany w nocy z 13 na 14 grudnia i został kolportowany już rano 14 grudnia we Wrocławiu.

Wydawca prasy i wydawnictw Regionalnego Komitetu Strajkowego "Solidarność" we Wrocławiu, upoważniony przez ówczesnego przewodniczącego regionu Władysława Frasyniuka do wydawania i podpisywania oświadczeń w imieniu RKS.

Na przełomie maja i czerwca 1982 m.in. wspólnie z Pawłem Falickim założył "Organizację Solidarność Walczącą", która była unikalną polityczną organizacją opozycyjną w Polsce oraz krajach bloku sowieckiego, ponieważ od momentu powstania (czerwiec 1982 r.) jako jedyna w swoim programie głosiła upadek komunizmu, niepodległość Polski i innych narodów zniewolonych przez komunizm, niepodległość republik sowieckich, zjednoczenie Niemiec przy zachowaniu narzuconych jałtańskim porządkiem granic powojennych.

9 listopada 1987 – po 6 latach konspiracyjnej działalności podziemnej został zatrzymany przez Służbę Bezpieczeństwa we Wrocławiu. W wyniku jego aresztowania nie wpadło żadne mieszkanie, w którym się ukrywał, ani archiwa SW. Natychmiast został przetransportowany helikopterem do Warszawy (SB obawiała się próby odbicia) i osadzony w areszcie na Rakowieckiej. W wyniku gry operacyjnej SB został zmuszony 30 kwietnia 1988 r. szantażem moralnym do wyjazdu wraz z Andrzejem Kołodziejem do Włoch. Po trzech dniach podczas próby powrotu został deportowany z lotniska w Warszawie do Wiednia bez prawa powrotu.

Powrócił konspiracyjnie do kraju 30 sierpnia 1988.


III RP

Zgłosił swą kandydaturę w wyborach prezydenckich w 1990, nie udało mu się jednak zebrać wymaganych 100 tys. podpisów. W czasie telewizyjnej kampanii wyborczej wywrócił przed kamerami telewizyjnymi okrągły stół.
Za działalność na rzecz niepodległości Polski decyzją londyńskiego rządu RP na uchodźstwie odznaczony przez prezydenta Sabbata Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. W czerwcu 2007 odmówił przyjęcia z rąk prezydenta Rzeczypospolitej proponowanego mu w 25-lecie powstania "Solidarności Walczącej" Krzyża Wielkiego Orderu Odrodzenia Polski, uznając, że reprezentowanej przez niego organizacji należy się najwyższe polskie odznaczenie - Order Orła Białego.

Aktualnie pracownik dydaktyczny Instytutu Matematyki Politechniki Wrocławskiej – prowadzi zajęcia ze studentami.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kornel_Morawiecki


Cytat:

Kornel Morawiecki

Urodził się w Warszawie w dniu 3 maja 1941 r. Z wykształcenia fizyk, uzyskał stopień dr nauk.

W marcu 1968 r. uczestniczył w strajku studenckim na Uniwersytecie Wrocławskim, w sierpniu tego roku kolportował ulotki przeciwko najazdowi na Czechosłowację, w styczniu 1969 r. i grudniu 1970 r. rozlepiał klepsydry po śmierci Jana Palacha. Od 1979 r. do 1989 był redaktorem naczelnym i wydawcą nielegalnego miesięcznika „Biuletyn Dolnośląski”.

Był jednym z inspiratorów wrocławskich strajków w sierpniu 1980 r. i współpracownikiem tamtejszego MKS. W 1981 r. był delegatem na I Krajowy Zjazd NSZZ „Solidarność”. Aresztowany we Wrocławiu między dwoma turami zjazdu pod zarzutem wydania i kolportowania apelu do żołnierzy armii sowieckiej okupująccej Polskę. Zwolniony pod groźbą strajku powszechnego we Wrocławiu. Wytoczony mu proces został przerwany wprowadzeniem stanu wojennego.

Od samego początku stanu wojennego (13 XII 1981 r.) ukrywał się, kierując działem wydawniczym Regionalnego Komitetu Strajkowego Dolny Śląsk, w tym redagowaniem, wydawaniem i kolportażem dziennika (trzy razy w tygodniu) „Z Dnia na Dzień”. W szczytowym okresie, pod jego kierownictwem, gazeta ta osiągała jednorazowy nakład do 40 tys. egz.
W czerwcu 1982 r., po odejściu z RKS w wyniku różnic programowych z jego przewodniczącym, powołał Porozumienie „Solidarność Walcząca”, które z czasem przekształciło się w organizację. Od początku był jej przewodniczącym, a organizacja rozrosła się do największego po samej Solidarności ugrupowania podziemnego (zob. SW nota encyklopedyczna). Założył tygodnik ("centralny") „Solidarność Walcząca” i pełnił funkcję jego redaktora naczelnego.

Był jednym z najdłużej ukrywających się działaczy podziemnych.

Aresztowany został 9 listopada 1987 r. Deportowany z kraju w maju 1988 r., odbył polityczną podróż po Europie i Ameryce Płn., po czym w sierpniu 1988 r. nielegalnie wrócił do Polski i ponownie stanął na czele SW. Był przeciwnikiem rozmów "okrągłego stołu".

W czerwcu 1990 r. ujawnił się na zjezdzie założycielskim Partii Wolności. W roku 1991 r. zgłosił swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich, nie uzyskał jednak pełnych 100 tys. podpisów, wymaganych przez ordynację. Od 1993 r. był członkiem Koalicji dla Rzeczypospolitej, w 1997 bez powodzenia kandydując na posła z ramienia Ruchu Odbudowy Polski.
Obecnie pracuje naukowo i dydaktycznie na Politechnice Wrocławskiej. W SW działały również jego dzieci: Anna, Mateusz i Marta.

http://www.sw.org.pl/morawiecki.html


Cytat:

Kornel Morawiecki

Kornel Morawiecki uniknął aresztowania w momencie wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981 r.

W czerwcu 1982 zalozyl organizacje Solidarnosc Walczaca i od tego momentu zostal uznany przez SB za jednego z najgrozniejszych przeciwnikow PRL. Morawieckim aktywnie zainteresowaly sie takze STASI i KGB.

W dniu 9 listopada 1987 Kornel Morawiecki zostal aresztowany przez SB.
Poinformowana zapewne przez "zyczliwych" Amnesty International odmowila uznania Morawieckiego "wiezniem sumienia" i podjecia krokow w jego obronie.

W Nowym Jorku natomiast powstal Committe to Release Kornel Morawiecki - Komitet na rzecz uwolnienia Kornela Morawieckiego.

"Oszukany" przez SB, ze Andrzej Kolodziej byl smiertelnie chory i za namowa Jana Olszewskiego Morawiecki zgodzil sie na wyjazd z PRL 30 kwietnia 1988 r.

Po wyjezdzie z PRL Kornel Morawiecki odwiedzil takze Stany Zjednoczone. Zdjecie powyzej zostalo zrobione podczas spotkania z Polonia w Nowym Jorku.

30 sierpnia 1988 roku Morawiecki wrócił "nielegalnie" do kraju, gdzie kontynuował dzialalnosc antykomunistyczna.

Organizacja Kornela Morawieckiego, Solidarnosc Walczaca otrzymala pomoc od Amerykanow w wysokosci $20,000.

Morawiecki zgłosił swą kandydaturę w wyborach prezydenckich w 1990 r., ale nie udało mu się jednak zebrać wymaganych 100 tys. podpisów.

Utworzona przez członków SW Partia Wolności z Morawieckim na czele nie znalazła się w parlamencie w roku 1991 ani w 1993.

W połowie lat 90tych Kornel Morawiecki zrezygnował z działalności politycznej.

Morawiecki jest chyba jedynym z najbardziej znanych ludzi bylej opozycji, który nie zostal posłem, senatorem ani ministrem.

Obecnie Kornel Morawiecki wyklada matematyke na Politechnice Wroclawskiej.

http://www.videofact.com/polska/gotowe/m/morawiecki/morawiecki.html


Cytat:


Solidarność Walcząca 1982–1992

Solidarność Walczącą utworzyło w początkach czerwca 1982 r. grono działaczy Regionalnego Komitetu Strajkowego NSZZ „Solidarność” Dolny Śląsk, skupionych wokół szefa pionu propagandy RKS Kornela Morawieckiego. Podstawową przyczyną nieporozumień i ostatecznego rozłamu w RKS było narastające od kilku miesięcy rozczarowanie części działaczy polityką prowadzoną przez kierownictwo RKS, skupione wokół Władysława Frasyniuka. Do podstawowych kwestii spornych należały: zmiana stanowiska przywódcy RKS w kwestii powołania scentralizowanego kierownictwa podziemia (Ogólnopolski Komitet Oporu), jego sprzeciw wobec organizacji manifestacji ulicznych oraz przywiązanie do koncepcji regularnego wywoływania krótkotrwałych strajków, destrukcyjnie wpływających na zakładowe struktury związkowe. Z dużą niechęcią przyszłe środowisko SW odniosło się również do ugodowych tez Prymasowskiej Rady Społecznej z kwietnia 1982 r., akceptowanych przez główny nurt solidarnościowej konspiracji.

Pierwszym widocznym przejawem istnienia nowej struktury było pojawienie się na podziemnym rynku wydawniczym pisma zatytułowanego „Solidarność Walcząca”. Już na pierwszej stronie odpowiadano na zasadnicze pytanie:
„Dlaczego walka?
Aby zwyciężyć.
Aby obronić najsłabszych i tych, którzy cierpią nędzę, głód i więzienie.
Aby nie dać się zniewolić.
Aby być wiernym tradycji Ojców i Dziadów: »Za Waszą i naszą wolność«.
Aby pokazać światu, iż złu i przemocy można i trzeba się przeciwstawić.
Aby nie zatracać się w biernym oporze, lecz wspomagać go czynem.
Aby doprowadzić do sprawiedliwej społecznej ugody.
Aby dać świadectwo naszej godności.
Aby żyć”.

Pierwszym sukcesem SW były manifestacje zorganizowane 13 i 28 czerwca 1982 r. we Wrocławiu. Na wezwanie redakcji nowego pisma na ulice miasta wyszły tysiące wrocławian. Demonstracje przekształciły się w wielogodzinne walki uliczne, wznoszono barykady, niejednokrotnie zmuszając oddziały ZOMO do wycofania się.

1 lipca 1982 r. powołano Porozumienie Solidarność Walcząca, tworzone przez środowiska skupione wokół pisma o tym samym tytule. Za podstawowy cel uznano „walkę o Rzeczpospolitą Solidarną”. Formuła Porozumienia szybko okazała się niewystarczająca i 11 listopada 1982 r. formalnie przekształcono je w scentralizowaną organizację.

Mimo iż opuszczeniu RKS towarzyszyły spore emocje, starano się operację tę przeprowadzić w sposób możliwie dżentelmeński. Redagowanie głównego organu wrocławskiego podziemia – „Z dnia na dzień” – przekazano nowej ekipie w połowie czerwca 1982 r. Podziemnym drukarniom pozostawiono wolny wybór – drukowanie nowego pisma, pozostanie przy powielaniu „Z dnia na dzień” lub też druk obu gazetek. Część osób, niezbędnych dla funkcjonowania RKS, na wyraźną prośbę Morawieckiego pozostało w dotychczasowej strukturze.

Po okrzepnięciu wrocławskich struktur organizacji zaczęto myśleć o rozszerzeniu jej działalności na inne rejony. Solidarność Walcząca przyciągała działaczy podziemia poszukujących skutecznych metod walki z systemem komunistycznym, w wielu przypadkach rozczarowanych umiarkowaną polityką liderów związku. Jako pierwsze zaczęły powstawać komórki SW na Dolnym Śląsku i pogranicznych obszarach sąsiednich regionów. Przeważnie były to jednak struktury o charakterze kolportażowym.

Pierwszy oddział Solidarności Walczącej powstał w październiku 1982 r. w Katowicach. Jego liderem był Sławomir Bugajski, z czasem wiodącą rolę zaczęła odgrywać Jadwiga Chmielowska. Współpracowali z nimi między innymi ukrywający się od 13 grudnia 1981 r. Lesław Frączek, Barbara Kowalczyk, Anna Gorgoń i Włodzimierz Lesisz. Wydawano dwa pisma – „Wolni i Solidarni” oraz „Podziemny Informator Katowicki”.

Kilka miesięcy później powstał odział lubelski, którym kierowali Krzysztof Duszkiewicz, Weronika Falicka-Jezior i Andrzej Patyra. Główną formą aktywności tej grupy była działalność wydawnicza. Solidarność Walcząca w Lublinie znacznie osłabła po emigracji Duszkiewicza i Patyry w 1987 r.

Również w 1982 r. powstały pierwsze struktury SW w Gdańsku, okazały się one jednak nietrwałe. Niedługo także przetrwała grupa skupiona wokół pisma „Ziemia Gdańska”. Ostatecznie oddział SW w Trójmieście utworzono dopiero pod koniec 1984 r. Kierowali nim Ewa Kubasiewicz i Andrzej Kołodziej, ważną rolę odgrywali również Marek Czachor, Wiesława Kwiatkowska i Roman Zwiercan. Publikowano własną edycję „Solidarności Walczącej”, z czasem także inne pisma. Poligrafia SW w Gdańsku drukowała też pisma innych grup i organizacji.

Inicjatorem powołania oddziału poznańskiego SW był Maciej Frankiewicz, wsławiony brawurowymi ucieczkami z aresztu. Oddział powstał we wrześniu 1983 r., aczkolwiek już wcześniej nawiązano kontakty z Wrocławiem. Jego współtwórcami byli Szymon Jabłoński i Szymon Łukasiewicz. Obok własnej „Solidarności Walczącej” wydawano liczące się periodyki „Czas” i „Czas Kultury”.

W 1984 r. powołany został oddział rzeszowski SW, którego organem prasowym była „Galicja”, w mniejszym nakładzie wydawano także pismo „Solidarność Zwycięży”. Niestety jego liderzy (Antoni Kopaczewski, Andrzej Kucharski i Janusz Szkutnik) szybko zostali otoczeni przez liczne grono agentów SB. Oddział rzeszowski był jedyną istotną strukturą SW spenetrowaną przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Najprawdopodobniej działalności SB przypisać należy także powołanie efemerycznego oddziału w Pile. Prowokacja została jednak szybko zdemaskowana.

W początkach 1986 r. powstał oddział Solidarności Walczącej w Szczecinie. Utworzyła go grupa osób wydających wcześniej pismo „Jedność”, skupionych wokół Krzysztofa Korczaka i Stanisława Janusza. Wkrótce rozpoczęto edycję nowego periodyku zatytułowanego „Gryf”. W tym samym roku Marianna Błaszczak (obecnie Samlik) oraz Elżbieta Mossakowska powołały niewielki oddział SW w Toruniu. Również i ta struktura wydawała własną „Solidarność Walczącą”.

W wielu innych miastach przez dłuższy czas nie doszło do utworzenia oddziałów SW, aczkolwiek istniały w nich struktury organizacji. W Warszawie od 1985 r. tworzył je Adam Borowski, radykalny działacz Międzyzakładowego Robotniczego Komitetu „Solidarności”, owiany legendą uwolnienia aresztowanego Jana Narożniaka. Głównym polem aktywności była działalność wydawnictwa „Prawy Margines”, którego nakładem ukazywały się liczne książki oraz pismo „Horyzont”. W stolicy działała również odrębna struktura, powołana przez grupę działaczy młodzieżowych na czele z Adamem Cymborskim i Jackiem Guzowskim. Wydawali oni kilka pism („Alternatywa”, „WiS”, „Warszawski Biuletyn Uliczny”), specjalizowali się w organizacji demonstracji i innych akcji ulicznych.

W Krakowie zwolennicy SW skupili się wokół pisma „Solidarność Zwycięży” (później „Solidarność Walcząca Zwycięży”), przyjmując następnie nazwę Porozumienie Prasowe Solidarność Zwycięży. W 1984 r. grupa ta została zaprzysiężona, do 1989 r. nie zdecydowano się jednak na powołanie oddziału krakowskiego Solidarności Walczącej. Wśród osób zaangażowanych w działalność SW w Krakowie wymienić można m.in. Piotra Hlebowicza, Krzysztofa Ochela i Mariana Stachniuka.

W Łodzi liderami oddziału SW byli Włodzimierz Domagalski, Piotr Jaworski i Krzysztof Napieralski. Organem tej struktury była „Wolność”. Komórki Solidarności Walczącej istniały także w szeregu innych miast, m.in. w Częstochowie, Jeleniej Górze, Kaliszu, Kielcach, Koninie, Opolu i Wałbrzychu. Gwałtowny rozwój organizacyjny SW nastąpił na przełomie 1988 i 1989 r., kiedy to powstały komórki w Białymstoku, Bielsku-Białej, Gorzowie Wielkopolskim, Krośnie, Siedlcach, Stargardzie, Suwałkach i Tarnobrzegu.

Obok struktur o charakterze regionalnym w drugiej połowie lat osiemdziesiątych powoływano także grupy zakładowe. Istniały one m.in. w Zakładach Cegielskiego w Poznaniu, Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, Stoczni Gdańskiej, wrocławskich zakładach „Wrozamet” i MPK, Jelczańskich Zakładach Samochodowych, kilku śląskich i wałbrzyskich kopalniach.

Wszystkie grupy SW cieszyły się dużą autonomią. Same mogły decydować o wyborze najskuteczniejszych ich zdaniem metod i form działania. Kanały łączności z wrocławską centralą były stosunkowo luźne, dodatkowo obwarowane siecią śluz i zabezpieczeń. Silnym spoiwem całej organizacji była głęboka więź ideowa i wspólne przekonanie o konieczności prowadzenia bezkompromisowej walki z systemem komunistycznym.

Solidarność Walcząca posiadała także sieć przedstawicieli w krajach Zachodu. Już w 1982 r. pierwszym (początkowo niejawnym) przedstawicielem zagranicznym Solidarności Walczącej został mieszkający w Londynie Tadeusz Warsza. Od 1984 r. SW na terenie RFN reprezentował Andrzej Wirga. Po emigracji do Francji niejawnym przedstawicielem SW została Ludwika Ogorzelec, podobną działalność w Szwajcarii prowadziła Ewa Zając. W 1987 r. powstały dalsze przedstawicielstwa: we Francji (Rafał Gan-Ganowicz), Norwegii (Jerzy Jankowski), Kanadzie (Zbigniew Bełz) i USA (Jarosław Świątek). Każdy z przedstawicieli skupiał wokół siebie krąg współpracowników. Funkcję szefa zagranicznych struktur SW objęła, w momencie wyjazdu do Francji, Ewa Kubasiewicz.
Przedstawicielstwa pełniły dwojaką funkcję. Ich zadaniem było informowanie polskiej emigracji oraz społeczeństw wolnego świata o działalności Solidarności Walczącej. Ważniejsze jednak było pozyskiwanie funduszy dla organizacji oraz organizowanie transportu do kraju sprzętu i materiałów (głównie poligraficznych). Wykorzystywano do tego zarówno stałe kanały przerzutowe (niestety w dużej mierze kontrolowane przez SB), jak i przygodne okazje.
Obok własnych przedstawicieli, SW kontaktowała się także z reprezentantami struktur emigracyjnych, zajmujących się pomocą dla podziemia. Jednym z najważniejszych ośrodków była Niezależna Agencja Polska w Lund (Szwecja), kierowana przez Józefa Lebenbauma, z którym blisko współpracował Marian Kaleta. Ośrodek ten nie tylko dostarczał sprzęt dla SW, ale również podejmował próby uzyskania stałego wsparcia finansowego dla organizacji ze strony czynników amerykańskich. Bliską współpracę nawiązano także z redakcją wydawanego w Berlinie Zachodnim periodyku „Pogląd”. Wsparcia SW udzielała londyńska „Solidarity with Solidarity”, a także redaktor paryskiej „Kultury” Jerzy Giedroyc. W lutym 1986 r. podpisano porozumienie o współpracy z chicagowskim Ruchem Społeczno-Politycznym „Pomost”.

Aby zostać członkiem SW należało w obecności świadków złożyć przysięgę następującej treści: „Wobec Boga i Ojczyzny przysięgam walczyć o wolną i niepodległą Rzeczpospolitą Solidarną, poświęcać swe siły, czas – a jeśli zajdzie potrzeba – swe życie dla zbudowania takiej Polski. Przysięgam walczyć o solidarność między ludźmi i narodami. Przysięgam rozwijać idee naszego Ruchu, nie zdradzić go i sumiennie spełniać powierzone mi w nim zadania”. Jednakże działalność w Solidarności Walczącej była możliwa także i bez złożenia przysięgi. W latach 1987–1988 – według szacunków Służby Bezpieczeństwa – organizacja liczyła około 500 zaprzysiężonych członków i 1100 aktywnych sympatyków. Dane te są trudne do weryfikacji, zważywszy z jednej strony fakt głębokiej konspiracji wielu struktur, a z drugiej – zniszczenie znacznej części dokumentów dotyczących SW.

Działalnością organizacji kierowała Rada złożona z kilkunastu osób. Decyzje podejmowano większością dwu trzecich głosów. Większość członków Rady nadzorowała jednocześnie poszczególne piony organizacji. Po fali aresztowań w 1984 r. powołano również węższe ciało – Komitet Wykonawczy. Potrzeba taka wynikała m.in. z faktu, iż szeroki skład Rady prowadził niekiedy do paraliżu decyzyjnego lub też niekończących się dyskusji. Dominującą pozycję w Solidarności Walczącej miał jednak jej przewodniczący – Kornel Morawiecki. Siłą swojego autorytetu rozstrzygał pojawiające się spory, a wiele decyzji podejmował jednoosobowo. Ważną rolę odgrywały także spotkania przedstawicieli oddziałów z reprezentantami wrocławskiej „centrali”.
Duże znaczenie przywiązywano do sfery symbolicznej. Doceniano chociażby znaczenie faktu ukrywania się liderów organizacji (mimo iż płacili oni za to ogromną cenę), w tym przede wszystkim Kornela Morawieckiego. W programowym tekście Jaka Polska?, opublikowanym jesienią 1986 r. (a więc po szumnie ogłoszonej amnestii i w okresie silnej presji na przejście do działalności półjawnej) pisał on: „Od zaciskania pasa – do czego przywykliśmy aż nadto przez lata komunistycznego bałaganu i niesprawiedliwości – lepsze jest zaciskanie pięści. Wzrost świadomości i samoorganizacji społecznej, dojrzała determinacja przywódców i siła gniewnych mas – to tylko, w połączeniu z ewolucją sytuacji międzynarodowej, może zmusić komunistyczne władze do ustępstw, tak ekonomicznych, jak i politycznych. Pozostanę tu, gdzie jestem. Organizacja, którą kieruję, stawia sobie za cel zadanie pokonania komunizmu, wywalczenia wolnej Rzeczpospolitej Solidarnej. Sądzę, że tym zadaniom lepiej będę służył ukrywając się, niż ujawniając”.

Od początku istnienia Solidarności Walczącej jednym z najważniejszych obszarów jej działalności była aktywność wydawnicza. Prowadzono ją głównie pod szyldem Agencji Informacyjnej Solidarności Walczącej. Łącznie w latach 1982–1989 publikowano około stu tytułów własnych pism. Dominowały wśród nich organy poszczególnych struktur regionalnych (z czasem także zakładowych), od początku towarzyszyły im jednak także periodyki o „poważniejszym” charakterze, publikujące szersze teksty na tematy polityczne, ideowe, kulturalne. Obok wspomnianego wcześniej „Czasu Kultury” był to przede wszystkim wychodzący od 1979 r. „Biuletyn Dolnośląski”. Głównym organem prasowym SW była wrocławska „Solidarność Walcząca”, drukowana w wielu ośrodkach z matryc dostarczanych ze stolicy Dolnego Śląska. Jej przeciętny nakład wynosił 20 tys. egzemplarzy. Solidarność Walcząca drukowała także dziesiątki pism innych struktur opozycyjnych. Wydano ponadto szereg książek, do największych przedsięwzięć tego rodzaju należała edycja (w nakładzie 2 tys. egzemplarzy) 4 tomów Archipelagu Gułag Aleksandra Sołżenicyna. Duże znaczenie propagandowe, a także finansowe, posiadał druk znaczków pocztowych (w ramach Poczty Solidarności Walczącej) oraz kalendarzy i plakatów.

Od samego początku Solidarność Walcząca była również obecna w eterze. Pierwsze przygotowania poczyniono jeszcze w okresie działalności w RKS. Próbną audycję, o bardzo ograniczonym zasięgu, wyemitowano już 27 czerwca 1982 r. Kolejne nadawano w odstępach tygodniowych. Do września realizowała je ekipa Romualda Lazarowicza, następnie pracami kierował Krzysztof Tenerowicz, a od 1984 r. – Jan Krusiński. Nadajniki konstruowano we własnym zakresie, z czasem także przy wykorzystaniu części nadsyłanych z Zachodu. Łącznie wyemitowano setki audycji. Realizowano je także poza Wrocławiem, a najsilniejsze ośrodki SW posiadały własne nadajniki. Ekipa Radia SW 31 sierpnia 1982 r. we Wrocławiu przeprowadziła jedyną w dziejach podziemnej radiofonii audycję „na żywo”, relacjonując przebieg manifestacji w rocznicę porozumień sierpniowych.

Ponieważ zdawano sobie sprawę, iż niemożliwym jest obalenie systemu komunistycznego tylko w jednym kraju, podejmowano liczne działania zmierzające do „eksportu kontrrewolucji” do innych państw bloku sowieckiego, a także do samego „Kraju Rad”. Już pod koniec 1983 r. zaczęto wydawać pismo w języku czeskim pt. „Opinie”. Zawierało ono tłumaczenia artykułów z polskiej prasy niezależnej. Z czasem zmieniono jego tytuł na „Názory” oraz poprawiono jakość słabych z początku tłumaczeń. Od połowy lat osiemdziesiątych zorganizowano przerzut oraz wysyłkę wydawnictw za wschodnią granicę Polski (w językach: białoruskim, rosyjskim i ukraińskim). Kolportowano je także w sowieckich garnizonach. Początkowo były to głównie ulotki, później również broszury (np. przełożono na rosyjski Małego konspiratora). Mniejszy zasięg miały akcje podejmowane na odcinku węgierskim.

Działalność na Wschodzie nabrała tempa po utworzeniu na przełomie 1987 i 1988 r. autonomicznego Wydziału Wschodniego Solidarności Walczącej, w którym aktywnie działali Jadwiga Chmielowska i Piotr Hlebowicz. Stopniowo nawiązywano kontakty z organizacjami i pojedynczymi osobami działającymi na rzecz niepodległości swoich narodów. Z czasem obok „bibuły”, rozpoczęto także dostawy sprzętu poligraficznego. Ułatwiano pierwsze kontakty władz polskich z wybijającymi się na niepodległość dawnymi republikami sowieckimi. Od końca 1990 r. działalność tę prowadzono w ramach współtworzonego przez SW Centrum Koordynacyjnego Warszawa ’90.

Myśl polityczna i program SW kształtowały się stopniowo. Od samego początku pojawiło się kilka generalnych zasad: odrzucenie systemu komunistycznego i dążenie do jego obalenia (przy wykorzystaniu wszelkich dostępnych metod, w razie potrzeby także walki zbrojnej), a nie reformy, pragnienie odzyskania niepodległości i budowy wolnej, demokratycznej Polski – Rzeczpospolitej Solidarnej. Ostateczny kształt Zasady ideowe i program Solidarności Walczącej  zyskały w czerwcu 1987 r. Przewidywano w nich rychły upadek systemu komunistycznego, proroczo brzmią dzisiaj słowa: „Po wyrwaniu się z komunizmu nie od razu zapanuje dobrobyt. Czeka nas pot i mozół. Nie na wiele będzie nas stać. Satysfakcję materialną osiągniemy po czasie, ale prędkiej radości dostarczy nam sensowna, dobrowolna praca dla siebie i dla Polski”.
Solidarność Walcząca, w odróżnieniu od wielu innych organizacji, uznawała, iż pluralizm opozycyjnej sceny politycznej i wielość metod walki jest zaletą, a nie wadą. Już w 1983 r. w „Solidarności Walczącej” ukazał się tekst pod znamiennym tytułem „Jedność nie znaczy «jednolitość»”, w którym pisano: „Nasza jedność to wspólny cel – Polska wolna i demokratyczna. Nasza jedność nie powinna jednak oznaczać «ujednolicenia» naszych działań i myśli. [...] Całym naszym życiem rządziły «ujednolicające» nas instytucje. Dlatego też powstające w podziemiu różnorodne propozycje i formy działania wypowiadają jednocześnie walkę komunistycznemu ujednoliceniu. [...] Różnorodność działań przeraża władzę, utrudnia planowanie i prowadzenie walki przeciw społeczeństwu. [...] Musimy uczyć się pluralizmu, jest to nasza broń przeciwko totalitaryzmowi”.

Bardzo ważną rolę w przetrwaniu SW odgrywała kwestia ścisłego przestrzegania zasad konspiracji. Działacze organizacji byli szkoleni w zakresie stosowania reguł konspiracyjnego „BHP”, a także uczono ich np. prowadzenia samoobserwacji, gubienia SB-ckich „ogonów”. Długotrwałe ukrywanie się niektórych działaczy możliwe było nie tylko dzięki ofiarności właścicieli mieszkań, lecz także budowie skutecznego systemu „śluz”. Dzięki niemu bezpieka nie była w stanie, podążając np. za łącznikiem, wykryć miejsca spotkania z Morawieckim lub inną osobą. Konsekwentnie prowadzono, zapoczątkowaną jeszcze w okresie aktywności w RKS, działalność kontrwywiadowczą. Opierała się ona przede wszystkim na systematycznym i nieprzerwanym nasłuchu aktywności SB i MO w eterze. W skanery służące do nasłuchu starano się wyposażyć wszystkie komórki organizacji. Stosowano także samoobserwację, zmierzającą do wykrycia faktu inwigilacji poszczególnych osób i miejsc. Podejmowano próby rozpracowania poszczególnych funkcjonariuszy SB, informacje uzyskiwano także od „podwójnych agentów” – osób zwerbowanych przez bezpiekę za wiedzą i zgodą organizacji. Działalność kontrwywiadowcza znacząco utrudniała poczynania SB, przyczyniła się do sparaliżowania wielu jej działań, a nawet do zdekonspirowania części agentury. Stąd też Służba Bezpieczeństwa nie mogła pochwalić się zbyt wieloma sukcesami w walce z Solidarnością Walczącą. Jedyne poważniejsze informacje na temat struktury, składu osobowego itp. uzyskano po załamaniu się pojedynczych osób w śledztwie. Pierwszy taki przypadek miał miejsce na przełomie 1983 i 1984 r., kiedy to aresztowano jednego z ważniejszych działaczy organizacji. Nie wytrzymał on stosowanych metod śledztwa i podał SB wiele szczegółów dotyczących struktury SW oraz danych jej członków. Przyczyniło się to do wielkiej fali aresztowań, które jednak nie doprowadziły do sparaliżowania działalności organizacji. Po amnestii z lipca 1984 r. wiele z aresztowanych osób powróciło, mimo nieustannej inwigilacji, do działalności podziemnej. Drugi taki przypadek miał miejsce latem 1986 r., kiedy to załamał się jeden z aresztowanych działaczy pionu druku i kolportażu. Podał on bezpiece wszystkie posiadane przez siebie informacje, które znacząco poprawiły stan wiedzy funkcjonariuszy resortu. Mimo licznie podejmowanych prób, nie udało się wprowadzić agentury do kierownictwa organizacji.

Największy sukces w walce z Solidarnością Walczącą SB odniosła 9 listopada 1987 r., kiedy to aresztowano Kornela Morawieckiego i Hannę Łukowską-Karniej. Nie był to jednak wynik misternej operacji wywiadowczej, lecz żmudnej obserwacji dziesiątek miejsc, w których mógł się pojawić Morawiecki. Złamał on, niestety, przestrzegane dotychczas z żelazną konsekwencją zasady konspiracji i pojawił się w „spalonym”, namierzonym ponad rok wcześniej przez bezpiekę mieszkaniu. Po ujęciu Morawieckiego na czele organizacji stanął Andrzej Kołodziej. Gdy i on został aresztowany, Komitetem Wykonawczym kierowała Jadwiga Chmielowska.
Ponieważ nie udało się wytoczyć liderom SW zaplanowanego wcześniej procesu z oskarżeniem o terroryzm (zmienionym następnie na... „przemyt urządzeń elektronicznych o wielkiej wartości”), władze PRL podstępem deportowały ich na Zachód. Pretekstem stała się rzekoma choroba nowotworowa Kołodzieja. Po nieudanej próbie natychmiastowego powrotu do kraju Morawiecki udał się w kilkumiesięczną podróż po krajach Zachodu, starając się pozyskać wsparcie polskiej emigracji i zachodnich polityków dla walki prowadzonej przez SW. Na wieść o wybuchu kolejnej fali strajków, w sierpniu 1988 r., lider Solidarności Walczącej powrócił do kraju i ponownie stanął na czele organizacji.

Solidarność Walcząca nie zaakceptowała rozmów z komunistami, prowadzonych najpierw w Magdalence, później przy Okrągłym Stole. Wychodzono z założenia, iż tylko odwlekają one nieuchronny upadek totalitarnego systemu i oznaczają rezygnację z demokratycznych ideałów (ugoda za plecami społeczeństwa). Za wielkie zagrożenie uznawano ustanowienie stanowiska prezydenta wyposażonego w szerokie kompetencje, a przeznaczonego dla gen. Jaruzelskiego. Wezwano do bojkotu wyborów z 4 czerwca 1989 r., a do tych, którzy zamierzali w nich uczestniczyć, apelowano o skreślanie wszystkich kandydatów reżimu. Podstawowym hasłem licznie organizowanych w tym czasie manifestacji było odsunięcie gen. Jaruzelskiego od władzy oraz rozpisanie wolnych wyborów. Tym niemniej powstanie rządu Tadeusza Mazowieckiego powitano z ograniczoną nadzieją. Kornel Morawiecki życzył premierowi w liście otwartym, aby pod jego rządami „zdecydowanie rozszerzyła się przestrzeń wolności”.

W 1990 r. stopniowo odchodzono od działalności konspiracyjnej. W początkach lipca ujawnił się Kornel Morawiecki, rozpoczęto legalną działalność polityczną w ramach Partii Wolności. Została ona jednak bardzo szybko zmarginalizowana. Start Morawieckiego w wyborach prezydenckich uniemożliwił fakt, iż w ostatniej chwili przed rejestracją jego kandydatury w niewyjaśnionych okolicznościach „zaginęła” część zebranych podpisów.
***
Solidarność Walcząca była w latach osiemdziesiątych drugą, po strukturach podporządkowanych TKK (a potem KKW), strukturą konspiracyjną działającą w skali ogólnopolskiej. Opierała się na poświęceniu setek osób, które wytrwale i konsekwentnie działały na rzecz obalenia systemu komunistycznego w Polsce. Ich walka została w dużej mierze zapomniana, a sama organizacja po 1989 r. niejednokrotnie była dyskredytowana. Dziś, po 25 latach od swego powstania, Solidarność Walcząca wychodzi z cienia.

Łukasz Kamiński
Powyższy tekst jest zmienioną i rozszerzoną wersją artykułu opublikowanego w „Biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej” (nr 4–5 z 2007 r., s. 36–43).


http://www.ipn.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=345&id=5230
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Nie Lut 08, 2009 12:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Artykuł z Newsweeka nt. aresztowania, wyjazdu Z Polski i powrotu do kraju Kornela Morawieckiego. Kolorem zielonym zaznaczyłem dopiski dokonane przez RL - jak sądzę redaktora strony SW, z której skopiowałem ten artykuł:


Cytat:

Bilet w jedna stronę
DARIUSZ WILCZAK

Geneza – od niej trzeba zacząć. Bo kto jeszcze dziś pamięta te dwa nazwiska? Krótkie notki w encyklopedii nie wyjaśnią wszystkiego. I co w ogóle znaczy słowo "radykalni", które pojawia się zawsze, gdy się o nich mówi i pisze? Co by się stało, gdyby im pozwolono działać? Nie byłoby Magdalenki, Okrągłego Stołu? Byłyby tak samo. Ale to ich, posługując się intrygą, skazano na banicję. Wypędzenie jednego trwało tylko cztery miesiące. Drugiego – półtora roku. W tym czasie Polska bardzo się zmieniła.

Ta historia to przyczynek do mitu założycielskiego III RP, o który w ostatnich miesiącach znów toczy się gorący spór. Czy Magdalenka i Okrągły Stół to porozumienie komunistycznych i solidarnościowych elit służące łagodnemu przejściu z totalitaryzmu do demokracji, czy też spisek zawiązany przez te elity w celu podzielenia się władzą i odsunięcia niewygodnych radykałów? Gdyby na te pytania miała odpowiedzieć tylko historia Kornela Morawieckiego i Andrzeja Kołodzieja, to tryumfować mogliby zwolennicy spiskowej teorii dziejów.

Jest kwiecień 1988 roku. Morawiecki i Kołodziej siedzą w warszawskim areszcie na Rakowieckiej. Wkrótce, po strajkach majowych i sierpniowych, dojdzie do dwóch spotkań Lecha Wałęsy z Czesławem Kiszczakiem, 16 września mikrobusy BOR przywiozą działaczy i doradców podziemnej Solidarności na pierwsze rozmowy do Magdalenki, rozpoczynające proces, który po kilku miesiącach, w kwietniu następnego roku, zakończy się przy Okrągłym Stole. To są znane fakty, ale one nastąpią później. Teraz jest połowa kwietnia 1988 roku. Morawiecki z Kołodziejem są osadzeni w tym samym więzieniu. W osobnych celach. Ten pierwszy – doktor matematyki z Politechniki Wrocławskiej, ten drugi – spawacz, wiceprzewodniczący komitetu strajkowego w Gdańsku z sierpnia 1980 roku. Morawiecki jest założycielem i szefem Solidarności Walczącej, Kołodziej członkiem Komitetu Wykonawczego tej organizacji. Tuż przed ich aresztowaniem biuro studiów SB stworzyło charakterystykę Solidarności Walczącej. Z dokumentów, które do dziś zachowały się w archiwach IPN, można przeczytać, że to organizacja "o programie ekstremistycznym, zdecydowanie antykomunistycznym, z tendencjami do stosowania przemocy w walce politycznej, jej program odznacza się w stosunku do innych struktur konspiracyjnych i grup antysocjalistycznych największą agresywnością, w odróżnieniu od TKK i Lecha Wałęsy odrzuca możliwość kompromisu z władzą, motywując to powodami moralnymi, jak również racjonalnymi".

Zatrzymanie obu liderów SW na kilka miesięcy przed rozmowami Solidarności z władzą nie mogło być przypadkowe. Tym bardziej to, co zdarzyło się później.

Mówi Andrzej Stelmachowski, w latach 80. doradca Lecha Wałęsy i świadek tamtych wydarzeń: – Z chwilą gdy pojawiła się możliwość rozmowy z władzą, Kościół coraz częściej domagał się uwolnienia więźniów politycznych. Władza gotowa była ulec, ale nie bezwarunkowo. Dawała do zrozumienia, że ci najbardziej radykalni muszą wyjechać z kraju. Najlepiej na zawsze.

Wyjście

Tego wieczoru mieli drukować książkę Władysława Bartoszewskiego "Warto być przyzwoitym". Dlatego Morawiecki pojawił się w mieszkaniu konspiracyjnym, w którym pracowała maszyna offsetowa, wyrzucając każdego dnia tysiące stron. (Nie! Przewodniczący SW miał ważniejsze rzeczy na głowie niż odwiedzanie kilkudziesięciu drukarni organizacji. Zakazywały tego zresztą podziemne "przepisy BHP". Do pracującej drukarni mieli wstęp jedynie drukarze i dostawcy. Nikt poza tym – dop. RL). Przez ponad pięć lat, od początku stanu wojennego, nie dawał się złapać. Zdziwiło go, że esbecy właściwie o nic nie pytali. Po prostu weszli (nie tak "po prostu weszli". Rozbijając drzwi, do małego mieszkania wpadło kilkunatu ebeków, Morawieckiego rzucili na podłogę... – dop. RL) do lokalu, założyli Morawieckiemu kajdanki. Noc spędził na komendzie, a rano helikopterem przewieziono go z Wrocławia do Warszawy. Na Rakowieckiej standardowa procedura. Przeszukanie, trzeba się było rozebrać do naga i ukucnąć, bo funkcjonariusze muszą sprawdzić odbyt. Morawiecki odmawia, a oni nie nalegają, zachowują się kulturalnie. Mówią, że nawet Kuroń i Michnik, jak się tu pojawiali, to bez oporów kucali, ale skoro Morawiecki nie chce, to nic na siłę. Cela numer siedem. Dalej właściwie nic się nie dzieje. Dopiero w połowie kwietnia, pół roku po aresztowaniu, mecenas Jan Olszewski przychodzi do Morawieckiego i ma dla niego konkretną propozycję.

Morawiecki: – Mecenas Olszewski miał mnie bronić, gdyby doszło do procesu. Ale wtedy przyszedł, żeby mi powiedzieć o pomyśle, jaki się pojawił w czasie pierwszych rozmów z władzą. Na wyjście na wolność nie mamy z Andrzejem co liczyć, ale możemy wyjechać za granicę. Poprosiłem Olszewskiego, żeby się skontaktował z moimi kolegami we Wrocławiu, zapytał o ich opinię. Tydzień później, w czasie kolejnego widzenia, mecenas Olszewski przekazuje mi informacje od kolegów. Uważają, że powinienem wyjechać. Potem sprawy idą już bardzo szybko. Kołodziej: – 29 kwietnia po północy strażnicy wchodzą do celi, każą zabrać rzeczy i bez słowa prowadzą do jakiegoś gabinetu. Dowiaduję się, że rano lecę do Włoch. Dostanę paszport, mam już wizę, Morawiecki razem ze mną poleci. Rano się wykąpałem, dostałem świeże ubranie. Kornela spotykam dopiero w samochodzie. Jedziemy na Okęcie. Morawiecki: – Przed wyjazdem na lotnisko funkcjonariusze prowadzą mnie do pokoju widzeń. Jeszcze ostatnia rozmowa z mecenasem Olszewskim. Mówi, że zaczynają się strajki i że Zbigniew Romaszewski przekazuje mi informację, żebym raczej nie wyjeżdżał. Myślę o tym, ale to wszystko trwa najwyżej kilka minut, bo już mnie prowadzą do samochodu. W holu lotniska czeka na nas kilku znajomych. Mówią, że sytuacja w kraju przypomina tę z sierpnia 1980 r. Patrzymy na siebie z Andrzejem i już wiemy, że nie powinniśmy w tej chwili opuszczać kraju. Robi się małe zamieszanie, bo za chwilę odprawa paszportowa, a my mówimy esbekom, że nie wejdziemy na pokład. Prosimy o odstawienie z powrotem do więzienia.

Rozmyśliliśmy się. Oni coś tłumaczą, my nie słuchamy, podchodzi siostra zakonna, która się nami opiekowała na lotnisku. Mówi, że trzeba lecieć, to dobre i dla nas, i dla Kościoła. I w ogóle w tej sytuacji to najlepsze dla Polski. Wracamy do więzienia. Esbecy musieliby użyć siły, żeby nas wepchnąć do samolotu, a tego nie chcieli robić. Na Rakowieckiej przyjmuje ich w swoim gabinecie naczelnik aresztu. Zostawia samych, żeby mogli porozmawiać. Za chwilę przyjeżdżają do więzienia Andrzej Stelmachowski, ksiądz Alojzy Orszulik i Jan Olszewski. Rozmowa trwa pół godziny, może trochę dłużej. Ksiądz Orszulik przekonuje, że sprawy zaszły już za daleko. Episkopat uzgodnił z MSW szczegóły wyjazdu. Teraz trudno się będzie z tych uzgodnień wycofać, więc takie demonstracyjne zachowanie nikomu nie służy.

Właściwie nie wiadomo, co w tej sytuacji robić. Rozmowa się nie klei. Co chwila zapada cisza. Morawiecki: – Stelmachowski odprowadził mnie na bok, jakby nie chciał przy wszystkich rozmawiać. Pokazał jakieś ekspertyzy lekarskie, z których wynikało, że Kołodziej ma raka dwunastnicy, a w Rzymie polscy księża pomogą przeprowadzić dokładne badania, będzie miał lepszą opiekę niż w Polsce. Rzeczywiście mieliśmy robione jakieś badania w więzieniu. Pomyślałem, że to prawda. Pamiętałem, że siostra Andrzeja umarła na raka. Mówię Stelmachowskiemu, że w takim razie ja zostaję, a Kołodziej powinien lecieć. Stelmachowski, że to niemożliwe, na takie rozwiązanie nie zgodzi się Kiszczak. Mówię Andrzejowi o wynikach badań. Zareagował jak każdy w tej sytuacji. Nie, nie był przestraszony. Raczej przygnębiony. Pytam księdza Orszulika i Stelmachowskiego, czy będziemy mogli w każdej chwili wrócić. Dostajemy zapewnienie, że tak, kiedy tylko będziemy chcieli. W tej sytuacji decyduję się lecieć z Kołodziejem.

Andrzej Stelmachowski tę rozmowę prowadzoną w gabinecie naczelnika zapamiętał nieco inaczej: – W czasie naszej rozmowy w więzieniu operowano jakimiś świadectwami lekarskimi, badaniami, które pokazywały, że Kołodziej ma raka. Nie chciałem w to wierzyć. Jednak strona kościelna zaproponowała, że w Rzymie przejdzie on intensywne badania i ewentualne leczenie. Rozmawialiśmy głównie z Morawieckim, bo Kołodziej był w nie najlepszej formie fizycznej i psychicznej. Po zapewnieniu, że mogą wrócić kiedy tylko będą chcieli, obaj zgodzili się na wyjazd do Rzymu. Biskup Alojzy Orszulik, wtedy rzecznik episkopatu, dziś emerytowany ordynariusz łowicki, przyznaje, że wszyscy uczestnicy tamtej dramatycznej rozmowy ulegli intrydze przygotowanej przez peerelowskie służby: – O ile uczestniczyliśmy w negocjacjach dotyczących samego wyjazdu, to dokumenty na temat choroby nowotworowej Kołodzieja zostały nam przedstawione. Nie wiedzieliśmy, że prawda jest inna. Tak jak nie zdawaliśmy sobie sprawy, że obaj tak naprawdę dostają bilet tylko w jedną stronę.

Lewitacje

Z rzymskiego lotniska księża przewieźli ich do Domu Polskiego Pielgrzyma. Ojciec Konrad Hejmo urządził powitalną kolację. Kołodziej: – To był najdziwniejszy dzień w moim życiu. Rano jakiś nędzny posiłek w więzieniu, a wieczorem jedzenie, jakiego nigdy nie widziałem, mięsa, cytrusy, najedliśmy się za wszystkie czasy.

Morawiecki: – Powiedziałem ojcu Hejmo, że nie będę tu długo. Za kilka dni wracam do kraju. Ojciec Hejmo obiecał zorganizować nasze spotkanie z Papieżem. Do spotkania miało dojść 3 maja, więc tego samego dnia planowałem wylecieć do Polski.

Rozmowa z Papieżem trwała pół godziny. W papieskich pokojach, tuż przed audiencją generalną. Morawiecki już wcześniej zarezerwował sobie przez telefon miejsce w samolocie do Krakowa. Bilet miał odebrać w biurze LOT-u na rzymskim lotnisku godzinę przed startem.

Morawiecki: – Przyjechałem na lotnisko dużo wcześniej. Chcę odebrać bilet, ale się okazuje, że nie ma miejsc. Jak to, pytam, nie ma miejsc, skoro były. Nie ma i już. Zresztą na następny dzień też nie mogę kupić biletu, bo już wszystkie sprzedane. Zaczynam się domyślać, że polskie służby nałożyły na mnie embargo. Sprawdzam, dokąd odlatują najbliższe samoloty. Jest rejs Lufthansy do Frankfurtu. Znajomi z Wolnej Europy, którzy są ze mną na lotnisku, kupują bilet i wieczorem ląduję we Frankfurcie. Nie mam niemieckiej wizy, ale przyjaciele już na mnie czekają. Przeprowadzają przez odprawę paszportową i tę noc spędzam u nich w domu. Rozmawiam jeszcze przez telefon z Jerzym Giedroyciem. Namawia, żeby zaczekać z powrotem, raczej do niego, do Paryża jechać niż do Polski. Dzwonię do Olszewskiego. Mówi, że w Warszawie może być ze mną różnie, że powrót grozi kolejnym zatrzymaniem i aresztem. Czwartego maja rano Morawiecki ląduje na Okęciu. Jest chłodno. Między Rzymem a Warszawą różnica prawie dwudziestu stopni. Zapina guziki marynarki, stawia kołnierz, schodzi po trapie na płytę lotniska. Przy schodach czeka kilku mężczyzn. Wszyscy po cywilnemu. Jeden z nich uśmiechając się kładzie Morawieckiemu rękę na ramieniu. – No i co, panie Kornelu? – mówi – źle było w Rzymie? Siostry źle karmiły? – Panowie, przecież ten system się rozlatuje, czy wy tego nie widzicie, że za chwilę zostaniecie bez pracy? – odpowiada Morawiecki i to jest cała rozmowa. Prowadzą go do samochodu. Omijają główną halę dworca. W niewielkim pokoju dostaje herbatę. Wszyscy czekają na decyzję. Po trzech godzinach proszą Morawieckiego o paszport. – Panie Kornelu – mówi grzecznie jeden z pilnujących go funkcjonariuszy – poleci pan tym razem do Wiednia, nie wiem, czy pan kiedyś widział Wiedeń, to bardzo ładne miasto, tylko proszę pana, niech pan tu żadnych manifestacji przed samolotem nie urządza, bo nam nie są potrzebne manifestacje.

Do paszportu wbijają stempel jednokrotnego przekroczenia granicy, bez prawa powrotu. Na pokład samolotu musieli go wnieść. Nie protestował, po prostu nie chciał im ułatwiać zadania, a poza tym jeszcze nigdy nie był niesiony na rękach przez esbeków, więc dlaczego nie tym razem, skoro i tak już nic się nie da zrobić. Obok niego usiadł eskortujący go funkcjonariusz. Dopiero na lotnisku w Wiedniu oddał mu paszport i życzył miłego pobytu. – To ja wracam, a pan zostaje – powiedział krótko i odszedł.

Morawiecki: – Zanim przeszedłem kontrolę paszportową, poszukałem budki telefonicznej i zadzwoniłem do Monachium, do kolegów z Wolnej Europy. Prosili, żebym czekał na lotnisku, wkrótce ktoś się po mnie zgłosi. Przyjechali bardzo szybko. Najbliższy miesiąc miałem spędzić w stolicy Austrii.

W dniu, w którym Morawiecki lądował na wiedeńskim lotnisku, w rzymskim szpitalu Kołodziej przechodził pierwsze badania.

Kołodziej: – Odpoczywałem w tym szpitalu prawie miesiąc. Zrobili mi chyba wszystkie możliwe badania. Na dwunastnicy rzeczywiście coś wykryli, ale to nie był rak. Brałem jakieś lekarstwa. Wychodząc ze szpitala poprosiłem o wyniki badań. Nie dostałem ich. Lekarz powiedział, że dokumentację mają polscy księża. Z kolei w Domu Pielgrzyma usłyszałem, że wyniki badań ma szpital. Nie dochodziłem prawdy, nie interesowało mnie to, tym bardziej że miałem inny problem. Gdzieś znikł mój paszport. Nie pamiętałem, czy zabrałem go do szpitala. W każdym razie nie było go ani w szpitalnej szafce, ani w moim pokoju w Domu Pielgrzyma.

Powtórzone prawo powrotu

W Wiedniu Morawiecki spotyka się z emigracyjnymi działaczami Solidarności, udziela wywiadów. Jerzy Giedroyc, z którym co parę dni rozmawia przez telefon, przysyła mu tysiąc dolarów i sześć tysięcy franków francuskich. Po dwóch tygodniach dzwoni ksiądz Orszulik.
Morawiecki: – Ksiądz Orszulik przepraszał za to wszystko, co się stało. Mówił, że wszyscy zostaliśmy wprowadzeni w błąd, ale postara się najszybciej, jak to będzie możliwe, uzyskać zgodę na mój i Andrzeja powrót do kraju. Po kilku dniach telefon z polskiego konsulatu. Mam się zgłosić z paszportem. Anulują mi zakaz wjazdu do Polski. I znów telefon od księdza Orszulika. Mówi, że tym razem, jak wrócę, mogą mnie od razu przewieźć do aresztu na Rakowiecką. Dziękuję za ostrzeżenie. Już wiem, że legalnie do Polski nie przyjadę. Ruszam do Londynu na zaproszenie prezydenta Kaczorowskiego. Po kilku tygodniach lecę do Stanów. Podróżuję z miasta do miasta. Spotykam się z Polakami. I przygotowuję plan powrotu do Polski.

Czerwiec 1988 roku Kołodziej cały czas pamięta. W Rzymie upał nie do zniesienia, a on wyjeżdża do Albano, małej miejscowości pod Castel Gandolfo. Zaprasza go burmistrz miasteczka. Wcześniej w polskim konsulacie składa podanie o nowy paszport, ale już wie, że go nie dostanie. Urzędniczka przyjmuje wniosek, ale nie potrafi określić, kiedy paszport będzie gotowy. Przez cały miesiąc Kołodziej odpoczywa w Albano, a w lipcu jedzie do Turynu. Jego znajomi z Polski od niedawna pracują w turyńskiej centrali Fiata. Załatwiają mu pracę przy renowacji zabytków. Kołodziej: – W Polsce 4 czerwca 1989 były wybory, a kilka dni później zjawił się u mnie polski konsul z Mediolanu. Dał mi paszport. Powiedział, żebym się spieszył z powrotem do Polski, bo mój ojciec umiera. Na Okęciu nikt na mnie nie zwrócił uwagi. U ojca w Zagórzu byłem o czwartej rano. Kilka godzin później umarł.

Morawieckiemu udało się przedostać do kraju już w sierpniu 1988 roku. Z Toronto samolotem do Wiednia. Z Wiednia samochodem do Wrocławia. Na pożyczonym od przyjaciela paszporcie.

Morawiecki: – W Arizonie od lat mieszkał Kazik Głowacki. Znaliśmy się od dziecka, byliśmy ze sobą zżyci jak rodzeni bracia, nawet wyglądaliśmy dokładnie tak samo. Kazik jako kilkunastoletni chłopak pracował w warszawskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej wbrygadzie, którą kierował mój ojciec. Kazik skończył AGH, wyjechał do Stanów. Ja zrobiłem doktorat we Wrocławiu, on w Arizonie. Zadzwoniłem do niego i mówię: Kazik, potrzebny mi jest twój paszport. On o nic nie pytał, tylko prosił, żebym go zniszczył, jak już nie będzie potrzebny. Na zdjęciach byliśmy nie do odróżnienia. Z jednym wyjątkiem. On szatyn, bez jednego siwego włosa, ja prawie całkiem siwy. Przefarbowałem włosy na ciemny kolor. Pod koniec sierpnia wylądowałem w Wiedniu. Miałem dużo szczęścia, bo akurat z Triestu przez Wiedeń wracał do Polski Jurek Przystawa, dziś profesor fizyki z Uniwersytetu Wrocławskiego. Wracał swoim wysłużonym maluchem z jakiegoś seminarium naukowego. Znajomi nas umówili. Dosiadłem się do niego. Na polskiej granicy standardowe pytania: co panowie wwozicie? Coś do oclenia? Nawet dokładnie nie sprawdzali samochodu. Nad ranem byliśmy we Wrocławiu.

Morawiecki ukrywał się jeszcze przez następne kilka miesięcy. Z dokumentów Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych we Wrocławiu wynika, że inwigilację Solidarności Walczącej zakończono dopiero 22 stycznia 1990 roku.

Bardzo bym chciał, żeby ten rząd przetrwał. Choćby dlatego, że to, co pokazałby ewentualny rząd PO, widzieliśmy już w kilku kiepskich wydaniach. Lepiej nie byłoby i tym razem. PiS zapowiada i daje szanse na spore zmiany, idące w dobrym kierunku. Nie wszystko mi w jego działaniach odpowiada, ale po raz pierwszy od dawna mogę liczyć, że choć trochę zmieni się na lepsze.

Współpraca Mariusz Chudy

http://www.sw.org.pl/newsweek.html


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Sob Sty 30, 2010 11:20 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 06 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Wto Gru 06, 2016 9:08 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Jerzy Roś



Dołączył: 07 Lut 2009
Posty: 10

PostWysłany: Nie Lut 08, 2009 2:10 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dzięki Mirku, mnie by się nie chciało szukać, zwłaszcza że to chyba nie o to chodziło panu Konradowi, żeby znaleźć - jak z tym gonieniem króliczka...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> ARCHIWUM Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group