Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna polonus.forumoteka.pl
Archiwum b. forum POLONUS (2008-2013). Kontynuacją forum POLONUS jest forum www.konfederat.pl
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Być jak Józef Piłsudski...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> ARCHIWUM
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Pią Maj 14, 2010 4:40 pm    Temat postu: Być jak Józef Piłsudski... Odpowiedz z cytatem

Są granice śmieszności, których przekraczać nie należy. Chyba, że Piotr Zychowicz chciał ośmieszyć Śp. Lecha Kaczyńskiego porównując go do Piłsudskiego...

Cytat:
Na wzór Marszałka
Piotr Zychowicz 14-05-2010,

(...)
Lech Kaczyński nie przez przypadek miał w swoim gabinecie zdjęcie Józefa Piłsudskiego z oryginalnym podpisem. Marszałek, którego 75. rocznicę śmierci obchodziliśmy 12 maja, był dla niego wzorem i ideowym mentorem. Nie tylko w kwestii podejścia do państwa jako najwyższego dobra – na co zwróciło już uwagę kilku publicystów – ale przede wszystkim w kwestii szerokiej, śmiałej wizji geopolitycznej.

Kaczyński tak jak Piłsudski zdawał sobie sprawę z tragizmu położenia Polski między Niemcami i Rosją. Receptę na rozwikłanie tego odwiecznego problemu widział w idei jagiellońskiej. W dzisiejszym wydaniu opiera się ona na wspólnocie interesów i zagrożeń krajów, które niegdyś tworzyły wielonarodową Rzeczypospolitą – Polski, Litwy, Białorusi i Ukrainy, ale również Łotwy i Estonii. Lech Kaczyński rozumiał, że tylko poprzez połączenie sił przez te kraje (w przypadku Białorusi to oczywiście kwestia przyszłości) można skutecznie przeciwdziałać imperialnym ambicjom Rosji.

Według tej doktryny taki potężny blok – liczący 1,3 miliona kilometrów kwadratowych i 100 milionów mieszkańców – powinien być ściśle sprzymierzony z państwami Kaukazu. To z kolei było nawiązaniem do innej bliskiej Piłsudskiemu idei – idei prometejskiej. Stąd prezydent tak silnie angażował się w obronę Gruzji, tak bardzo zależało mu na pozyskaniu Azerbejdżanu. Wiedział, że wolny, niezależny Kaukaz poważnie ogranicza możliwości Moskwy. Swoją wizję wyłożył klarownie w wywiadzie, który wraz z redakcyjnym kolegą Igorem Janke przeprowadziliśmy z nim półtora roku temu. Tak jak Piłsudski zmodyfikował ideę jagiellońską, dostosowując ją do realiów początku XX wieku, tak Kaczyński zmodyfikował ideę federacyjną Piłsudskiego, przystosowując ją do realiów początku wieku XXI.

Pozwolę sobie przytoczyć fragment tego wywiadu. Rozmawialiśmy o słynnej, zorganizowanej przez niego, podróży przywódców Polski, Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii do Tbilisi w trakcie rosyjskiej inwazji na Gruzję. Chyba najpiękniejszej karty, jaką zapisał, będąc prezydentem Rzeczypospolitej.

„– Co chciał pan osiągnąć tą podróżą?

– Chciałem, żeby prezydent Micheil Saakaszwili nie został obalony. Chciałem, żeby Rosjanie się cofnęli i żeby cała nasza koncepcja polityki wschodniej – od Azerbejdżanu po Estonię – nie została przekreślona.

– Jaka to koncepcja? Federacyjna?

– Nie. Chcemy oczywiście silnych związków pomiędzy tymi państwami, ale nie jest to myślenie federalistyczne. Nasi partnerzy, co naturalne, chcą mieć swoje własne, niezależne państwa. Oczywiście prawdą jest, że większość z tych krajów znajduje się na terenie dawnej Rzeczypospolitej.

– Te historyczne związki mają jakieś znaczenie?

– Na pewno nie w tym sensie, żeby myśleć o jakiejś federacji. To Rosjanie się tego boją. Przez swoich przyjaciół w UE pytali mnie, czy przypadkiem nie chcę odbudowywać takiego wielonarodowego tworu. Takich planów jednak nie ma. Chcemy tylko bliskiego związku, współpracy (...).

– Czy podczas tej wyprawy narodził się jednak nowy blok? Czy można się spodziewać, że w przyszłości te pięć państw będzie ze sobą ściśle współpracować?

– Ta współpraca jest wzmacniana już od dłuższego czasu. Bardzo bym chciał, żeby taki blok powstał” („Rzeczpospolita”, 17.08. 2008).

Muszę przyznać, że słuchając go, byłem zachwycony. Nad Pałacem Prezydenckim, gdzie rozmawialiśmy, unosił się duch wielkiej wielonarodowej Rzeczypospolitej, która – w przeciwieństwie do obecnej piastowskiej, nacjonalistycznej Polski – jest mi tak bliska. Potem dowiedziałem się, że na pokładzie Tupolewa lecącego na Kaukaz prezydent wraz z innymi przywódcami żartował na temat restauracji I Rzeczypospolitej...

Były to oczywiście żarty, ale wierzę, że w głębi duszy takie państwo było jego marzeniem. Choć był Polakiem i katolikiem, wcale nie uważał – jak większość mu współczesnych – że Polska musi być krajem tylko dla przedstawicieli tego wyznania i tego jednego narodu. Rozumiał, że gdy otaczają nas dwa znacznie potężniejsze narody, Polski nie stać na nacjonalizm. Musi szukać porozumienia z innymi narodami będącymi w tej samej sytuacji, żyjącymi w tej samej przestrzeni geopolitycznej między Niemcami a Rosją.

Podobnie jak jego ideowy mentor, Kaczyński był nierozumiany. Jego podróże na Kaukaz były wyśmiewane jako egzotyczne awantury. Jego dążenia do pojednania i związania z Polską Ukrainy nazywane były niemal zdradą narodową. Słychać było w tym echo kampanii nienawiści wobec Piłsudskiego, jaką po wyprawie kijowskiej – najpiękniejszej polskiej przygodzie XX wieku – urządziła endecka prasa.

Jeszcze jeden krótki cytat. Tym razem z Piłsudskiego. Przemówienie w Sali Malinowej hotelu Bristol, rok 1923: „Był cień, który biegł koło mnie – to wyprzedzał mnie, to zostawał w tyle. Cieniów całe mnóstwo, cienie te otaczały mnie zawsze, cienie niedostępne, chodzące za mną krok w krok, śledzące mnie i przedrzeźniające. Czy na polu bitew, czy w spokojnej pracy w Belwederze, czy w pieszczotach dziecka – cień ten niedostępny koło mnie ścigał mnie i prześladował. Zapluty potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swą brudną duszę, opluwający mnie z zewsząd, nie szczędząc mi niczego, co szczędzić trzeba – rodziny, stosunków, bliskich mi ludzi, śledzący moje kroki, robiący małpie grymasy, przekształcający każdą myśl odwrotnie; ten potworny karzeł pełzał za mną jak nieodłączny druh, ubrany w chorągiewki różnych typów i kolorów – to obcego, to swego państwa, krzyczący frazesy, wykrzywiający potworną gębę, wymyślający jakieś niestworzone historie; ten karzeł był moim nieodstępnym druhem, nieodstępnym towarzyszem doli i niedoli, szczęścia i nieszczęścia, zwycięstwa i klęski”.

Lech Kaczyński był godnym kontynuatorem myśli wielkiego Litwina. W dzisiejszej Polsce podzielonej na „komuchów” i „naszych”, którzy z kolei podzielili się na „pisiorów” i „platformersów”, może się to wydać dziwne, ale on nadal dzielił ludzi na piłsudczyków i endeków. Pamiętam, jak kiedyś, podczas jednego z udzielanych mi wywiadów, zażartował na temat swego współpracownika: „Z nim nie ma co gadać, to przecież endek”.

Pamiętając tę anegdotę, zawsze śmieszyło mnie, gdy komentatorzy z poważnymi minami zarzucali mu „hołdowanie polskiemu nacjonalizmowi” czy „nawiązywanie do szowinistycznych fobii drzemiących w społeczeństwie”. Czy naprawdę tak trudno było odróżnić nacjonalizm od patriotyzmu? Patriotyzmu, który w przypadku Kaczyńskiego nie wywodził się z dziedzictwa Stronnictwa Narodowego, ale z tradycji PPS.

"Tak jak Piłsudski zmodyfikował ideę jagiellońską, dostosowując ją do realiów początku XX wieku, tak Kaczyński zmodyfikował ideę federacyjną Piłsudskiego, przystosowując ją do realiów początku wieku XXI"

Gdy myślę o Piłsudskim i Kaczyńskim, przychodzą mi do głowy jeszcze dwa podobieństwa. Pierwsze to Żydzi. Choć Kaczyński przedstawiany był jako prezydent Ciemnogrodu, dziwnym trafem – podobnie jak w II RP Piłsudski – był uwielbiany przez Polaków pochodzenia mojżeszowego i Izraelczyków. Gdy zginął, Żydzi mówili o stracie wielkiego przyjaciela, w synagogach odprawiono żałobne modły.

Towarzyszyłem prezydentowi w dwóch czy trzech podróżach do Izraela. Mówił mi, że czuje się tam znakomicie. Tak jak na Litwie czy na Ukrainie. Wierzę, że wypływało to właśnie z tęsknoty za wielonarodową Rzecząpospolitą, której Żydzi byli nieodłącznym elementem. Oto fragment wywiadu, jakiego udzielił mi podczas swojej ostatniej wizyty w państwie żydowskim w maju 2008 roku:

„– W jednym z wywiadów powiedział pan prezydent, że Polacy i Izraelczycy są jak bliscy krewni.

– Bo tak w istocie jest. Przez osiemset lat duża część narodu żydowskiego żyła w ówczesnej Polsce. (...)

– A co z XX-wiecznym antysemityzmem?

– Nie twierdzę, że to zjawisko nie występowało. Antysemityzm, który zatruł umysły niemałej części ludzi, to nieszczęście dla Polaków. Jako zjawisko nie ma on żadnego usprawiedliwienia. Ja mam głęboką niechęć do endecji. Nie wynika ona z tego, że nie doceniam jej wielkich zasług w krzewieniu polskiej świadomości narodowej, na przykład wśród chłopów. Ale postawienie na antysemityzm jako element konsolidacji narodowej było zasadniczym błędem.

– Część środowisk piłsudczykowskich uważała, że Polacy ponoszą pewną odpowiedzialność wobec narodów, które niegdyś wchodziły w skład Rzeczypospolitej. Wtedy chodziło o Ukraińców i Białorusinów. Czy dzisiaj dotyczy to również Izraela? Czy czuje się pan prezydent spadkobiercą tego piłsudczykowskiego etosu?

– W dużej mierze tak. Choć uparcie mi się zarzuca, że prowadzę romantyczną politykę zagraniczną, natomiast Platforma Obywatelska prowadzi politykę pragmatyczną. Nie zgadzam się z tym. To, że staram się związać z Polską kraje, które w historii były dla nas ważne, ma swoje określone cele. Mam tu na myśli bezpieczeństwo energetyczne, poszerzenie Unii Europejskiej i NATO w takim kierunku, żeby zmienić nieco na naszą korzyść układ sił w tych organizacjach czy chociażby ograniczyć imperialne zapędy niektórych naszych sąsiadów.

– A jakie pragmatyczne cele chce pan prezydent realizować, zacieśniając stosunki z Izraelem?

– Premier Ehud Olmert zażartował, że jeśli jakiś Izraelczyk mówi, iż nie ma polskich korzeni, to znaczy, że po prostu o tym nie wie. Ostatnio można było w Polsce usłyszeć, że Izrael jest dla nas krajem peryferyjnym. Jednak ludzie, którzy tak mówią, nie znają się na polityce. Na Bliskim Wschodzie w dużej mierze toczy się teraz historia świata. Mieć dobre relacje z Izraelem, to mieć dobre relacje z krajem, który ma wielki wpływ na światowy układ sił („Rzeczpospolita”, 17.o5. 2008).

Drugim podobieństwem, które narzuca się przy zestawieniu postaci Piłsudskiego i Kaczyńskiego, jest ich stosunek do historii. Ojciec Piłsudskiego Józef Wincenty Piłsudski walczył w powstaniu styczniowym, przyszły marszałek Polski przyszedł na świat kilka lat po klęsce niepodległościowego zrywu. W domu rodzinnym był wychowywany w najwyższym kulcie dla tego wydarzenia. Gdy po latach Józef Piłsudski objął rządy w niepodległej Polsce, kultywował pamięć o powstaniu styczniowym. Znane są wzruszające zdjęcia starców z długimi białymi brodami, ostatnich powstańców z roku 1863, których zapraszał do Belwederu i dekorował orderami.

Ojciec urodzonego w 1949 roku Lecha Kaczyńskiego, Rajmund Kaczyński, walczył w powstaniu warszawskim. Gdy jego syn został prezydentem Warszawy, zbudował wspaniałe muzeum poświęcone tej wielkiej bitwie, a gdy został prezydentem Polski, odznaczył wielu jej uczestników.

Jeżeli już podjęto decyzję o pochowaniu Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, to miejsce w pobliżu sarkofagu Józefa Piłsudskiego było najlepszym, jakie można było wybrać. Uczeń spoczął koło swojego mistrza, którego dzieło – jako prezydent Rzeczypospolitej – starał się kontynuować wbrew szyderstwom, kpinom i oskarżeniom o anachronizm (to był zresztą główny zarzut wysuwany wobec Marszałka przez „nowoczesnych” endeków).
Rzeczpospolita


http://www.rp.pl/artykul/9157,479543_Zychowicz__Na_wzor__Marszalka.html

=====================================

Zob. też - http://www.polonus.mojeforum.net/post-vp6293.html?highlight=#6293 i tam zamieszczony komentarz.

Dęta analogia, którą w przypadku brukowego "Super Expresu" można zbyć wzruszeniem ramion (choć dziwię się, że prof. Antoni Dudek doświadczony w kontaktach z mediami dał się "wkręcić" w dyskusje na temat analogii miedzy Piłsudskim a Lechem Kaczyńskim, w każdym razie na swoim blogu zamilkł i nie podejmuje wątku) w przypadku poważnego dziennika, jakim jest "Rzeczpospolita", zasługuje na zauważenie i obśmianie.

A wszystko to potwierdza przypuszczenie (które w czas pogrzebu energicznie dementowano), że pochowanie pary prezydenckiej na Wawelu niektórzy zwolennicy PiS potraktowali nie jako wyraz hołdu dla tragicznie zmarłych ofiar Katastrofy Smoleńskiej oraz ofiar Zbrodni Katyńskiej, lecz jako wyraz wielkości Lecha Kaczyńskiego, który - parafrazując znane powiedzenie Józefa Piłsudskiego - "Piłsudskiemu był równy".

12 maja tego roku GW dołączyła do wydania papierowego płytę z filmem dokumentalnym z uroczystości pogrzebowych po 12 maja 1935 roku. Podejrzewałem, że redaktorzy GW usiłują w ten sposób "wkręcić" zwolenników PiS w analogię Piłsudski-Kaczyński, aby ich ośmieszyć, ale nie sądziłem, że po drugiej stronie znajdą się ludzie, którzy tę absurdalna koncepcję na serio podejmą.

No to po legendzie rządu Olszewskiego (którego półroczne nieudolne rządy propagandyści PiS nazywali "najlepszym rządem III RP" :) ) trzeba się przygotować na intensywne nadmuchiwanie nowego balonu - legendy: "o prezydencie, który był prawie jak Józef Piłsudski"...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 07 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sro Gru 07, 2016 7:16 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Nie Paź 24, 2010 8:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Znajomy zwrócił mi uwagę, na analogię między taktyką Józefa Piłsudskiego przed zamachem majowym, a obecną taktyką Jarosława Kaczyńskiego. Rzeczywiście.

Piłsudski oskarżał endecję o moralną odpowiedzialność za śmierć Gabriela Narutowicza - Kaczyński oskarża Tuska i innych przywódców Platformy o moralną odpowiedzialność za Katastrofę Smoleńską oraz za mord łódzki.

Piłsudski domagał się moralnej sanacji państwa - Kaczyński i jego zwolennicy mówią o tym samym.

Piłsudski podkreślał po Locarno (1925) upadek pozycji międzynarodowej Polski, za co obciążał odpowiedzialnością środowiska rządzące Polską przed 1926 - Kaczyński mówi o Polsce jako kondominium niemiecko-rosyjskim i podkreśla, że taka pozycja międzynarodowa Polski, jest wynikiem służalczości Tuska i Kaczyńskiego.

Pozycja Piłsudskiego w okresie międzywojennym opierała się na legendzie legionowej - Kaczyński również usilnie szuka legendy, która mogłaby być mitem założycielskim, uzasadniającym jego szczególna pozycję na politycznej scenie. Funkcję tę przez długi czas pełniła irytująca legenda o marnym rządzie Jana Olszewskiego, obecnie funkcję tę przejęła legenda o wybitnym prezydencie-"męczenniku" "poległym"w wyniku spisku Tuska i Putina w Smoleńsku.

Wielu ludzi "kupuje" te analogie (choć pewna część zwolenników PiS głosi je cynicznie i w złej wierze).

A co na to środowisko KPN, wyrosłe na szacunku dla Piłsudskiego?

- Odpowiadam wyłącznie w swoim imieniu.

Po pierwsze - dziedzictwo Piłsudskiego dzieli się wyraźnie na dwie części, związane z dwoma okresami w Jego życiu: okres walki o niepodległość Polski (do 1921 roku, tj. do zakończenia wojny polsko-sowieckiej) oraz okres późniejszy, związany z krytyką ustroju parlamentarnego, wycofaniem się do Sulejówka, zamachem stanu, powrotem na scenę polityczną i dyktatorskimi rządami aż do śmierci w 1935.

Złożyło się tak, że KPN nawiązała silnie do tej części dziedzictwa Piłsudskiego, która wiąże się z walką o niepodległość. W latach 90. KPN zbyt krótko była obecna na scenie politycznej, aby można było w sposób zasadny ocenić, czy i w jakim zakresie nawiązała do idei Piłsudskiego z okresu późniejszego. Pewnie takie nawiązania by były, ale dziś to już tylko gdybanie.

Jarosław Kaczyński (rocznik 1949 - tylko 3 lata młodszy od Michnika czy Lityńskiego, 4 od Szeremietiewa, którzy w latach 70. byli już aktywnymi działaczami opozycji z dużym stażem więziennym) - przeciwnie. W okresie PRL nie nawiązywał do idei Piłsudskiego. Brak podstaw, aby zaliczyć go do orientacji niepodległościowej w latach 70. i 80. ub. wieku. Trudno zresztą zaliczyć go w tym okresie do aktywnych aktorów na opozycyjnej scenie politycznej, skoro 13 grudnia nie został nawet internowany i nie wiem, czy w latach 80. w ogóle był zatrzymany na 48 godzin.

Czy ktoś, kto w czasach niewoli nie walczył aktywnie pod sztandarem Polski Niepodległej w ogóle ma prawo uważać się dziedzica Piłsudskiego? Przecież okres do 1921 do istota piłsudczyzmu, oceniana bardzo wysoko przez przygniatającą większość historyków (czego o okresie późniejszym w życiu Marszałka powiedzieć już nie można).

Czy ktoś, kto nawiązuje wyłącznie do tego gorszego (a przynajmniej zdecydowanie bardziej kontrowersyjnego) okresu w życiu Marszałka, może być dziś uważany za spadkobierce Jego idei?

Jakakolwiek byłaby odpowiedź na powyższe pytania, widzę pierwszą zasadniczą różnicę w stosunku do dziedzictwa Komendanta, gdy idzie o środowisko KPN oraz gdy idzie o dzisiejsze środowisko PiS - my nawiązywaliśmy do dziedzictwa Marszałka z czasów Jego walki o Niepodległą, środowisko PiS usiłuje dziś nawiązać do dziedzictwa Piłsudskiego z okresu bezpośrednio przed i po zamachu majowym. W okresie niewoli ludzie, którzy dziś tworzą środowisko PiS nie inspirowali się ideą i postawą Piłsudskiego.

cdn

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Wto Paź 26, 2010 8:24 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Porównując stosunek do spuścizny Piłsudskiego Konfederatów (przed 1989) i przywódców PiS-u (po roku 2000) uderza fakt, dosłownego kopiowania koncepcji Marszałka przez Kaczyńskich (czego nigdy nie robili przywódcy KPN).

Dla Konfederacji Piłsudski był źródłem inspiracji, jednak program KPN zawarty w "Rewolucji bez rewolucji" daleki był od koncepcji Piłsudskiego prowadzenia walki o niepodległość z bronią w ręku. Przeciwnie - oryginalna koncepcja Leszka Moczulskiego zakładała konsekwentnie prowadzenie walki metodami politycznymi i wyrzeczenie się przemocy. W "Memoriale" z grudnia 1976 zawarta była propozycja "ustawki" z władzą, która w imię nadrzędnych wartości (a także we własnym dobrze rozumianym interesie) winna zrezygnować z metod siłowych i winna dążyć do likwidacji opozycji metodami umiarkowanymi. W "Memoriale" z 1982 oraz w Liście do Prymasa (z tego samego roku) Moczulski podtrzymał te oryginalne koncepcje, choć jego Wielki Adwersarz - Jacek Kuroń, w "Tezach o wyjściu z sytuacji bez wyjścia" proponował opozycji drogę przemocy.

Także gdy idzie o konstytucje III RP KPN nie proponowała mechanicznego przywrócenia Konstytucji Kwietniowej (proponując jednak odniesienie się do niej w nowej konstytucji), lecz przedstawiła własny, oryginalny projekt.

Jeżeli zestawimy z tą postawą KPN (która polegała na twórczej i oryginalnej inspiracji myślą Marszałka) postawę PiS-u, która polega na mechanicznym kopiowaniu działań Piłsudskiego (co jest rażące np. w polityce zagranicznej Lecha Kaczyńskiego), to widać zasadniczą różnicę. Realia lat 2005-2010 są inne niż lat 20. XX wieku: dziś Rosja już schodzi ze sceny i jest Unia Europejska i NATO, do których należy Litwa i do której warto wciągać Ukrainę. W takich realiach kopiowanie polityki zagranicznej Marszałka przez Lecha Kaczyńskiego raziło anachronizmem. Na dodatek odbywało się to kosztem interesów polskiej mniejszości na Litwie oraz kosztem pamięci o polskich ofiarach ludobójstwa na Wołyniu.

cdn

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Pawel Sabuda



Dołączył: 02 Lis 2008
Posty: 368

PostWysłany: Wto Paź 26, 2010 9:55 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wybacz Mirku, że wtrącam w Twój wywód swoje "pięć groszy"
Otóż. "podpinanie" śp. Prezydenta Kaczyńskiego do Piłsudskiego, w takiej formie, jak zacytowane powyżej wywody PiSowskie, to nic innego jak podanie w pigułce niekompetencji politycznej tej formacji.
Mały chłopiec, marzący o zawodzie dzielnego strażaka, nie wyobraża sobie w 2010ym roku, że będzie powoził konnym zaprzęgiem, ciągnącym wóz z ręczną pompą do przetaczania wody ze studni. Raczej widzi się w ognioodpornym kombinezonie, w wozie ratowniczym o 500 konnym silniku, z nowoczesnym generatorem piany gaśniczej. I chce uczestniczyć w gaszeniu pożaru rafinerii, a nie krytej słomą stodoły. Po prostu - idzie ze swym czasem.
PiSowcy zaś boją się nieistniejących mar przeszłości: wielkiej Rosji i Niemiec (Prus), miażdżących zgodnie niepokorne narody. Boją się, chocby dlatego, że nie chcą sie uczyć polityki. A więc - np. nie czytają książek Moczulskiego. Zwłaszcza tych z ostatniej dekady - o geopolityce, o Międzymorzu itd. Ale - polityki rzecz jasna można się uczyć na TYSIĄCE INNYCH SPOSOBÓW!!! PiS tego nie robi, bo to za trudne. Szkoda im czasu. Lepiej upajać się własną martyrologią.
To, co z Piłsudskiego jest ponadczasowe i zapewne przetrwa wieki, jest w swej istocie genialnie proste: politykę należy uprawiać w oparciu o rozpoznanie procesu historycznego, w oparciu zaś o to rozpoznanie, należy używać właściwych narzędzi. Czasen jest to druk "Robotnika", czasem siłowe obalenie nieudolnego systemu. Czasem wysłanie do walki jednej kompanii, czasem wprowadzenie dyktatorskich rządów. Czasem próba wzniecenia wojny prewencyjnej, a za chwilę zawarcie sojuszun z tymi, którzy chwilę wcześniej - z tej wojny prewencyjnej - zrejterowali. Itd...
Piłsudczyk wie, że to nie my układamy sobie otoczenie, bo ono układa się samo. My natomiast, mamy obowiązek rozpoznać ułożenie różnych otoczeń, rozpoznać i swój udział racjonalnie zaznaczyć.
Sądzę, że w latach rewolucji 1905 roku, obóz Lecha Kaczyńskiego - gdyby istniał - za wszelką cenę starałby się powtórzyć Wiktorię Wiedeńską.

_________________
Pawel Sabuda
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Sro Paź 27, 2010 8:35 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No to Pawle trafnie podsumowałeś cały ten wątek słowami:
Cytat:
politykę należy uprawiać w oparciu o rozpoznanie procesu historycznego, w oparciu zaś o to rozpoznanie, należy używać właściwych narzędzi.

Pozwól jednak, że pomimo tego, że znamy już pointę całego wywodu będę kontynuował wywody, egzemplifikujące nasz zarzut wobec PiSu, dotyczący mechanicznego naśladowania zachowań Marszałka, bez uwzględniania aktualnego kontekstu historycznego.

Otóż Jarosław Kaczyński wyraźnie gra obecnie na "zamach majowy" i usiłuje powtórzyć to, czego dokonał Marszałek w roku 1926. Nie uwzględnia jednak odmiennego kontekstu historycznego.

W okresie międzywojennym przekonanie o kryzysie demokracji było powszechne. W 1926 mieliśmy dyktatury na Węgrzech (Horthy), we Włoszech (Mussolini), w Hiszpanii (Primo de Rivera) oraz system totalitarny w ZSRR (Stalin). Próby zamachów dokonywano w Niemczech (pucz Kappa, pucz monachijski). Dominowało przekonanie, że demokracja nie rozwiąże narastających problemów, rozwijał się komunizm sterowany z Moskwy przez Komintern i radykalna reakcja wobec komunizmu - faszyzm.

Dziś sytuacja jest zupełnie inna. Ustanowienie w Polsce dyktatury (nawet, gdyby było możliwe z uwagi na mechanizmy wewnętrzne) byłoby niemożliwe z przyczyn międzynarodowych. Polska rządzona w sposób dyktatorski nie byłaby akceptowana w Europie. Oznaczałoby to naszą długotrwała izolację międzynarodową, ze wszystkimi jej konsekwencjami.

Piłsudski miał w roku 1926 narzędzie przejęcia władzy - wojsko. Duża część kadry oficerskiej, to byli podwładni Komendanta z okresu Organizacji Bojowej, strzeleckiego, legionowego lub z czasów wojny polsko-bolszewickiej.

Kaczyński nie ma do dyspozycji armii. Jedynym narzędziem przewrotu, na które mógł liczyć do niedawna, to był związek zawodowy "Solidarność", który pod kierunkiem Śniadka stał się przybudówką PiS-u. Niedawno jednak Śniadek przegrał wybory, a nowy szef związku - Duda, zadeklarował utrzymywanie równego dystansu NSZZ "Solidarność" do PiS-u i do PO. Bez "Solidarności" Kaczyński jest jak bez zębów. Słuchacze Radia Maryja, byli w stanie organizować modlitwy przy Krzyżu na Krakowskim Przedmieściu, ale nie są w stanie zdobyć Urzędu Rady Ministrów, ani Belwederu. Tym bardziej, że druga strona dysponuje hordami rozwydrzonej młodzieży, gotowej do fizycznej konfrontacji z radiomaryjnym elektoratem.

Kaczyński może więc przejąc i sprawować władzę tylko metodami demokratycznymi, parlamentarnymi, lecz jest to m.zd. mało prawdopodobne z uwagi na jego obecną taktykę (o czym dalej).

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Pawel Sabuda



Dołączył: 02 Lis 2008
Posty: 368

PostWysłany: Sro Paź 27, 2010 9:01 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Myślę sobie, że jedyną postacią polskiej polityki minionych trzech dekad, która otarła sie o możliwości zbliżone do tych, jakie miał Piłsudski, był - niestety - Pan lech Wałęsa. On bowiem, był przez czas jakiś symbolem wygranej batalii narodowej, miał uznanie kraju i świata. Krótko mówiąc - miał ZŁOTY RÓG. Niestety - wiele powodów, wśród których niebagatelną rolę odgrywały - moim subiektywnym zdaniem - uwarunkowania genetyczne samego Pana Lecha Wałęsy - spowodowały, że w ten róg nie "zadąl".
Natomiast Jarosław Kaczyński nie ma praktycznie żadnych dokonań faktycznych czy też wykreowanych, które dawałyby mu choćby cień szansy na indywidualne odegranie roli męża stanu. Od blisko dwóch dekad walczy o mit założycielski swej osoby i swej formacji - i ponosi porażkę jedną za drugą. A ma już 61 lat, a więc zegar tyka dużo szybciej, niż jeszcze 10 lat temu. I ciągle nic! Moim zdaniem, jego podstawowy problem polega na tym, że usiłuje ten "mit założycielski" zbudować na litości i współczuciu względem porażek klęsk i tragedii. Raz to źli agenci komuny obalają rząd, którego był politycznym "ojcem chrzestnym", raz to zwalczają go ciemne siły, siedzące w szafie Lesiaka z instrukcją "0015" w zębach, raz to tępy cham i bufonowaty endek nie chcą mu się w pełni podporządkować, to znów spisek ciemnych mocy zabija polskie elity, zadając cios jego formacji. Na koniec cudem unika spotkania z 8 kulami ze starej giwerze jakiegoś świra. No - ja bardzo przepraszam, ale nalezy zapytać w tym miejscu: "Po co nam pechowcy?".
Jak sobie poradziłby Piłsudski, gdyby: "Robotnik" ani raz się nie ukazał, bo zabrakło farby do powielacza, w wagonie pocztowym w Bezdanach zamiast kasy - byłby- jak raz- transport ręczników dla petersburskich elegantek, I Kadrowa by nie wymaszerowała, bo szewc nie uszyłby butów dla żołnierzy, bolszewicy sami by się wycofali z Radzymina, na wieść, że w Warszawie nie ma wódki, a w końcu -majowy pochód z Sulejówka by nie ruszył, bo ktoś tam zaspał... Taki Piłsudski, nigdy by się nie pojawił.
Oczywiście - armia narodowych płaczek, licząca jakieś 20-30% elektoratu aktywnego, w ramach współczucia i dętej mitologii - zagwarantuje mu ( J. Kaczyńskiemu) miejsce lidera opozycji jeszcze przez 5-10 lat. Ale NIC WIĘCEJ!!!
Warto za to popatrzeć na drugi szereg PiSu. Tam czołową postacią jest Ziobro. I spójrz Mirku, co on robi! Spokojnie buduje swój "dwór". Ot - choćby w tych wyborach samorządowych! Zdominował listy kandydatów PiS w Małopolsce, na czele z Krakowem. Czy dlatego, że ma takich super działaczy? Jasne, że nie! On pokazuje się jako "ludzki pan". Swoich przydupasów intratnie obsadza, w każdym możliwym miejscu.Nie walczy o władzę w PiS, bo nie jest idiotą. Wie, że atakując Kaczyńskiego, wpisze się w awanturę, a to mu zaszkodzi. Nie warto! Kaczyński sam się wykończy. A wtedy "ludzki pan" będzie jedynym ojcem dla sierot. I zbieże ich. Co więcej, stanie się "ojcem narodowej integracji". Czyli wyciągnie z politycznej emerytury np. takiego Jana Marię Władysława Rokitę, kupi sobie przychylne opinie paru tzw. autorytetów i wykona jeszcze trochę ruchów, które uczynią zeń naturalnego "ojca polskiej sprawy". I już na żadnego Piłsudskiego się nie powoła. Na Jana Pawła II - powoła się, ale z dystansem. Kwiatki na Wawelu złoży - a jakże, Pana Byłego Prezesa odwiedzi - w domu starców lub na cmentarzu, z dziećmi sfotografuje się wśród kwiatów. I tylko tych dziecie mi żal...

_________________
Pawel Sabuda
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 07 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sro Gru 07, 2016 7:16 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Piotr Plebanek



Dołączył: 02 Sty 2009
Posty: 180

PostWysłany: Czw Paź 28, 2010 8:28 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mirku i Pawle!
Bardzo cenne i trafne analizy. Chciałbym tylko, żeby przeczytali je - pan Zychowicz i czytelnicy Rzepy.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> ARCHIWUM Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group