Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna polonus.forumoteka.pl
Archiwum b. forum POLONUS (2008-2013). Kontynuacją forum POLONUS jest forum www.konfederat.pl
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Zdaniem Jerzego Bukowskiego (rok 2009)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 43, 44, 45  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> ARCHIWUM
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Wto Sty 06, 2009 8:49 pm    Temat postu: Zdaniem Jerzego Bukowskiego (rok 2009) Odpowiedz z cytatem

Felietony Jerzego Bukowskiego publikowane na POLONUSie w roku 2008 są dostępne w archiwum - http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=1834&postdays=0&postorder=asc&start=0

Zanim zarchiwizowałem te teksty liczyły one 10.155 wyświetleń, co jest - jak na realia naszego Forum, rezultatem fantastycznym!

Oto teksty nadesłane w roku 2009. Pierwszy z nich został opublikowany pod datą 2 stycznia.

Cytat:
Bez wspólnych skipassów
Polskie tereny narciarskie z oczywistych względów nie mogą konkurować z alpejskimi. Natura poskąpiła nam wspaniałych stoków na dużych wysokościach, na których śnieg zalega od listopada do kwietnia, a na lodowcach przez cały rok. Coraz większa liczba polskich miłośników białego szaleństwa wybiera więc Alpy jako miejsce spędzenia zimowego urlopu, zwłaszcza że nie są one wcale dużo droższe od naszych gór.
Właściciele wyciągów w Tatrach, Sudetach i Beskidach robią wiele, aby zatrzymać jak najwięcej spośród nich w kraju. Nie zawsze potrafią jednak porozumieć się w najprostszych nawet sprawach, jak choćby wspólny skipass. Ciągle się o tym wprawdzie mówi, ale rzeczywistość nadal nie nadąża za życzeniowym myśleniem.
I tak narciarze, którzy korzystają z wyciągów na Podhalu, muszą kupować oddzielne karnety w każdej stacji narciarskiej. Starosta tatrzański Andrzej Gąsienica Makowski solennie zapewnia, że rozmowy w tej sprawie cały czas trwają i na niektórych wyciągach ski-passy już funkcjonują, ale są to jednostkowe przypadki. Takie karnety na kilka wyciągów obowiązują np. w Białce Tatrzańskiej, ponieważ ich właścielami są w paru przypadkach członkowie jednej rodziny.
System wspólnych skipassów od dawna i z powodzeniem działa na nieodległej Słowacji, po której zboczach chętnie szusują również polscy narciarze. Czy przynajmniej najstarsi z nich dożyją czasów, kiedy i na rodzimych stokach będzie można poruszać się z jednym karnetem w kieszeni?
Jerzy Bukowski



Cytat:
Upiorna Nelly
Można nie cenić i nie lubić Jarosława Kaczyńskiego, ale czasem wprost nie sposób mu po ludzku nie współczuć. I to bynajmniej nie wtedy, gdy atakują go liczni wrogowie z różnych stron polskiej sceny politycznej, ale wówczas, kiedy głos ze szlachetną w zamiarze intencją poprawienia jego wizerunku zabierają niektórzy członkowie Prawa i Sprawiedliwości.
Prezes tej partii powinien mieć się na baczności zwłaszcza w chwilach, kiedy dziennikarze przeprowadzają wywiad z Nelly Rokitą. Znana z rzadkiej nawet w świecie polskich polityków umiejętności zaprzeczania sobie samej w dwóch wypowiedzianych w przeciągu zaledwie killku minut zdaniach "enfant terrible" PiS potrafi wprawić w osłupienie niekonwencjonalnością swoich sądów, którą można jednak równie dobrze - i chyba bardziej słusznie - nazwać bezmyślnym mówieniem tego, co jej w danej chwili ślina na język przynosi.
Opisywałem już w portalu poland.us (26 września 2007 i 1 lipca 2008 roku) jej liczne słowne wybryki, które budzą zrozumiałą radość rozmawiających z nią (i celowo podpuszczających ją do budowania dziwacznych konstrukcji myślowych) dziennikarzy oraz słuchaczy i czytelników, teraz odnotuję więc tylko ostatni, ale bardzo efektowny.
W wywiadzie dla dziennika "Polska" z 3-4 stycznia br. powiedziała, że Kaczyński byłby lepszym, bardziej odpornym na przeciwności losu politykiem, gdyby się ożenił. Co więcej, za znakomitą kandydatkę na żonę dla niego uznała posłankę Jolantą Szczypińską (o której bliskich związkach z prezesm PiS sporo się nie tak dawno mówiło), ale wyznała również, że chciałaby, aby prezes zakochał się także w niej.
Ten fragment wywiadu (obfitującego zresztą w kilka innych, typowych dla Nelly Rokity barwnych sformułowań na temat czołowych postaci polskiej polityki) zyskał natychmiast medialny rozgłos. Rozmawiający z ważnymi członkami PiS dziennikarze nie podarowali sobie przyjemności zapytania ich o zdanie na temat romantycznych wynurzeń partyjnej koleżanki. Jedni z nich starali się bagatelizować je, wskazując na powszechnie już znane cechy jej charakteru, inni nie ukrywali zażenowania, a nawet zdenerwowania. Sam Kaczyński nie odniósł się - przynajmniej na razie - do dobrych rad niesfornej podwładnej.
Nie wiem, czy niefrasobliwie wypowiadająca swoje zapewne ad hoc wymyślane opinie posłanka zdawała sobie sprawę, że udzieliła tego wywiadu w momencie, w którym jej partia właśnie zaczyna - na życzenie swego prezesa - zmieniać medialny wizerunek, starając się dodać mu więcej merytorycznej powagi w miejsce dotychczasowego polemicznego zapału. Do realizacji owego zadania są wyznaczeni mniej do tej pory obecni w stacjach telewizyjnych i rozgłośniach radiowych politycy, uznani za takich, którzy potrafią nadać PiS nową, bardziej akceptowaną przez opinię publiczną twarz.
Nie ma jednak wśród nich Nelly Rokity. Ciekawe, czy jej wywiad dla "Polski" był zatem ostatnim na dłużej medialnym występem, czy też będzie ona dalej robiła pośmiewisko z siebie i ze swojej partii, nie przestrzegając odgórnych wytycznych w kwestii obecności (a w jej przypadku nieobecności) poszczególnych polityków Prawa i Sprawiedliwości w mediach.
Jerzy Bukowski


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Pią Maj 06, 2011 8:49 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 11:45 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Wto Sty 06, 2009 10:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
30-lecie sakry biskupiej kard. Macharskiego
6 stycznia, w święto Objawienia Pańskiego, czy jak kto woli Trzech Króli, Kraków oddał należny hołd swemu emerytowanemu metropolicie, następcy Karola Wojtyły na stolicy Świętego Stanisława - kardynałowi Franciszkowi Macharskiemu.
W 30. rocznicę objęcia przezeń sukcesji po powołanym na stolicę Świętego Piotra wielkim poprzedniku uroczystej Mszy Świętej w królewskiej katedrze na Wawelu przewodniczył obecny metropolita krakowski - kard. Stanisław Dziwisz, który powiedział m.in.:
- Razem z księżmi biskupami, kapłanami, osobami konsekrowanymi i wiernymi dziękujemy Bogu za Twoją osobę i posługę biskupią, którą nadal służysz Archidiecezji krakowskiej, dając świadectwo wiary, a zwłaszcza bezgranicznego zaufania Bożemu Miłosierdziu, zgodnie z Twoim biskupim zawołaniem: "Jezu, ufam Tobie".
Biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej Jan Zając podkreślił zaś w homilii, że kard. Macharski pełnił posługę pasterską w niezwykle trudnym okresie odzyskiwania wolności po latach komunistycznego zniewolenia.
– Przyszło mu podnosić na duchu w dniach stanu wojennego, z troską pochylać się nad ludzkimi dramatami i biedami – mówił bp Zając.
Po zakończeniu Mszy Świętej, w katedrze rozległy się brawa jako wyraz podziękowań dla kard. Macharskiego, który wyraźnie wzruszony długo pozdrawiał wiernych, osobiście witając niektórych z nich - starych znajomych z lat swej posługi metropolii krakowskiej.
Powierzenie kard. Macharskiemu zwolnionej przez siebie godności kościelnej było jedną z pierwszych decyzji Jana Pawła II, który znał go od bardzo wielu lat. Jedno z pierwszych ich spotkań miało miejsce podczas prymicyjnej Mszy Świętej księdza Wojtyły. Odprawiał ją w wawelskiej krypcie Świętego Leonarda, a w gronie ministrantów znalazł się młodziutki wówczas Macharski.
Późniejszy metropolita krakowski urodził się 20 maja 1927 roku w znanej pod Wawelem rodzinie kupieckiej W czasie II wojny światowej uczęszczał na tajne komplety, będąc uczniem m.in. prof. Zenona Klemensiewicza, który wróżył mu karierę uniwersytecką historyka lub literaturoznawcy.
Macharski podjął jednak inną decyzję: tuż po wojnie wstąpił do Krakowskiego Seminarium Duchownego. Po przyjęciu w 1950 roku święceń kapłańskich miał jechać na studia do szaajcarskiego Fryburga. Wiązało się to jednak z koniecznością podpisania współpracy z tajnymi służbami PRL, którą to propozycję zdecydowanie odrzucił, rezygnując z paszportu. Jego niezłomną postawę wobec funkcjonariuszy aparatu represji PRL (także w późniejszych latach) pięknie opisał ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski w swej słynnej książce o różnych zachowaniach kapłanów archidiecezji krakowskiej w kontaktach ze Służbą Bezpieczeństwa.
Wobec takiego obrotu spraw, metropolita krakowski kard. Adam książe Sapieha skierował go na parafię w Kozach koło Bielska-Białej, gdzie pełnił posługę wikarego. Dopiero polityczna w 1956 roku odwilż umożliwiła mu zaplanowany dużo wcześniej wyjazd do Fryburga.
W latach 1970-78 był rektorem krakowskiego Wyższego Seminarium Duchownego, a więc osobą, która doskonale znała wszystkich kleryków. W tym okresie blisko wpółpracował z kard. Wojtyłą, obficie korzystającym z jego wszechstronnej wiedzy o nowo wyświęcanych księżach archidiecezji. Mianowanie go arcybiskupem krakowskim i bardzo szybkie obdarzenie kapeluszem kardynalskim nie było więc żadną niespodzianką.
Jego metropolitalna posługa przypadła na bardzo trudne czasy. Najpierw rodziła się "Solidarność", którą serdecznie, aczkolwiek dyskretnie wspierał, później ogłoszony został stan wojenny. Wiele osób z podziemnych struktur opozycji miało do niego wówczas pretensje, że nie angażuje się w walkę z komunistami w tak zdecydowany sposób, jak niektórzy inni polscy biskupi.
Kard. Macharski miał jednak inny charakter. Od mocnych słów zawsze wolał owocne działania, a zamiast wysuwać się na pierwszy plan wybierał zazwyczaj skuteczne wspieranie uznanych za słuszne czynów bez wychodzenia przed szereg. Pomagał rodzinom internowanych, odwiedzał ich w miejscach odosobnienia, walczył o zapewnienie im jak najlepszych warunków bytowych.
Po 1989 roku umocnił swoją i tak od początku bardzo silną pozycję w Episkopacie Polski, nie dając się przyporządkować do żadnej orientacji. Nie nazywano go więc ani konserwatystą, ani liberałem, nie zaliczano ani do zwolenników Radia Maryja, ani do sympatyków tzw. Kościoła otwartego. Skutecznie wymykał się wszelkim kwalifikacjom.
Podczas swojej arcybiskupiej posługi kard. Macharski ustanowił ponad 200 nowych parafii, a w diecezji wybudowano dziesiątki kościołów i kaplic. Najpoważniejszą zrealizowaną inwestycją było Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.
W dniach poprzedzających śmierć Jana Pawła II czuwał razem z wiernymi pod papieskim oknem na ulicy Franciszkańskiej. Po śmierci Ojca Świętego modlił się tam z nimi do rana. Do uczestników dziękczynnej Mszy Świętej za pontyfikat Jana Pawła II na krakowskich Błoniach przysłał z Rzymu sławnego już SMS-a: "Jestem z Wami przy Świętym Piotrze. Tu i tam wasz".
Mimo przejścia na emeryturę, kard. Macharski nadal wspiera liczne inicjatywy na rzecz biednych i potrzebujących. W ostatnich latach dał się poznać jako człowiek niezwykle bezpośredni i serdeczny w kontaktach z wiernymi. Zawsze był taki, ale wysoka ranga sprawowanego urzędu powodowała, że wielu księży i świeckich uważało go za osobę dosyć kostyczną, a nawet oschłą w obejściu. Nie tylko z powodu szczupłej postury nazywano go więc w dziennikarskich, ale także i w kapłańskich kręgach "suchym Frankiem".
Kard. Macharski ma jednak wyrafinowane (często określane mianem brytyjskiego) poczucie humoru i znakomitą umiejętność zachowania dystansu do samego siebie. Znana jest też jego fascynacja nowinkami technicznymi, zwłaszcza komputerem i telefonem komórkowym.
Doceniając przemożną rolę mediów we współczesnym świecie, stara się być życzliwy wobec dziennikarzy, szczególnie gdy dostrzega ich wysokie kwalifikacje zawodowe. Do niejednego z nich osobiście dzwonił ze swojej komórki, aby udzielić odpowiedzi na zadane mu wcześniej faksem czy mailem pytania.
Jest Kawalerem Orderu Uśmiechu i honorowym obywatelem wielu miast, m.in. Chorzowa, Nowego Targu, Wadowic, Mszany Dolnej. Otrzymał doktoraty honoris causa m.in. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, Katolickiego Uniwersytetu w Taipei na Tajwanie i Uniwersytetu Adamson na Filipinach.
Po przejściu na kościelną emeryturę zamieszkał na terenie Sanktuarium Ecco Homo św. Brata Alberta.
Jerzy Bukowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Wto Sty 06, 2009 10:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Zatrzymanie multioszusta
Taki rekordzista zdarza się rzadko. Nic więc dziwnego, że wszystkie polskie media odnotowały niewątpliwy sukces, jakim było zatrzymanie poszukiwanego przez 130 prokuratur (!) w całym kraju 26-letniego mieszkańca Małopolski, podejrzanego o seryjne oszustwa.
Piotra C., za którym wydano około 60 listów gończych i kilkadziesiąt nakazów zatrzymania i doprowadzenia, zatrzymali funkcjonariusze Karpackiego Oddziału Straży Granicznej w podkrakowskich Balicach, dokąd przybył samolotem z Liverpoolu. Jak poinformował dziennikarzy rzecznik KOSG major Marek Jarosiński, "sprawdzenie jego danych osobowych wprost wysypało z komputera niekończącą się listę popełnionych przestępstw".
Mężczyzna był poszukiwany w związku z oszustwami, polegającymi na zamieszczaniu w prasie ogłoszeń o sprowadzaniu samochodów z zagranicy i pobieraniu zaliczek, przy czym żadne samochody nie zostały sprowadzone. W tej samej sprawie poszukiwał go także rodzimy komisariat policji w Piwnicznej Zdroju.
- W kilkunastoletniej historii istnienia Karpackiego Oddziału Straży Granicznej nie mieliśmy przyjemności zatrzymania równie wytrwałego kolekcjonera listów gończych – powiedział z dumą mjr Jarosiński. I dodał, że Piotr C. jest także poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania. A krakowska prokuratura zastrzega, że nie była nawet w stanie ściśle określić liczby prokuratur, prowadzących dochodzenia w związanych z nim sprawach.
Teraz będzie to jednak możliwe, ponieważ zgodnie z procedurą, naczelnik aresztu, do którego trafił podejrzany, zawiadomi wszystkie poszukujące go prokuratury w całej Polsce. Te wystąpią zaś do właściwych sądów o aresztowanie multioszusta. Pierwsza z nich, która spełni te warunki (prawdopodobnie kielecka), będzie mogła - niejako w nagrodę - prowadzić postępowanie przeciwko niemu, pozostałe dołączą zaś przekażą jej zgromadzone przez siebie materiały.
Polska Agencja Prasowa ustaliła, że Piotra C. poszukiwały m.in. trzy prokuratury w Krakowie, a także w Wadowicach, Śremie, Łomży, Raciborzu, Żywcu, Wyszkowie, Kartuzach, Ostrowie Wielkopolskim, Lublinie, Olsztynie, Siemianowicach Śląskich, Bielsku-Białej, Będzinie, Obornikach, Toruniu, Kutnie, Białymstoku, Dąbrowie Górniczej, Tarnowskich Górach, Jeleniej Górze, Bytomiu, Środzie Wielkopolskiej, Słupsku, Brzesku, Koninie, Lęborku, Gorzowie Wielkopolskim, Głogowie, Łukowie, Lublinie, Goleniowie, Kielcach, Turku, Poznaniu, Iławie, Bydgoszczy, Rzeszowie, Bystrzycy Kłodzkiej, Jaworznie, Chełmie, Wadowicach, Kraśniku, Gdańsku, Nowym Targu i Gliwicach. Uff.
Podejrzanemu Piotrowi C. grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności, która nie wydaje się wcale zbyt wielką, jak na liczbę oszukanych przez niego osób i prowadzonych przeciw niemu postępowań.
Jerzy Bukowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Sro Sty 07, 2009 3:05 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
"Do woja marsz, do woja"
Polska armia ma być wkrótce sformowana wyłącznie z osób chętnych związać z nią całe swoje zawodowe życie, a przynajmniej – zważywszy na wczesne emerytury wojskowe – jego znaczną część. Decyzja o wstrzymaniu poboru i przejściu na wyłącznie ochotniczy zaciąg wywołała jednak wiele obaw o to, czy znajdzie się na tylu młodych Polaków, aby nasze siły zbrojne mogły bez problemów nadal wykonywać stawiane im przez władze Rzeczypospolitej zadania.
Nie brakowało sceptyków, którzy twierdzili, iż odejście od dotychczasowych zasad zapełniania koszar skończy się totalną klęską, ponieważ nie znajdzie się wystarczają liczba chętnych do przywdziania munduru na długie lata. Przypominali oni nie tak wcale dawne czasy, kiedy kto tylko mógł, wymigiwał się od "pójścia w kamasze".
Polemizowali z nimi zwolennicy poglądu, iż w trudnych ekonomicznie czasach, przy wysokim poziomie bezrobocia, nie zabraknie ochotników do pełnienia służby w szeregach armii, zapewniającej nie tylko stałe zatrudnienie, ale także liczne przywileje socjalne i emerytalne.
Na razie rzeczywistość potwierdza opinie tych drugich. Okazuje się bowiem, że jeszcze nigdy tylu młodych rodaków nie chciało dobrowolnie iść do armii. Do wojskowych komend uzupełnień zgłosiło się już ponad 20 tysięcy ochotników, czyli o kilka tysięcy więcej niż może ich przyjąć nasza armia.
Sztab Generalny Wojska Polskiego planuje w ciągu dwóch najbliższych lat wcielić kilkanaście tysięcy osób, aby na początku 2011 roku w jego szeregach było zaplanowane i ogłoszone przez ministra obrony narodowej Bogdana Klicha około 120 tysięcy żołnierzy. Najwięcej ich będzie potrzeba już we wrześniu bieżącego roku, kiedy jednostki wojskowe opuszczą ostatni żołnierze z poboru.
Oczywiście jedna jaskółka nie czyni jeszcze wiosny, nie można więc generalizować, ani formułować nazbyt optymistycznych prognoz na przyszłość z jednorazowego doświadczenia. Ale nie sposób też nie potraktować tego szturmu na koszary jako bardzo dobrego znaku dla przygotowującej się do prawdziwej rewolucji w tej materii polskiej armii.
Jerzy Bukowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Sro Sty 07, 2009 9:45 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Nowy eksponat muzeum Auschwitz
O rysunek byłego więźnia niemieckiego obozu zagłady, Tadeusza Myszkowskiego (numer 593), wzbogaciły się zbiory Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau - poinformowała Polska Agencja Prasowa.
Jest to karykatura przedstawiająca Jana Kowalskiego, oznaczonego w obozie numerem 99. Obaj więźniowie byli więc jednymi z pierwszych osadzonych w nazistowskiej fabryce śmierci. Pochodzili z Zakopanego i byli ze sobą spokrewnieni.
Kowalski został aresztowany za wystawianie w 1939 roku w lokalu Empire w Zakopanem karykatur Hitlera i Mussoliniego, autorstwa m.in. Myszkowskiego. On sam został znalazł się w Auschwitz za ich narysowanie. Obaj trafili do obozu w pierwszym transporcie polskich więźniów politycznych 14 czerwca 1940 roku.
Jak powiedziała PAP Agnieszka Sieradzka z działu zbiorów Muzeum, artysta malarz i rzeźbiarz Myszkowski był ceniony przez współwięźniów przede wszystkim za duże poczucie humoru, odporność psychiczną i zaradność. Na odwrocie rysunku znajduje się ciekawa scena: portret Augusta Piccarda, szwajcarskiego naukowca, unoszącego się w niebo niczym balon.
Myszkowski był jednym z organizatorów obozowej rzeźbiarni, w której schronienie znaleźli tacy artyści jak Bronisław Czech, Xawery Dunikowski, bracia Kupcowie, Wincenty Gawron, a także inne osoby, w tym słynny rotmistrz Witold Pilecki. Pracował także w stolarni oraz pracowni fotograficznej. Jako pracownik warsztatów rzemieślniczych oraz placówek SS miał dość swobodny dostęp do materiałów malarskich. We wszystkich komandach, w których pracował, rysował po kryjomu portrety współwięźniów. Wykonywał również prace na zlecenie SS: głównie obrazy, drzeworyty, rzeźby. W obozie Myszkowski zaangażował się w działalność ruchu oporu. Był członkiem Związku Organizacji Wojskowych, utworzonej przez rtm. Pileckiego.
Sieradzka wyjaśniła, że znajdujący się na odwrocie portret Augusta Piccarda, szwajcarskiego fizyka i wynalazcy, który w 1931 roku w balonie wzleciał na rekordową wysokość blisko 16 kilometrów, wzbogacony jest wizerunkami polskiej flagi, kolumny Zygmunta i licznych gwiazd.
- Sugeruje to, że nie chodzi o słynny lot Piccarda balonem stratosferycznym w 1931 roku. Jest to metafora pionierskiej próby lotu do stratosfery tak zwaną Gwiazdą Polską. Po nieudanej próbie startu w 1938 roku, ponowny start miał się odbyć we wrześniu 1939 roku. Zamierzenia zniweczył wybuch II wojny światowej - powiedziała Sieradzka dziennikarzowi PAP.
Po wojnie Tadeusz Myszkowski zaangażował się w organizowanie na terenie byłego obozu muzeum. Współtworzył kolekcję artystyczną działu zbiorów, poszukując prac artystycznych tworzonych przez więźniów w obozie. We wczesnych latach powojennych tworzył również portrety oraz karykatury SS-manów i współwięźniów. W muzealnych zbiorach znajduje się kilkanaście jego prac.
Jerzy Bukowski


Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Sro Sty 07, 2009 9:45 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Tynieckie wyciszenie
Nawet jeżeli jest to tylko chwilowa moda, to trzeba spojrzeć na nią z życzliwością, ponieważ przynosi ona wyłącznie dobre skutki.
Coraz częściej zdarza się, że polskie klasztory otwierają swoje furty dla osób spragnionych ciszy, spokoju, refleksji na sobą, wyłączenia telefonów komórkowych i laptopów, czyli po prostu odcięcia się choćby na kilka dni od zgiełku świata oraz obłędnej gonitwy za zyskiem, sławą, karierą.
Ludzie w różnym wieku, reprezentujący różne zawody i nawet niekoniecznie głęboko religijni dobrowolnie zamykają się za grubymi murami, aby zaznać wewnętrznego wyciszenia zgodnie z regułą danego zakonu. Mogą to być zwykłe pobyty bez specjalnego programu, ale równie chętnie korzystają oni z przygotowanych z myślą o nich spotkań medytacyjnych, warsztatów biblijnych, sesji antydepresyjnych, rekolekcji, itp.
Taką szeroką ofertę przygotowało m.in. Opactwo Benedyktynów w Tyńcu pod Krakowem. Od kilku lat organizuje ono kilkudniowe pobyty dla osób, które chcą pogłębić swoje życie wewnętrzne, odnowić kontakt z religią, zatopić się w rozmyślaniach nad tajemnicami bytu, wiary i własnej osobowości, przygotować do ważnych wydarzeń w swoim życiu, np. do sakramentu małżeństwa.
Przyciąga ich do Tyńca możliwość przebywania we wspólnocie zakonników, zakosztowania pełnego ciszy i skupienia rytmu klasztornego dnia oraz aura miejsca:malowniczo położonego opactwa, założonego w 1044 roku, a w ostatnich latach gruntownie odnowionego. Wielu gości jest też zainteresowanych osobistym spotkaniem najsłynniejszego tynieckiego zakonnika - Ojca Leona Knabita.
Gdyby ktoś z użytkowników portalu Polonus był zainteresowany propozycjami podkrakowskich benedyktynów, to już w połowie stycznia odbędą się Tynieckie Spotkania Medytacyjne. W marcu mnisi zapraszają m.in. na Rekolekcje z Postem, w kwietniu na Rekolekcje Weekendowe z Ikebaną. W maju zaplanowano Biblijne Warsztaty Antydepresyjne, spotkania z cyklu "Ojciec Leon zaprasza do Tyńca" oraz Rekolekcje "Duchowość Benedyktyńska dla Świeckich".
Skąd bierze się ta otwartość na świat? Z 53. rozdziału Reguły św. Benedykta, zatytułowanego "O przyjmowaniu gości". Pierwszy z jego 24 punktów brzmi: "Wszystkich przychodzących do klasztoru gości należy przyjmować jak Chrystusa".
Nie bez znaczenia jest także słynąca na całą Polskę kuchnia tynieckich benedyktynów. Przygotowywane przez nich potrawy i nalewki regularnie wygrywają rozliczne konkursy gastronomiczne, w których startują znane z upodobania do dobrego jadła oraz napitku zakony.
Aby uzyskać niezbędne informacje o bogatej ofercie Opactwa Benedyktynów w Tyńcu dla osób świeckich, wystarczy wejść na jego stronę internetową: www.tyniec.mm.com.pl/pl lub www.tyniec.benedyktyni.pl/pl
Jerzy Bukowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Czw Sty 08, 2009 10:48 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
O pamięć polskich ofiar Wielkiego Terroru
O tym, że wciąż aktualne jest bardzo stare powiedzenie: "podróże kształcą" przekonał się ostatnio były marszałek Sejmu RP i były wicepremier, a obecnie poseł Ludwik Dorn. Wracając z Białegostoku do Warszawy, spotkał w pociągu Aleksandra Pruszyńskiego (syna Ksawerego), mieszkającego obecnie na Białorusi (wcześniej w Kanadzie). Co wynikło z ich rozmowy? Oto cytat z blogu Dorna w Salonie 24.pl (dostępny także w onet.pl):
Pan Pruszyński powiedział mi, że od paru miesięcy stara się zainteresować pana Marszałka Bronisława Komorowskiego projektem uchwały Sejmu, oddającej hołd ponad 100 tysiącom Polaków wymordowanych w Związku Sowieckim w latach 1937-1938. Zdziwiłem się.
Po pierwsze, wiedziałem co nieco o Wielkim Terrorze i o tym, że jego ofiarami byli także Polacy, ale z lektur zapamiętałem przede wszystkim wzmianki o przesiedleniach i zsyłkach – rzeczywiście na masową skalę. Kiedy powiedziałem o tym panu Pruszyńskiemu, zaoponował: „przecież ponad 100 tysięcy Polaków rozstrzelano!”.
Po drugie, zdziwiłem się brakiem reakcji Marszałka Komorowskiego, historyka z wykształcenia, działacza demokratyczno-niepodległościowego w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku i do pewnego czasu później. Gdyby rzeczywiście było coś na rzeczy, to na pewno by zareagował.
Pan Pruszyński jednak nastawał i prosił mnie o zainteresowanie się tą sprawą. Powiedziałem, że tym się zajmę, w wolnej chwili sięgnąłem do katalogów, poszedłem do biblioteki, sprawdziłem i przeraziłem się. Rzeczywiście rozstrzelano blisko 150 tysięcy Polaków za to, że byli Polakami. I to ludobójstwo nie jest obecne w pamięci historycznej nas, współczesnych. Rzeczywiście, nie było uchwały Sejmu upamiętniającej to ludobójstwo. Rzeczywiście, Polska o swoich wymordowanych dzieciach zapomina.
Czas przerwać ten proces niepamięci. Dlatego dzisiaj składam do laski marszałkowskiej projekt uchwały podpisanej przez kilkunastu posłów PiS i dwóch niezrzeszonych.

Po czym Dorn zamieszcza na blogu tekst projektu bardzo krótkiej uchwały Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, upamiętniającej ofiary ludobójstwa dokonanego w latach 1937-1938 na Polakach zamieszkałych w Związku Sowieckim:
Sejm Rzeczpospolitej Polskiej oddaje cześć pamięci 150 tysięcy Polaków, zamordowanych  na rozkaz władz sowieckich przez NKWD w latach 1937 -1938 w ramach tak zwanej „operacji polskiej” – największej ludobójczej czystki etnicznej  przeprowadzonej w Związku Sowieckim w czasie Wielkiego Terroru. Sejm wyraża wdzięczność działaczom rosyjskiego  stowarzyszenia „Memoriał” oraz tym historykom rosyjskim i ukraińskim, którzy podtrzymują pamięć o ludobójstwie dokonanym na naszych rodakach.
Obszerne jest natomiast uzasadnienie, które warto jednak przytoczyć w całości. Stanowi ono bowiem przypomnienie bardzo ważnych, ale niemal zapomnianych kart z historii martyrologii Polaków. Powinni się z nim zapoznać zwłaszcza młodzi użytkownicy Polonusa.
15 listopada 2008 roku minęło 70 lat od formalnego zakończenia decyzją NKWD i Rady Komisarzy Ludowych Związku Sowieckiego tzw. „operacji polskiej” – ludobójczej czystki etnicznej, rozpoczętej 11 sierpnia 1937 roku rozkazem operacyjnym szefa NKWD Nikołaja Jeżowa.
Wymordowanie ponad 110 tysięcy Polaków stanowiło ostatni przed wybuchem II wojny światowej akt represji wobec Polaków zamieszkałych w Związku Sowieckim. Akcja przeciw Polakom była jedną z jedenastu skierowanych przeciwko narodowościom podczas Wielkiego Terroru. Włącznie z  Polakami wymordowano wtedy  ok. 250 tysięcy obywateli sowieckich spośród narodowości nierosyjskich. Polacy stanowili ponad 16% ogółu ofiar Wielkiego Terroru,  ludobójstwo na nich dokonane stanowiło dla NKWD wzór dla operacji przeciwko innym narodowościom
Po podpisaniu Pokoju Ryskiego w 1921 r. w granicach Związku Sowieckiego znalazło się ok. 1,2 mln Polaków. Zamieszkiwali oni głównie kresowe ziemie I Rzeczypospolitej, a największe ich skupiska znajdowały się na Żytomierszczyźnie (sowiecka Ukraina) i Mińszczyźnie (sowiecka Białoruś). Stalinowskie represje miały doprowadzić do ostatecznego odpolszczenia Kresów.
Według sowieckich przywódców międzywojenna Polska była jedynym krajem mającym wspólną granicę z ZSRS, który mógł „zagrozić” Związkowi Sowieckiemu.
W początkach lat 30. Polacy stawili masowy opór wobec kolektywizacji, złamany na Ukrainie siłą. Tylko w 1933 r. ludność rejonów zamieszkałych przez Polaków zmniejszyła się – w wyniku deportacji w głąb ZSRS – o około jedną czwartą. Na Marchlewszczyźnie (jednym z dwóch polskich okregów autonomicznych utworzonym w 1925 roku) skolektywizowano do 1931 r. jedynie 19% gospodarstw. Tylko niewielki odsetek Polaków wstąpił do komunistycznej partii, a spodziewany wpływ polskich okręgów na sytuację w II RP był znikomy. Polacy pozostali wierni swoim narodowym tradycjom i religii katolickiej.
W tej sytuacji zapadły decyzje o likwidacji polskich okręgów autonomicznych, a także o pozbyciu się zagrożenia ze strony Polaków, którzy – według władz ZSRS – stanowiliby tzw. piątą kolumnę II RP, czyli oparcie dla antysowieckich działań państwa polskiego. Zaczęło się polowanie na „polskich szpiegów”, pod zarzutem przynależności do „szpiegowsko-dywersyjnej” organizacji POW (Polska Organizacja Wojskowa, założona w 1915 r. zlikwidowana w 1921 r.) i „oczyszczanie” pasa przygranicznego z „elementu niepewnego”.
Do pierwszej fali represji wobec Polaków doszło w latach 1935-1937. Fala aresztowań przeprowadzona we wrześniu 1935 r. w Kijowie, Mińsku i Moskwie miała rozbić „siatkę POW”. Jednocześnie władze przystąpiły do likwidacji polskich ośrodków autonomicznych. Nastąpiła masowa deportacja Polaków z Ukrainy do Kazachstanu.
W drugiej fali represji w latach 1937-39 władze sowieckie zarządziły masowe deportacje Polaków z sowieckiej Białorusi.
Jednak podstawą do najstraszliwszego terroru stał się rozkaz operacyjny NKWD ZSRS nr 00485 z 11 sierpnia 1937 r. podpisany przez ludowego komisarza [ministra] spraw wewnętrznych ZSRS Nikołaja Jeżowa. Rozkaz Jeżowa przewidywał rozstrzelanie „pierwszej kategorii” aresztowanych, tj. całej „szpiegowskiej, dywersyjnej, szkodniczej i powstańczej kadry polskiego wywiadu”, „druga kategoria” – „mniej aktywni” - mieli podlegać karze więzienia lub obozu.
Rozpoczęła się „operacja polska” na dawnych Kresach I RP i w całym ZSRS, zakończona oficjalnie decyzją NKWD i Rady Komisarzy Ludowych [Rada Ministrów] z 15 listopada 1938 r. Była to pierwsza fala represji skierowana w ZSRS przeciwko określonej grupie narodowościowej. Prof. Mikołaj Iwanow wprowadził tu określenie „pierwszy naród ukarany”.
Represje wobec Polaków objęły zarówno działaczy komunistycznych, jak i zwykłych obywateli, robotników i przede wszystkim chłopów. W okresie od 15 sierpnia 1937 r. do 15 listopada 1938 r. w ramach „operacji polskiej” skazano ponad 168 tys. osób, w tym 111 091 na karę śmierci; pozostałe na kary 5-10 lat więzienia lub łagru (faktycznie do 15 lat).
Miejsca masowych egzekucji Polaków w latach 1937-1938 to Kijów-Bykownia, Mińsk-Kuropaty, Moskwa-Butowo, Lewaszowo pod Petersburgiem, Smoleńsk, Charków, Winnica i inne. Historycy obliczają, że w latach 1934-1938 (zwłaszcza w okresie „wielkiej czystki” w latach 1936-1938) wymordowanych zostało w ZSRS (głównie podczas „operacji polskiej”) przynajmniej 150 tys. Polaków.
Dziesiątki tysięcy skazano na więzienia lub obozy, dziesiątki, a nawet setki tysięcy deportowano w głąb ZSRS. Do tych ofiar należy doliczyć Polaków, mieszkańców sowieckiej Ukrainy, którzy zmarli w latach 1932-1933 w wyniku tzw. „wielkiego głodu”, sztucznie wywołanego przez władze ZSRS w celu złamania oporu ludności wobec przymusowej kolektywizacji. Wymienia się liczby 21 tys. Polaków, ofiar „wielkiego głodu” (Henryk Stroński, historyk ukraiński polskiego pochodzenia) lub 60 tys. (Czesław Rajca, historyk polski).
Ludobójstwo dokonane przez Sowietów na naszych rodakach jest słabo obecne w polskiej pamięci historycznej. Liczba rodzimych publikacji poświęconych temu fragmentowi naszych narodowych dziejów jest znikoma. Nawet w uchwale rocznicowej z września 2008 roku pojęcie „Golgoty Wschodu” ograniczono do represji, jakim poddani zostali Polacy po wybuchu II wojny światowej i agresji Związku Sowieckiego na Polskę.
Z tego względu przyjęcie przez Sejm przedłożonego projektu uchwały obok oczywistego obowiązku oddania czci wymordowanym rodakom może stanowić impuls do  aktywności środowisk historyków i środowisk społecznych, które przywrócą współczesnym pamięć o martyrologii lat 1937-1938.

Ciekawe, czy i jak szybko marszałek Bronisław Komorowski nada tej uchwale bieg legislacyjny. Z pewnością będą go do tego dopingować liczne organizacje kombatanckie i kresowe, a także sam - znany z energicznych działań w sprawach, których załatwienia się podejmuje - poseł Ludwik Dorn.
Jerzy Bukowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Pon Sty 12, 2009 8:18 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Odeszła pani generał "Zo"
Spadła kolejna kartka z kalendarza polskich bohaterów. W wieku 99 lat zmarła 10 stycznia w Toruniu generał brygady profesor Elżbieta Zawacka, znana pod pseudonimem "Zo".
Była jedyną kobietą z grona cichociemnych, zrzuconą na spadochronie do Polski podczas II wojny światowej. Za swoje wielkie zasługi odznaczona została Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari i pięciokrotnie Krzyżem Walecznych. W 1995 roku uhonorowano ją Orderem Orła Białego, a w 2006 awansem generalskim.
Elżbieta Zawacka urodziła się w 1909 roku w Toruniu. Ukończyła studia matematyczne Poznaniu, pracowała jako nauczycielka, aktywnie działając w Przysposobieniu Wojskowym Kobiet.
W 1939 roku walczyła w obronie Lwowa, a później pod pseudonimem "Zelma" działała w Służbie Zwycięstwu Polski i Związku Walki Zbrojnej na Śląsku. Następnie została kurierką Armii Krajowej, ponad sto razy przekraczając granice i dostarczając na Zachód wiadomości oraz meldunki dla "polskiego Londynu".
Do legendy przeszła jej misja, trwająca od lutego do maja 1943 roku, podczas której przedostała się przez Niemcy, Francję, Andorę, Hiszpanię i Gibraltar do Anglii. W Londynie zdała premierowi i Naczelnemu Wodzowi - generałowi Władysławowi Sikorskiemu szczegółową relację z sytuacji w okupowanym kraju.
Chcąc uniknąć długiej i niebezpiecznej podróży powrotnej do Polski, zdecydowała się na zrzut spadochronowy, który nastąpił w nocy z 9 na 10 września 1943 roku. Objęła kierownictwo wydziału kurierskiego AK, szkoląc i wyprawiając na różne misje setki dzielnych kobiet.
Podczas powstania warszawskiego pracowała w szefostwie Wojskowej Służby Kobiet Komendy Głównej AK, a po jego upadku kierowała z Krakowa kurierskimi szlakami zachodnimi, prowadzącymi do bazy w Szwajcarii.
Po wojnie ukończyła kolejne studia: pedagogikę społeczną. Pracowała jako nauczycielka w Łodzi, Toruniu i Olsztynie. Nie trwało to jednak długo, ponieważ w 1951 roku została aresztowana i oskarżona przez komunistyczne władze o szpiegostwo. Skazana na 10 lat więzienia, na wolność wyszła w 1955 roku.
Dziesięć lat później uzyskała doktorat z nauk humanistycznych, w 1972 roku została docentem andragoniki Uniwersytetu Gdańskiego. W 1975 roku wróciła do rodzinnego Torunia, obejmując kierownictwo Zakładu Andragoniki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Profesurę uzyskała w 1995 roku.
Aktywnie działała na rzecz integracji środowiska kurierskiego, założyła koło kombatantów AK przy Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". Należała do grona założycieli Światowego Związku Żołnierzy AK, udzielała się również w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim.
W 1992 roku Rada Torunia odbarowała ją honorowym obywatelstwem miasta.
Miałem okazję poznać kilkanaście lat temu prof. Elżbietę Zawacką-"Zo" przy okazji organizowanego przez nią w Krakowie spotkania byłych kurierek KG AK. Mimo podeszłego wieku imponowała energią, optymizmem, pozytywnym myśleniem. Widać było, jak wielkim autorytetem cieszyła się w gronie swoich dawnych podwładnych. Ujmowała wszystkich precyzją formułowania sądów, które nadal brzmiały w jej ustach niczym rozkazy.
To była wspaniała Polka, której pamięć powinna na zawsze pozostać w historycznej świadomości naszego narodu.
Jerzy Bukowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Pon Sty 12, 2009 10:13 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Stoki i plaże bez alkoholu
11 kwietnia 2008 roku zastanawiałem się w portalu poland.us w artykule pt. "Narty bez alkoholu", "czy już od przyszłego sezonu narciarskiego miłośnicy białego szaleństwa będą zmuszeni do rezygnacji z rozgrzewania się na stoku przy pomocy góralskiej herbatki (z domieszką spirytusu), grzanego piwa lub piwa bądź kieliszka wódki".
Wiele wskazuje na to, że zakaz podawania alkoholu w lokalach gastronomicznych, położonych polskich przy trasach i wyciągach narciarskich, a także na plażach, zostanie wprowadzony w życie, aczkolwiek jeszcze nie w najbliższym czasie.
W projekcie przygotowanej przez Ministerstwo Zdrowia nowej ustawy o przeciwdziałaniu alkoholizmowi i wychowaniu społeczeństwa w trzeźwości ma znaleźć się bowiem m.in. zapis, zakazujący uprawiania sportów narciarskich i wodnych osobom nietrzeźwym, a także sprzedawania im alkoholu w tamtejszych restauracjach, kawiarniach, pubach, itp. Za jego złamanie będzie grozić grzywna w wysokości do 5 tysięcy złotych oraz przepadek sprzętu, użytego do popełnienia przestępstwa.
Nowelizacja nie zostanie jednak prawdopodobnie uchwalona w tym sezonie narciarskim, chociaż proces legislacyjny może dobiec końca jeszcze przed parlamentarnymi wakacjami, czyli w lecie bieżącego roku. Objęłaby więc ona zwolenników kąpieli w stanie wskazującym na spożycie alkoholu.
O ile zakaz podawania wysokoprocentowych napojów na plażach nie budzi większych kontrowersji, o tyle nie wszyscy miłośnicy białego szaleństwa uważają go za potrzebny. Polscy legislatorzy powołują się jednak na przykład Włoch, czyli kraju alpejskiego, gdzie restrykcyjne przepisy obowiązują już od dawna. Co bardziej złośliwi twierdzą, że wprowadzono je głównie ze względu na zwiększającą się liczbę polskich narciarzy i snowboardzistów na tamtejszych trasach zjazdowych, uwielbiających ostrą jazdę po aromatycznym bombardino, grzanym winie lub zimnym piwie.
Nasi ratownicy górscy twierdzą, że wbrew fałszywym uogólnieniom, wypadki powodowane przez nietrzeźwych amatorów szusowania po polskich stokach są sporadyczne, zdecydowanie poniżej 1 procenta wszystkich takich zdarzeń.
Trzeba jednak przyznać, że do tej pory jest tak, iż policjant widzący wychodzącego z baru chwiejnym krokiem i zmierzającego w stronę wyciągu narciarza, nie ma żadnych podstaw do podjęcia interwencji.
No cóż, najlepszy jest oczywiście umiar. Tak pisałem o jego potrzebie w przywołanym wyżej artykule:
"Nikt nie twierdzi, że jedno małe piwo lub niewielka ilość góralskiej herbatki są zabronione. Trzeba jednak znać swój organizm i nie zbliżać się nawet do niebezpiecznej granicy, za którą ubranie nart jest już ryzykowną czynnością. Ponieważ nasi rodacy słyną z nieumiejętności zadowolenia się niewielką dawką alkoholu, rząd postanowił radykalnie rozwiązać ten problem, przynajmniej na terenie Rzeczypospolitej." 
Nawet jeśli Sejm uchwali tę nowelizację ustawy o o przeciwdziałaniu alkoholizmowi i wychowaniu społeczeństwa w trzeźwości, mogą być kłopoty z jej skutecznym egzekwowaniem. Nadal aktualne pozostają bowiem wątpliwości, jakie wyraziłem w "Nartach bez alkoholu":
"Trudno sobie przecież wyobrazić, że policjanci podejmą się badania alkomatami wszystkich narciarzy i snowboardzistów, stojących w kolejkach do wyciągów. A jeśli nawet wykryliby u któregoś z nich znaczną ilość alkoholu w wydychanym powietrzu, zawsze może im on odpowiedzieć, że wcale nie zamierza zjeżdżać z góry, tylko pozostać tam dla oglądania pięknych widoków lub biesiadowania, drogę powrotną odbędzie zaś krzesełkiem albo gondolką."
Dlatego też kierownictwo Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego uważa, że lepsze efekty dałoby może wprowadzenie przepisu,  zobowiązującego pozostającą pod wpływem alkoholu osobę, która spowodowała wypadek na stoku, do pokrycia z własnej kieszeni kosztów leczenia siebie oraz ewentualnej ofiary swojej nieodpowiedzialności. Na ich opinię będą się prawdopodobnie powoływać podczas sejmowej debaty przeciwnicy zakazu podawania mocnych trunków przy stokach narciarskich.
Jerzy Bukowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Wto Sty 13, 2009 9:55 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
RMF: nie było zamachu na generała Sikorskiego
Tego można się było spodziewać. Zanim Instytut Pamięci Narodowej oficjalnie ogłosi wyniki autopsji szczątków generała Władysława Sikorskiego (ma to nastąpić 29 stycznia), zaczynają się pojawiać pierwsze przecieki ze śledztwa.
Radio RMF FM podało, że znane są mu już wstępne wyniki pracy ekspertów z zakresu medycyny sądowej, prowadzących badania laboratoryjne nad próbkami, pobranymi z ciała premiera rządu RP na Uchodźstwie i Naczelnego Wodza Wojska Polskiego w latach 1939-43.
Według podanej przez nie 12 stycznia informacji, śmierć Sikorskiego mógł spowodować rozległy uraz głowy, będący rezultatem uderzenia w element samolotu w czasie gibraltarskiej katastrofy. Zgon nastąpił w kilkadziesiąt sekund po upadku maszyny do morza.
Dziennikarze RMF podali - powołując się na nieoficjalne wiadomości od osób zaangażowanych w listopadową ekshumację - że w płucach gemerała nie stwierdzono śladów wody. Wskazuje to, że śmierć mogła nastąpić jeszcze przed zatonięciem samolotu. Oprócz urazów głowy Sikorski miał również złamane w kilku miejscach nogi.
Badania toksykologiczne nie wykazały natomiast żadnych śladów substancji chemicznych, co wyklucza przypuszczenie o otruciu Naczelnego Wodza jeszcze przed wejściem na pokład liberatora.
Wcześniej badający szczątki Sikorskiego eksperci stwierdzili już autorytatywnie, że nie ma na nich śladów ran postrzałowych, w związku z czym można również przestać brać pod uwagę lansowaną od dłuższego czasu przez Dariusza Baliszewskiego hipotezę o zastrzeleniu go (wraz z kilkoma osobami z najbliższego otoczenia) po południu 4 lipca 1943 roku w pałacu brytyjskiego gubernatora Gibraltaru.
Komentując doniesienia RMF FM, naczelnik prowadzącego od września ubiegłego roku dochodzenie w tej sprawie pionu śledczego Katowickiego Oddziału IPN, prokurator Ewa Koj wyjaśniła, że "nie powstała dotąd kompleksowa opinia medyczna, skupiająca wszystkie informacje uzyskane dzięki ekshumacji zwłok". Podkreśliła również, że dopóki taka opinia nie będzie gotowa, wszelkie informacje na temat przyczyn śmierci generała są przedwczesne i nie do końca miarodajne.
- Dopiero dziś do medyków sądowych miał trafić materiał z Instytutu Radiologii, niezbędny do zweryfikowania niektórych informacji. Także materiał z tomografii komputerowej nie został ostatecznie opracowany - powiedziała Koj.
Dodała, że poszczególne ekipy medyczne kończą już swoje cząstkowe opracowania, jednak o wynikach ich pracy będzie można mówić dopiero wówczas, gdy wszystkie ustalenia zostaną zsumowane i wzajemnie zweryfikowane. Dołączony zostanie do nich także raport z niedawnej kwerendy źródłowej prokuratorów Instytutu w londyńskich archiwach, w których nie znaleźli oni jednak nic sensacyjnego.
Podejrzewam, że przed zaplanowanym na 29 stycznia oficjalnym ogłoszeniem końcowego komunikatu IPN, dziennikarze różnych mediów uraczą nas jeszcze niejednym przeciekiem ze śledztwa na temat okoliczności śmierci generała Władysława Sikorskiego. Nie da się chyba, niestety, zachować spokoju nad jego dwukrotnie już otwieraną trumną.
Jerzy Bukowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Wto Sty 13, 2009 7:38 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Plebiscyt i prokuratura
Bardzo ciekawym wynikiem zakończył się organizowany już po raz piąty przez "Gazetę Krakowską" (obecnie wchodzącą w skład dziennika "Polska") konkurs na najlepszych lekarzy w województwie małopolskim. Czytelnicy nadesłali ponad 20 tysięcy kuponów, wybierając lekarza pierwszego kontaktu, lekarza specjalistę oraz przychodnię. Jedną z laureatek została doktor Anna Chrapusta. Jest to bardzo znana specjalistka w zakresie mikrochirurgii, która wykonała szereg nowatorskich i trudnych operacji. M.in. jako pierwsza w Polsce przeszczepiła sztuczną skórę, przyszyła dłoń 16-latkowi i penisa 30-letniemu góralowi.
Ostatnio dr Chrapusta pojawiła się jednak w mediach z innego powodu: prokuratura postawiła jej zarzuty niedopełnienia obowiązków i wyłudzenia ponad 5 tysięcy złotych od rodziców chorych dzieci. Miała ona rzekomo zlecać ich dalsze leczenie zaprzyjaźnionym lekarzom. W grudniu ubiegłego roku roku policja zatrzymała ją w trakcie pracy, a następnie przetrzymała w areszcie przez 24 godziny.
Takie potraktowanie znanej lekarki wzburzyło opinię publiczną, a zwłaszcza kolegów oraz pacjentów wybitnej mikrochirurg. W jej winę nie wierzą ani rodzice operowanych przez nią dzieci, ani najbliżsi współpracownicy. Przeciwko metodzie zatrzymania zaprotestowała izba lekarska.
Dr Anna Chrapusta odpowiada z wolnej stopy. Zwycięstwo w gazetowym plebiscycie na najlepszego lekarza specjalistę w Małopolsce z pewnością poprawi jej nadszarpnięte ostatnio samopoczucie przed czekającym ją procesem karnym.
Jerzy Bukowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Wto Sty 13, 2009 9:16 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Bezpieczna galeria Hasiora
Zakopiańska galeria Władysława Hasiora nie będzie wyburzona, a dzieła artysty nie zostaną przeniesione w inne miejsce - poinformowała Telewizja Kraków.
Skąd wzięły się wątpliwości co do dalszych losów galerii? W mediach pojawiły się pogłoski, że miejsce po niej chce przejąć spółka hotelarska Polskie Tatry, a w tle pojawiły się kontrowersje odnośnie związków Hasiora z reżimem PRL.
Jesienią ubiegłego roku organizacje kombatanckie z Podhala zażądały usunięcia jednej z jego najsłynniejszych rzeźb: Żelaznych Organów z przełęczy Snozka w Pieninach. Argumentowano, że ponieważ dzieło to upamiętnia utrwalaczy władzy ludowej, powinno zniknąć. Wywiązała się wówczas dyskusja na temat postawy Hasiora w epoce PRL.
Być może jej pokłosiem stały się właśnie plotki w sprawie przyszłości zakopiańskiej galerii, znajdującej się w dawnej leżakowni hotelu Warszawianka, w której w 1984 roku zamieszkał artysta. Były to zarazem jego dom i pracownia oraz - jak mówił - "powiatowa świetlica". Swoje dzieła Hasior przekazał w testamencie powstałej tu filii Muzeum Tatrzańskiego.
Teren galerii przylega do nieruchomości spółki Polskie Tatry. Jak dowiedzieli się dziennikarze Telewizji Kraków, jej prezes powiedział, że rozważa możliwość rozebrania budynku i przeniesienia prac artysty. Jego zastępca zdementował jednak tę pogłoskę.
Burmistrz Zakopanego Janusz Majcher wyraził zdumienie nagłośnieniem tej sprawy i wyraził przekonanie, że galerii Hasiora nic nie grozi. Na razie jest ona w remoncie, zostanie ponownie otwarta 20 stycznia.
Jerzy Bukowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Sro Sty 14, 2009 1:36 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Organożerne korniki
Ponieważ większość Polaków żywo interesuje się wszystkim, co jest związane (nawet tylko pośrednio) z Janem Pawłem II, podaję - za "Polską-Gazetą Krakowską" ciekawą informację:
"W bazylice Ofiarowania Najświętszej Marii Panny w Wadowicach, rodzinnej parafii Karola Wojtyły, 100-letnie organy nie wytrzymały ataku korników i część z nich trafi na złom, a z piszczałek może powstaną pamiątki związane z osobą papieża Jana Pawła II."
W związku z koniecznością budowy nowego instrumentu, proboszcz ksiądz infułat Jakub Gil podpisał już umowę na jego wykonanie i rozpoczął zbiórkę pieniędzy na ten cel.
Zniszczone przez korniki i inne drewnojady organy pochodzą z przelomu XIX i XX wieku. Zdaniem specjalistów, nie przedstawiają one żadnej wartości artystycznej, ani historycznej, chociaż wielu starszych parafian darzy je sentymentem z uwagi na to, że ich dźwięków słuchał młody Karol Wojtyła.
Ks. Gil zamierza sprzedać cynowe tuby głosowe na złom, a drewniane przeznaczyć na podpałkę. Nie wiadomo jeszcze, jakie pamiątki - przypominające dzieło i osobę najsławniejszego wadowickiego parafianina -powstaną natomiast z drewnianych piszczałek.
Problemy z drewnojadami nie omijaja także innych kościołów. Pamiętam, że kilka lat temu walczono z nimi (na szczęście skutecznie) w jednej z najsławniejszych polskich świątyń: bazylice Najświętszej Marii Panny w Krakowie, w której dobrały się do zabytkowych stelli.
Jerzy Bukowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Czw Sty 15, 2009 9:18 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Antyterroryści na zboczach Kasprowego
Na polskich stokach narciarskich od kilku już lat regularnie pojawiają się narciarskie patrole policyjne.
Znakomicie radzący sobie na dwóch deskach stróże prawa przywołują do porządku tych miłośników białego szaleństwa, którzy lekceważą sobie zasady bezpieczeństwa na trasach zjazdowych, zwracają też uwagę narciarzom i snowboardzistom, znajdującym się pod wyraźnym wpływem alkoholu. Nie maja wprawdzie alkomatów, ale korzystają z przepisu, wedle którego stok narciarski jest miejscem publicznym, a więc można poprosić o opuszczenie go osoby, mającej wyraźny kłopot z utrzymaniem równowagi. Do ich obowiązków należy także ustalanie personaliów uczestników wypadków na stokach.
Jak informuje dziennik "Polska-Gazeta Krakowska", w tym sezonie w skład policyjnych patroli, operujących na zboczach Kasprowego Wierchu, wchodzą funkcjonariusze z brygady antyterrorystycznej oraz strażnicy Tatrzańskiego Parku Narodowego. I jedni, i drudzy świetnie jeżdżą na nartach, a w dodatku ci pierwsi budzą zrozumiały respekt osób, szusujących w Gąsienicowym i Goryczkowym kotle.
Udział strażników TPN w patrolach ma skutecznie zapobiec wyjeżdżaniu narciarzy i snowboardzistów poza wyznaczone trasy. Za takie wykroczenie mogą oni zostać od razu ukarani mandatem do wysokości 500 złotych.
Obecność patroli policyjnych na Kasprowym popiera również Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.
- To ma identyczne działanie jak tablica przy drodze z napisem "fotoradar", czy widok stojącego radiowozu. Zawsze wtedy kierowcy zdejmują nogę z gazu. Podobnie jest na stokach narciarskich - powiedział "Polsce" Adam Marasek z TOPR.
Jerzy Bukowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 11:45 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Czw Sty 15, 2009 9:19 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Papieskie fałszywki
Kiedy krajowe media poinformowały, że Prokuratura Rejonowa w Wadowicach wszczęła śledztwo w sprawie fałszowania autografów Karola Wojtyły, moja reakcja ograniczyła się do zdziwienia, że dopiero teraz ktoś wpadł na taki pomysł. Zważywszy na ogromne zainteresowanie wszystkim, co wiąże się z osobą Jana Pawła II, należało oczekiwać podobnych oszustw już wiele lat temu, zwłaszcza że napisał on mnóstwo prywatnych listów do bardzo wielu osób.
Jak poinformowała Polska Agencja Prasowa, zatrzymany przez policję wadowiczan handlował fałszywkami na aukcjach internetowych. Powiadomił o tym prokuraturę młody kolekcjoner z Brodnicy, który wylicytował za 400 złotych rzekomy oryginał listu z życzeniami od księdza kardynała Wojtyły z czasów, gdy był jeszcze metropolitą w Krakowie.
Zwrócił on uwagę, że otrzymany list różni się od tego, który widniał na zdjęciu na portalu aukcyjnym. Stąd jego wątpliwości co do autentyczności dokumentu. Prokuratura sprawdziła już portal aukcyjny, zleci też ekspertyzę grafologiczną dokumentu. Okazało się, że wadowiczanin wystawił na sprzedaż jeszcze cztery inne rzeczy, opatrzone odręcznym pismem papieża Jana Pawła II, w tym książkę.
PAP ustaliła, że mężczyzna przyznał się, iż jeden z eksponatów był falsyfikatem. Zapewniał jednak, że go zniszczył. Mimo tego prokuratorzy przedstawili mu zarzut usiłowania dokonania oszustwa, za co grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia. Podejrzany uzasadniał swój niecny proceder trudną sytuacją materialną.
Ciekawy jestem, jakie jeszcze podobne nadużycia z Janem Pawłem II w tle wyjdą na jaw. Równie interesujące jest także to, jak wielka ich liczba na zawsze pozostanie w ukryciu i ilu nieświadomych bycia ofiarami sprytnych naciągaczy kolekcjonerzy cennych pamiątek po Karolu Wojtyle będzie się w nieświadomości cieszyć wzbogaceniem swych zbiorów rzekomymi autentykami.
Jerzy Bukowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> ARCHIWUM Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 43, 44, 45  Następny
Strona 1 z 45
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group