Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna polonus.forumoteka.pl
Archiwum b. forum POLONUS (2008-2013). Kontynuacją forum POLONUS jest forum www.konfederat.pl
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

II wojna światowa

 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> TEKSTY HISTORYCZNE LESZKA MOCZULSKIEGO
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Wto Lip 26, 2011 9:47 am    Temat postu: II wojna światowa Odpowiedz z cytatem

Cytat:

Kroniki niemieckie

GENERAŁ HRABIA KIELMANSEGG

Z wiosną przyszłego roku obecny naczelny dowódca sił zbrojnych NATO w Europie środkowej, gen. hr. Kielmansegg odejdzie zapewne w stan spoczynku. Kariera tego człowieka — jak się zdaje — osiągnęła już swoje apogeum. Kariera — raz po raz Wiążąca swe koleje z naszymi polskimi sprawami i wydarzeniami.

Johann Adolf Kielmansegg, potomek starej szlacheckiej rodziny wywodzi się z tych kręgów oficerskich armii niemieckiej, które do służby wojskowej były predestynowane z racji tradycji rodowej. Jest on członkiem środowiska wojskowego, które jeśli nie do dziś, to do niedawna jeszcze połączone było nie tylko więzami koleżeństwa, lecz także krwi. Bliskim krewnym Kielmansegga był m. in. gen. Werner baron v. Fritsch, w latach 1934—38 naczelny dowódca sił lądowych Wehrmachtu i jeden z czołowych organizatorów jego potęgi. Środowisko, z którego wywodzi się dotychczasowy naczelny dowódca NATO w środkowej Europie jest więc środowiskiem" historycznym, Wyrastającym z gleby XVIII i XIX a nie XX stulecia.

W 1926 roku Kielmansegg wstępuje ochotniczo do 16 pułku kawalerii (Reiterregiment, a więc dosłownie pułku jazdy czy też rajtarów); może nie tak dziwnym trafem z tego właśnie i kilku okolicznych pułków kawaleryjskich wywodzi się znaczna część czołowych dowódców współczesnej Bundeswehry. Kawaleria staje się jednak przeszłością i pułk zostaje przekształcony w pancerny. W chwili wybuchu wojny Kielmansegg — już kapitan dyplomowany — jest oficerem sztabu niemieckiej 1 dywizji pancernej. Z nią rusza na wojnę. W swoich wspomnieniach, wydanych w 1941 r. w Berlinie „Panzer zwischen Warschau und Atlantik" daje wyraz uczuciom, jakie nim targały w chwili rozpoczęcia wojny: żywiołowej i głębokiej radości, pełnej satysfakcji, że oto żołnierz niemiecki rusza znów na wschód, aby obalić znienawidzone państwo polskie.

Nie interesują nas prawdziwe i rzekome przewagi wojenne Kielmansegga. Chcemy skupić się na niektórych tylko przejawach jego działalności. Jako trzeci oficer sztabu, Kielmansegg odpowiada m. in. za całość problematyki związanej ze sprawami jeńców wojennych, bezpieczeństwa i kontrwywiadu, stosunku do cywilnej ludności wreszcie współdziałania z wydzielonymi placówkami o charakterze policyjnym. Ponosząc współodpowiedzialność za wszystko to, co w tym zakresie dokonała 1 dywizja pancerna, Kielmansegg tym samym jest współodpowiedzialny za jej zbrodnie wojenne.

A było ich niemało. Największa dokonana została 6 września we wsiach Milejowiec, Longinówka i pobliskich, położonych na południe od Piotrkowa. Mszcząc się za porażki, poniesione w wyniku kontrataku nocnego oddziałów polskiej 19 dywizji, jeszcze przed świtem 6 września Niemcy przystąpili do masakry ludności cywilnej, a także wziętych do niewoli jeńców. W Milejowcu Niemcy podpalili całą wieś; do uciekających ludzi strzelano. Innych chwytano, ustawiano grupami i rozstrzeliwano. Wreszcie do piwnic, gdzie kryły się resztki kobiet i dzieci, wrzucano granaty. W sumie masakra ta spowodowała śmierć ponad 100 mieszkańców Milejowca. głównie starców, kobiet i dzieci.

W pobliskiej Longinówce ludność miejscową oraz grupę jeńców polskich spędzono do budynku, który następnie podpalono. Do uciekających z ognia ludzi strzelano. W sumie zamordowano tutaj 13 cywilów, w tym kilku starców ponad 70-letnich oraz nie ustaloną dokładnie ilość jeńców. Na mniejszą skalę brali odwet za porażkę żołnierze 1 dywizji pancernej w innych wsiach.

Za te wszystkie zbrodnie współodpowiedzialność ponosi kpt. Kielmansegg. W Milejowcu dokonano jednak morderstwa, za które tylko i wyłącznie on ponosi odpowiedzialność. Jeden z rannych polskich żołnierzy, wzięty był do niewoli, i przesłuchiwany w oddziale sztabu kierowanym przez Kielmansegga. Po kilkunastu godzinach przesłuchań przez Kielmansegga jeniec został rozstrzelany (rannego zamordowano na cmentarzu w Milejowcu).

Listę zbrodni wojennych 1"dywizji pancernej podczas walk w Polsce, zbrodni za które współodpowiedzialność ponosił Kielmansegg — można by długo ciągnąć. Podobnie jak zbrodni dokonywanych na innych obszarach: tak np. jako pierwszy oficer sztabu (czyli szef sztabu) 6 dywizji pancernej Kielmansegg odpowiada za rozstrzeliwanie komisarzy radzieckich przez jego jednostkę latem i jesienią 1941 r.

Z końcem 1941 r. Kielmansegg przeniesiony został z frontu do sztabu generalnego, gdzie pracował do lata 1944 r. Pewne nici wiązały go z zamachowcami na Hitlera z 20 lipca 1944 r. Po puczu 20 lipca został on aresztowany, lecz po dwóch miesiącach zwolniono go z braku dowodów i skierowano na front.

Fakt swego aresztowania potrafił Kielmansegg zdyskontować po wojnie; bezczelność swą posunął aż tak daleko, że przez pewien okres był aktywnym członkiem Związku Ofiar Faszyzmu VVN.

W 1950 r. powstaje w Bonn tzw. Urząd Blanka, zalążek niemieckiego ministerstwa wojny. Od samego początku pracuje w nim Kielmansegg, który przygotowuje organizacyjnie odbudowę niemieckich sił zbrojnych. Gdy w 1955 r. powstaje Bundeswehra, Kielmansegg wchodzi do niej w randze generała brygady. W 1963 roku Kielmansegg awansuje do najwyższej w Bundeswehrze rangi tzw. czterogwiazdkowego generała. Obecnie jest naczelnym dowódcą sił zbrojnych NATO w Europie środkowej i najstarszym rangą generałem w służbie czynnej Bundeswehry; generalny inspektor sił zbrojnych NRF, de Maiziere, jest wprawdzie też czterogwiazdkowym generałem, ale ma niższe starszeństwo.

Dobiega jednak kres kariery Kielmansegga. Wcale zresztą nie dlatego, że na przestrzeni ostatniego roku zostały ujawnione dowody jego zbrodni wojennych. To, że najstarszy rangą generał Bundeswehry jest zbrodniarzem, nie razi jak dotychczas w Bonn. Kariera Kielmansegga załamuje się z innego powodu: wdał on się w ostry spór z poprzednim i obecnym ministrami obrony NRF, von Hasselem i Schroederem. Stąd też nie zostanie mu przedłużony wiek emerytalny i odejdzie w stan spoczynku.

Kłopot jest z jego następcą. Miał nim zostać gen. Albert Schnez. Ujawniono jednak, że miał on złożyć w 1944 r. donos na kolegę, że sprzyjał zamachowcom na Hitlera z 20 lipca 1944. Wprawdzie zarzuty te, choć wielce prawdopodobne, nie zostały jeszcze ostatecznie udowodnione, wynikła jednak afera na tyle głośna, aby kandydatura Schneza została w zasadzie uchylona. W NRF bowiem pamięta się przestępstwa, które zostały popełnione wobec Niemców, nie bierze natomiast pod uwagę przestępstw popełnianych na Polakach, Rosianach czy Jugosłowianach. Wręcz przeciwnie, takich przestępców ceni się. Nie jest chyba rzeczą przypadku, że prawie wszyscy kolejni generalni inspektorzy Bundeswehry stoją pod zarzutem dokonania zbrodni wojennych w Polsce, i że mimo tych zarzutów osiągnęli najwyższe stanowiska wojskowe w NRF.

Kielmansegg odpowiedzialny jest za morderstwa popełniane na polskich cywilach i jeńcach wojennych, radzieckich komisarzach. A poza tym — rzeczywiście nie był on hitlerowcem, był tylko militarystą i szowinistą. Ośrodki propagandowe NRF z wielkim nakładem sił forsują tezę, podchwytywaną nieraz przez naiwnych, że niehitlerowcy nie mogli być z natury rzeczy zbrodniarzami wojennymi. Tak więc generał Hoepner, jeden z najbardziej krwawych katów odpowiedzialny za liczne zbrodnie wojenne, a następnie uczestniczący w spisku przeciwko Hitlerowi i na jego rozkaz zgładzony w 1944 r. — nie jest żadnym zbrodniarzem wojennym, a kryształową postacią bohaterskiego żołnierza, jednym z bohaterów narodowych NRF. Również Kielmansegg nie może być zbrodniarzem wojennym.

Tej zachodnioniemieckiej fałszywej tezie należy się stanowczo przeciwstawić. Fałszywe historycznie jest twierdzenie jakoby tylko hitlerowcy popełniali zbrodnie wojenne. Obok nich bowiem popełniali je także niemieccy militaryści i szowiniści nie związani z ruchem hitlerowskim. Sumienia tych milita-rystów w wielu wypadkach obciążone są równie, jak sumienia najbardziej prawowiernych hitlerowców. I o tym — z okazji sprawy Kielmansegga — warto przypomnieć.

LEM


Stolica nr 1 z 1968

http://publikacje.koszykowa.pl/Stolica/1968_nr_01-52/Stolica_1968_nr_01_7.01_s_1-16/Publikacja.html


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Wto Lip 26, 2011 10:03 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 04 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 04, 2016 1:16 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Sro Lip 27, 2011 12:18 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:

800000

W latach 1939—45 zginęło w Warszawie 800 do 850 tys. jej mieszkańców. Liczba ta jest znana. Dziś podjęliśmy próbę dokładniejszego określenia jak i kiedy, okres po okresie, realizował wróg swą politykę zagłady wobec naszego miasta. Zarys odpowiedzi zawiera poniższy artykuł.

Straty wojenne Warszawy, wyniosły w minionej wojnie więcej niż ofiary poniesione przez większość państw uczestniczących w światowym konflikcie 1939—1945. W stolicy Polski, Niemcy w ciągu ponad 5 lat wymordowali 800—850 000 mieszkańców. W tej samej wojnie Stany Zjednoczone utraciły ogółem 187 000 ludzi — a więc ok. 23 proc. tego co Warszawa. Wielka Brytania, zaangażowana nie tylko na licznych frontach, lecz przez długi czas intensywnie bombardowana przez Niemców, 368 000 zabitych — mniej niż połowę tego, co Warszawa. W Warszawie w latach 1939—45 Niemcy wymordowali o 40 proc więcej ludzi niż straciły Stany Zjednoczone we wszystkich swoich wojnach począwszy od 1775 r. aż do 1945 r.

Straszliwe straty Warszawy są dowodem planów zagłady biologicznej narodu polskiego: Niemcy zamierzali wymordować trzon naszej społeczności, resztę wynarodowić bądź wypędzić z ojczyzny. Zbrodnie, których zdążyli dokonać, były bez precedensu w dziejach.

Znaczenie, jakie Niemcy przywiązywali do zniszczenia naszego miasta i wymordowania jego mieszkańców, było wyjątkowe. Przyczynę tego może najjaśniej ujawnił Heińrich Himmler we wrześniu 1944 r., gdy mówił o losie stolicy po zdławieniu Powstania: „Warszawa, stolica, głowa, kwiat inteligencji tego byłego 16—17-milionowego narodu Polaków będzie starta, tego narodu, który od 700 lat blokuje nam wschód i od czasów pierwszej bitwy koło Tannenbergu stale nam leży na drodze. I wówczas polski problem historycznie dla naszych dzieci i dla wszystkich, którzy po nas przyjdą, ba! nawet dla nas samych nie będzie więcej żadnym problemem...".

Eksterminacja ludności Warszawy i barbarzyńskie zniszczenie miasta zostały zapoczątkowane już 1 września 1939 roku, gdy nad stolicę Polski wyruszyły zespoły bombowców niemieckich. Pierwszego dnia wojny giną na peryferiach stolicy od bomb kobiety i dzieci. Ponawiane przez pierwszy tydzień wojny niemieckie uderzenia powietrzne nie przynoszą jednak zamierzonych przez wroga rezultatów: polskie myśliwce rozpraszają większość niemieckich eskadr bombowych wcześniej, niż udaje im się dotrzeć nad Warszawę. Gdy w bezpośrednie pobliże Warszawy podchodzą oddziały Wehrmachtu, niebo nad Warszawą opanowane zostaje przez wroga, zaś uderzenia z powietrza zadające miastu wielkie straty połączone zostają z uderzeniami naziemnymi.

Od samego początku bezpośrednich walk o Warszawę Niemcy zmierzają do zadania strat ludności cywilnej1. W trakcie szturmów pancernych Warszawy 9 i 10 września czołgiści niemieccy w licznych wypadkach dopuszczają się mordów na cywilach. Później^ gdy w rezultacie polskiego oporu i braku dostatecznych sił dla jego przełamania szturm zostaje odłożony, wzmaga się terrorystyczny o-strzał artyleryjski stolicy. Na zajętych peryferiach miasta Niemcy w licznych wypadkach mordują cywilów. Na ogół mamy tu do czynienia z rozstrzeliwaniami pojedynczych osób czy niewielkich grup; obok tego jednak (jak świadczą zachowane zdjęcia niemieckie) Wehrmacht dokonuje także egzekucji przez powieszenie.

Po 22 września Niemcy rozpoczynają ostatnie u-derzenie na miasto. Najpierw rusza do akcji Luftwaltfe. Na rozkaz Hitlera nad Warszawę zostają ściągnięte wszystkie bombowce, jakimi mogło wówczas dysponować niemieckie dowództwo. 25 września, blisko tysiąc samolotów atakuje miasto. W sumie, dodając kolejne fale, na Warszawę spada ładunek niesiony przez 4—5 tysięcy bombowców.

Jest to pierwsze w dziejach ludzkości bombardowanie dywanowe, totalne. Niezależnie od uderzenia z powietrza strzela na miasto huraganowym ogniem blisko tysiąc dział. Skutki są straszne: jednocześnie szaleje w mieście ok. 200) pożarów, przy czym liczne — obejmują całe ulice. Udzielające pomocy ekipy ratownicze, lekarskie, straży pożarnej ostrzeliwane są przez niemieckie myśliwce z karabinów maszynowych. Płoną szpitale. W jednym tylko płonącym skrzydle szpitala św. Ducha przy ul. Elektoralnej ginie blisko 700 chorych i rannych.

Osiem niemieckich dywizji piechoty szturmuje miasto. Nacierające oddziały Wehrmachtu w licznych wypadkach — na Grochowie, Saskiej Kępie, Pradze Północ, Mokotowie, Ochocie i Woli — dopuszczają się w trakcie walki mordów na cywilach, którzy nie zdołali uciec.

Zbrodnia na warszawiakach dokonana została nie tylko w obrębie murów stolicy. Krwawy jej rozdział zapisany został poza Warszawą, na szosach, którymi dążą na południowy wschód tłumy uciekinierów. Od samego początku kampanii Niemcy atakują ewakuującą się ludność. Na drogach ucieczki przez Mińsk Mazowiecki, Siedlce, Garwolin, Lublin, Dęblin, ginie wiele tysięcy cywilnych mieszkańców Warszawy.

Bilans strat miasta we wrześniu 1939 r. jest olbrzymi. Lista ofiar wśród ludności cywilnej przekracza w samej Warszawie 10 000. Kilka tysięcy warszawiaków zamordowano poza miastem, głównie w rezultacie ataków Luftwaffe na prze' pełnione przez uciekinierów szosy. Straty warszawiaków poniesione w samej walce są stosunkowo mniejsze: w toku całej kampanii ginie na terenie Polski 1000 do 2000 oficerów i żołnierzy z pochodzenia warszawiaków. W sumie straty w ludności naszego miasta w 1939 r. są dwukrotnie większe, niż ogół ofiar Norwegii i Danii, poniesionych przez cały okres wojny.

Wkraczając do Warszawy po kapitulacji, Niemcy rozpoczynają nowy etap swej polityki eksterminacyjnej. Już w pierwszych tygodniach wróg dokonuje egzekucji na cywilnych mieszkańcach Warszawy. Pierwsza z nich, o której Niemcy powiadomili publicznie, została dokonana w listopadzie 1939 r. na Eugenii Włodarz i Elżbiecie Zahorskiej. Nie była to jednak pierwsza wykonana egzekucja. Przez październik i listopad trwają zabójstwa chwytanych według specjalnego klucza mieszkańców Warszawy, przede wszystkim przedstawicieli najbardziej aktywnych i świadomych środowisk stolicy — inteligencji, działaczy społecznych i gospodarczych. Egzekucje te przeprowadzane są głównie w zamkniętym terenie przy ul. Stojanowskiej. Od listopada głównym miejscem zbrodni w Warszawie stają się o-grody sejmowe, gdzie zamordowano znacznie ponad 1000 ludzi. Zbrodni tych dokonuje głównie 301 batalion Schutzpolizei.

Od polowy grudnia 1939 r. egzekucje warszawiaków przeprowadzane są głównie poza miastem. Terenem najbardziej masowych mordów staje się skraj Puszczy Kampinoskiej w pobliżu Palmir. Tak np. 20 i 21 czerwca 1940 r. w Palmirach rozstrzelano 378 osób (wśród nich Mieczysława Niedziałkowskiego, Macieja. Rataja, Janusza Kusocińskiego, wiceprezydenta Warszawy Jana Pohoskiego). Dokładnej ilości ofiar egzekucji w Palmirach nie udało się ustalić. Po wojnie ekshumowano ponad 1700 zwłok.

Na nieco mniejszą skalę niż w Palmirach przeprowadzane były egzekucje w innych miejscowościach w pobliżu Warszawy: w lasach Sękocińskich koło wsi Magdalenka, w lasach Kabackich, pod Pyrami, a także w licznych innych rejonach. Łączna liczba ofiar nie jest do ustalenia, ale z pewnością w latach 1939— 41 wymordowano tu kilka tysięcy mieszkańców Warszawy.

Egzekucje, dokonywane na podstawie zbrodniczych werdyktów tzw. niemieckich sądów doraźnych, stanowiły tylko część morderstw popełnianych na warszawiakach. Działające od samego początku katownie niemieckie ze słynną al. Szucha na czele, wiezienia i areszty śledcze z Pawiakiem i Serbią przede wszystkim — stały się miejscem licznych zabójstw.

W pierwszym okresie okupacji, w latach 1939— 1941, Niemcy zamierzali przede wszystkim wymordować polską inteligencję, uważając, że w ten sposób ułatwią sobie, przewidzianą w planach całkowitą zagładę Polaków. Jeszcze w 1940 r. okupant przystąpił do obejmującej cały kraj tzw. „Akcji A—B". W jej trakcie Niemcy dokonali masowych aresztowań według ściśle ustalonych list. Schwytanych osadzano w obozach, znaczna icb część została zamordowana czy to w masowych egzekucjach, czy też indywidualnie w niemieckich katowniach. Straty Warszawy, głównego centrum inteligencji polskiej, poniesione w trakcie „Akcji A—B" były szczególnie wysokie. W pierwszym okresie okupacji, Niemcy jeszcze unikali afiszowania się swą zbrodniczą działalnością. Miały jednak miejsce również mordy i egzekucje dokonywane jawnie, mające na celu zastraszenie społeczeństwa polskiego. Na terenie Warszawy pierwszy wielki, dokonany publicznie mord miał miejsce w nocy z 26 na 27 grudnia 1939 r. w podmiejskim Wawrze. Niemcy wywlekli wówczas z domów 106 całkowicie przypadkowych mężczyzn, których natychmiast rozstrzelali, zaś dodatkowo jednego człowieka powiesili. Tylko 7 schwytanych zdołało się uratować.

Najbardziej masową formą eksterminacji narodu polskiego stały się obozy koncentracyjne. Od czerwca 1940 r. działa obóz w Oświęcimiu i już w tym miesiącu osadzeni tam zostają pierwsi warszawiacy. W sierpniu 1940 r. Niemcy urządzają olbrzymią łapanką w Warszawie, zaś miesiąc później uzupełniają ją masowym zabieraniem mężczyzn z domów. Część schwytanych osadza się w więzieniach, w aresztach, bądź morduje; reszta — około 4500 mężczyzn - zostaje wywieziona do Oświęcimia. Od tego czasu wysyłki warszawiaków do jego t innych obozów trwa-J3 nieprzerwanie.

W 1941 r. terror hitlerowski w Warszawie wzmaga się. Z początkiem roku dochodzi do zbiorowej egzekucji 210 więźniów z Pawiaka. Trwają Ustawicznie mordy w ogrodach sejmowych, w Palmirach, Magdalence, Stefanowie, lasach Kabackich.

Ocenę polityki zagłady, stosowanej przez Niemców już w pierwszym okresie okupacji, jeszcze przed zarządzeniem „Akcji A—B", dał generalny gubernator Hans Frank. w wywiadzie udzielonym 6 lutego 1940 r. dziennikarzowi „Volkischer Beobachter", Kleissowi, na pytanie jaka jest różnica w traktowaniu protektoratu Czech i Moraw i Generalnej Guberni oświadczył: „Mogę panu przedstawić różnicę w sposób obrazowy. W Pradze na Przykład rozlepiono wielkie czerwone plakaty, że … rozstrzelano 7 Czechów. Wtedy powiedziałem sobie: gdybym chciał kazać wywieszać plakat o rozstrzelaniu każdych 7 Polaków, wówczas nie starczyłoby lasów w Polsce do wyprodukowania papieru na takie plakaty".

Kolejny etap zagłady ludności Warszawy to masowa eksterminacja osób pochodzenia żydowskiego, która trwa przez lata 1942—1943. W Warszawie przed wojną mieszkało ponad 300 000 obywateli pochodzenia żydowskiego. Tę część społeczności stolicy w 1940 r. Niemcy spędzili do getta, a z czasem zaczęto w nim osadzać Żydów z całego niemal o-kręgu warszawskiego. Od chwili zamknięcia getta każdy Żyd, który z niego wydostał się i został schwytany, był w zasadzie mordowany przez Niemców. Natomiast aż do 1942 r. Niemcy wstrzymali się ze stosowaniem bezpośredniej eksterminacji w getcie. Zamknąwszy szczelnie getto, dopuszczając do niego niewystarczające ilości żywności, Niemcy świadomie i celowo dążyli do tego, aby Żydzi marli wskutek głodu, wyczerpania i chorób. W ten sposób Niemcy spowodowali śmierć kilkudziesięciu tysięcy Żydów, zarówno warszawskich, jak przywiezionych z prowincji, a zmierzali do tego, aby cała ludność getta zginęła z głodu i chorób w możliwie krótkim czasie. Udałoby się to, gdyby nie pomoc mieszkańców Warszawy. Globalna ilość żywności, dostarczonej tajnie i z narażeniem życia była wielokroć większa od ilości, którą dostarczono gettu legalnie.

Na przełomie 1941— 1942 r., w Berlinie podjęto decyzję wymordowania ogółu Żydów. Zbrodni tej miano dokonać przede wszystkim w obozach koncentracyjnych, w komorach gazowych. Dla warszawskich Żydów wyznaczono pobliski obóz w Treblince, wybudowany pośpiesznie i przygotowany w pierwszej połowie 1942 roku.

Ostateczna zagłada Żydów warszawskich rozpoczęła się 22 lipca 1942 r. Począwszy od tego dnia aż do 2 października tegoż roku, dzień w dzień odchodziły z Warszawy transporty z wyznaczonymi na śmierć. Niemcy nie prowadzili tutaj, zresztą żadnej polityki wyboru. Domagali się jedynie od władz żydowskich w getcie z tzw. Judenratem na czele, aby określone ilości dzienne mieszkańców getta były dostarczane do transportów. W sumie w trakcie całej tej ponad dwumiesięcznej akcji wywieziono z Warszawy i następnie zamordowano 310 000 Żydów. Część z nich tylko stanowili Żydzi warszawscy; co najmniej połowę — przywiezieni u-przednio do getta warszawskiego z innych miejscowości.

W getcie pozostało jeszcze ok. 60 000 ludzi. 18 stycznia 1943 r. Niemcy przystąpili do ostatecznej zagłady żydowskiej dzielnicy w Warszawie. Tym razem jednak ich plany spaliły na panewce. Nie powtórzyła się sytuacja sprzed kilku miesięcy, gdy bez większych trudności tysiące ludzi dziennie odstawiane były do transportów do Treblinki. Teraz przeciwko Niemcom wystąpiły nieliczne wprawdzie, lecz zdecydowane na wszystko żydowskie grupy podziemne: Żydowska Organizacja Bojowa i Żydowski Związek Wojskowy. Przy pomocy polskiego ruchu oporu żydowscy bojowcy zmusili Niemców do zaprzestania akcji; w jej trakcie udało się wywieźć z getta tylko ok. 6500 Żydów.

19 kwietnia 1943 r. silne ekipy niemieckie wtargnęły do getta. Napotkały zdecydowany o-pór bojowców żydowskich; wraz z nimi na terenie getta walczyli także polscy żołnierze podziemia. Inne grupy AK, GL uderzały z zewnątrz na wdzierających się do getta Niemców. Ta walka nie miała jednak szans zwycięstwa. Powstanie w getcie zostało zdławione, a jego ludność wymordowana na miejscu, bądź w Treblince. W sumie w tym ostatnim okresie Niemcy schwytali i zgładzili ok. 56 000 Żydów.

Łącznie zginęło nie mniej niż 280 000 warszawskich Żydów. Tylko najwyżej 10 proc. Żydów warszawskich, którzy z początkiem okupacji byli w mieście, udało się ukryć i przeżyć dzięki polskiej pomocy.

Zagłada getta pociągnęła za sobą również poważne ofiary wśród innych środowisk Warszawy. Liczni warszawiacy zginęli w trakcie dostarczania żywności, lekarstw, broni itd. do dzielnicy żydowskiej, inni polegli walcząc w powstaniu w getcie lub śpiesząc mu a. pomocą. Gros ofiar związane jednak było przede wszystkim z ukrywaniem Żydów przez ludność polską. W zasadzie w wypadku schwytania ukrywającego się Żyda ginął nie tylko on, lecz mordowano na. miejscu ukrywającą go polską rodzinę. Straty z tego powodu obliczać należy w tysiącach.

W okresie 1942—1943, kiedy dokonywała się o-stateczna zagłada ludności żydowskiej w Warszawie, Niemcy wzmogli jeszcze bardziej politykę eksterminacji Polaków. Nie przyniosła ona jednak jeszcze założonych przez Niemców celów. Wynikało to z wielu przyczyn. Tocząc trudną wojnę, Niemcy nie byli w stanie skierować do eksterminacji Polaków dostatecznie wielkich sił. O wiele większe znaczenie miał jednak opór polski. Społeczeństwo nie poddawało się biernie okupantowi, nie pozwalało się bezkarnie prowadzić na rzeź. Ruch oporu raz po raz dokonywał odwetowych uderzeń.

Terror hitlerowski przybierał jednak — mimo wszystko — na sile. Trwały nadal masowe mordy, coraz większe transporty warszawiaków wysyłano do Oświęcimia. W październiku 1942 w kilku peryferyjnych dzielnicach Warszawy zawisło na szubienicach 50 więźniów, zaś kilkudziesięciu dalszych rozstrzelano na wydmie Łuże w Kampinosie. Niemcy ogłosili, że egzekucja 50 powieszonych była odpowiedzią na akcję „Wieniec" — sparaliżowania przez AK węzła warszawskiego. To wystawienie na widok publiczny powieszonych ofiar miało zastraszyć Warszawę — lecz nie zastraszyło. Niemal natychmiast nastąpił polski odwet: Gwardia Ludowa dokonała zamachów na Cafe Club, Mitropę i drukarnię „Nowego Kuriera Warszawskiego". Niemcy odpowiedzieli nałożeniem kontrybucji na Warszawę. Została ona odebrana w akcji GL na KKO. Ten rozwój sytuacji, gdy zbrodnie wroga spotkał natychmiastowy, dotkliwy odwet — zakłócił realizację planów zagłady. Ale nie wstrzymał. Z początkiem 1943 r. do Warszawy przybywa Himmler i zarządza wzmożenie akcji eksterminacyjnej Polaków. Ilość egzekucji wzrasta. Tym razem ofiary nie są już wywożone poza miasto — lecz mordowane w Warszawie, w ruinach getta, przy ul. Dzielnej i Nowolipie, w pobliżu Gęsiówki i Pawiaka, a także w innych miejscach. Wzrasta gwałtownie ilość Polaków mordowanych w gestapo na Szucha.

Na jesieni 1943 r. Niemcy postanawiają przejść do kolejnej fazy zagłady narodu polskiego. 2 października 1943 r. generalny gubernator Frank wydaje zarządzenie udzielające niemieckim władzom policyjnym i innym, nadzwyczajnych pełnomocnictw. Namiestnik Hitlera stwierdza, że organa te mają prowadzić politykę zagłady Polaków „odsunąwszy na bok wszelkie hamujące obiekcje natury formalnej". Na. podstawie tego zarządzenia Niemcy mają m. in. prawo strzelać do każdego Polaka bez ostrzeżenia, jeśli jego osoba bądź zachowanie wyda się podejrzane.

Władze niemieckie zaczynają przeprowadzać systematyczne, niemal codzienne obławy w Warszawie. Policja i wojsko obstawia wybrane ulice, a nawet całe dzielnice, zatrzymując wszystkich mężczyzn. Wyciąga się też ludzi z domów, ze sklepów, z tramwajów. Przewożono ich głównie na Pawiak, stąd część schwytanych kierowano do obozów, głównie do Oświęcimia i niewolniczej pracy w Niemczech, inną część mordowano na miejscu bądź rozstrzeliwano. Aby zastraszyć ludność zostają zarządzone egzekucje uliczne oraz podawanie do wiadomości publicznej nazwisk ofiar. Pierwsza z egzekucji tej serii ma miejsce 15 października 1943 r. w rumach getta: zamordowano wówczas 35 Polaków, choć nazwiska tylko 7 z nich podano do publicznej. wiadomości. Od tej pory niemal codziennie megafony bądź rozplakatowane obwieszczenia podają nazwiska coraz to nowych ofiar. Począwszy od 16 października 1943 r., odbywają się egzekucje na ulicach miasta.

Warszawa nie dała się zastraszyć, w odwet za zbrodnie niemieckie ruch oporu zadaje okupantowi ciężkie straty. Gdy wreszcie z wyroku sądu podziemnego ginie dowódca SS i policji okręgu warszawskiego Kutschera — Niemcy zmuszeni są zaprzestać egzekucji ulicznych.

Terror jednak trwa nieprzerwanie aż do chwili wybuchu Powstania. W sumie w okresie całej okupacji Niemcy wymordowali w stolicy, pod Warszawą, wreszcie w obozach koncentracyjnych ok. 500 000 mieszkańców Warszawy: ok. 280 000 z nich stanowiły osoby pochodzenia żydowskiego.

Wybuch Powstania Warszawskiego otwiera nową kartę w dziejach miasta. Od 5 sierpnia siły niemieckie skupione pod Warszawą, dowodzone najpierw przez Reinefartha, a następnie przez von dem Bacha uderzają od zachodu na miasto. Na pierwszy plan idzie Wola i Ochota. Natychmiast po zajęciu tych zachodnich dzielnic stolicy Niemcy przystępują do masowego mordu całej ludności polskiej, nie tylko mężczyzn, lecz także kobiet i dzieci. Już w ciągu pierwszego dnia masakry Woli — według raportu Reinefartha złożonego dowódcy niemieckiej 9 armii, gen. Vormannowi — zostaje zamordowanych 10 000 cywilów. Następnego dnia mordy przybierają na sile: w sumie w ciągu kilku dni w masowych egzekucjach na Woli zostaje wymordowanych ok. 58 000 Polaków.

Niemcy muszą jednak zrezygnować z zasady mordowania wszystkich bez wyjątku Polaków na zdobytym terenie. Ich zamiary natychmiastowego wymordowania ludności łamie opór polski. Gdyby udało się Powstanie zdławić w ciągu kilku dni, masakra dokonana na Woli powtórzona byłaby w innych dzielnicach Warszawy. Taka była decyzja niemiecka. Jednak von dem Bach, mimo iż przybył z zadaniem dokonania ostatecznej zagłady miasta i jego mieszkańców — musi ustąpić przed siłą faktów i uchylić poprzednią praktykę Reinefartha rozstrzeliwania. wszystkich. Niemcy zdają sobie sprawę, że mordując nie zdołają złamać Powstania Warszawskiego. A jest to konieczne ze względu na ogólną sytuację operacyjną na froncie, który dotarł do linii środkowej Wisły. Stąd też masowość egzekucji zostaje ograniczona. Nie morduje się wszystkich, a tylko część ludności, przede wszystkim mężczyzn. Jednak aż do końca Powstania trwają mordy, nieraz masowe, popełniane także na kobietach, dzieciach i starcach.

W wielu wypadkach — jak na przykład na Marymoncie — zostaje wymordowana ludność prawie całej dzielnicy. Szczególnie bestialskie egzekucje mają miejsce na Starym Mieście. Przerażające w swym okrucieństwie zbrodnie mają miejsce w tzw. niemieckiej dzielnicy policyjnej, obsadzonej przez okupanta przez cały czas trwania Powstania. Zwłaszcza na dziedzińcach gmachów przedwojennego GISZ przy al. Ujazdowskich dochodzi do licznych masowych egzekucji. Niemcy używają też schwytanych kobiet jako osłony dla atakujących czołgów. Obok tych organizowanych masowych zbrodni i egzekucji trwają nieprzerwanie zbrodnie dokonywano indywidualnie i z własne] inicjatywy przez pojedynczych żołnierzy niemieckich. Po zajęciu poszczególnych domów czy ulic rabują oni najpierw mieszkańców i gwałcą kobiety, a następnie mordują swe ofiary. Już po zaprzestaniu masowych egzekucji, gdy pozostałych przy życiu wypędza się z miasta pod konwojem, niektórzy żołnierze niemieccy dla „rozrywki" strzelają do wysiedlanych. Morduje się ich także w obozie w Pruszkowie.

W sumie bilans strat Warszawy okresu Powstania jest przerażający. W ciągu dwóch miesięcy zostaje wymordowanych w mieście ok. 200 000 Polaków. Obok tego ginie ok. 20 000 żołnierzy Powstania, z czego tylko część w walce, zaś reszta — są to na ogół ranni — jest wymordowana po wzięciu do niewoli przez Niemców.

Długotrwałość i determinacja oporu Powstania zmusza Jednak Niemców do rezygnacji z wymordowania ogółu pozostałej jeszcze przy życiu ludności Warszawy. Dlatego też po kapitulacji Warszawy wypędzają oni jedynie resztę społeczności warszawskie] z miasta. Rezygnując z bezpośredniej eksterminacji, Niemcy nie rezygnują z niej w ogóle. Cześć wypędzonych warszawiaków zostaje skierowana do obozów i przeznaczona na zagładę w kacetach. Inni zostają wywiezieni do Niemiec i skierowani do pracy niewolniczej. Wreszcie część mieszkańców Warszawy wywozi się do rozmaitych miejscowości Generalne) Guberni i pozostawia tam bez środków do życia.

Gdy 17 stycznia oddziały 2 i 6 dywizji polskiej wyzwalają ruiny Warszawy — bilans strat biologicznych jej mieszkańców jest olbrzymi. 800 do 850 000 osób zginęło lub zostało zamordowanych przez Niemców. Z tej globalnej sumy ok. 40 — 50 000 poległo lub zginęło w wyniku działań wojennych: podczas obrony Warszawy w 1939 roku, w walce podziemnej, w szeregach żołnierzy Powstania, wreszcie na wszystkich frontach walki w kraju d za granicami. Cała reszta — co najmniej 95 proc. strat Warszawy — to rezultat celowej i świadomej niemieckiej polityki zagłady.

Obok ofiar — zawsze występują kaci. To nie pojedynczy Niemcy, to nie Hitler i Himmler dokonali zagłady 800 — 850 000 mieszkańców Warszawy i zburzenia miasta. Ilość zbrodniarzy idzie w tysiące. Zbrodnia była popełniana nie tylko na rozkaz, lecz jakże często — z morderczej ochoty.

Z wielu tysięcy niemieckich katów Warszawy główna część żyje do dzisiaj. Sąd i kara dosięgły tylko niektórych. Szefowie ekip morderców na ogół uniknęli sprawiedliwości. Wymordowanie 200 000 warszawiaków w okresie Powstania odbyło się pod nadzorem i ogólnym kierownictwem dowodzących na tym odcinku generałów: Vormanna i Liittwitza; pierwszy z nich zmarł w NRF przed kilku laty jako zasłużony i pobierający wysoką emeryturę generał i historyk, otoczony szacunkiem środowiska. Drugi był jednym z głównych organizatorów Bundeswehry, dowódcą jej 3 korpusu armijnego; przeniesiony w stan spoczynku, uświetniał swą osobą uroczystości i akademie ku czci „niemieckich bohaterów minionej wojny". Reinefarth, który na samej Woli wymordował 58 000 ludzi, został przez sąd zachodnioniemiecki uwolniony od winy i kary: ten „kryształowy człowiek" niemieckiej najnowszej historii otrzymał ostatnio odszkodowanie za straty poniesione wskutek oskarżenia. Gen. Reinehardt, którego czołgiści 9—11 września 1939 dopuścili się licznych zbrodni na Ochocie, Okęciu i Woli — zmarł jako przewodniczący Towarzystwa Wiedzy Wojskowej, a dziś jego życiorys — „życiorys jednego z najdzielniejszych bohaterów Wehrmachtu, znakomitego dowódcy broni pancernej" — wkuwają na pamięć poborowi Bundeswehry. Jego zwierzchnik, gen. Hoepner. krwawy rzeźnik i masowy morderca — jest w NRF „świetlanym przykładem" antyhitlerowca (Hitler skazał go na śmierć za udział w spisku 20 lipca 1944), a jego imieniem nazwano koszary armii zachodnio-niemieckiej.

Żaden sąd nie postawił tych zbrodniarzy, ani tysięcy innych w stan oskarżenia. Żaden sąd, żaden trybunał międzynarodowy, nie rozpatrzył jeszcze zbrodni, która została dokonana na Warszawie. Dlaczego? — naszym obowiązkiem jest postawić to pytanie!

LESZEK MOCZULSKI


Stolica nr 3/1968
http://publikacje.koszykowa.pl/Stolica/1968_nr_01-52/Stolica_1968_nr_03_21.01_s_1-16/Publikacja.html


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Sob Sty 10, 2015 6:00 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Sro Lip 27, 2011 9:59 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Ludność Warszawy w styczniu 1945 roku

Gdy o godzinie 12.00 dnia 17 stycznia 1945 r. biało-czerwona chorągiew wzniosła się nad ruiny Dworca Głównego w Alejach — gdzie znajdowali się, co robili, o czym marzyli warszawiacy? Niestety, ciągle jeszcze wielce niepełną odpowiedź można dać na to pytanie.

Wojnę przeżyło może 600, może 800 tysięcy mieszkańców Warszawy. W chwili wyzwolenia miasta nieco ponad sto tysięcy znajdowało się na Pradze. To byli ci, których wrześniowe uwolnienie tej dzielnicy od Niemców przez oddziały polskie i radzieckie ocaliło od śmierci czy wypędzenia. Przez cztery miesiące żyli oni we frontowym mieście. Codziennie na Pragę padały pociski z niemieckich dział, bomby z samolotów. Niektórymi ulicami nie można było się poruszać, gdyż niemieckie karabiny maszynowe i strzelcy wyborowi trzymali je pod ostrzałem. Dla tych stu tysięcy warszawiaków z prawego brzegu Wisły dzień 17 stycznia oznaczał koniec wojennego zagrożenia.

Na lewym brzegu, wśród gruzów, przez całą zimę ukrywało się tylko parę nielicznych grupek czy też' pojedynczych osób. Ale w ciągu 17 stycznia grono to zostało szybko powiększone. Nie skończyły się jeszcze walki, gdy warszawiacy chroniący się w podstołecznych miejscowościach zaczęli wracać. Tak było np. na ul. Poznańskiej, gdy zaś żołnierze 6 dywizji zawieszali biało-czerwoną flagę na dworcu, zebrała się już grupa cywilów. Wcześniej więc, nim Warszawa została w pełni wyzwolona, pierwsi mieszkańcy zaczęli wracać do swego miasta. Przybyło ich tego dnia co najmniej tysiąc — choć tylko część z nich zdecydowała się nocować. Dla innych był to rekonesans przed właściwym powrotem.

Kilkadziesiąt tysięcy warszawiaków wyzwolenie zastało w osiedlach podstołecznych. Tutaj ulokowali się ci, którym udało się zbiec z formowanych przez Niemców transportów czy też wydostać z obozu w Pruszkowie. Później doszły do nich niektóre grupy, wywiezione przez Niemców w głąb Generalnej Guberni, które postanowiły przeczekać ostatnie miesiące przed wyzwoleniem jak najbliżej swego miasta. Słowo „przeczekać" nie jest zresztą odpowiadające rzeczywistości. Do osiedli podstołecznych wraz z warszawiakami przeniosło się ze stolicy ich życie i walka. W tym czasie, a jeszcze jakiś czas po wyzwoleniu, Podkowa Leśna urosła do rangi małej Warszawy. Podobnie było w Milanówku, Grodzisku, Brwinowie, Pruszkowie, a także Konstancinie, Zalesiu, pod Grójcem i przyfrontową Górą Kalwarią. Tutaj znalazły się warszawskie kawiarnie — ale i liczne ośrodki dyspozycyjne i komórki funkcjonalne Polski Podziemnej. To na linii EKD zaczął wznawiać pracę konspiracyjny Uniwersytet Warszawski oraz Instytut Zachodni, pracowały komisje ustalające polskie nazwy miejscowości na Ziemiach Odzyskanych, które były jeszcze Ziemiami Postulowanymi. Historycy gromadzili dokumentację do dziejów Powstania Warszawskiego, ale i pracowali nad analizą węzłowych problemów Polski Piastów. Organizowano i prowadzono walkę zbrojną, urządzano wieczory autorskie i kameralne koncerty.

Trzecia grupa warszawiaków, wypędzona ze swego miasta, znalazła schronienie na terenie Generalnej Guberni. Niektóre miejscowości nabrały warszawskiego charakteru, takie zwłaszcza jak Częstochowa czy Zakopane. W Częstochowie odtworzona została Komenda Główna AK. Zakopane gromadziło przedstawicieli sfer intelektualnych i artystycznych. Podobnie Kraków. Natomiast swój „Traktat o dobrej robocie" filozof — prof. Kotarbiński pisał w Radomiu. Choć oderwani od swego miasta, wypędzeni, pozostawiani bez środków do życia (lecz ofiarność całego społeczeństwa nie zawiodła) — warszawiacy w miejscach swego tymczasowego pobytu podejmowali te same działania, co w stolicy.

W nieporównywalnie cięższych warunkach znaleźli się ci, których wywieziono do Reichu. Mniejsza ich część trafiła do pracy niewolniczej w niemieckich przedsiębiorstwach mieszczących się na terenach polskich, tyle że w czasie okupacji przyłączonych do Rzeszy. Tym było mimo wszystko lżej. Inni zostali wywiezieni niezbyt daleko — na obszary położone na wschód od Odry i Nysy. Głównie na Dolny Śląsk, choć także na Pomorze. O wyzwoleniu Warszawy dowiadywali się z niemieckich gazet. Na własne wyzwolenie musieli jeszcze czekać, niektórzy trzy miesiące Wreszcie ostatnia, najliczniejsza grupa cywilnych mieszkańców Warszawy znalazła się na terenie właściwych Niemiec, w fabrykach czy u bauerów, zmuszona do pracy niewolniczej.

Najtragiczniejszy był los tych, którzy wprost z Warszawy trafili do obozów koncentracyjnych. Większa ich część nie przeżyła wojny.

Wreszcie, w obozach jenieckich rozsianych po całej Rzeszy, znajdowało się kilkadziesiąt tysięcy powstańców, głównie młodych chłopców.

Pamiętam rozmowę, chyba z 18 stycznia, której jako młody chłopiec byłem niemym świadkiem. Rzecz działa się w małej kieleckiej miejscowości, przez którą właśnie przetaczał się front. Z okien widać było dom naprzeciwko, a raczej kupę dogasających popiołów. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że została wyzwolona Warszawa, mieliśmy tego dowiedzieć się dopiero nazajutrz. Spierano się nawet: czy już jest wolna, czy jeszcze nie. Ktoś szykował się do drogi, twierdząc, że to sto sześćdziesiąt kilometrów na piechotę zrobi w trzy — cztery dni. Lecz właściwa rozmowa, bardzo burzliwa chwilami, dotyczyła czegoś innego. Jedni byli zdania, że całą Warszawę należy dokładnie odbudować, taką samą, jak była. Inni proponowali na jej miejscu zbudować w pełni nowoczesne, funkcjonalne miasto. Ani w mieszkaniu, w którym trwała rozmowa, ani w całym miasteczku, nie było ani jednego architekta czy urbanisty. Ale do tej roli przymierzali się zwyczajni warszawiacy. Pamiętam starszego już mężczyznę, bodajże księgarza z zawodu, który prezentował już wy rysowany na szkolnym kartonie model odbudowanej Warszawy. Śródmieście mieściło się wewnątrz wielkiego kręgu i złożone było z siatki ulic przecinających się wyłącznie pod kątem prostym. Równolegle do tego kręgu, na zewnątrz, coraz większymi kołami przebiegały otaczające centrum ulice, przecinane promieniście rozchodzącymi się alejami. Ten model u jednych budził zachwyt, u innych sprzeciw.

Jedno tylko umknęło uwadze dyskutantów. Nikt w ogóle nie wątpił w to, że Warszawa będzie odbudowana. Nikomu nie wpadł nawet taki pomysł do głowy, że ktokolwiek mógłby się nad tym zastanawiać.

Wtedy, w styczniu 1945 r., byłem pewien, że wspólnym dążeniem wszystkich warszawiaków, ba — całego narodu — jest jak najszybsza odbudowa Warszawy, miasta które ani na chwilę nie przestało być stolicą.

Wtedy byłem pewien — bo taka była ogólna atmosfera. Dzisiaj, gdy dysponować można tomami pamiętników, wielkimi zespołami akt, gdy w sposób udokumentowany zaglądać można w twarz przeszłości — wiem, że tak było.

Wszędzie tam, w kraju i na obczyźnie, gdzie tylko znaleźli się warszawiacy.

LM.


"Stolica" nr 3 z 1977
http://www.djvu.com.pl/Warszawa/Stolica/1977_nr_01-52/Stolica_1977_nr_02_09.01_s_1-16/Publikacja.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Pią Lip 29, 2011 10:11 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Prawdopodobnie ostatni tekst Leszka Moczulskiego opublikowany w "Stolicy" 27 marca 1977. Dzień wcześniej Moczulski prowadził konferencję prasową w mieszkaniu Antoni Pajdaka, na której poinformował dziennikarzy o powstaniu ROCPiO.

Cytat:

Harcerze we Wrześniu

Odrębny rozdział w dziejach walki Polaków w drugiej wojnie Światowej został zapisany przez harcerzy. Chłopcy w szarozielonych mundurkach z krzyżami ZHP na lewej piersi pojawili się u boku walczących wojsk już pierwszego dnia wojny — i uczestniczyli w bojach aż do ostatniego dnia wojny. Harcerze stali się też synonimem walczącej o wolność i niepodległość młodzieży. Odpowiedź, dlaczego tak się stało, jest bardzo prosta.

Postawa harcerzy we wrześniu i następnych ponad pięciu latach wojny była prostą konsekwencją wychowania młodzieży w szeregach ZHP. Ta masowa organizacja obejmowała praktycznie całą młodzież szkolną w wieku od 10 lat do matury, a także niemałą część młodzieży starszej, pracującej lub studiującej. Najważniejszą zasadą wychowawczą ZHP była miłość ojczyzny i gotowość ofiarnej dla niej służby. Wysoki stopień napięcia patriotycznego, ogarniający szeregi ZHP, stał się bezcennym kapitałem na czas wielkiej próby narodowej w latach 1939—45. Harcerstwo, współdziałając ze szkołą w patriotycznym wychowaniu młodzieży, określiło najgłębsze zaangażowanie tych roczników, które rodziły się i dorastały w niepodległej Polsce. Nie bez znaczenia były też doświadczenia zdobywane na licznych obozach, w podchodach i ćwiczeniach terenowych przy zdobywaniu najprzeróżniejszych sprawności, nabywaniu umiejętności radzenia sobie w najtrudniejszych nawet warunkach — w których harcerze nie tylko kształtowali sobie charaktery, ale zdobywali umiejętności, jakie okazały się dla nich niezbędne w latach wojny.

Gdy więc 1 września o świcie padły pierwsze strzały, harcerze natychmiast znaleźli się na wyznaczonych im "posterunkach Oczywiście, ich zadaniem nie była bezpośrednia walka. Stanowili jednak ważną część służb pomocniczych. Pomagali w budowie umocnień i okopów, otaczali o-pieką żołnierzy i ewakuowaną ludność cywilną, pełnili służbę łączności, Czerwonego Krzyża itp.

Zasadą było, że harcerze mieli nie uczestniczyć w bezpośrednich walkach. Z reguły zasada ta była zachowywana. Niemniej zdarzały się liczne wyjątki. Liczni harcerze, powyżej 18 lat, przyjmowani byli przez niektórych dowódców liniowych jako ochotnicy do szeregów. W sporadycznych wypadkach ten udział harcerzy w bezpośrednich bojach był bardzo znaczny. Dotyczyło to zwłaszcza obrony Wybrzeża i obrony Górnego Śląska.

Siły polskie, broniące Wybrzeża w izolacji od reszty kraju, w sposób improwizowany rozbudowywały się liczebnie już podczas działań wojennych. Wówczas to do szeregów oddziałów ochotniczych napłynęło wielu harcerzy. Stanowili oni m. in. poważną część oddziału Kosynierów, złożonego głównie z młodzieży robotniczej i starszych klas szkół średnich. W obronie Wybrzeża nie występowały jednak odrębne oddziały harcerskie.

Inaczej było w przypadku Górnego Śląska. Tutaj powstała sytuacja szczególna. Wskutek groźby otoczenia przez oddziały niemieckie, nacierające ze Słowacji przez Karpaty wprost na Kraków, a także rozerwania frontu pod Pszczyną i Częstochową, dowódca Armii „Kraków" gen. Szylling już 2 września uzyskał zgodę naczelnego wodza na głęboki odwrót, co równało się oddaniu bez walki górnośląskiego zagłębia przemysłowego. W nocy z 2 na 3 września 1939 r. oddziały polskie odeszły na wschodni brzeg rzeki Przemszy. Na terenie Górnego Śląska spontanicznie stanęły jednak do walki oddziały powstańców śląskich i młodzieży harcerskiej. W istocie był to głównie podział generacyjny. Powstańcy śląscy — to byli ojcowie, którzy dwadzieścia lat wcześniej wywalczyli tę ziemię dla Polski, a harcerze — to ich synowie.

Trwałą kartę naszej historii stanowi obrona Chorzowa i Katowic w dniach 3 i 4 września.

Gdy w niedzielę 3 września oddziały niemieckie zbliżały się do Chorzowa, w mieście nie było już regularnych oddziałów polskich, a tylko w dzielnicy Klknzowiec zgromadziły się grupy powstańców, do których dołączył chorzowski hufiec ZHP. Początkowo Niemcy, wespół z miejscową V kolumną, zajęli centrum miasta. Wtedy do akcji przystąpili Polacy. Grupy powstańców i harcerzy wyruszyły w samochodach z Klimzowca, odbiły ratusz i bardzo szybko oczyściły z wroga całe miasto. Dopiero w nocy wkroczyły do Chorzowa silniejsze oddziały niemieckie. Rano obsadziły one prawie całe miasto, lecz po południu znów rozpoczęła się kontrakcja polska. Niemcy ostatecznie schronili się w gmachu ratusza i bronili tam przez kilka godzin. Wreszcie z początkiem nocy nowe oddziały niemieckie, przerzucone tutaj pośpiesznie, w krwawej walce z powstańcami i harcerzami, zdobyły miasto.

Również w dniach 3 i 4 września trwały walki o Katowice. Powstańcy i harcerze obsadzili tutaj liczne wybrane punkty oporu. Do najważniejszych należała wieża spadochronowa u zachodniego wylotu miasta w parku Kościuszki, wieżowiec przy ul. Żwirki i Wigury, Dom Powstańca, Dyrekcja Kolei i in.

Do pierwszych walk doszło 3 września w rejonie parku Kościuszki. Niemcy wprowadzili tutaj do boju oddziały 239 dywizji gen. Neulinga. Ponawiające się ataki wroga powstańcy i harcerze odparli jednak ogniem broni ręcznej i maszynowej. Gdy zapadł zmierzch, Niemcy wycofali się, ale o świcie 4 września znów wznowili działania bojowe.

W poniedziałek 4 września atak na Katowice rozpoczął się z kilku stron. Jedna z kolumn niemieckich atakowała Dom Powstańca, oddziały bytomskiego SA po walkach w Załężu ruszyły w kierunku placu Wolności. Gdy wreszcie atakujący koncentrycznie wróg dotarł do Rynku, kontratak polski zmusił Niemców do przejściowego odwrotu i zadał im ciężkie straty.

W tym samym czasie ciężki bóg toczył się o park Kościuszki. Przez kilka godzin harcerze bronili wieży spadochronowej. Niemcy opanowali ją dopiero po wprowadzeniu do akcji artylerii. Ze zdobytej wieży żołnierze niemieccy zrzucili zwłoki pięciu harcerek, które poległy w walce.
Długo bronili się harcerze w katowickim drapaczu chmur. Najkrwawsze walki stoczone jednak zostały o Dom Powstańca, gdzie wróg musiał zdobywać piętro po piętrze.

Około południa Niemcom udało się zdobyć Katowice. Ale walki nie zostały zakończone. Około 16.00 grupy powstańców i harcerzy w różnych punktach miasta znów podjęły bój. Walki przeciągnęły się do wieczora, zaś w następnych dniach raz po raz dochodziło jeszcze do sporadycznych potyczek.

Zwrócić trzeba uwagę, że powstańcy i harcerze śląscy, którzy w dniach 3 i 4 września stanęli w obronie swej ziemi (nie tylko Chorzowa i Katowic) wiedzieli doskonale, że oddziały wojskowe zmuszone są opuścić Śląsk, a więc samotny opór musi zakończyć się klęską wobec przeważających sił wroga. Nie naruszyło to w niczym ich hartu i mocy ducha. Stawali do walki z pełnym przeświadczeniem przegranej, ale także i ze zrozumieniem swego duchowego zwycięstwa.

Chociaż krwawe boje, toczone przez śląskich harcerzy, stanowiły wyjątkowy epizod na tle całego września, symbolizowały one postawę ogółu harcerstwa polskiego. Zarówno ci, którzy walczyli z bronią w ręku, jak i ci, którzy pełnili służbę pomocniczą, gotowi byli wszystko oddać dla dobra ojczyzny.

lm


"Stolica" nr 13 z 1977
http://www.djvu.com.pl/Warszawa/Stolica/1977_nr_01-52/Stolica_1977_nr_13_27.03_s_1-16/Publikacja.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Sob Lip 30, 2011 10:55 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:

Losy warszawskiego getta

W pogodne dni kwietnia 1943 r. nad umęczoną przez blisko już trzy i pół roku okupacji Warszawą wzniósł się wysoko słup dymu. Po ulicach miasta krążyły patrole w złowrogich mundurach feldgrau z bronią gotową do strzału. Gęste kordony niemieckie otaczały jedną z dzielnic, odgrodzoną °d innych trzymetrowym murem. Zza muru dobiegała strzelanina, odgłosy detonacji: dopełniał się los tych, którzy woleli zginąć w beznadziejnej walce niż czekać biernie na śmierć w komorach gazowych Treblinki... To powstanie wstrząsnęło Warszawą. Było kolejnym aktem dramatu miasta; obawiano się powszechnie, że nie ostatnim. Obawy te miały się, niestety, spełnić: zagłada miasta rozpoczęta we wrześniu 1939 r., kontynuowana w kwietniu 1943 r., dokończona być miała w r. 1944.

Rasizm, a więc przekonanie o rzekomej nierównej wartości ras ludzkich, był jednym z fundamentów ideologii hitleryzmu. Bezpośrednią jego konsekwencją była — jakże użyteczna dla ekspansjonistycznej polityki niemieckiej — koncepcja „herrenvolku", „narodu wybranego", jakoby predestynowanego do rozstrzygania o życiu i śmierci innych, „niższych" ras i narodów. W myśl tych obłędnych idei do „ras niższych" hitlerowcy zaliczyli m. in. Słowian, 'którzy mieli stać się niewolnikami „Wielkiej Rzeszy", planowo eksploatowanymi i stopniowo trzebionymi aż do całkowitej w przyszłości zagłady. „Naród panów" dokonać też miał eksterminacji Żydów — tj., według specyficznej terminologii niemieckiej, „ostatecznego rozwiązania (Endloesung) kwestii żydowskiej".

Te założenia, przypomniane tu skrótowo, determinowały politykę niemiecką wobec krajów okupowanych. Dotyczyło to zwłaszcza 'Polski, w której od pierwszych dni swego panowania hitlerowcy wprowadzili szczególnie brutalny terror. Pierwsze akcje eksterminacyjne wymierzone były przeciwko obywatelom polskim bez względu na ich pochodzenie; z czasem jednak przy równoczesnym wzmaganiu prześladowań uderzających w cale społeczeństwo szereg zarządzeń okupanta zaczyna wyraźnie zmierzać do wydzielenia spośród polskich „podludzi" Żydów jako kategorii odrębnej. Zarządzenia te, których pierwszą fazę zamyka akcja przymusowego osiedlania Żydów w tworzonych w polskich miastach gettach, dotyczą także Polaków nie związanych z żydowską narodowością czy religią, lecz uznanych za Żydów w myśl hitlerowskiego ustawodawstwa rasowego.

Getto w Warszawie utworzone zostało zarządzeniem gubernatora tzw. dystryktu warszawskiego, Fischera, z 2X1940 r. W izolowanej z czasem dzielnicy znalazło się ok. 300 tys. osób, później, w wyniku deportacji Żydów z innych miejscowości, liczba ta zrosła do ok. 450 tys. Większość Żydów warszawskich podporządkowała się zarządzeniu, część jednak zdecydowała się na ryzyko pozostawania poza obrębem getta i ukrywania się z pomocą „aryjskich" współobywateli.

Na czele getta Niemcy postawili tzw. Judenrat, będący formą całkowicie posłusznego okupantowi żydowskiego samorządu. Funkcje policyjne na obszarze dzielnicy spełniała żydowska ochotnicza Służba Porządkowa (Ordnungsdienst). Poza tym działała w getcie ekspozytura gestapo, której funkcjonariuszami byli zdrajcy-Żydzi, z czasem zaś utworzono zakonspirowaną organizację „Żagiew”" kierowaną także przez niemiecką policję bezpieczeństwa i również składającą się z Żydów. Wykorzystując te swoje agentury sami Niemcy w wewnętrzne sprawy getta bezpośrednio prawie nie ingerowali.

Izolując getto hitlerowcy dążyli do wyniszczenia i w rezultacie biologicznej zagłady jego ludności. Przydziały żywności w getcie wynosiły w drugiej połowie 1941 r. dziennie 184 kalorie na osobę. Stanowiło to nie więcej niż 1/10 minimum absolutnej egzystencji. Ponadto Niemcy zezwalali na sprowadzanie do getta towarów wolnorynkowych wartości 13 groszy dziennie na osobę. Na wolnym rynku 1 kg chleba kosztował wówczas w Warszawie 8—12 zł, a 1 kg tłuszczu nie mniej niż 250 zł. Aby jeszcze bardziej przyspieszyć proces wymierania stłoczonej w getcie ludności, zdecydowaną jej większość pozostawili Niemcy bez pracy, a więc bez zarobków umożliwiających wykupienie nawet głodowych przydziałów. Jak oceniały polskie organizacje podziemne, prowadzące badania sytuacji w getcie zarówno celem opracowania najskuteczniejszej pomocy, jak też dla alarmowania rządów i społeczeństw alianckich — około 50 proc. mieszkańców dzielnicy dosłownie umierało z głodu, ok. 30 proc. głodowało, ok. 15 proc. było niedożywione, a tylko ok. 5 proc. żyło w dostatku, w tym kilkutysięczna grupa w luksusie. Ocena ta znajdowała potwierdzenie w liczbach zgonów: o ile przed wojną przeciętna śmiertelność w grupach i środowiskach żydowskich w Warszawie wynosiła 370—450 osób miesięcznie (najwyżej 1,5 promille ogółu), to w getcie, w pierwszym półroczu 1942 r. — 4500—5500 osób miesięcznie (więcej niż 12 promille).

Przyczyną przytłaczającej większości tych zgonów był głód, żniwo śmierci zbierały również epidemie — głównie duru brzusznego i plamistego.

Jakby nie były przerażające te statystyki, liczby w nich zawarte z pewnością nie spełniały założeń okupanta. Mimo że warunki stworzone w getcie przez Niemców powinny były doprowadzić do zagłady zamkniętej tv nim ludności w ciągu niewielu miesięcy, mimo licznych ofiar tego na zimno zaplanowanego i realizowanego ludobójstwa — getto zdołało przetrwać blisko 2,5 roku, a ostatecznej eksterminacji dokonali hitlerowcy innymi środkami. Późniejsze wydarzenia Jakby przesłoniły w oczach autorów wielu publikacji długotrwałą, zaciętą walkę o przetrwanie do tego czasu paruset tysięcy ludzi; w pewnym zresztą stopniu o stosunkowo niewielkim spopularyzowaniu tej problematyki decydować musiały inne względy, niewiele mające wspólnego z dążeniem do ustalenia prawdy historycznej. A przecież ogromne znaczenie tej walki wielokrotnie podkreślali zarówno historycy getta jak i bezpośredni świadkowie wydarzeń. I tak dr Emmanuel Ringelblum, kierujący zespołem podziemnego archiwum getta, w swoich notatkach (których tendencyjnie dobrane, jeśli wręcz nie sfałszowane fragmenty posłużyły zresztą niedawno za „dowód" w niewybrednej oszczercze] kampanii przeciwko Polsce i Polakom, prowadzonej przez kręgi syjonistyczne w zachodnie] Europie, zwłaszcza w NRF, w Izraelu i USA) stwierdzał wręcz, że niemiecki plan wygłodzenia i ekonomicznego wyniszczenia getta spalił na panewce. „Dzięki pomysłowości obu stron (producentów żydowskich i odbiorców polskich ze strony „aryjskiej") — cytuje słowa Ringelbluma historyk prof. Bernard Mark — niecny plan komisarza na dzielnicę żydowską Auerswalda (...) już w pierwszej chwili nie wytrzymał próby tycia i prysnął jak bańka mydlana".

Dzięki pomysłowości obu stron... To hitlerowcy wprowadzili podział na „strony", lecz wbrew ich wysiłkom podział ten był wielokrotnie i skutecznie niweczony. Nie zważając na karę śmierci grożącą za pomaganie Żydom i za kontakty z gettem, społeczeństwo Warszawy początkowo spontanicznie, a później w sposób coraz bardziej zorganizowany takie masowe kontakty nawiązuje i podtrzymuje. Miejscem spotkań staje się przede wszystkim gmach Sądów na Lesznie. Wkrótce tony towarów, głównie żywności docierają za mur. Trudno obliczyć, ile tej żywności dostarczono łącznie, ostrożne szacunki wskazują jednak, że ilość dostarczona nielegalnie była kilkadziesiąt razy większa od dostarczonej legalnie.

Pomoc ta tylko w części mogła mieć charakter charytatywny, nieodpłatny, choć i taką świadczyło wiele osób indywidualnie jak też wiele organizacji (m. in. OW-KB, PCK, Straż Pożarna) czy partii politycznych (zwłaszcza PPS i PPR — ta ostatnia jednak powstawszy w styczniu 1942 r. mogła praktycznie podjąć tę akcję dopiero w ostatnim roku istnienia getta). Od schyłku 1942 r. rozpoczęła swą działalność Rada Pomocy Żydom „Żegota" opierająca się o liczny społeczny aktyw i współpracująca ze wszystkimi niemal organami Polski Podziemnej. „Żegota" stała się organem skupiającym i kontynuującym wszystkie powstałe wcześniej na skalę masową formy pomocy i przeznaczała na działalność charytatywną poważne sumy — rzędu kilku mln zł w samej Warszawie, ponieważ Jednak gros Jej mającej ogromne znaczenie pracy przypada na okres. Już po likwidacji getta, środki te szły przede wszystkim na utrzymanie Żydów ukrywających się, co nie wchodzi już w zakres niniejszego artykułu. Wewnątrz getta podziałem środków uzyskiwanych w rezultacie pomocy charytatywnej zajmowało się zwłaszcza Żydowskie Towarzystwo Opieki Społecznej. Poważne znaczenie miała takie praca organizacji pomocy dzieciom Centos, na które] czele stał członek PPR Józef Gitler-Barski.

Dławiona przez okupanta, głodująca Warszawa (przydział żywności dla Polaków na „stronie aryjskiej" wynosił w drugiej połowie 1941 r. wprawdzie więcej niż w getcie, bo „aż" 634 kal. na osobę dziennie, stanowiło to jednak 1/3 minimum egzystencji; zaopatrzenie miasta opierało się na szmuglu) nie miała niestety możliwości finansowania pomocy dla getta. Problem rozwiązano w sposób, o którym wspomniał w cytowanej wyżej opinii dr Ringelblum. Było to swego rodzaju majstersztykiem konspiracyjnej organizacji walki cywilnej. Zorganizowano mianowicie aktywizację gospodarczą i zawodową licznych grup rzemieślników żydowskich, zapewniając im zarobek. Firmy „aryjskie" lokowały nielegalne zamówienia w getcie dostarczając zarazem surowiec. Drobni, a z czasem jednoczący się w zespoły branżowe żydowscy producenci wytwarzali potrzebne towary, zwłaszcza z branży metalowej, skórzanej i in. Do połowy 1942 r. uzyskali w ten sposób zatrudnienie i zarobek wszyscy Żydzi mający odpowiednie kwalifikacje lub ci - np." spośród inteligencji - którzy zdołali takie kwalifikacje zdobyć. Surowce i towary, jak i większość żywności, na ogół były przerzucane przez mur, dostarczano je też (drobniejsze przedmioty) podczas kontaktów w Sądach. Większe partie przemycano wozami przez bramy getta przekupując żandarmów i żydowską czy granatową policję; przechodziły też przez I i IV Oddziały Straży Pożarnej .(mające tyły zabudowań w getcie) czy przez „szafy w ścianach" podobnie usytuowanych kamienic. Mleko dostarczano za pomocą rurociągów.

Na początku 1942 r. przywódcy III Rzeszy zrozumieli ostatecznie że ich pierwotny plan zagłady społeczności żydowskiej przez osadzenie w zamkniętych gettach i skazywanie na śmierć głodową zawiódł, wskutek skutecznego przeciwdziałania Polaków i Żydów. Postanowili więc sięgnąć do środków ostatecznych — tym bardziej, że przestały mieć znaczenie powody, które do pewnego stopnia oddziaływały hamująco na ich ludobójczą politykę wobec Żydów. Otóż do 8 .grudnia 1941 r. Stany Zjednoczone zachowywały neutralność wobec toczącej się w Europie wojny, hitlerowcy zaś uznawali, że wpływy i aktywność środowisk żydowskich w tym kraju są bardzo silne, i — nie chcąc dostarczać USA powodów do zbrojnego wystąpienia — wstrzymywali się, do czasu, z otwartym masowym mordowaniem Żydów europejskich, choć z pewnością mogła ich do tego ośmielać dotychczasowa nikła w praktyce reakcja Zachodu na ich rasistowskie poczynania i zwłaszcza tragedię gett. Już jednak w kilka tygodni po japońskim ataku na Pearl Harbour Heinrich Himmler na konferencji w Gross-Wannsee ujawnił we wtajemniczonym gronie konkretny plan ostatecznej zagłady fizycznej całej społeczności żydowskiej.

Ruch podziemny w getcie rozwijał się początkowo w ograniczonym stopniu — jako kontynuacja przedwojennego układu żydowskich ugrupowań i partii politycznych. Tak więc zorganizowały się grupy Poalej-Syjon Lewicy i Prawicy. Haszomer Hacair, Dror; Syjonistów-Socjalistów. Najsilniejszym może ugrupowaniem stał się Bund. Dotkliwą lukę, jaką po rozwiązaniu w r. 1938 KPP (której ofiarnymi członkami było wielu Żydów) stanowił brak w tym układzie grupy komunistycznej, dopiero wiosną 1942 r. wypełnić miały organizacje PPR.

Żadne z tych ugrupowań nie utworzyło przez czas dłuższy organizacji zbrojnej, natomiast niezależnie od nich już wkrótce po utworzeniu getta zorganizował się Żydowski Związek Wojskowy, skupiający byłych żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego. ŻZW związany był i współdziałał ściśle z działającą po stronie „aryjskiej" organizacją podziemną Korpus Bezpieczeństwa, która dostarczyła mu broni i innych materiałów.

Wkrótce po wspomnianym wystąpieniu Himnnlera na konferencji w Gross-Wannsee, wiosną 1942 r. wywiad Armii Krajowej oraz agendy Delegatury Rządu na Kraj ustaliły, że Niemcy podjęły nie mającą precedensu w dziejach decyzję planowego i całkowitego wymordowania społeczności żydowskiej. Postanowiono przeciwdziałać ze wszystkich sił. Zaalarmowano rząd emigracyjny, który zresztą już wcześniej, na podstawie raportów z kraju, nieraz usiłował bezskutecznie poruszyć przywódców alianckich i o-pinię publiczną Zachodu tragicznym losem Żydów polskich. 9 czerwca 1942 r. gen. Sikorski wygłosił przez radio apel do rządów i narodów świata odsłaniając niemieckie plany bezpośredniej fizycznej zagłady Żydów i wzywając do ich ratowania. Niestety, apel ten w praktyce nie spotkał się z żadnym odzewem. Zbagatelizowały go kręgi syjonistyczne.
W getcie tymczasem świadomość zagrożenia zaczynała narastać. W marcu 1942 r. większość wymienionych wyżej grup politycznych utworzyła wspólny Blok Antyfaszystowski, w skład którego weszły Haszomer Hacair, Poalej-Syjon Lewica i Prawica, Hachaluc, Dror i organizacja PPR w getcie. Blok za naczelne zadanie uznał przełamanie dotychczasowej bierności. Zapoczątkowano tworzenie grup bojowych. Tak rozpoczyna się organizacja bezpośredniej samoobrony w getcie, lecz już na wstępie spada na nią pierwszy cios.

W nocy z 17 na 18 kwietnia do getta wtargnęła niemiecka żandarmeria i przy współudziale żydowskiej Ordnungsdienst aresztowała 52 działaczy podziemia, których na miejscu zamordowano. Była to w zasadzie pierwsza akcja policyjna Niemców w getcie. Wśród ofiar znalazł się m. in. działacz PPR Traube. W następnych tygodniach akcje te zaczęły się powtarzać; podobnie jak pozostałe dzielnice Warszawy, także i getto stało się miejscem krwawych zbrodni gestapo.

Nie była to jednak jeszcze akcja ostatecznej zagłady. Ta zaczęła się trzy miesiące później — 22 lipca. Władze niemieckie zażądały od Judenratu, aby własnymi środkami dostarczał codziennie 6000 osób na plac przeładunkowy (Umschlagplatz) przy ul. Stawki, skąd zostaną wywiezieni — rzekomo do pracy poza Warszawą, w rzeczywistości do obozu w Treblince, gdzie przygotowano już komory gazowe i krematoria.

Żądanie to zaskoczyło Judenrat, który parę tygodni przedtem odrzucił informację polskich organizacji podziemnych o grożącej eksterminacji nie mniej niż 300 tys. Żydów nazywając te wiadomości „szkodliwymi i niedorzecznymi". 18 czerwca inż. Adam Czerniakow stanowczo zdementował „wieści o przesiedleniu". 24 lipca tenże przewodniczący Judenratu po podpisaniu pierwszej listy 6000 „przesiedlonych" popełnił samobójstwo. W ślad Jego poszło 8 żydowskich policjantów. Pozostali członkowie Judenratu i funkcjonariusze Ordnungsdienst nadal jednak posłusznie wykonywali rozkazy niemieckie kontynuując akcję „wysiedlania" — także i wtedy, gdy po dziesięciu dniach od jej rozpoczęcia relacje pierwszych zbiegów z Treblinki nie powinny były pozostawić wątpliwości co do tego, że transporty idą na śmierć. Jak stwierdza w swym pamiętniku, cytowanym przez profilarka, naoczny świadek wydarzeń, Edmund Koroczynski, „kierownicy Judenratu zadali kłam pełnym grozy informacjom o Treblince, osławiony oficer Służby Porządkowej, Lejkin, podniósł krzyk, że to prowokacja".

Dzień w dzień, aż do 13 września 1942 r. trwała akcja likwidacji getta. Żądane przez Niemców kontyngenty skazanych na śmierć były dostarczane. Żydowska policja często siłą wlokła nieszczęsnych do transportów. Inni szli dobrowolnie, skuszeni obietnicą otrzymania żywności. Łącznie wywieziono z Warszawy na śmierć lub zamordowano w trakcie ewakuacji ok. 300 tys. mieszkańców getta. Podczas tej wielkiej akcji likwidacyjnej poważne ofiary ponieśli także i Polacy, pomagający w ucieczce tym wszystkim Żydom, którzy się na to zdecydowali, ukrywający ich i udzielający wszelkiej innej pomocy. Akcji likwidacji getta towarzyszyło zresztą nasilenie łapanek po stronie „aryjskiej".

Nie będąc w stanie przeciwstawić się zbrojnie i w sposób masowy mordowaniu setek tysięcy Żydów Polska Podziemna poza udzielaniem maksymalnej pomocy nadal alarmowała świat — poprzez rząd emigracyjny w Londynie, który domagał się od aliantów zdecydowanej akcji odwetowej. Obszerna dokumentacja zbrodni, przesłana z kraju, została w Londynie opublikowana jako tzw. Czarna Księga. Wskutek polskich starań 17 grudnia 1942 r. ogłoszona została deklaracja sprzymierzonych, która potępiała ludobójstwo popełnione na Żydach i zapowiadała ukaranie sprawców po wojnie. Nie uwzględniony został, niestety, postulat Polski, by zapowiedziano — i realizowano — odwet Jeszcze podczas wojny i nrzed dokonaniem ostatecznej zagłady Żydów.

Po straszliwej akcji zagłady pozostało jesienią 1942 r. w getcie warszawskim zaledwie kilkadziesiąt tysięcy osób. W społeczności tej przełamane zostały nastroje dawnej bierności ' coraz bardziej zwyciężać zaczęło hasło walki zbrojnej w obronie własnego życia i honoru w okresie październik-grudzień.

1942 roku powstaje - obok istniejącego i zwiększającego swoje siły ŻZW, kierowanego przez por. Apfelbauma i Frenkla - Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB) dowodzona przez Mordechaja Anielewicza. Obie te organizacje gotowe były stawić zbrojny opór każdej dalszej akcji likwidacji resztek getta. Prawie całe uzbrojenie dla tych wyraźnie w nowych warunkach rosnących w siłę i znaczenie organizacji pochodziło zza muru — przekazane zostało przez polskie organizacje podziemne, częściowo bezpłatnie (warto tu przypomnieć, że zdobycie materialnych środków walki przez cały okres okupacji stanowiło jeden z najtrudniejszych do rozwiązania problemów, z jakimi borykały się wszystkie odłamy ruchu oporu w okupowanej Polsce. Zwłaszcza biedniejsze organizacje lewicy, jak choćby Gwardia Ludowa — nie otrzymująca znikąd dotacji ni zrzutów i tracąca najwartościowszą kadrę w akcjach przeprowadzanych dla zdobycia broni bądź pieniędzy na jej zakup).

Obok bezpośrednich przygotowań do zbrojnej samoobrony ważnym elementem narastającej walki żydowskiego ruchu oporu z okupantem były próby nawiązania łączności z Zachodem dla uzyskania stamtąd pomocy. Za pośrednictwem aparatu łączności AK i Delegatury Rządu żydowskie organizacje podziemne wysyłały szereg alarmujących radiogramów ,]o przedstawicieli społeczności żydowskich w krajach sprzymierzonych i głównie do organizacji syjonistycznych w USA. Tak więc w depeszy nr 15, skierowanej do przewodniczącego Amerykańskiego Kongresu Żydowskiego Stephena Wise i przewodniczącego Światowego Kongresu Żydowskiego Nachuma Goldmana donoszono o straszliwych zbrodniach niemieckich, domagano się odwetu oraz przesłania kwoty 500 tys. dolarów na cele samoobrony oraz pomocy dla ukrywających się Żydów. Niestety, apele te pozostały bez odpowiedzi: przywódcy syjonistyczni — w imię egoistycznych interesów klasowych międzynarodowej finansjery, której są narzędziem, a wbrew głoszonym przez siebie hasłom solidarności Żydów ze wszystkich krajów świata nie podjęli żadnej zdecydowanej akcji. Ćwierć wieku później dr Gold przyznał, że „nie uczyniono wszystkiego" tłumacząc tę postawę brakiem wiarogodnych informacji o zbrodniach niemieckich.

Równolegle z apelami Żydów próbował kolejnych interwencji na Zachodzie także rząd emigracyjny. W grudniu 1942 r. dotarł do Londynu specjalny emisariusz z kraju — Jan Kozielewski — „Karski". Nawet Jednak relacje i apele bezpośredniego świadka (przed wyjazdem z Warszawy „Karskiego" specjalnie wprowadzono do getta, gdzie mógł naocznie zapoznać się z sytuacją i odbyć konferencje z przedstawicielami żydowskiego podziemia) nie odniosły skutku. W rozmowie z „Karskim", gdy ten apelował o pomoc dla polskich Żydów, prezydent USA nagle zmienił temat i zapytał o hodowlę trzody chlewnej w Polsce. W tych warunkach całe brzemię obrony i ratunku resztek ludności getta warszawskiego spadło na te skąpe wobec potrzeb fundusze, jakie mógł na ten cel przebaczyć i ekspediować do kraju rząd gen. Sikorskiego, na siły Polski Podziemnej i poddanej też przecież masowej eksterminacji społeczności polskiej, wreszcie na nieliczną choć zdeterminowaną grupę bojowców ŻOB i ŻZW i współdziałających z nimi specjalnych komórek i oddziałów polskich organizacji zbrojnych.

Tymczasem, po przeszło 5 miesiącach przerwy w akcji masowej eksterminacji ludności warszawskiego getta, Niemcy postanowili wymordować również pozostałą jeszcze przy życiu resztę jego mieszkańców. 18 stycznia 1943 r. do getta weszły oddziały niemieckiej żandarmerii i SS, by dokonać tego krwawego dzieła bądź na miejscu, bądź przez wysyłkę do Treblinki. Spotkały się jednak z oporem. Zbrojne grupy ZOB i ŻZW powitały Niemców strzałami, do walki zaczęła się również spontanicznie włączać niezorganizowana ludność, uzbrojona w drągi i kamienie. W ciągu czterech dni udało się Niemcom wymordować i wywieźć tylko stosunkowo niewielką liczbę Żydów — w sumie mniej niż 10 tys. — przy własnych stratach w zabitych obliczanych na kilkudziesięciu żandarmów i esesowców oraz kilkudziesięciu policjantów żydowskich. Nierówna ta walka zakończyła się jednak sukcesem żydowskich bojowców — wobec zbrojnego oporu Niemcy zmuszeni zostali przerwać akcję i wycofać się.

Niespełna dwa miesiące później, w tzw. krwawą sobotę 18 marca, Niemcy znów wtargnęli do getta, lecz po jednodniowej walce z ZOB i ŻZW znów zostali zmuszeni do rezygnacji z kontynuowania swej akcji. Do czasu: termin ostatecznej zagłady getta warszawskiego wyznaczony został na drugą połowę kwietnia. Tym razem Niemcy skoncentrowali poważniejsze siły przeznaczając do przeprowadzenia tej operacji oddziały SS, żandarmerii i formacji pomocniczych w sile ok. 3000 ludzi, którymi kierować mieli osobiście dowódca SS i policji w Warszawie Sammern oraz sprowadzony specjalnie generał SS Jurgen Stroop. W getcie również przygotowywano się do o-statecznej walki — liczba żołnierzy ŻOB i ŻZW, dozbrojonych znacznie przy pomocy polskich organizacji podziemnych, przekroczyła 1000 osób; opracowano też plany współdziałania z oddziałami AK, OW-KB, GL.

19IV 1943 r. o świcie dowodzone bezpośrednio przez Sammerna kolumny niemieckie weszły na teren getta. Powitał je ogień broni ręcznej i maszynowej z przygotowanych zawczasu stanowisk powstańczych, nad którymi wywieszone były sztandary biało-czerwone, czerwone i biało-niebieskie. Doszło do dwu zażartych bojów na rogu Nalewek i Gęsiej oraz Zamenhofa i Miłej. „Przy pierwszym wtargnięciu do getta udało się Żydom, i polskim bandytom przez przygotowany napad z bronią w ręku odeprzeć nasze atakujące siły wraz z czołgami i wozami pancernymi" — raportował gen. Stroop. Powstańcom udało się zadać Niemcom poważne straty, zniszczyli m. in. jeden czołg.

Tak rozpoczęła się ostatnia walka getta, w której obok bojowców ŻOB i ŻZW walczyli żołnierze polskich organizacji podziemnych — czy to wewnątrz getta, czy też śpiesząc mu raz po raz z pomocą z zewnątrz. Z tych ostatnich akcji wspomnieć należy zwłaszcza o dokonanej przez żołnierzy AK próbie rozbicia muru przy ul. Bonifraterskiej i drugiej podobnej próbie przy -ul. Pawiej (19 i 23IV), o zaatakowaniu przez grupę specjalną GL niemieckiego cekaemu przy ul. Nowowiniarskiej i akcji innej grupy GL na biorący udział w akcji przeciw gettu niemiecki samochód policyjny na ul. Freta ( 20 i 23IV).

Niemożliwe było w ówczesnych warunkach porwanie całej Warszawy do walki w obronie getta, gdyż walka taka nie miała żadnych szans powodzenia — tak jak w przeszło rok później nie miało szans zwycięstwa, w jakże korzystniejszej sytuacji polityczno -militarnej. Powstanie Warszawskie. Mimo to zbrojnie i nie tylko zbrojnie Warszawa udzieliła maksymalnej pomocy tej części swych mieszkańców, którzy znajdowali się w getcie. Ratunek mógł przyjść jednak tylko ze strony mocarstw sprzymierzonych. Rozpaczliwie domagają się go ostatnie depesze walczących, przesyłane na Zachód. „Natychmiastowej, skutecznej pomocy może teraz udzielić potęga aliantów — czytamy w jednej z nich, datowanej 28 IV 1943 r. — imieniem milionów już pomordowanych Żydów, imieniem obecnie palonych i masakrowanych, imieniem heroicznie walczących i nas wszystkich na śmierć skazanych wołamy wobec całego świata: Niech się już teraz, a nie w mrokach przyszłości, dokona potężny odwet aliantów na krwiożerczym wrogu — to sposób powszechnie jako rewanż zrozumiały.... Niech bohaterski, wyjątkowy w dziejach zryw straceńców getta pobudzi wreszcie świat do czynów na miarę wielkości chwili".

Nie ustają również starania o pomoc ze strony polskiej. W liście do Georgi Dymitrowa, przedstawiającym sytuację w okupowanej Polsce i zwłaszcza w Warszawie ówczesny sekretarz KC PPR Paweł Finder wspomina o wezwaniach, by „tysiące alianckich samolotów przyleciało nad zamęczone polskie ziemie, paraliżując komunikacie kolejową zmuszając Niemców do zajada się obronq a nie zabijaniem bezbronnych ludzi".

Z licznych flot powietrznych lotnictwa strategicznego aliantów zachodnich nie pojawił się nad Warszawą ani jeden samolot. Nie uległy nawet nasileniu naloty RAF i USAF na Niemcy.

Po niepowodzeniu pierwszego szturmu 19 kwietnia Stroop odsunął Sammerna i sam objął dowództwo. Po ciężkich walkach, łamiąc opór bojowców żydowskich na Muranowskiej, Swiętojerskiej, Kurzej, Miłej, Lesznie, Nowolipiu, .Smoczej i w innych miejscach udało się Niemcom zająć mocne pozycje w getcie. Między 21 a 26 kwietnia trwa bój w całym płonącym getcie. W walce, obok uzbrojonych żołnierzy ŻOB i ŻZW, bierze udział ok. 5000 nie uzbrojonych Żydów, ponadto z pozostałych jeszcze w getcie mieszkańców co najmniej 20 000 stawia bierny opór wywózce. 27 kwietnia jest kulminacyjnym dniem powstania. Dochodzi do wielkiej bitwy na pl. Muranowskim, gdzie przez cały dzień oddziały ZZW, ŻOB i przybyły do getta oddział OW-KB kpt Iwańskiego bronią pozycji oznaczonych biało-niebieskimi i biało-czerwonymi sztandarami.

Bohaterski opór getta nie ma jednakże szans zwycięstwa. W ostatnich dniach kwietnia i pierwszych dniach maja Niemcy rozbijają główne zgrupowania powstańców, odpierają polskie ataki z zewnątrz, likwidują jeden po drugim bunkry obrońców. 8 maja na ul. Miłej 18 zostaje otoczony i następnie zniszczony bunkier dowództwa powstania; ginie tu jego przywódca Mordechaj Anielewicz.

Do 16 maja trwają jeszcze walki z ostatnimi bunkrami powstańców, a równocześnie niemal nieprzerwanie przy polskiej pomocy przebijają się bądź wydostają poza getto coraz to nowe grupy powstańców i ludności. Getto już jednak dogorywa: „Epopeja— bohaterstwa — głosi ostatnia z przekazanych za pośrednictwem aparatu łączności Delegatury Rządu depesz przywódców żydowskiego podziemia — zbliża się ku końcowi. A świat wolności i sprawiedliwości milczy bezczynny. Zdumiewające!"

W drugiej połowie maja i w czerwcu w gruzach getta ukrywają się już tylko nieliczne uzbrojone grupy, stopniowo osaczane i mordowane przez Niemców. Ratują się tylko ci. którym udaje się prześliznąć przez kordon. Na tym kończą się tragiczne dzieje getta w Warszawie.

Około 280 tys. żydowskich obywateli Warszawy zginęło w getcie i w obozach; do tego doszły jeszcze straty wśród Żydów deportowanych wcześniej do getta warszawskiego. W ogólnej liczbie ok. 850 tys. osób, które w minionej wojnie straciła Warszawa, straty ludności żydowskiej stanowią jedną trzecią.

KRZYSZTOF KULICZ, LESZEK MOCZULSKI


"Stolica" nr 16 z 1968
http://publikacje.koszykowa.pl/Stolica/1968_nr_01-52/Stolica_1968_nr_16_21.04_s_1-16/Publikacja.html

=========================================
M.zd. bardzo dobry tekst, który ukazał się w "Stolicy" w szczególnym okresie, po tzw. wydarzeniach marcowych. Wstawki dokonane przez współautora tekstu są widoczne gołym okiem.


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Sob Sty 10, 2015 6:01 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Pon Sie 01, 2011 7:26 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Oto jeden z tekstów, na podstawie których oskarża się Leszka Moczulskiego o kolaborowanie z komunistyczną władzą w okresie, gdy rozpoczynał już półjawną działalność opozycyjną.

Temat (urodziny Nowotki) rzeczywiście parszywy. A wykonanie? - Niech każdy sam oceni, ile w tym tekście jest komunistycznej propagandy, a ile wstydliwych dla PPR faktów, podanych w sposób akceptowalny dla cenzury.


Cytat:
W 80 rocznicę urodzin Marcelego Nowotki.

Powrót


Zapadł już zmrok, gdy z podmoskiewskiego lotniska ciężko wystartował samolot. Był dzień 27 grudnia 1941. Pilot otrzymał rozkaz, aby nad frontem i okupowanymi terenami ZSRR, dotrzeć do Polski, do rejonu tuż na wschód od Warszawy. Sześciu pasażerów ze spadochronami. To była Grupa Inicjatywna Polskich komunistów w ZSRR, która otrzymała zadanie odlotu do kraju, aby na bazie istniejących organizacji i ugrupowań powołać do życia Polską Partię Robotniczą. Na czele stał Marceli Nowotko, wybitny działacz KPP w okresie międzywojennym, desygnowany teraz na I sekretarza KC PPR.

Data odlotu nie była przypadkowa. Wprawdzie Grupa Inicjatywna miała wylecieć do Polski wcześniej, ale zmieniające się warunki wojenne pokrzyżowały plany. Wkrótce po napaści Niemców na ZSRR, a także po zawarciu układu Sikorski - Majski z 30 lipca 1941 r., Grupa Inicjatywna została sformowana. Opiekował się nią Komitet Wykonawczy Międzynarodówki Komunistycznej, a zwłaszcza osobiście Georgi Dymitrow.

Pierwsze miesiące działalności grupy poświęcone były pracom przygotowawczym do przyszłej działalności w kraju. Podstawowym zadaniem stało się stworzenie programu przyszłej partii, w pełni odpowiadającej nowym, skomplikowanym warunkom politycznym i wojennym.

Przyjęto uzasadnioną szeroko przez Marcelego Nowotkę zasadę, że jednym z zasadniczych celów partii musi być walka o utworzenie w Polsce szerokiego frontu narodowego walki przeciwko niemieckim najeźdźcom; w trakcie tej walki, jak twierdził Nowotko, zbudowana zostanie monolityczna jedność społeczeństwa, co z kolei będzie bazą do późniejszych demokratycznych i socjalistycznych przekształceń ustrojowych. Rozmiar walki miał ważne znaczenie z punktu widzenia całej wojny zaś w szczególności odciągał siły niemieckie z frontu wschodniego, pomagając w ten sposób krwawiące] Armii Radzieckiej.

W toku dyskusji Grupa Inicjatywna opracowała własny dokument: tekst odezwy programowej przyszłej partii (odezwa z drobnymi zmianami została wydana w Warszawie przez nowo powstałą PPR w styczniu 1942 r.).

We wrześniu 1941 r. Grupa Inicjatywna zakończyła prace przygotowawcze i była gotowa do odlotu do Polski.

Pierwszy start zakończył się fiaskiem. Wkrótce po oderwaniu się od ziemi, samolot wiozący Grupę Inicjatywną uległ katastrofie i spadł na ziemię. Pięciu działaczy odniosło ciężkie rany; jeden z nich, Jan Turajski zmarł w drodze do szpitala.

Marceli Nowotko był jedynie potłuczony.

Katastrofa samolotu spowodowała odłożenie lotu do kraju. Wkrótce jednak losy wojny jeszcze bardziej pokrzyżowały plany, Niemcy rozpoczęli kolejną ofensywę na Moskwę, zajęli Wiazmę i podeszli pod bramy stolicy ZSRR. Grupa Inicjatywna została ewakuowana najpierw do Moskwy, następnie aż do Ufy, wreszcie do Kusznarenkowa. Nowotko z towarzyszami przebywał tam aż do początków grudnia.

Tymczasem losy gigantycznej bitwy o Moskwę uległy gwałtownej zmianie. Armia Radziecka zatrzymała wroga dosłownie kilka kilometrów przed stolicą, a następnie przeszła do zakończonej sukcesem kontrofensywy. Front został odepchnięty na zachód. Na nowo powstała możliwości lotu do okupowanej Polski.

W połowie grudnia Marceli Nowotko z towarzyszami przybyli do Moskwy. 10 dni zajęły im ostatnie przygotowania. I wreszcie wieczorem 27 grudnia samolot wystartował.

Był już 28 grudnia, godzina pierwsza w nocy. Radziecki samolot znajdował się w rejonie Wiązowny, na Wschód od Warszawy. Kolejno, sześciu członków Grupy Inicjatywnej podchodziło do otwartych drzwi i skakało w ciemność.

Marceli Nowotko wylądował tak nieszczęśliwie, ze złamał nogę. Takie było jego spotkanie z ziemią polską, którą opuścił przed niespełna dwoma laty.

Mimo bólu złamanej nogi, Nowotko bardziej kłopotał się o to, że nie można było odszukać spadochronu, na którym zrzucono nadawczo-odbiorczą stację radiową. Była to strata wielka, bowiem natychmiast po wylądowaniu Grupa Inicjatywna straciła środek łączności.

Przez całą noc Nowotko mimo złamanej nogi wlókł się aż do Radości pod Warszawą, gdzie mieszkała jego bratowa. Torujący drogę Paweł Finder wpadł nieszczęśliwie do lodowatej wody i już w drodze ogarnęła go silna gorączka. Ileż trzeba było hartu, aby idąc prawie na ślepo, przemierzyć dobre 20 kilometrów i dotrzeć do celu. Szczęśliwie, bratowa Nowotki nadal mieszkała w Radości, gdyż inaczej sytuacja mogłaby stać się tragiczna.

Pierwszy, nieudolny opatrunek założono Nowotce dopiero w Radości. Niezbędna była jednak pomoc lekarza. Względy konspiracyjne uniemożliwiały szukanie pierwszego, z brzegu lekarza. Dopiero 31 grudnia udało się nawiązać kontakt z zaufanym lekarzem, dr. Janem Rutkiewiczem. Udzielił on 1 stycznia 1S42 r. pomocy Nowotce. Był jednak internistą, a nie chirurgiem. Dopiero 2 stycznia dr Rutkiewicz ściągnął do Nowotki chirurga, dr. Andrzeja Trojanowskiego. Ten ostatecznie złożył złamaną nogę i unieruchomił ją w gipsie.

W trzy dni po założeniu gipsu, 5 stycznia 194? r., Marceli Nowotko przewodniczył na konspiracyjnym zebraniu zwołanym w mieszkaniu Juliusza Rydygiera przy ul. Krasińskiego 11 na Żoliborzu. Na tym zebraniu utworzono Potka Partię Robotniczą, zaś Marceli Nowotko został jej I sekretarzem.

Tak przedstawiał się ostatni, najważniejszy i najbardziej intensywny okres w życiu człowieka, który był Pierwszym Sekretarzem KC PPR. Okres ten trwał dokładnie II miesięcy - aż do dnia 21 listopada 1942, gdy Marceli Nowotko zginął od kuli z pistoletu, na ulicy Przyokopowej.

L.M.


"Stolica" nr 32 z 1973 -
http://publikacje.koszykowa.pl/Stolica/1973_nr_01-52/Stolica_1973_nr_32_12.08_s_1-16/Publikacja.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Pon Sie 01, 2011 7:58 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:

Z otwartych szkatuł

Rok czterdziesty trzeci


7 września 1943 r. na ul. Marszałkowskiej u zbiegu z Litewską panował normalny ruch. Wśród przechodniów było sporo Niemców. W pobliżu bowiem, przy Litewskiej, zaczynała się tzw. dzielnica policyjna, obejmująca aleję Szucha (obecnie: I Armii WP), a w domach przy Marszałkowskiej i jej przecznicach mieszkało wielu funkcjonariuszy wroga. W tym niebezpiecznym miejscu miała być dokonana jedna z bardziej brawurowych akcji zbrojnych podziemia, rozpoczynająca serię, uderzeń na szczególnie okrutnych hitlerowców. Zamachu dokonywała grupa bojowa 1 plutonu wydzielonej kompanii harcerskiej Kedywu KG AK, przeznaczonej do likwidacji funkcjonariuszy policji niemieckiej. Posługiwała się kryptonimami „Agat" (antygestapo) i „Pegaz" (przeciwgestapo), zaś do historii weszła pod swą nazwą ostatnią — batalionu „Parasol". Zamachu miano dokonać na oberscharfuehrera SS — Franza Buerckla. dowódcę Jedne] ze zmian załogi Pawiaka, sadysty, jednego z najkrwawszych zbrodniarzy hitlerowskich w Warszawie.

Gruby, krępy, ubrany po cywilnemu, Buerckl wychodzi ze swego mieszkania w domu na rogu ulicy Oleandrów (obecnie: Partyzantów) i Polnej.

Na Marszałkowskiej czeka kilku młodych ludzi, zmieszanych z oczekującymi na przystankach tramwajowych. Buerckl musi tędy przejść. Udaje się przecież na Szucha, skąd samochodem wraz z innymi funkcjonariuszami jest codziennie wożony na Pawiak. Wcześniejsze rozpoznanie ustaliło, że jedyna możliwość wykonania wyroku wydanego przez Kierownictwo Walki Podziemnej na hitlerowcu istnieje na tym krótkim odcinku ulic Oleandrów i Litewskiej.

Na przystanku tramwajowym stoi dowódca akcji a zarazem i plutonu — Jerzy Zborowski ps. „Jeremi". Obok niego wywiadowca Bogusław Ustaborowicz — „Żar", jedyny, który wie, jak wygląda Buerckl. Dochodzi dziewiąta pięćdziesiąt pięć, gdy „Żar" wskazuje wychodzącego z ul. Oleandrów mężczyznę. Niemiec idzie powoli.

Jeszcze przed chwilą nim Buerckl pojawił się na ul. Oleandrów, sytuacja wydawała się nadzwyczaj pomyślna. W ostatnich minutach zmieniła się radykalnie. Parzystą stroną Marszałkowskiej zbliża się do Litewskiej trzech żandarmów: z przeciwnej strony, od placu Zbawiciela pojawia się na dwu motocyklach z przyczepami patrol schutzpolizei. Razem dziewięciu uzbrojonych policjantów niemieckich. Na domiar złego do przystanku zbliża się tramwaj; widać, że na przedniej platformie stoi duża grupa uzbrojonych żandarmów. Wobec kilku żołnierzy podziemia, ilościowa przewaga wroga jest ogromna. „Jeremi" chwilę się waha: czy zamach ma w ogóle szansę powodzenia? A Buerckl oddalony jest już tylko o kilka kroków. Wchodzi na jezdnię... „Jeremi"' przed nim przechodzi na drugą stronę ulicy.

Od tego momentu Uczą się sekundy. Wchodząc na jezdnię, dowódca tym samym dał rozkaz rozpoczęcia akcji i wskazał jej obiekt. Z przystanku przy Litewskiej rusza Bronisław Pietraszkiewicz — „Lot”. Mija żandarmów i wchodzi na jezdnię. Odbezpiecza ukryty pod płaszczem pistolet. W tym momencie Buerckl jest od niego oddalony o kilka kroków.
Strzały rozlegają się nagle. Buerckl pada. „Lot" nachyla się nad nim, sprawdza skuteczność działania zamachowców, zabiera dokumenty — dowód wykonania wyroku. „Jeremi” strzela z pistoletu maszynowego długą serią do trójki żandarmów. Jeden z nich pada natychmiast, drugi parę sekund potem.

Ze zgrzytem hamuje nadjeżdżający tramwaj, z niego wyskakują żandarmi! strzelając chaotycznie. Gorsza sytuacja rysuje się po przeciwnej stronie. Jadące od pl.Zbawiciela motocykle zatrzymują się, sześciu Niemców rozpoczyna kanonadę.

Pod ścianą domu stoi Eugeniusz Schielberg-Dietrich. W ręku trzyma futerał na skrzypce. Teraz wydobywa z niego stena i celnie strzela do motocyklistów. Niemcy kryją się za przyczepami.
Zaczyna się odwrót. „Jeremi" strzela jeszcze w stronę nowej grupy Niemców, nadbiegających ul. Litewską. Potem wraz z „Lotem” cofa się w kierunku oczekującego samochodu. Odskok osłania Henryk Migdalski — „Kędzior"'. Z doskonałej pozycji w bramie strzela do żandarmów, którzy wyskoczyli z tramwaju. Kilku Niemców pada. Dietrich rzuca celnie w gromadę wrogów granat własnej roboty — filipinkę. Eksplozja osłania odwrót.


"Stolica" nr 40 z 1973 -
http://publikacje.koszykowa.pl/Stolica/1973_nr_01-52/Stolica_1973_nr_40_7.10_s_1-16/Publikacja.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Wto Kwi 17, 2012 2:40 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Strzały w Alei Szucha

Najbardziej odważnym i ryzykownym zamachem, przeprowadzonym podczas wojny przez polski ruch oporu w Warszawie — była akcja na Stamma, dokonana w samym sercu dzielnicy policyjnej, w al. Szucha. SS-Sturmbannfuhrer Stamm. prawa ręka i zastępca jednego z czołowych katów Warszawy, szefa gestapo i policji bezpieczeństwa Ludwiga Hahna - kierował II Wydziałem Policycyjnym, skupiającym centralne nici walki z polskim podziemiem w Warszawie. Wespół z Hahnem Stamm był współodpowiedzialny za tortury dokonywane na więźniach politycznych w lochach gestapo oraz morderstwa, których dopuszczała się niemiecka policja. Podobnie Jak Jego bezpośredni przełożony, również i Stamm został prawomocnym wyrokiem sądu Polski Podziemnej skazany na kart; śmierci. Zadanie wykonania wyroku przypadło oddziałowi „Pegaz 81" — pod którym to kryptonimem ukrywał się słynny harcerski batalion „Parasol".

Realizacja zadania była niesłychanie trudna. W wyniku rozpoznania, przeprowadzonego najpierw przez „Rayskiego" — Aleksandra Kunickiego, a następnie przez „Wesołego" — Zygmunta Kaczyńskiego, udało się zdobyć zdjęcie gestapowca i ustalić, że mieszka on w al. Słucha 16 m. 17
— vis a vis gmachu gestapo, Stamm praktycznie nie opuszczał dzielnicy policyjnej i prawie z nikim się nie kontaktował; ograniczał się Jedynie do przechodzenia al. Szucha z mieszkania do biura i odwrotnie. Pod koniec kwietnia 1944 „Wesołemu" udało się dotrzeć nie tylko do sekretarki Stamma — pod pozorem sprzedaży czekoladek fabryki „Wedel" — lecz także odwiedzić gestapowca w Jego mieszkaniu i przyjąć zamówienie na towar.

Taki rozwój sytuacji narzucił plan akcji. Nadzorujący Jej realizację z ramienia KEDYW-u kpt. „Pług" — Adam Borys podjął decyzję, że zamach na Stamma zostanie wykonany w jego prywatnym mieszkaniu, przeprowadzić go miał 2 pluton „Pegaz 81" uzupełniony trzema żołnierzami z 3 plutonu: „Hipkiem" — Stefanem Królikowskim, „Olkiem" — Tadeuszem Kamińskim i „Zabawą" — Janem Wróblewskim. Dowódcą akcji został „Orkan" — Kazimierz Kardaś. Cl czterej oraz „Bolec" — Tadeusz Chojko stanowić mieli grupę uderzeniową bezpośrednio dokonującą zamachu. Ponadto w akcji brało udział pięć grup ubezpieczeniowych składających się łącznie z 12 żołnierzy, 3 kierowców samochodowych, a także łączniczki, zapasowy kierowca, sanitariat oraz liczne osoby współpracujące. Opracowany został szczegółowy, minutowy plan akcji.

Wszystkie domy przy al. Szucha zajęte były na niemieckie urzędy bądź na mieszkania Niemców, na ulicy kręciło się mnóstwo uzbrojonych hitlerowców. Ulica z obu stron zamknięta była szlabanami i strzeżona przez uzbrojone posterunki, które znajdowały się też przy wielu domach. W dyżurce w bramie domu nr 16, gdzie mieszkał Stamm, przebywał uzbrojony SS-man.

Trudno było sobie wyobrazić gorsze warunki do przeprowadzenia akcji. Jej plan przewidywał, że Jako pierwsi wejdą na al. Szucha „Hipek" i „Orkan", którzy udadzą się prosto do domu nr 16. Mieli oni mieć przy sobie list do Stamma od jego znajomego z Wiednia, dr. Kocha (oczywiście list fałszywy). Jeśli zostaną zagadnięci przez wartownika, okażą mu ten list; gdy to nie pomoże, sterroryzują go bronią. W pewnej odległości za nimi udają się na Szucha „Zabawa", „Bolec" i „Olek", niosąc kosz z żywnością, rzekomo dla urzędnika gestapo Hoffmana, mieszkającego też w domu nr 16 i chętnie przyjmującego łapówki. Obie grupy mają spotkać się na klatce schodowej a następnie dostać do mieszkania Stamma (pod pretekstem dostarczenia listu) i wykonać wyrok przy pomocy pistoletu z tłumikiem. W wypadku gdyby podczas którejś z faz akcji rozpoczęła się strzelanina, do akcji wkraczają grupy ubezpieczające, zgodnie z jednym z przewidzianych wariantów umożliwiające wycofanie się grupy uderzeniowej.

Akcja została przeprowadzona 6 maja 1944 r. Do godziny 9.00 wszyscy uczestnicy zgromadzili się w konspiracyjnych lokalach przy ul. Wilczej i Mokotowskiej. Około 10.00 „Wesoły" ustalił, że Stamm jest w swoim mieszkaniu i powiadomił o tym telefonicznie „Pługa". O 11.40 „Orkan" wydaje rozkaz opuszczenia lokali. Do godziny 11.55 pięć grup ubezpieczeniowych zajmuje przewidziane pozycje w rejonie placu Na Rozdrożu, dwie minuty później zostają zaparkowane w wyznaczonych miejscach trzy samochody: osobowe „Mercedes" i „Wanderer" oraz ciężarowy „Chevrolet" przy pomocy których nastąpić ma odwrót uczestników akcji. Wreszcie o godzinie 11.58 nadjeżdżają tramwajem „Orkan" i „Hipek" a dorożką „Bolec", „Zabawa" 1 „Olek". Niemal natychmiast po tym „Orkan" i „Hipek" przechodzą obok wartownika przy szlabanie zamykającym al. Szucha i idą wprost do domu nr 16. Przed budynkiem stoją trzy samochody, z których około dziesięciu żołnierzy niemieckich wynosi jakieś paki. Brama domu Jest otwarta i stoi w niej wartownik rozmawiający z trzema SS-manami; jeden z nich ma karabin. Z podwórka wyjeżdża jakiś samochód z oficerem. Obaj żołnierze podziemia mijają ten samochód wchodząc do bramy. W tym samym czasie druga grupa: „Zabawa", „Olek" i „Bolec" minęli szlaban i idą w kierunku domu.
„Orkan" ocenia błyskawicznie sytuację. Wartownik jest zajęty rozmową z SS-manami, co — Jak się zdaje — pochłania całą jego uwagę. Obaj bojowcy kierują się więc prosto na klatkę schodową. Niestety, w ostatniej chwili wartownik dostrzega ich zatrzymuje; żąda przepustki. Zamachowcy pokazują mu list do Stamma. Wtedy SS-man wraca do dyżurki i żąda dowodów, aby wypisać przepustki. W dyżurce siedzi też jakiś cywil, uważnie przyglądający się Polakom. „Hipka" w tym momencie zawodzą nerwy: wyciąga pistolet i strzela do SS-mana. Odpowiada ogniem cywil, który rani obu Polaków. Wybiegają oni z bramy, do której już podchodzi druga grupa. Słysząc strzały „Zabawa" wyciąga stena, lecz broń zacina mu się, rzuca więc filipinkę. Zamachowcy pośpiesznie cofają się; SS-mani znajdujący się przy samochodach otwierają ogień, lecz gdy "Zabawa" kieruje na nich stena, wystraszeni przestają strzelać.

Na głos strzałów grupy ubezpieczeniowe przechodzą do akcji, atakując posterunki niemieckie przy szlabanie, raniąc i zabijając kilku Niemców, otwierają drogę cofającym się zamachowcom. Kilka sekund później cala piątka wybiega z al. Szucha. Plac Na Rozdrożu rozbrzmiewa hukiem wystrzałów. Trwa to bardzo krótko. Wszystkie grupy ewakuują się do samochodów, które po kolei odjeżdżają: najpierw „Mercedes", potem „Chevrolet", wreszcie „Wanderer", który jeszcze zatrzymuje się na Agrykoli, aby zabrać ostatnich uczestników akcji. W wozach jest siedmiu rannych: „Orkan" i „Hipek" oraz z grup ubezpieczających „Sokół" — Henryk Kuszner, „Nalęcz" — Ireneusz Szatkowski, „Polluks" — Jerzy Tarnowski, „Kastor" — Jerzy Koz-łowskl" 1 „Nemo" (nazwisko nieznane). W chwili gdy wozy ruszają, kierowca „Mercedesa" „Bruno" — Bronisław Hellwig zostaje poważnie ranny w głowę. Mimo to prowadzi samochód Agrykolą w dół. Znajdujący się w wozie bojowcy strzelają do zaalarmowanych żołnierzy niemieckich znajdujących się na trasie. „Mercedesowi" udaje się przedrzeć przez ogień wroga i dojeżdża do rogu Solca i Za-górnej, gdzie bojowcy rozchodzą się do konspiracyjnych lokali. Jako drugi jedzie „Chevrolet". Gdy dojeżdża do Czerniakowskiej, zostaje zatrzymany przez SS-manów; kierowca zwalnia, myląc tym Niemców, którzy przepuszczają go.

Jako trzeci wóz, jedzie „Wanderer". Na Szwoleżerów w pobliżu Husarskiej zagradza mu drogę niemiecki samochód z żołnierzami. Jadący na zderzaku „Sławomir" — Kazimierz Urbański zostaje śmiertelnie trafiony. W gęstym ogniu niemieckim samo-' chód dociera do Czerniakowskiej. Na samym rogu gaśnie postrzelany silnik; kierowca „Kajtek" — Zdzisław Santarek — wyskakuje, a za nim „Żak" — Robert Krause, „Lampart" — Mieczysław Belke. Trafiony celną kulą „,Kajtek" pada, lecz tym dwóm udaje się cudem ujść. W samochodzie pozostają ranni „Kastor", „Polluks", „Nałęcz" i „Nemo". Wszyscy oni giną.

Mimo najtroskliwszej pomocy lekarskiej umierają także z ran po kilku dniach obaj główni wykonawcy akcji — „Orkan" i „Hipek".

Tak kończy się nieudana akcja. Był to czyn bojowy, który ze względu na trudności nie może być porównywany z żadną inną akcją zbrojną podziemnych formacji okupowanej przez Niemców Europy.
L. M.


"Stolica" nr 1 z 1967 roku - http://publikacje.koszykowa.pl/Stolica/1967_nr_01-53/Stolica_1967_nr_01_1.01_s_1-16/Publikacja.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Wto Sie 20, 2013 10:44 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Z dziejów warszawskiej GL. Krwawy rok 1943 - Leszek Moczulski

W okupacyjnych dziejach Warszawy rok 1943 zajmuje szczególne miejsce. Terror hitlerowski wzmaga się do niebywałych rozmiarów. Na mocy rozkazu Himmlera z 11 stycznia 1943 (nr Geh/55/8) niemieckie władze policyjne w Warszawie rozpoczęły serię masowych łapanek. Poza celem ogólnym, przyświecającym wszystkim działaniom niemieckim. Jakim była eksterminacja Polaków, szczególnym celem tej akcji łapanek i wywożenia masowego ludzi do Oświęcimia, Majdanka, a także na roboty do Rzeszy — było złamanie woli oporu społeczeństwa polskiego oraz rozbicie kadr organizacji podziemne] przez chwytanie młodych mężczyzn.

Działania niemieckie wywołały natychmiastową reakcję polskich organizacji zbrojnych. W prowadzonej wówczas samoobronie i odwecie poczesne miejsce zajęły działania Gwardii Ludowej, mimo iż GL była wówczas jeszcze stosunkowo nieliczna i słabo uzbrojona.

Nie było w tym nic dziwnego, gdyż GL powstała stosunkowo niedawno, z początkiem 1942 r. Już Jednak w ciągu tego ostatniego roku przeprowadziła wiele udanych akcji, wyrabiając sobie autorytet bojowy.

W odpowiedzi na masowe łapanki Sztab Główny GL zlecił podporządkowanej mu bezpośrednio tzw. grupie specjalnej (nazywanej popularnie Specgrupą) przeprowadzenie akcji odwetowych. Wykonane zostały 17 stycznia. Celem uderzeń byty kina i lokale przeznaczone tylko dla Niemców. Sukce sem zakończyły się akcje przeciwko niemieckiemu „Kammerlichtspieltheater" przy ul. Marszałkowskiej 8 I niemieckiej restauracji na Dworcu Głównym. Natomiast rzucona do kina „Helgoland" na ul. Złotej bomba nie wybuchła. Tragicznie zakończyła się akcja w kinie „Apollo" na placu Trzech Krzyży. Osaczony tam został przez żandarmów jeden z organizatorów warszawskiego GL Ładyslaw Buczyński „Kazik" i w walce z nimi poległ.

Przeprowadzone w połowie stycznia akcje odwetowe organizacji podziemnych oddziałały silnie na Niemców w Warszawie. Do miasta przybył wyższy dowódca SS i policji na obszar Generalnego Gubernatorstwa, generał SS i policji Kruger. Wkrótce potem przybył też do Warszawy tzw. rząd GG pod przewodnictwem Hansa Franka, aby na miejscu rozważyć problem bezpieczeństwa w stolicy Polski. Rezultatem tych narad było pewne, przejściowe zresztą złagodzenie terroru.

Po udanych akcjach styczniowych GL w Warszawie przeprowadziła dalsze działania zbrojne. 18 lutego 30-osobowa grupa gwardzistów dowodzona przez Jana Strzeszewskiego „Wiktora" i Franciszka Bartoszka „Jacka" opanowała gmach Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. Celem akcji była konfiskata nowej emisji banknotów wartości nominalnej 400 milionów złotych. Niestety, przypadkowa nieobecność jednego z inspektorów Wytwórni, który miał przy sobie klucze do skarbca, udaremniła ekspropriację. Zdobyto natomiast nieco broni i zlikwidowano dwu niemieckich komisarzy.

Wkrótce potem doszło do tragicznego wydarzenia. 18 marca dowódca Specgrupy Strzeszewski miał na Starym Mieście serię konspiracyjnych spotkań. Między innymi na ul. Mostowej czekali na niego Hanka Sawicka i Tadeusz Olszewski. Gwardziści natknęli się na agentów gestapo. Wywiązał się krótki bój. Strzeszewski i Sawicka, śmiertelnie ranni, zostali ujęci przez Niemców, zaś Olszewski zginął na miejscu.

Nowym dowódcą Specgrupy został Franciszek Bartoszek „Jacek".

19 kwietnia 1943 r. rozpoczęło się powstanie w getcie. Gwardia Ludowa pospieszyła natychmiast na pomoc żołnierzom ŻOB i ŻZW. Przeprowadzono liczne akcje, które jednak stanowią odrębny temat.
W maju, po upadku powstania w getcie Specgrupą GL podejmuje nowe akcje zbrojne. 14 maja dochodzi do ataku na bank „Społem" przy Krakowskim Przedmieściu 16/18. Doszło do krwawego starcia z policją niemiecką, w walce zginęło kilku gwardzistów, a wśród nich Bartoszek. Nowym dowódcą Specgrupy został Antoni Grabowskl „Czarny Antek". Na jego rozkaz gwardziści w czerwcu i lipcu zlikwidowali dwu agentów gestapo: na Saskiej Kępie i na ul. Siennej. Niestety, siły Specgrupy wykruszały się, Niemcom udało się aresztować kilku jej członków. W lipcu zginął w walce Grabowski. Specgrupą istniała wprawdzie nadal, nie była już jednak w stanie przeprowadzać intensywniejszych działań.

Na wiosnę 1943 r. utworzona została druga Specgrupa. tym razem podległa bezpośrednio dowództwu okręgu GL w Warszawie. Na czele jej stanął Henryk Sternhel „Gustaw". Na przełomie kwietnia i maja Specgrupa przeprowadziła udaną akcję na „Bar Podlaski" przy ul. Nowogrodzkiej, przeznaczony wyłącznie dla Niemców. Drugą głośną akcję przeprowadziła Specgrupa 15 lipca.

Gwardziści obrzucili wówczas granatami na placu Żelaznej Bramy tramwaj linii „0" przeznaczony wyłącznie dla Niemców. Tego samego dnia inny zespół bojowy Specgrupy, dowodzony osobiście przez Sternhela. zaatakował granatami w al. Ujazdowskich przy ul. Wilczej maszerującą kolumnę SA.

Niestety, wkrótce później w rezultacie aresztowań siły Specgrupy wykruszyły się, część gwardzistów zdekonspirowana w Warszawie, wyjechała do oddziałów partyzanckich. Wszystko to spowodowało, że oddział nie mógł kontynuować intensywnej działalności.

Na polu walki pojawiło się jednak nowe zgrupowanie GL. Były to grupy bojowe Związku Walki Młodych.

Pierwsza wielka akcja ZWM wykonana została 11 lipca. Pod kierunkiem Mirosława Krajewskiego - „Pietrka" zespól zetwuemowców przeprowadził akcję na Cafe Club. Dwaj gwardziści Lech Kobylińskl „Konrad" i Ryszard Lenkiewicz „Rysiek" obrzucili siedzących w lokalu Niemców granatami.

Warszawskie grupy ZWM znacznie zintensyfikowały działania zbrojne i dywersyjne. We wrześniu Jedna z grup bojowych zlikwidowała na Starym Mieście agenta gestapo. Inne grupy wysadziły w powietrze tory kolejowe na Powązkach, zniszczyły pociąg towarowy w Zalesiu oraz rozbiły niemiecki warsztat samochodowy.

W październiku akcje kolejowe kontynuowane były nadal. 9 października wysadzono w powietrze parowóz na Bródnie, 20 października — pociąg wiozący na urlop żołnierzy Wehrmachtu, 21 października — pociąg jadący z Berlina do Kowla. 9 listopada zetwuemowcy zniszczyli bądź uszkodzili 18 samochodów w niemieckich warsztatach przy ul. Czerniakowskiej, zaś 7 grudnia wysadzili w powietrze niemiecki pociąg wojskowy koło Międzylesia.

Z grup zetwuemowskich oraz innych grup młodzieżowych powstał Jesienią 1943 r. pluton GL im. Czwartaków, przekształcony wkrótce w kompanię, a następnie w batalion. Pierwszą akcją Czwartaków było uderzenie na „Bar Podlaski" przy ul. Nowogrodzkiej, wykonane 23 października. Zespół bojowy dowodzony przez Lecha Kobylińskiego „Konrada" zaatakował granatami Niemców, zadając im ciężkie straty. Inną poważną akcją Czwartaków było wykolejenie pociągu towarowego 15 grudnia w pobliżu Zalesia. Trzy dni później grupa bojowców opanowała wartownię fabryki „Blaszanka" na Bielanach, zdobywając pewną ilość broni. 22 grudnia oddział Czwartaków opanował fabrykę na ul. Madalińskiego. Podczas odwrotu, na ul. Boboli przy Rakowieckiej doszło do starcia z Niemcami, Polegli wówczas Antoni Szulc „Antek" i Ryszard Lenkiewicz „Rysiek".

Taki był bilans walk warszawskiej Gwardii Ludowej w 1943 roku. Bilans poważny. Z miesiąca na miesiąc wzrastała ilość akcji, mimo ciężkich strat gwardziści raz po raz atakowali wroga.


"Stolica" z 1970 r., nr 39, s. 13

http://publikacje.koszykowa.pl/Stolica/1970_nr_01-52/Stolica_1970_nr_39_27.09_s_1-16/Publikacja.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 04 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 04, 2016 1:16 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Pon Lut 10, 2014 8:16 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Administrator napisał:
Cytat:
Losy warszawskiego getta

W pogodne dni kwietnia 1943 r. nad umęczoną przez blisko już trzy i pół roku okupacji Warszawą wzniósł się wysoko słup dymu. Po ulicach miasta krążyły patrole w złowrogich mundurach feldgrau z bronią gotową do strzału. Gęste kordony niemieckie otaczały jedną z dzielnic, odgrodzoną °d innych trzymetrowym murem. Zza muru dobiegała strzelanina, odgłosy detonacji: dopełniał się los tych, którzy woleli zginąć w beznadziejnej walce niż czekać biernie na śmierć w komorach gazowych Treblinki... To powstanie wstrząsnęło Warszawą. Było kolejnym aktem dramatu miasta; obawiano się powszechnie, że nie ostatnim. Obawy te miały się, niestety, spełnić: zagłada miasta rozpoczęta we wrześniu 1939 r., kontynuowana w kwietniu 1943 r., dokończona być miała w r. 1944.

Rasizm, a więc przekonanie o rzekomej nierównej wartości ras ludzkich, był jednym z fundamentów ideologii hitleryzmu. Bezpośrednią jego konsekwencją była — jakże użyteczna dla ekspansjonistycznej polityki niemieckiej — koncepcja „herrenvolku", „narodu wybranego", jakoby predestynowanego do rozstrzygania o życiu i śmierci innych, „niższych" ras i narodów. W myśl tych obłędnych idei do „ras niższych" hitlerowcy zaliczyli m. in. Słowian, 'którzy mieli stać się niewolnikami „Wielkiej Rzeszy", planowo eksploatowanymi i stopniowo trzebionymi aż do całkowitej w przyszłości zagłady. „Naród panów" dokonać też miał eksterminacji Żydów — tj., według specyficznej terminologii niemieckiej, „ostatecznego rozwiązania (Endloesung) kwestii żydowskiej".

Te założenia, przypomniane tu skrótowo, determinowały politykę niemiecką wobec krajów okupowanych. Dotyczyło to zwłaszcza 'Polski, w której od pierwszych dni swego panowania hitlerowcy wprowadzili szczególnie brutalny terror. Pierwsze akcje eksterminacyjne wymierzone były przeciwko obywatelom polskim bez względu na ich pochodzenie; z czasem jednak przy równoczesnym wzmaganiu prześladowań uderzających w cale społeczeństwo szereg zarządzeń okupanta zaczyna wyraźnie zmierzać do wydzielenia spośród polskich „podludzi" Żydów jako kategorii odrębnej. Zarządzenia te, których pierwszą fazę zamyka akcja przymusowego osiedlania Żydów w tworzonych w polskich miastach gettach, dotyczą także Polaków nie związanych z żydowską narodowością czy religią, lecz uznanych za Żydów w myśl hitlerowskiego ustawodawstwa rasowego.

Getto w Warszawie utworzone zostało zarządzeniem gubernatora tzw. dystryktu warszawskiego, Fischera, z 2X1940 r. W izolowanej z czasem dzielnicy znalazło się ok. 300 tys. osób, później, w wyniku deportacji Żydów z innych miejscowości, liczba ta zrosła do ok. 450 tys. Większość Żydów warszawskich podporządkowała się zarządzeniu, część jednak zdecydowała się na ryzyko pozostawania poza obrębem getta i ukrywania się z pomocą „aryjskich" współobywateli.

Na czele getta Niemcy postawili tzw. Judenrat, będący formą całkowicie posłusznego okupantowi żydowskiego samorządu. Funkcje policyjne na obszarze dzielnicy spełniała żydowska ochotnicza Służba Porządkowa (Ordnungsdienst). Poza tym działała w getcie ekspozytura gestapo, której funkcjonariuszami byli zdrajcy-Żydzi, z czasem zaś utworzono zakonspirowaną organizację „Żagiew”" kierowaną także przez niemiecką policję bezpieczeństwa i również składającą się z Żydów. Wykorzystując te swoje agentury sami Niemcy w wewnętrzne sprawy getta bezpośrednio prawie nie ingerowali.

Izolując getto hitlerowcy dążyli do wyniszczenia i w rezultacie biologicznej zagłady jego ludności. Przydziały żywności w getcie wynosiły w drugiej połowie 1941 r. dziennie 184 kalorie na osobę. Stanowiło to nie więcej niż 1/10 minimum absolutnej egzystencji. Ponadto Niemcy zezwalali na sprowadzanie do getta towarów wolnorynkowych wartości 13 groszy dziennie na osobę. Na wolnym rynku 1 kg chleba kosztował wówczas w Warszawie 8—12 zł, a 1 kg tłuszczu nie mniej niż 250 zł. Aby jeszcze bardziej przyspieszyć proces wymierania stłoczonej w getcie ludności, zdecydowaną jej większość pozostawili Niemcy bez pracy, a więc bez zarobków umożliwiających wykupienie nawet głodowych przydziałów. Jak oceniały polskie organizacje podziemne, prowadzące badania sytuacji w getcie zarówno celem opracowania najskuteczniejszej pomocy, jak też dla alarmowania rządów i społeczeństw alianckich — około 50 proc. mieszkańców dzielnicy dosłownie umierało z głodu, ok. 30 proc. głodowało, ok. 15 proc. było niedożywione, a tylko ok. 5 proc. żyło w dostatku, w tym kilkutysięczna grupa w luksusie. Ocena ta znajdowała potwierdzenie w liczbach zgonów: o ile przed wojną przeciętna śmiertelność w grupach i środowiskach żydowskich w Warszawie wynosiła 370—450 osób miesięcznie (najwyżej 1,5 promille ogółu), to w getcie, w pierwszym półroczu 1942 r. — 4500—5500 osób miesięcznie (więcej niż 12 promille).

Przyczyną przytłaczającej większości tych zgonów był głód, żniwo śmierci zbierały również epidemie — głównie duru brzusznego i plamistego.

Jakby nie były przerażające te statystyki, liczby w nich zawarte z pewnością nie spełniały założeń okupanta. Mimo że warunki stworzone w getcie przez Niemców powinny były doprowadzić do zagłady zamkniętej tv nim ludności w ciągu niewielu miesięcy, mimo licznych ofiar tego na zimno zaplanowanego i realizowanego ludobójstwa — getto zdołało przetrwać blisko 2,5 roku, a ostatecznej eksterminacji dokonali hitlerowcy innymi środkami. Późniejsze wydarzenia Jakby przesłoniły w oczach autorów wielu publikacji długotrwałą, zaciętą walkę o przetrwanie do tego czasu paruset tysięcy ludzi; w pewnym zresztą stopniu o stosunkowo niewielkim spopularyzowaniu tej problematyki decydować musiały inne względy, niewiele mające wspólnego z dążeniem do ustalenia prawdy historycznej. A przecież ogromne znaczenie tej walki wielokrotnie podkreślali zarówno historycy getta jak i bezpośredni świadkowie wydarzeń. I tak dr Emmanuel Ringelblum, kierujący zespołem podziemnego archiwum getta, w swoich notatkach (których tendencyjnie dobrane, jeśli wręcz nie sfałszowane fragmenty posłużyły zresztą niedawno za „dowód" w niewybrednej oszczercze] kampanii przeciwko Polsce i Polakom, prowadzonej przez kręgi syjonistyczne w zachodnie] Europie, zwłaszcza w NRF, w Izraelu i USA) stwierdzał wręcz, że niemiecki plan wygłodzenia i ekonomicznego wyniszczenia getta spalił na panewce. „Dzięki pomysłowości obu stron (producentów żydowskich i odbiorców polskich ze strony „aryjskiej") — cytuje słowa Ringelbluma historyk prof. Bernard Mark — niecny plan komisarza na dzielnicę żydowską Auerswalda (...) już w pierwszej chwili nie wytrzymał próby tycia i prysnął jak bańka mydlana".

Dzięki pomysłowości obu stron... To hitlerowcy wprowadzili podział na „strony", lecz wbrew ich wysiłkom podział ten był wielokrotnie i skutecznie niweczony. Nie zważając na karę śmierci grożącą za pomaganie Żydom i za kontakty z gettem, społeczeństwo Warszawy początkowo spontanicznie, a później w sposób coraz bardziej zorganizowany takie masowe kontakty nawiązuje i podtrzymuje. Miejscem spotkań staje się przede wszystkim gmach Sądów na Lesznie. Wkrótce tony towarów, głównie żywności docierają za mur. Trudno obliczyć, ile tej żywności dostarczono łącznie, ostrożne szacunki wskazują jednak, że ilość dostarczona nielegalnie była kilkadziesiąt razy większa od dostarczonej legalnie.

Pomoc ta tylko w części mogła mieć charakter charytatywny, nieodpłatny, choć i taką świadczyło wiele osób indywidualnie jak też wiele organizacji (m. in. OW-KB, PCK, Straż Pożarna) czy partii politycznych (zwłaszcza PPS i PPR — ta ostatnia jednak powstawszy w styczniu 1942 r. mogła praktycznie podjąć tę akcję dopiero w ostatnim roku istnienia getta). Od schyłku 1942 r. rozpoczęła swą działalność Rada Pomocy Żydom „Żegota" opierająca się o liczny społeczny aktyw i współpracująca ze wszystkimi niemal organami Polski Podziemnej. „Żegota" stała się organem skupiającym i kontynuującym wszystkie powstałe wcześniej na skalę masową formy pomocy i przeznaczała na działalność charytatywną poważne sumy — rzędu kilku mln zł w samej Warszawie, ponieważ Jednak gros Jej mającej ogromne znaczenie pracy przypada na okres. Już po likwidacji getta, środki te szły przede wszystkim na utrzymanie Żydów ukrywających się, co nie wchodzi już w zakres niniejszego artykułu. Wewnątrz getta podziałem środków uzyskiwanych w rezultacie pomocy charytatywnej zajmowało się zwłaszcza Żydowskie Towarzystwo Opieki Społecznej. Poważne znaczenie miała takie praca organizacji pomocy dzieciom Centos, na które] czele stał członek PPR Józef Gitler-Barski.

Dławiona przez okupanta, głodująca Warszawa (przydział żywności dla Polaków na „stronie aryjskiej" wynosił w drugiej połowie 1941 r. wprawdzie więcej niż w getcie, bo „aż" 634 kal. na osobę dziennie, stanowiło to jednak 1/3 minimum egzystencji; zaopatrzenie miasta opierało się na szmuglu) nie miała niestety możliwości finansowania pomocy dla getta. Problem rozwiązano w sposób, o którym wspomniał w cytowanej wyżej opinii dr Ringelblum. Było to swego rodzaju majstersztykiem konspiracyjnej organizacji walki cywilnej. Zorganizowano mianowicie aktywizację gospodarczą i zawodową licznych grup rzemieślników żydowskich, zapewniając im zarobek. Firmy „aryjskie" lokowały nielegalne zamówienia w getcie dostarczając zarazem surowiec. Drobni, a z czasem jednoczący się w zespoły branżowe żydowscy producenci wytwarzali potrzebne towary, zwłaszcza z branży metalowej, skórzanej i in. Do połowy 1942 r. uzyskali w ten sposób zatrudnienie i zarobek wszyscy Żydzi mający odpowiednie kwalifikacje lub ci - np." spośród inteligencji - którzy zdołali takie kwalifikacje zdobyć. Surowce i towary, jak i większość żywności, na ogół były przerzucane przez mur, dostarczano je też (drobniejsze przedmioty) podczas kontaktów w Sądach. Większe partie przemycano wozami przez bramy getta przekupując żandarmów i żydowską czy granatową policję; przechodziły też przez I i IV Oddziały Straży Pożarnej .(mające tyły zabudowań w getcie) czy przez „szafy w ścianach" podobnie usytuowanych kamienic. Mleko dostarczano za pomocą rurociągów.

Na początku 1942 r. przywódcy III Rzeszy zrozumieli ostatecznie że ich pierwotny plan zagłady społeczności żydowskiej przez osadzenie w zamkniętych gettach i skazywanie na śmierć głodową zawiódł, wskutek skutecznego przeciwdziałania Polaków i Żydów. Postanowili więc sięgnąć do środków ostatecznych — tym bardziej, że przestały mieć znaczenie powody, które do pewnego stopnia oddziaływały hamująco na ich ludobójczą politykę wobec Żydów. Otóż do 8 .grudnia 1941 r. Stany Zjednoczone zachowywały neutralność wobec toczącej się w Europie wojny, hitlerowcy zaś uznawali, że wpływy i aktywność środowisk żydowskich w tym kraju są bardzo silne, i — nie chcąc dostarczać USA powodów do zbrojnego wystąpienia — wstrzymywali się, do czasu, z otwartym masowym mordowaniem Żydów europejskich, choć z pewnością mogła ich do tego ośmielać dotychczasowa nikła w praktyce reakcja Zachodu na ich rasistowskie poczynania i zwłaszcza tragedię gett. Już jednak w kilka tygodni po japońskim ataku na Pearl Harbour Heinrich Himmler na konferencji w Gross-Wannsee ujawnił we wtajemniczonym gronie konkretny plan ostatecznej zagłady fizycznej całej społeczności żydowskiej.

Ruch podziemny w getcie rozwijał się początkowo w ograniczonym stopniu — jako kontynuacja przedwojennego układu żydowskich ugrupowań i partii politycznych. Tak więc zorganizowały się grupy Poalej-Syjon Lewicy i Prawicy. Haszomer Hacair, Dror; Syjonistów-Socjalistów. Najsilniejszym może ugrupowaniem stał się Bund. Dotkliwą lukę, jaką po rozwiązaniu w r. 1938 KPP (której ofiarnymi członkami było wielu Żydów) stanowił brak w tym układzie grupy komunistycznej, dopiero wiosną 1942 r. wypełnić miały organizacje PPR.

Żadne z tych ugrupowań nie utworzyło przez czas dłuższy organizacji zbrojnej, natomiast niezależnie od nich już wkrótce po utworzeniu getta zorganizował się Żydowski Związek Wojskowy, skupiający byłych żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego. ŻZW związany był i współdziałał ściśle z działającą po stronie „aryjskiej" organizacją podziemną Korpus Bezpieczeństwa, która dostarczyła mu broni i innych materiałów.

Wkrótce po wspomnianym wystąpieniu Himnnlera na konferencji w Gross-Wannsee, wiosną 1942 r. wywiad Armii Krajowej oraz agendy Delegatury Rządu na Kraj ustaliły, że Niemcy podjęły nie mającą precedensu w dziejach decyzję planowego i całkowitego wymordowania społeczności żydowskiej. Postanowiono przeciwdziałać ze wszystkich sił. Zaalarmowano rząd emigracyjny, który zresztą już wcześniej, na podstawie raportów z kraju, nieraz usiłował bezskutecznie poruszyć przywódców alianckich i o-pinię publiczną Zachodu tragicznym losem Żydów polskich. 9 czerwca 1942 r. gen. Sikorski wygłosił przez radio apel do rządów i narodów świata odsłaniając niemieckie plany bezpośredniej fizycznej zagłady Żydów i wzywając do ich ratowania. Niestety, apel ten w praktyce nie spotkał się z żadnym odzewem. Zbagatelizowały go kręgi syjonistyczne.
W getcie tymczasem świadomość zagrożenia zaczynała narastać. W marcu 1942 r. większość wymienionych wyżej grup politycznych utworzyła wspólny Blok Antyfaszystowski, w skład którego weszły Haszomer Hacair, Poalej-Syjon Lewica i Prawica, Hachaluc, Dror i organizacja PPR w getcie. Blok za naczelne zadanie uznał przełamanie dotychczasowej bierności. Zapoczątkowano tworzenie grup bojowych. Tak rozpoczyna się organizacja bezpośredniej samoobrony w getcie, lecz już na wstępie spada na nią pierwszy cios.

W nocy z 17 na 18 kwietnia do getta wtargnęła niemiecka żandarmeria i przy współudziale żydowskiej Ordnungsdienst aresztowała 52 działaczy podziemia, których na miejscu zamordowano. Była to w zasadzie pierwsza akcja policyjna Niemców w getcie. Wśród ofiar znalazł się m. in. działacz PPR Traube. W następnych tygodniach akcje te zaczęły się powtarzać; podobnie jak pozostałe dzielnice Warszawy, także i getto stało się miejscem krwawych zbrodni gestapo.

Nie była to jednak jeszcze akcja ostatecznej zagłady. Ta zaczęła się trzy miesiące później — 22 lipca. Władze niemieckie zażądały od Judenratu, aby własnymi środkami dostarczał codziennie 6000 osób na plac przeładunkowy (Umschlagplatz) przy ul. Stawki, skąd zostaną wywiezieni — rzekomo do pracy poza Warszawą, w rzeczywistości do obozu w Treblince, gdzie przygotowano już komory gazowe i krematoria.

Żądanie to zaskoczyło Judenrat, który parę tygodni przedtem odrzucił informację polskich organizacji podziemnych o grożącej eksterminacji nie mniej niż 300 tys. Żydów nazywając te wiadomości „szkodliwymi i niedorzecznymi". 18 czerwca inż. Adam Czerniakow stanowczo zdementował „wieści o przesiedleniu". 24 lipca tenże przewodniczący Judenratu po podpisaniu pierwszej listy 6000 „przesiedlonych" popełnił samobójstwo. W ślad Jego poszło 8 żydowskich policjantów. Pozostali członkowie Judenratu i funkcjonariusze Ordnungsdienst nadal jednak posłusznie wykonywali rozkazy niemieckie kontynuując akcję „wysiedlania" — także i wtedy, gdy po dziesięciu dniach od jej rozpoczęcia relacje pierwszych zbiegów z Treblinki nie powinny były pozostawić wątpliwości co do tego, że transporty idą na śmierć. Jak stwierdza w swym pamiętniku, cytowanym przez profilarka, naoczny świadek wydarzeń, Edmund Koroczynski, „kierownicy Judenratu zadali kłam pełnym grozy informacjom o Treblince, osławiony oficer Służby Porządkowej, Lejkin, podniósł krzyk, że to prowokacja".

Dzień w dzień, aż do 13 września 1942 r. trwała akcja likwidacji getta. Żądane przez Niemców kontyngenty skazanych na śmierć były dostarczane. Żydowska policja często siłą wlokła nieszczęsnych do transportów. Inni szli dobrowolnie, skuszeni obietnicą otrzymania żywności. Łącznie wywieziono z Warszawy na śmierć lub zamordowano w trakcie ewakuacji ok. 300 tys. mieszkańców getta. Podczas tej wielkiej akcji likwidacyjnej poważne ofiary ponieśli także i Polacy, pomagający w ucieczce tym wszystkim Żydom, którzy się na to zdecydowali, ukrywający ich i udzielający wszelkiej innej pomocy. Akcji likwidacji getta towarzyszyło zresztą nasilenie łapanek po stronie „aryjskiej".

Nie będąc w stanie przeciwstawić się zbrojnie i w sposób masowy mordowaniu setek tysięcy Żydów Polska Podziemna poza udzielaniem maksymalnej pomocy nadal alarmowała świat — poprzez rząd emigracyjny w Londynie, który domagał się od aliantów zdecydowanej akcji odwetowej. Obszerna dokumentacja zbrodni, przesłana z kraju, została w Londynie opublikowana jako tzw. Czarna Księga. Wskutek polskich starań 17 grudnia 1942 r. ogłoszona została deklaracja sprzymierzonych, która potępiała ludobójstwo popełnione na Żydach i zapowiadała ukaranie sprawców po wojnie. Nie uwzględniony został, niestety, postulat Polski, by zapowiedziano — i realizowano — odwet Jeszcze podczas wojny i nrzed dokonaniem ostatecznej zagłady Żydów.

Po straszliwej akcji zagłady pozostało jesienią 1942 r. w getcie warszawskim zaledwie kilkadziesiąt tysięcy osób. W społeczności tej przełamane zostały nastroje dawnej bierności ' coraz bardziej zwyciężać zaczęło hasło walki zbrojnej w obronie własnego życia i honoru w okresie październik-grudzień.

1942 roku powstaje - obok istniejącego i zwiększającego swoje siły ŻZW, kierowanego przez por. Apfelbauma i Frenkla - Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB) dowodzona przez Mordechaja Anielewicza. Obie te organizacje gotowe były stawić zbrojny opór każdej dalszej akcji likwidacji resztek getta. Prawie całe uzbrojenie dla tych wyraźnie w nowych warunkach rosnących w siłę i znaczenie organizacji pochodziło zza muru — przekazane zostało przez polskie organizacje podziemne, częściowo bezpłatnie (warto tu przypomnieć, że zdobycie materialnych środków walki przez cały okres okupacji stanowiło jeden z najtrudniejszych do rozwiązania problemów, z jakimi borykały się wszystkie odłamy ruchu oporu w okupowanej Polsce. Zwłaszcza biedniejsze organizacje lewicy, jak choćby Gwardia Ludowa — nie otrzymująca znikąd dotacji ni zrzutów i tracąca najwartościowszą kadrę w akcjach przeprowadzanych dla zdobycia broni bądź pieniędzy na jej zakup).

Obok bezpośrednich przygotowań do zbrojnej samoobrony ważnym elementem narastającej walki żydowskiego ruchu oporu z okupantem były próby nawiązania łączności z Zachodem dla uzyskania stamtąd pomocy. Za pośrednictwem aparatu łączności AK i Delegatury Rządu żydowskie organizacje podziemne wysyłały szereg alarmujących radiogramów ,]o przedstawicieli społeczności żydowskich w krajach sprzymierzonych i głównie do organizacji syjonistycznych w USA. Tak więc w depeszy nr 15, skierowanej do przewodniczącego Amerykańskiego Kongresu Żydowskiego Stephena Wise i przewodniczącego Światowego Kongresu Żydowskiego Nachuma Goldmana donoszono o straszliwych zbrodniach niemieckich, domagano się odwetu oraz przesłania kwoty 500 tys. dolarów na cele samoobrony oraz pomocy dla ukrywających się Żydów. Niestety, apele te pozostały bez odpowiedzi: przywódcy syjonistyczni — w imię egoistycznych interesów klasowych międzynarodowej finansjery, której są narzędziem, a wbrew głoszonym przez siebie hasłom solidarności Żydów ze wszystkich krajów świata nie podjęli żadnej zdecydowanej akcji. Ćwierć wieku później dr Gold przyznał, że „nie uczyniono wszystkiego" tłumacząc tę postawę brakiem wiarogodnych informacji o zbrodniach niemieckich.

Równolegle z apelami Żydów próbował kolejnych interwencji na Zachodzie także rząd emigracyjny. W grudniu 1942 r. dotarł do Londynu specjalny emisariusz z kraju — Jan Kozielewski — „Karski". Nawet Jednak relacje i apele bezpośredniego świadka (przed wyjazdem z Warszawy „Karskiego" specjalnie wprowadzono do getta, gdzie mógł naocznie zapoznać się z sytuacją i odbyć konferencje z przedstawicielami żydowskiego podziemia) nie odniosły skutku. W rozmowie z „Karskim", gdy ten apelował o pomoc dla polskich Żydów, prezydent USA nagle zmienił temat i zapytał o hodowlę trzody chlewnej w Polsce. W tych warunkach całe brzemię obrony i ratunku resztek ludności getta warszawskiego spadło na te skąpe wobec potrzeb fundusze, jakie mógł na ten cel przebaczyć i ekspediować do kraju rząd gen. Sikorskiego, na siły Polski Podziemnej i poddanej też przecież masowej eksterminacji społeczności polskiej, wreszcie na nieliczną choć zdeterminowaną grupę bojowców ŻOB i ŻZW i współdziałających z nimi specjalnych komórek i oddziałów polskich organizacji zbrojnych.

Tymczasem, po przeszło 5 miesiącach przerwy w akcji masowej eksterminacji ludności warszawskiego getta, Niemcy postanowili wymordować również pozostałą jeszcze przy życiu resztę jego mieszkańców. 18 stycznia 1943 r. do getta weszły oddziały niemieckiej żandarmerii i SS, by dokonać tego krwawego dzieła bądź na miejscu, bądź przez wysyłkę do Treblinki. Spotkały się jednak z oporem. Zbrojne grupy ZOB i ŻZW powitały Niemców strzałami, do walki zaczęła się również spontanicznie włączać niezorganizowana ludność, uzbrojona w drągi i kamienie. W ciągu czterech dni udało się Niemcom wymordować i wywieźć tylko stosunkowo niewielką liczbę Żydów — w sumie mniej niż 10 tys. — przy własnych stratach w zabitych obliczanych na kilkudziesięciu żandarmów i esesowców oraz kilkudziesięciu policjantów żydowskich. Nierówna ta walka zakończyła się jednak sukcesem żydowskich bojowców — wobec zbrojnego oporu Niemcy zmuszeni zostali przerwać akcję i wycofać się.

Niespełna dwa miesiące później, w tzw. krwawą sobotę 18 marca, Niemcy znów wtargnęli do getta, lecz po jednodniowej walce z ZOB i ŻZW znów zostali zmuszeni do rezygnacji z kontynuowania swej akcji. Do czasu: termin ostatecznej zagłady getta warszawskiego wyznaczony został na drugą połowę kwietnia. Tym razem Niemcy skoncentrowali poważniejsze siły przeznaczając do przeprowadzenia tej operacji oddziały SS, żandarmerii i formacji pomocniczych w sile ok. 3000 ludzi, którymi kierować mieli osobiście dowódca SS i policji w Warszawie Sammern oraz sprowadzony specjalnie generał SS Jurgen Stroop. W getcie również przygotowywano się do o-statecznej walki — liczba żołnierzy ŻOB i ŻZW, dozbrojonych znacznie przy pomocy polskich organizacji podziemnych, przekroczyła 1000 osób; opracowano też plany współdziałania z oddziałami AK, OW-KB, GL.

19IV 1943 r. o świcie dowodzone bezpośrednio przez Sammerna kolumny niemieckie weszły na teren getta. Powitał je ogień broni ręcznej i maszynowej z przygotowanych zawczasu stanowisk powstańczych, nad którymi wywieszone były sztandary biało-czerwone, czerwone i biało-niebieskie. Doszło do dwu zażartych bojów na rogu Nalewek i Gęsiej oraz Zamenhofa i Miłej. „Przy pierwszym wtargnięciu do getta udało się Żydom, i polskim bandytom przez przygotowany napad z bronią w ręku odeprzeć nasze atakujące siły wraz z czołgami i wozami pancernymi" — raportował gen. Stroop. Powstańcom udało się zadać Niemcom poważne straty, zniszczyli m. in. jeden czołg.

Tak rozpoczęła się ostatnia walka getta, w której obok bojowców ŻOB i ŻZW walczyli żołnierze polskich organizacji podziemnych — czy to wewnątrz getta, czy też śpiesząc mu raz po raz z pomocą z zewnątrz. Z tych ostatnich akcji wspomnieć należy zwłaszcza o dokonanej przez żołnierzy AK próbie rozbicia muru przy ul. Bonifraterskiej i drugiej podobnej próbie przy -ul. Pawiej (19 i 23IV), o zaatakowaniu przez grupę specjalną GL niemieckiego cekaemu przy ul. Nowowiniarskiej i akcji innej grupy GL na biorący udział w akcji przeciw gettu niemiecki samochód policyjny na ul. Freta ( 20 i 23IV).

Niemożliwe było w ówczesnych warunkach porwanie całej Warszawy do walki w obronie getta, gdyż walka taka nie miała żadnych szans powodzenia — tak jak w przeszło rok później nie miało szans zwycięstwa, w jakże korzystniejszej sytuacji polityczno -militarnej. Powstanie Warszawskie. Mimo to zbrojnie i nie tylko zbrojnie Warszawa udzieliła maksymalnej pomocy tej części swych mieszkańców, którzy znajdowali się w getcie. Ratunek mógł przyjść jednak tylko ze strony mocarstw sprzymierzonych. Rozpaczliwie domagają się go ostatnie depesze walczących, przesyłane na Zachód. „Natychmiastowej, skutecznej pomocy może teraz udzielić potęga aliantów — czytamy w jednej z nich, datowanej 28 IV 1943 r. — imieniem milionów już pomordowanych Żydów, imieniem obecnie palonych i masakrowanych, imieniem heroicznie walczących i nas wszystkich na śmierć skazanych wołamy wobec całego świata: Niech się już teraz, a nie w mrokach przyszłości, dokona potężny odwet aliantów na krwiożerczym wrogu — to sposób powszechnie jako rewanż zrozumiały.... Niech bohaterski, wyjątkowy w dziejach zryw straceńców getta pobudzi wreszcie świat do czynów na miarę wielkości chwili".

Nie ustają również starania o pomoc ze strony polskiej. W liście do Georgi Dymitrowa, przedstawiającym sytuację w okupowanej Polsce i zwłaszcza w Warszawie ówczesny sekretarz KC PPR Paweł Finder wspomina o wezwaniach, by „tysiące alianckich samolotów przyleciało nad zamęczone polskie ziemie, paraliżując komunikacie kolejową zmuszając Niemców do zajada się obronq a nie zabijaniem bezbronnych ludzi".

Z licznych flot powietrznych lotnictwa strategicznego aliantów zachodnich nie pojawił się nad Warszawą ani jeden samolot. Nie uległy nawet nasileniu naloty RAF i USAF na Niemcy.

Po niepowodzeniu pierwszego szturmu 19 kwietnia Stroop odsunął Sammerna i sam objął dowództwo. Po ciężkich walkach, łamiąc opór bojowców żydowskich na Muranowskiej, Swiętojerskiej, Kurzej, Miłej, Lesznie, Nowolipiu, .Smoczej i w innych miejscach udało się Niemcom zająć mocne pozycje w getcie. Między 21 a 26 kwietnia trwa bój w całym płonącym getcie. W walce, obok uzbrojonych żołnierzy ŻOB i ŻZW, bierze udział ok. 5000 nie uzbrojonych Żydów, ponadto z pozostałych jeszcze w getcie mieszkańców co najmniej 20 000 stawia bierny opór wywózce. 27 kwietnia jest kulminacyjnym dniem powstania. Dochodzi do wielkiej bitwy na pl. Muranowskim, gdzie przez cały dzień oddziały ZZW, ŻOB i przybyły do getta oddział OW-KB kpt Iwańskiego bronią pozycji oznaczonych biało-niebieskimi i biało-czerwonymi sztandarami.

Bohaterski opór getta nie ma jednakże szans zwycięstwa. W ostatnich dniach kwietnia i pierwszych dniach maja Niemcy rozbijają główne zgrupowania powstańców, odpierają polskie ataki z zewnątrz, likwidują jeden po drugim bunkry obrońców. 8 maja na ul. Miłej 18 zostaje otoczony i następnie zniszczony bunkier dowództwa powstania; ginie tu jego przywódca Mordechaj Anielewicz.

Do 16 maja trwają jeszcze walki z ostatnimi bunkrami powstańców, a równocześnie niemal nieprzerwanie przy polskiej pomocy przebijają się bądź wydostają poza getto coraz to nowe grupy powstańców i ludności. Getto już jednak dogorywa: „Epopeja— bohaterstwa — głosi ostatnia z przekazanych za pośrednictwem aparatu łączności Delegatury Rządu depesz przywódców żydowskiego podziemia — zbliża się ku końcowi. A świat wolności i sprawiedliwości milczy bezczynny. Zdumiewające!"

W drugiej połowie maja i w czerwcu w gruzach getta ukrywają się już tylko nieliczne uzbrojone grupy, stopniowo osaczane i mordowane przez Niemców. Ratują się tylko ci. którym udaje się prześliznąć przez kordon. Na tym kończą się tragiczne dzieje getta w Warszawie.

Około 280 tys. żydowskich obywateli Warszawy zginęło w getcie i w obozach; do tego doszły jeszcze straty wśród Żydów deportowanych wcześniej do getta warszawskiego. W ogólnej liczbie ok. 850 tys. osób, które w minionej wojnie straciła Warszawa, straty ludności żydowskiej stanowią jedną trzecią.

KRZYSZTOF KULICZ, LESZEK MOCZULSKI


"Stolica" nr 16 z 1968
http://publikacje.koszykowa.pl/Stolica/1968_nr_01-52/Stolica_1968_nr_16_21.04_s_1-16/Publikacja.html

=========================================
M.zd. bardzo dobry tekst, który ukazał się w "Stolicy" w szczególnym okresie, po tzw. wydarzeniach marcowych. Wstawki dokonane przez współautora tekstu są widoczne gołym okiem.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> TEKSTY HISTORYCZNE LESZKA MOCZULSKIEGO Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group