Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna polonus.forumoteka.pl
Archiwum b. forum POLONUS (2008-2013). Kontynuacją forum POLONUS jest forum www.konfederat.pl
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Autobiografia Tomasza Karwowskiego
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> SPRAWY BIEŻĄCE
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Plebanek



Dołączył: 02 Sty 2009
Posty: 180

PostWysłany: Pią Sty 13, 2012 3:50 pm    Temat postu: Autobiografia Tomasza Karwowskiego Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Tomasz Karwowski - Drogie koleżanki i koledzy,

Pewnie popełniłem swój kolejny błąd - napisałem książkę –
autobiografię.
I właśnie ją wydałem własnym sumptem.
Duży fragment mojego życia to oczywiście KPN – dlatego też
poświęcam mu w niej wiele uwagi.
Opisuję najwierniej jak potrafię co dane było mi przeżyć i zobaczyć
podczas mojego aktywnego życia politycznego – począwszy od roku 1980 do
2002.
Później wycofałem się na trwale z polityki i nawet niespecjalnie za
nią tęsknię.
Choć dla spokoju ducha nie oglądam za wiele telewizji…

Książka ta na pewno wymienia wielu z Was i mam nadzieję że nikogo nie
urazi lub nie przypisze niewłaściwej roli czy intencji..
Niektórych pewnie boleśnie oceni ale mam prawo do własnych ocen,
przecież po to w końcu lat temu trzydzieści wstępowałem do KPN aby
móc je mieć.

To książka bardzo osobista ale i opowiadająca o kulisach kilku tzw.
wielkich spraw.

Zawiera również próbę posumowania naszego jako KPN wkładu w budowę
niepodległej a potem rolę na scenie politycznej po 89 roku ale nie tylko,
starałem się zrobić to znacznie szerzej – czy właściwie? Nie mnie
oceniać - zachęcam do lektury!

Będzie ona w 3-4 odcinkach udostępniana pod adresem:

htp://karwowski.nowyekran.pl.

Proszę o komentarze ale błagam po lekturze a nie przed…


Ponadto właśnie uruchamiam stronę:
www.tomaszkarwowski.com.

Gdzie jest ona opublikowana w wersji językowej polskiej i angielskiej.


P.S.
Jeszcze jedno – nie zamierzam wraz z nią wracać do aktywnej polityki,
po prostu czekała 3 lata aż będę mógł ją wydać.

Nie szukajcie jej na półkach – to wydanie niekomercyjne.
Jeśli jednak ktokolwiek z Was chciałby ją mieć – proszę o adres.
Wyślę nieodpłatnie.

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie,
a czas gdy dane mi było z Wami współpracować będę zawsze wspominał
jako najpiękniejszy okres mojego życia….

Tomasz Karwowski.
tk@ivpartners.net.
Uwaga! Wiadomość jest za długa, aby można było ją wyświetlić w całości. Pobierz tekst tej wiadomości w formacie TXT
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 12:37 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Pią Sty 13, 2012 4:24 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdyby ktoś, przed przeczytaniem książki, chciałby wiedzieć coś bliżej na temat Tomasza Karwowskiego, jego działalności i środowiska, z jakim się związał, podaję link - http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?p=1417#1417
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Nie Sty 22, 2012 8:09 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wspomnienia Tomasza Karwowskiego dość dokładnie opisują proces rozpadu KPN w drugiej połowie lat 90. a następnie proces marginalizacji środowiska, które do tego rozpadu doprowadziło.

Jakkolwiek tłumaczenia Karwowskiego odnoszące się do kompromitującej go współpracy z lobbystą Markiem Dochnalem uważam za niewiarygodne, a jego wspomnienia z trudem przeglądam, z uwagi na wszechobecny narcyzm autora, to jednak polecam te fragmenty książki, które dotyczą rozpadu KPN. Karwowski nie ma żadnego powodu przedstawiać Leszka Moczulskiego w pozytywnym świetle, zwłaszcza że sam przyczynił się do jego eliminacji z życia politycznego. Być może ma powody, aby w złym świetle przedstawiać Adama Słomkę, z którym przez długi czas bardzo blisko współpracował - tego nie wiemy. Należy jednak, czytając jego wspomnienia, pamiętać, że gdy pisze o ludziach, którzy wykończyli KPN, to wie o kim pisze, bo sam był jednym z nich.

Poniżej omówienie fragmentów jego książki poświęconych KPN.


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Pon Sty 23, 2012 10:05 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Nie Sty 22, 2012 8:44 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W okresie karnawału Solidarności Karwowski (ur. w 1960), jak wielu innych robotników na Śląsku, zapisał się do KPN (śląska KPN przed Grudniem była najliczniejsza w Polsce). Do KPN trafił, jak większość osób w tym czasie, poprzez KOWzaP - Komitet Obrony Więzionych za Przekonania. Szefem śląskiej KPN była w tym czasie Teresa Baranowska, która tak wspomina ten okres na naszym Forum:

Cytat:
Na przełomie 1980 i 1981 roku poznałam panią Moczulską. W tym czasie w Warszawie powstał KOWzP i ona mi powiedziała, że trzeba takie komitety zakładać oddolnie. I wchodzić do nich. Bo ten warszawski KOWzP (Kuron, Steinsbergowa i inni) w ogóle nie działał. Nic nie robili w sprawie Leszka Moczulskiego i innych chłopaków z KPN.

Zawiązaliśmy więc taki KOWzP na Śląsku. Wydawaliśmy pismo „Wolność”. Działaliśmy bardzo aktywnie. W niektórych zakładach pracy były gazetki ścienne, na których przedstawiano sylwetki przywódców KPN. Pierwszy numer "Wolności" wydaliśmy pod pseudonimami,gdyż nie wiedzieliśmy jaka będzie reakcja środowiska. Drukowaliśmy w nocy na maszynach MKZ-tu. Andrzej Rozpłochowski przychylnie przyjął "Wolność" i powstanie KOWzP. On i inni członkowie Zarządu przystąpili do nas.

W 1981 roku powstał w ramach KPN Obszar V (Opole, Katowice, Częstochowa). Wcześniej Śląsk podlegał pod Kraków. Ja zostałam szefową tego Obszaru.

W 1981 r od wczesnej wiosny Krzysztof Gąsiorowski bywał u nas regularnie – średnio dwa razy w miesiącu. Były to raczej jednodniowe przyjazdy – nie słyszałam, aby u kogoś spał. Co robił ? Głównie dobre wrażenie. Ze zdziwieniem się dowiedziałam, że on w Krakowie się nie uaktywnia. U nas na Śląsku miał posłuch u moich kolegów z KPN.

W kwietniu albo w maju 1981 roku przyszli do mnie Kściuczek i Bal wraz z Kaczanowem i powiedzieli, że zakładają związek zawodowy „Piast” i namawiali mnie, abym do nich się przyłączyła. Ja odmówiłam. Powiedziałam im, że jest „Solidarność” i nie ma sensu zakładać innego związku. Podejrzewam, że to była robota ubecka. Kaczanow potem jeszcze wielokrotnie mnie nachodził.

W tym czasie Adam Słomka miał 16 lat, był uczniem liceum i zajmował się kolportażem bibuły KPN i KOWzP. Przychodził do mnie po pismo „Wolność”.

Ja zauważyłam, że młodzi pracownicy MKZ, związani z kolportażem pisma "Wolność", trwonią pieniądze. Chciałam ich rozliczać z tych pieniędzy. I zrobiła się z tego nagonka na mnie.

W maju 1981 roku przyjechał do Katowic Leszek Moczulski, który akurat był na wolności. Mianował nowego szefa (Heńka Strzódkę) a ja zostałam jego zastępcą. Na kilka miesięcy przestałam wówczas wydawać „Wolność”.

Potem nie mogłam połączyć mojej działalności w „Solidarności”, KPN i w KOWzP. Dlatego latem 1981 roku zrezygnowałam z szefowania KOWzP. Zastąpił mnie Józef Zajkowski też z KPN, z Mysłowic. Na ogólnopolskim zjeździe KOWzP w Radomiu został szefem ogólnopolskiego KOWzP. KOWzP to była struktura, która powstawała oddolnie i była zdominowana przez KPN.

Jesienią 1981r. zostałam członkiem Centralnego Kierownictwa Akcji Bieżącej KPN i rzecznikiem prasowym KPN. Wydałam w wydawnictwie Nova Press artykuł, przetłumaczony na język angielski, na temat procesu przywódców KPN. Wydawnictwo zawierało artykuły wielu wybitnych opozycjonistów i zostało rozkolportowane na zjeździe "Solidarności" w Gdańsku, przede wszystkim dla zachodnich dziennikarzy.

W dniu 13 grudnia 1981 roku zostałam internowana.

http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=1026

Karwowski pracował wtedy w Hucie Katowice jako technik automatyk (miał wykształcenie średnie - jest absolwentem Śląskich Technicznych Zakładów Naukowych) i brał udział w strajku grudniowym po wprowadzeniu stanu wojennego. Strajk w Hucie był jednym z najdłuższych w Polsce - zakończył się 23 grudnia 1981 roku. Po świętach Bożego Narodzenia w 1981 roku, tak jak kilka tysięcy innych osób biorących udział w strajku, Karwowski stracił pracę. Nie dostał chyba jednak "wilczego biletu", bo znalazł robotę w elektrociepłowni w Dąbrowie Górniczej. W czerwcu 1982 został powołany do wojska.

W książce "Gaz na ulicach" cytujemy wypowiedź Stanisława Tatary (opublikowaną wcześniej gdzie indziej):

Cytat:
Na drugie spotkanie z Żurkiem umówiłem się na Azorach, w bloku w mieszkaniu znajomego Żurka. Żurek wysłał mnie do Gąsiorowskiego, który miał Żurkowi coś przekazać. U Gąsiorowskiego był działacz KPN z Katowic – chyba był to Karwowski.


Chyba pamięć zawiodła Staszka Tatarę, bo Gąsiorowski wyszedł przecież z internatu latem 1982 roku a od czerwca 1982 roku Karwowski był już w wojsku. Nie mógł więc spotkać się z Gąsiorowskim w 1982 w Krakowie, chyba, żeby dostał przepustkę z wojska i wtedy spotkał się z Gąsiorowskim w Krakowie, co jest mało prawdopodobne...

Karwowski, jak podaje, w wojsku szybko podpadł, grozili mu kilkuletnim więzieniem i w oparciu o to próbowali zwerbować jako tajnego współpracownika.

Cytat:
Mężczyzna przedstawił się na wstępie jako oficer WSW, więc nawet nie wiadomo do końca kto mnie werbuje – WSW czy SB? A on dalej pyta wprost, co jeszcze bym chciał? Myślę, jak tu wybrnąć z tej idiotycznej sytuacji i z głupia frant, odpowiadam mu, że samochód bym chciał, taki wyścigowy, japoński, rajdowy, „Nissana”” bym chciał, mówię i teraz ja uparcie patrzę mu w oczy. Odpowiedział przeciągłym spojrzeniem, zważył mnie oczami i chyba uznał za wariata, a nie za wroga ideowego. A może pomyślał, że „jaja” sobie robię. Wstał i wrzasnął: biegiem na kompanię! Dobiegłem w parę sekund, a było z trzysta metrów, siadłem w kącie i ochłonąłem. Nie pojawili się więcej (...)


Po wyjściu z wojska w połowie 1984 roku Karwowski nawiązał kontakty z "podziemiem". Jesienią 1984 wraz z kolegą wracali wypici z jakiegoś "spotkania konspiracyjnego" i na przystanku autobusowym pobili umundurowanego ormowca. Zostali zatrzymani. Znaleziono przy nich jakieś ulotki przywiezione z Warszawy, które kolportowali. Oczywiście trafili do milicyjnego aresztu.

Więzienne losy Karwowskiego przypominają opowieści innych osób wiezionych w latach 80. Mamy więc i agenturę celną, i pobyt w celi wraz z "kaesiakami". Obszernie opisujemy z Maciejem Gawlikowskim takie praktyki w areszcie śledczym w Krakowie przy ul. Montelupich w książce "Gaz na ulicach".

Cytat:
(...) Biorą mnie znów do aresztu w Katowicach.

Tym razem przyjmują i trafiam na oddział D, cela 28.W celi współlokator, recydywista z kilkunastoletnim więziennym stażem, cały wytatuowany. Przedstawił się jako Szeremet. I zaraz na wstępie poinformował mnie, że mam niczego się nie obawiać, bo on mi pomoże. Tymczasem w więzieniu pełna izolacja, spacer we dwóch, łaźnia we dwóch, spacer we dwóch i tak trzy miesiące. Co ciekawe raz, dwa razy w tygodniu mój współlokator chodził na widzenia z adwokatem, a gdy wracał do celi (raz nawet podchmielony), to zawsze od razu na „kibel”. W końcu wyjaśnił, że gdy przychodzi jego adwokat, to zawsze przynosi mu lepsze jedzenie. A w ogóle to jest jego zaufany przyjaciel i może mi wynieść na wolność „grypsy”. Czuję, że coś nie tak i nie otwieram się ani na ustne zwierzenia, ani nie korzystam z możliwości wysłania czegokolwiek.

Zjawiała się trzecia osoba w celi, o nazwisku Lorek. Wpadł z poligrafią, jest ze struktur Solidarności Huty Katowice. Przypadek, że akurat do tej celi? Jest bardzo podenerwowany, przyznaje się, że „sypnął” coś mniejszego, jak to określa, aby ratować coś większego. Pyta o znajomych, ale traktuję go oględnie, bo za dużo mówi. Po kilku dniach dochodzi do wniosku (co zaczyna podkreślać), że ja to chyba w podziemiu byłem kimś ważnym i w strukturze konspiry jestem wyżej niż on. Jest starszy o pięć, siedem lat, więc mile „łechcze” mnie ten jego komentarz co do mojej roli w podziemiu. Jednak fakty są inne – tak naprawdę nie zdążyłem niczego sensownego jeszcze zrobić między wojskiem a tym uwięzieniem. To zaledwie cztery miesiące. Niemniej, co oczywiste w tych warunkach, nie prostuję jego zdania na mój temat.W końcu wyjawia mi, że SB w podobnej sytuacji jego bratu zaproponowało „bilet w jedną stronę” do Australii. Pomyślałem, że pewnie nie za darmo. Po jakimś czasie okazuje się, że on też otrzymał od bezpieki taką ofertę.

Sprawa stała się jasna. Wszystko wskazywało na to, że w celi mam jednego zawodowego kapusia-recydywistę i drugiego, który szuka samousprawiedliwienia, aby iść na pełną współpracę z SB.Niestety,widzę, że nie odwiodę go od tego zamiaru i odpuszczam.Zamykam się w sobie, uciekam na „wewnętrzną emigrację”. Całymi dniami pogrążam się w rozwiązywaniu skomplikowanych zadań matematyczno-logicznych typu dzisiejszego „sudoku”. Nie rozmawiam, w końcu Szeremet oświadcza, że mówię przez sen. Lorek wprawdzie tego nie potwierdza, ale boję się teraz spać. Nocami rozmyślam, w ciągu dnia odsypiam.

Niedługo potem przerzucają mnie do innej celi. W dwuosobowej klitce czterech więźniów (dwóch śpi na podłodze). Jeden jest ze struktur Solidarności z Sosnowca. Kilka dni siedzimy w takim składzie, a w końcu wrzucają nam piątą osobę. Niemal równocześnie „betoniara” (głośnik więziennego radiowęzła) nadaje relacje o wielkiej akcji MO – schwytaniu „wampira ze Śląska”, mężczyzny o nazwisku Zub, mordercy kobiet, sprawcy czterdziestu gwałtów i szesnastu zabójstw.

Ten nowy jest wielki i silny. Na oko ze dwa metry i sto dwadzieścia kilogramów żywej wagi. Nie chce nic mówić o sobie. Nadchodzi pierwsza noc z nowym. Śpi między nami na podłodze. Gdy kolega z Sosnowca dochodzi do przekonania, że nowy już zasnął, mówi, że to chyba ten Zub… I w tym momencie przybyły, jakoby już od dawna śpiący, mówi zupełnie spokojnym głosem: tak, to ja, ale nie bójcie się, nic wam nie zrobię, dopóki nie poczuję od was zapachu kobiety. Zamurowało nas, noc nie przespana. Bo co to znaczy poczuć „zapach kobiety”? Strach oddychać!

Na drugi dzień „wampir” opowiedział nam swoją historię. Był w ZOMO, a tam pili na umór na patrolach i akcjach. Zdarzało się, że wieczorami po bramach gwałcili kobiety, a przełożeni przymykali oczy. Wyrzucili go w końcu z ZOMO, rozpił się całkiem, nie mógł znaleźć dla siebie kobiety. Zaczął na nie „polować” wieczorami w parkach i na skwerach.Obezwładniał, zakrywał usta dłonią i gwałcił w pobliskich krzakach. Podczas gwałtu kładł łokieć na szyi ofiar, aby nie krzyczały. Co trzecią zgwałconą tak udusił. Naliczyli mu szesnaście ofiar, on sam dokładnie nie wiedział, ile ich było. Mówił, że nie liczył. Obwiniał ZOMO, obwiniał ofiary, bo nie chciał przecież zabijać, ale one same sobie winne, bo po co wzywały pomocy...

Gdy odczytywali mu wyrok kary śmierci, zdemolował salę sądową i poranił jedenastu pilnujących go milicjantów, zanim go obezwładnili. Zabrali go do celi śmierci. Powiesili za parę dni. Podobnie jak niejakiego Knychałę, też „wampira”. Pochodził z Zabrza. Zabił na tle seksualnym i rabunkowym dziewięć kobiet. Ten siedział gdzieś obok, bo jak go brali na egzekucję, około czwartej rano, to strasznie wrzeszczał. Szamotał się jak go wlekli, próbował chyba walczyć, a potem szybko wszystko ucichło. Karę śmierci przez powieszenie wykonywano do1985 roku. W areszcie w Katowicach w garażach – garaż nr 8 stoi do dziś, widzę go teraz z okna celi [swoje wspomnienia Karwowski spisał w 2008 roku, gdy przez kilka miesięcy przebywał w areszcie, oskarżony o dostarczenie Dochnalowi fałszywych dokumentów, które miały umożliwić mu ucieczkę z Polski, więcej na ten temat - http://www.polonus.mojeforum.net/tutaj-post-vp1193.html#1193 ].

Te dwa, trzy opisane przypadki pokazują jak system komunistyczny funkcjonował w więzieniach. Młodzi do „recydywy”, mordercy z politycznymi. Niezła szkoła życia. Spotkałem też w katowickim więzieniu kolejnego „wampira”, tym razem z Zagłębia. Na spacerniaku. Był to Henryk Marchwicki, jeden z trzech braci Marchwickich. Dwóch pozostałych powieszono, a on dostał dwadzieścia pięć lat. Była to jedna z najbardziej osławionych sprawy tego typu w historii powojennej PRL. Nakręcono nawet film fabularny na tej kanwie pod tytułem „Anna i wampir”.

Z Henrykiem Marchwickim dużo rozmawiałem. Przed uwięzieniem, jak się okazało, mieszkał w Dąbrowie Górniczej, jakieś 500 metrów od mojego domu. Pytał o wszystko: jak się zmieniła Dąbrowa, dzielnica, ulica? Wtedy miał już chyba trzynaście lat odsiadki za sobą. Mówił, że to było tak; ktoś zabił siostrzenicę Edwarda Gierka, ówczesnego I sekretarza PZPR, i milicja szybko musiała odnieść wielki sukces. Wszystko poszło więc na konto jego braci, a on dostał dwadzieścia pięć lat generalnie za to, że był ich bratem.


Z aresztu Karwowski wyszedł latem 1984, dzięki amnestii. Obyło się bez wyroku. Miał szczęście, że znaleziono przy nim te ulotki i pobicie ormowca na ulicy potraktowano jego czyn polityczny a nie chuligański...

_________________
Mirek Lewandowski


Ostatnio zmieniony przez Mirek Lewandowski dnia Pon Sty 23, 2012 1:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Pon Sty 23, 2012 10:03 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jak podaje Karwowski w swojej książce, do KPN wstąpił ponownie w 1985 roku.

Cytat:
Na Sielcu, po jednym ze spotkań, Krzysiek Laga (późniejszych nasz poseł i wiceminister MSWiA) zapytał mnie, czy nie chciałbym znów pracować w strukturze KPN. Oczywiście zgadzam się, czekałem przecież na takie spotkanie. Pojechałem do Adama Słomki, wówczas szefa KPN na Śląsku, po nową legitymację KPN. Wcześniejsze struktury organizacji prawie rozbito w latach 1982-5, biegały więc tylko takie „luźne elektrony” jak ja. Niestety okazało się, że kilku przywódców ze Śląska i Krakowa było współpracownikami czy nawet oficerami SB.


Co do agentów SB wewnątrz KPN w Krakowie Karwowski ma rację. Szczegółowo o nich piszemy, z Maciejem Gawlikowskim, w książce "Gaz na ulicach". Chodzi przede wszystkim o Krzysztofa Gąsiorowskiego, zawieszonego w prawach członka w 1982 i usuniętego z KPN w 1983 roku. Jakich oficerów SB w szeregach KPN ma na myśli? - nie wiem. W krakowskiej KPN w latach 1979-1989 nie jest znany ani jeden przypadek, aby oficer SB był członkiem organizacji. Chodzi więc prawdopodobnie o kogoś ze Sląska. Karwowski nie podaje jednak - niestety - żadnych nazwisk.

Cytat:
Po 1982 roku struktury KPN zaczął najpierw zaczął organizować młody student z Chorzowa –Sławomir Skrzypek– dziś szef NBP (Sławomir Skrzypek zginął w katastrofie smoleńskiej – przyp. red.). Powstała struktura, wydawali nawet jakieś pismo, lecz chyba w 1984 roku Adam Słomka miał, według kilku osób, wytłumaczyć Marii Moczulskiej, że Skrzypek to najprawdopodobniej agent SB i sam – po usunięciu Skrzypka – objął kierownictwo KPN na Śląsku. W 1986 roku cała struktura Konfederacji na Śląsku i Zagłębiu liczyła zaledwie kilkadziesiąt, głównie młodych, osób.


Śp. Sławomir Skrzypek nie był oczywiście żadnym agentem SB.

Karwowski pomija osobę Teresy Baranowskiej, którą także odsunął (po zwolnieniu jej z internowania) Słomka. Wspomina o tym ona sama na Forum:

Cytat:
Zwolniono mnie w lipcu 1982 roku. W tym czasie Adam Słomka usamodzielnił się na Śląsku. Założył organizację młodzieżową. Ich duchowym patronem był – jak się zdaje – Joachim Bartosz (jak się dziś okazało TW „Janek”). Jak wróciłam ze internowania to usiłowałam podjąć działalność w ramach KPN. Na Śląsku nie mogłam już działać, gdyż Słomka uzurpował sobie prawo do bycia wodzem.

Dlatego w 1983 roku pojechałam w Bieszczady odpocząć i wyciszyć się. Tu spotkałam się kilka razy z Krzysztofem Gąsiorowskim. W czasie jednego z takich spotkań on opowiadał o tym, że SB podpaliła mu mieszkanie. Latem 1983 Krzysztof Gąsiorowski przyjechał do mnie w Bieszczady i poradził mi się ujawnić. Powiedział, że sam to już zrobił i że ja też mam to zrobić. Podał mi nazwisko prokuratora w Krakowie, do którego miałam się zgłosić. Odmówiłam mu. Zrobiłam mu straszną awanturę. Powiedziałam - „Jeżeli na mnie doniosłeś, to trudno. Ale ja sama się nie ujawnię.”

W 1984 roku po wyjściu z więzienia przyjechał do mnie Romek Szeremietiew i namówił mnie do przejścia do PPN. I tak skończyła się moja działalność w KPN. Od stycznia 1985 roku zostałam członkiem PPN.

Bardzo się zdziwiłam, kiedy kilka lat temu przyjechali do mnie Rysiek Bocian z Krzyśkiem Gąsiorowskim i namawiali mnie, abym przystąpiła do ZKPN. Odmówiłam.


http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=1026

Wróćmy do wspomnień Karwowskiego.

Cytat:
Od 1987 roku zacząłem odpowiadać za poligrafię KPN na Górnym i Dolnym Śląsku. Sam drukowałem na powielaczu. Szkoliłem również innych druku na „białku” i sicie.
(...)
Struktura KPN rozrastała się szybko, byłem już zastępcą szefa Okręgu Śląskiego oraz szefem poligrafii na osiem województw.

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Pon Sty 23, 2012 11:25 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Karwowski dokładnie opisuje strajki sierpniowe na Śląsku i w Zagłębiu w 1988 roku, w których brał aktywny udział. Opis ten, dotyczący wydarzeń znanych autorowi z pierwszej ręki, wydaje się wiarygodnym obrazem ówczesnych wydarzeń, dlatego warto zacytować go w sposób obszerny.

Cytat:
W sierpniu 1988 roku rozlała się po kraju fala strajków. Doszło do strajku w KWK „Andaluzja” w Piekarach Śląskich, gdzie mocno udzielali się bracia Leszek i Piotr Polmańscy oraz Kazimierz Świtoń. Następnie po kolei stawały prawie wszystkie kopalnie w Rybnickim Okręgu Węglowym (ROW). KPN bardzo czynnie włączył się w te protesty, praktycznie w każdej kopalni w ROW mieliśmy swoich działaczy, a wielu z nich stanęło na czele Komitetów Strajkowych. Stąd upolitycznienie strajków, w których po raz pierwszy od wielu lat pojawiły się postulaty i żądania polityczne, między innymi hasło relegalizacji Solidarności i przeprowadzenia wolnych wyborów.

Wśród naszych działaczy w kopalniach pierwszoplanową postacią był Andrzej Andrzejczak. Świetny kolega, dobry organizator, miał ogromny autorytet wśród górników. Andrzej wcześniej karany był za próbę wysadzenia pomnika – sowieckiego czołgu w Żorach. Gdy strajki górnicze rozlały się i zaczynały radykalizować się politycznie, wówczas do zakładów zaczynali zjeżdżać się przywódcy podziemnej Solidarności, najpierw Bogdan Lis, wiceprzewodniczący związku z 1981 roku, a potem sam Lech Wałęsa. Przyjeżdżali wspierać strajki? Nie, zjeżdżali do nas po to, by je „wygaszać”!
(...)
Śląski KPN w pierwszym rzędzie skupił się na pomocy strajkującym kopalniom poprzez zapewnienia łączności oraz druku „Biuletynu Strajkowego”, bieżącej informacji o sytuacji w regionie. Po rozlaniu się fali strajkowej delegowaliśmy kilka ekip naszych działaczy do ważnych zakładów pracy celem podtrzymania woli walki strajkowej. Z Krzysztofem Lagą udaliśmy się do KWK „Jastrzębie”, gdzie strajkowało blisko cztery tysiące górników. Dla porównania na KWK „Manifest Lipcowy” (dziś „Zofiówka”) nie było więcej niż kilkaset osób, a przecież ta kopalnia była od 1980 roku symbolem Solidarności w regionie. Na „Manifeście” był Andrzejczak i tym razem to on spacyfikował Lisa i Wałęsę, gdy chcieli tam wygasić strajk ale wielu ich tam nie zostało.

Ja zaś postanowiłem zamienić KWK „Jastrzębie”w taką twierdzę, jaką była Huta Katowice w trakcie strajku w stanie wojennym 1981 roku.Dlatego weszliśmy z Krzyśkiem Lagą w skład Komitetu Strajkowego i wzięliśmy sprawy w swoje ręce. Opracowaliśmy wielopunktowy plan:
– po pierwsze, nawiązaliśmy łączność i możliwość ustalania wspólnych postulatów z innymi górnikami,
– po drugie,wystawiłem warty robotnicze wokół całej kopalni,wzmocnione w strategicznych miejscach zakładu.W sumie około czterystu, pięciuset uzbrojonych górników; uzbrojonych oczywiście w co popadło, głównie w pręty, rurki itp.,
– po trzecie, opracowaliśmy plan działań na wypadek bezpośredniego uderzenia ZOMO i wojska, których oddziały ostentacyjnie zaczęły pojawiać się w pobliżu kopalni. Przemieściliśmy też tak strajkujących, aby móc wziąć atakujących w krzyżowy ogień,
– po czwarte, kazałem „zaminować” bramę wjazdową na kopalnię. W tym celu wzięliśmy z magazynu puste, duże skrzynie po materiałach wybuchowych używanych na kopalni i zakopaliśmy je pod główną bramą. Podciągnięto do nich z daleka widoczny, czerwony przewód elektryczny do siedziby Komitetu Strajkowego,mający służyć do „odpalenia” ładunku,
– po piąte, zakazałem wpuszczania na teren kopalni żon i dzieci, bo wcześniej skutkowało to osłabianiem morale i wyciąganiem poszczególnych górników do domu „na płacz i lament”.

I wówczas „Trybuna Robotnicza” (później „Śląska”) – organ KW PZPR i największa gazeta regionalna w Polsce (około pół miliona nakładu) napisała: „..ze strajkującymi górnikami z KWK „Jastrzębie” władze były o krok od porozumienia, lecz zjawili się nieoczekiwanie „doradcy” Komitetu Strajkowego z ekstremalnego KPN i tak zastraszyli załogę oraz zaostrzyli strajk i postulaty, że porozumienie stało się niemożliwe...„

Przyznam, że z dużą satysfakcją czytaliśmy te słowa.Gdy strajki w innych zakładach zaczęły wygasać pod presją ugodowej części działaczy Solidarności przygotowujących kompromis „okrągłego stołu” władzom wydawało się, że problem się kończy. Jednak KWK „Jastrzębie” jako samotna wyspa na mapie spacyfikowanych zakładów, wciąż trwała. Kopalnia była wyspą silnie obsadzoną i dobrze bronioną tysiącami zdeterminowanych ludzi. Ludzi tak „naładowanych” nocnymi masówkami na cechowni, że gotowi byli walczyć, podobnie jak w stanie wojennym w Hucie Katowice, na śmierć i życie! Dosłownie z godziny na godzinę następowała radykalizacja nastrojów i postaw, a także wzmacnianie postulatów. Przygotowaliśmy więc nie tylko plany obrony, ale gotowi byliśmy stanąć do walki w razie próby tłumienia strajku siłą.Władze najpierw próbowały zastraszać nas nocnymi lotami helikopterów z włączonymi nad kopalnią reflektorami i przegrupowywania tuż pod zakładem czołgów i pododdziałów wojska oraz milicji i ZOMO.Ta demonstracja siły wzmagała determinację obrony, więc skutek zupełnie odwrotny od zamierzeń władzy.

Obawiając się ataku w nocy,w godzinach pomiędzy drugą a piątą rano odbywały się masówki. Odsypialiśmy w dzień. Ale gdy zaczynało brakować żywności, sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Zwłaszcza, że wokół wszystkie zakłady, poza rachitycznym strajkiem w „Manifeście”, zakończyły już protesty. Jednak nie było problemów z morale strajkujących. Choć zdani tylko na samych siebie, strajkujący trwali w przekonaniu o słuszności dalszego protestu. Władze musiały mieć świadomość, że uderzenie nie pozostałoby bez odpowiedzi; że groziła krwawą jatką. Tak pacyfikacja strajku siłą, oznaczałoby dziesiątki czy nawet setki rannych po obu stronach.

Tymczasem musiałem zorganizować pomoc z zewnątrz, gdyż brakowało już wszystkiego – tak żywności jak i rzetelnej informacji. Janek Górny był na wolności, zatem nawiązałem z nim kontakt i prosząc o pomoc i o wsparcie. Umówił mnie natychmiast ze Zbigniewem Romaszewskim w Warszawie.

Romaszewscy wypytywali mnie o strajk, o potrzeby, o sytuację na Śląsku. Powiedziałem im, że potrzeba nam „opieki politycznej” poprzez nagłośnienie naszego protestu i postulatów. Potrzeba nam druków, wydawnictw, podziemnej prasy i funduszy na żywność. Dali większą kwotę za pokwitowaniem, którą przekazałem na potrzeby Komitetu Strajkowego w „Jastrzębiu”; była za to żywność, woda, papierosy. Na koniec Romaszewscy spytali mnie bardzo poważnie o to, ile jest tych kopalń w Katowicach.Zrozumiałem wtedy, że w Warszawie sądzą, że wszystkie kopalnie śląskie są w mieście Katowice. Co więcej, z rozmowy wynikało, że Huta Katowice podobnie. Trochę mnie to zdenerwowało, bo my tu bijemy się o wolną Polskę, a oni w stolicy nawet dokładnie nie wiedzą, gdzie to dokładnie jest.Wytłumaczyłem im jednak spokojnie, że kopalń jest dużo, bo sześćdziesiąt cztery i są porozrzucane po całym województwie katowickim, że ROW to Rybnicki Okręg Węglowy, a Jastrzębie to miasto leżące około pięćdziesięciu kilometrów od Katowic. Powoli docierało do nich i zarazem porażało ich to, że strajki były tak szeroko rozlane i zakrojone na Śląsku i w Zagłębiu.
(...)
Ostatecznie strajk na KWK „Jastrzębie” opanowali i wygasili w końcu ksiądz oraz kobiety z dziećmi na rękach.W niedzielę rano pod pretekstem mszy świętej, ksiądz i kilkaset żon i dzieci weszło na teren kopalni. Po mszy było już po strajku; zostało nas gdzieś trzysta, czterysta osób.Nastrój ponury... Po kilku godzinach dyskusji, cześć dokumentów zniszczyliśmy, część ukryliśmy i w końcu rozwiązaliśmy strajk. W nocy rozeszliśmy się wychodząc przez płoty. Rano kopalnia była już bezludna i władze bez oporu ją przejęły. Nie przestraszyli nas czołgami, helikopterami czy ZOMO, to sprawę załatwiły zatrwożone o los mężów kobiety.

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Pon Sty 23, 2012 1:23 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie ma, niestety, we wspomnieniach Karwowskiego relacji z okupacji budynków PZPR i jej przybudówek, organizowanej przez KPN od jesieni 1989 roku. Dziwne, bo akcja ta została zainicjowana właśnie na Śląsku. Widać Karwowski nie brał w niej udziału.

Karwowski wspomina (niestety bardzo skrótowo) akcję okupacji baz sowieckich w Polsce w 1990 roku.

Cytat:
Na początku 1990 roku KPN rozpoczął wielką akcję (...) – „Rosjanie do domu!”. Blokowaliśmy ich bazy wojskowe, trwały głodówki protestacyjne. I po kilku miesiącach wyszli. Właściwie zmusiliśmy Mazowieckiego do tej decyzji, co w przypadku jego osoby było zadaniem trudnym, by nie rzec prawie niemożliwym. Pamiętam z Legnicy Jurka Dziedzica, który w kwaterze grupy wojsk radzieckich, przyjmując tylko płyny, głodował 40 dni. Myślę, że do dziś pewnie odczuwa skutki na swoim zdrowiu tamtego aktu desperacji.


Na szczególna uwagę zasługują fragmenty wspomnień Karwowskiego dotyczące przełomu lat 1989 - 1990, gdy KPN walczyła o dostęp do mediów publicznych. Autor brał udział w tych wydarzeniach, a więc mamy relację z pierwszej ręki.

Cytat:
W tamte trudne dni KPN postanowił zawalczyć o pluralizm w mediach publicznych, tak aby stworzyć warunki do rozwoju demokracji w Polsce. Wbrew hasłu powtarzanemu już od 1945 roku:„Wszystko w ręce władz”. Zażądaliśmy zatem, aby wszystkim demokratycznym ruchom, politycznym i związkowym dać możliwość przedstawiania swoich racji i opinii. Niestety, władza Premiera Tadeusza Mazowieckiego widziała to inaczej. Powołano Komisję Likwidacyjną RSW„Książka – Prasa-Ruch”z sekretarzem Andrzejem Grajewskim na czele, która najpierw przejęła cały majątek, aby potem go sprywatyzować, czyli rozdać swoim. Rozdać, bo polskiego kapitału po latach socjalistycznej gospodarki przecież nie było!

Najpierw przystąpiliśmy na Śląsku do ogólnopolskiej akcji mającej na celu wprowadzenie pluralizmu w mediach publicznych, dopóki takie jeszcze pozostały. Największą gazetą codzienną w województwie katowickim, była „Trybuna Robotnicza”, później „Trybuna Śląska”, wychodząca w nakładzie od trzystu do sześciuset tysięcy egzemplarzy, w zależności od dnia tygodnia.Wcześniej był to organ Komitetu Wojewódzkiego PZPR; wszystkie zresztą gazety w tamtych latach otrzymywaliśmy w spadku po PRL (w województwie katowickim był jeszcze „Dziennik Zachodni”mający siedzibę w tym samym tzw. domu prasy na katowickim rynku oraz „ Wieczór”). Podobnie było także z telewizją czy radiem; wszystko były państwowe.

Wybraliśmy „Trybunę Śląską”, aby sprawdzić rzeczywiste intencje nowych władz Solidarności. „Trybuna” albo w ogóle o nas nie pisała albo pisała bardzo źle. Zjawiliśmy się zatem w siedzibie gazety, która mieściła się w dużym, kilkupiętrowym budynku na Rynku w Katowicach. Przybyliśmy w sile około setki działaczy KPN przygotowanych do dłuższego tam pobytu i zajęliśmy kluczowe miejsca, umożliwiając jednak normalną pracę redakcji. Redaktorem naczelnym był wtedy jegomość o nazwisku Jacek Cieszewski, delegowany na tą funkcję przez nowe władze Solidarności. Nasz pobyt w gmach prasy przeciągał się, a nasze postulaty, aby umożliwić opozycji demokratycznej udział w „prywatyzacji” gazet (lub zapewnić jej możliwość artykułowania w nich swoich racji) trafiały w próżnię i nie było odzewu ze strony władzy.

Nasze żądania były skromne. Chcieliśmy uzyskać dla KPN udział w redakcji dziennika ogólnopolskiego. Ponieważ najwięcej było u nas ludzi młodych, proponowaliśmy, aby Krzysztof Król ( wiceprzewodniczący KPN – dop.red.) został redaktorem naczelnym „Sztandaru Młodych”. Krzysiek był w latach 80. redaktorem naczelnym konspiracyjnej „Gazety Polskiej”. Niestety, rozmowy utknęły w martwym punkcie. Leszek Moczulski poprosił nas o danie czasu nowej władzy na przemyślenie naszych propozycji. Jako widoczny znak dobrej woli i zdolności do rozmów oraz ewentualnego kompromisu, opuściliśmy siedzibę redakcji śląskich gazet.

Rozmowy jednak przeciągały się, a nasi byli działacze coraz bardziej zawiedzeni, bo ich kilkudniowy wysiłek właściwie poszedł na marne. W obliczu takiej sytuacji w Warszawie uzgodniłem z Adamem Słomką, szefem Obszaru V Śląskiego KPN, że ponownie „odwiedzimy” znajomy już budynek. Bez większych przeszkód, pomimo wynajętej przez redakcję ochrony, zajęliśmy dwa piętra „Trybuny Śląskiej” i nie przeszkadzamy w normalnym funkcjonowaniu gazety. My grzeczni, ale redaktor naczelny Jacek Cieszewski bardzo nerwowy, a wręcz ordynarny. I to na dzień dobry. Odnosi się do nas jeszcze gorzej, niż kilka tygodni wcześniej, co byłą widoczną ( nie tylko dla mnie) oznaką, że również w Warszawie traktują nas jak natrętnego, według ich pojmowania demokracji, wirusa. Biedny Cieszewski nie wiedział, że w przerwie między naszymi wizytami zaprzyjaźniona dziennikarka do naszego biura przyniosła jego „teczkę” pracy jako dziennikarza z lat 1970-82. A w niej szereg ciekawych zapisów dotyczących ocen przełożonych i SB na temat jego wkładu w wizerunek oraz utrwalanie władzy socjalistycznej; same laurki, a w nagrodę – wyjazdy zagraniczne. Najbardziej spodobał mi się zapis, że... jego dorobek plasuje go w krajowej czołówce oraz jego praca i publikacje nie wymagają kontroli czy cenzury...Czyli miał w PRL pełne i absolutne zaufanie komunistów i SB.

Jego konfrontacyjna postawa sprowokowała mnie do poinformowania mieszkańców Katowic, kim jest nowo mianowany redaktor naczelny największej na Śląsku i w Zagłębiu gazety. Rozlepiliśmy około dziesięciu tysięcy dużych plakatów cytujących te i kilka im podobnych smaczków z jego teczki. A na końcu umieściliśmy na nich jego adres i telefon domowy. Podobno wynajął ochronę oraz zablokował telefon, więc raczej nie otrzymywał gratulacji i wyrazów uznania.

Tymczasem zbliżały się pierwsze wybory prezydenckie. Było sześciu zarejestrowanych kandydatów: Lech Wałęsa,Tadeusz Mazowiecki (wtedy premier), Stan Tymiński (Partia X), Włodzimierz Cimoszewicz (SdRP), Roman Bartoszcze (PSL) i nasz kandydat Leszek Moczulski (lider KPN). Zażądaliśmy więc równego dostępu do mediów publicznych dla wszystkich kandydatów, a było już wiadomo, że cele lubiliśmy osiągać. Zatem żartów nie było, a redaktor naczelny „Trybuny Śląskiej” był wręcz dla nas laboratoryjnym przykładem polityki kadrowej nowej władzy, dającej przeżyć każdemu, bez względu na życiorys, kto może zagwarantować jej sprawdzonymi metodami sukces wyborczy. Podobnie było zresztą w całej Polsce. Komunistyczne państwowe media miały służyć teraz, podobnie jak kiedyś w PRL, wyłącznie przewodniej sile narodu, przy pomocy dyspozycyjnych zatrudnionych w nich dziennikarzy.Z tym, że teraz przewodnią siłą narodu był Premier Tadeusz Mazowiecki. Pan Cieszewski w końcu został przeze mnie wyproszony z gabinetu, a był to już piąty czy szósty dzień okupacji i kilka osób zdecydowało się podjąć głodówkę protestacyjną. Umieściłem ich w jego gabinecie. On sam zresztą uciekł na wieść o tym z redakcji i już więcej się nie pojawił. Za to jego żona Barbara Cieszewska, dziennikarka „Rzeczpospolitej”, jeździła po mnie jak po „łysej kobyle” przy każdej okazji. I wówczas i przez wiele, wiele lat.Musiało ich wtedy bardzo boleć, gdy ukazywałem prawdziwe twarze nowej władzy i gdy zdejmowałem publicznie maski z ich zakłamanych, jak tamte czasy, twarzy.

Protest trwał już ósmy czy dziewiąty dzień, gdy w końcu ogłoszono, że na rozmowy do Katowic ma przyjechać zWarszawy Andrzej Grajewski z rządowym pełnomocnictwem do rozmów. Na wieść o tym postanowiłem go godnie i właściwie przywitać, bo bufon z niego – o czym zdążyłem się już wcześniej przekonać – był spory. Pomyślałem, że jak ujdzie trochę powietrza z tego balonu, to będzie lepszy klimat do rozmów. Przypomnę, że w tym czasie w budynku było około stu okupujących.

Za kilka godzin pan Grajewski przybył. Wcześniej dobijał się do wejścia budynku wykrzykując do naszych wartowników, że on z rządu i mają natychmiast wpuścić do środka. Czyli zaczął zgodnie z przewidywaniami. Na to chłopcy spokojnie go pytają: to Pan z Rządu, mówi Pan, czyli co, z Londynu Pan przyleciał?Ten zbaraniał. A przypomnieć należy, że wtedy jeszcze w Londynie, na uchodźstwie urzędował Prezydent Ryszard Kaczorowski i rząd emigracyjny, a my, jako ruch niepodległościowy, uważaliśmy ich za prawnych kontynuatorów II Rzeczypospolitej i jedyny rząd do czasu przeprowadzenia w Polsce w pełni demokratycznych wyborów. A takich przecież jeszcze nie było, gdyż funkcjonował kontraktowy Sejm i jego kontraktowy wybraniec jako prezydent.Zatem pytanie naszych chłopców było bardzo na czasie i w pełni uzasadnione. Pan Grajewski zaś nie dość, że się bardzo zdumiał, to jeszcze wszedł w pyskówkę kogo to on nie reprezentuje i jak należy go przyjmować. Czynił to w dodatku w sposób mało kulturalny, a na pewno niewiele mający wspólnego z kulturą gentelmanów z Londynu. Zatem poproszono go, żeby pokazał jakiekolwiek pełnomocnictwo do rozmów z KPN na piśmie.Tego już sekretarz Komisji Likwidacyjnego nie wytrzymał. Zaczął się szarpać, popchnął kilka osób, wtargnął do budynku i zaczął uciekać po schodach do góry przed goniącą go młodzieżą. Dorwali go na drugim piętrze, urwali rękaw swetra usiłując go zatrzymać, a ten dalej uciekał i wniebogłosy wzywał pomocy. Nawiasem mówiąc, gdy już ktoś zostaje wysłannikiem rządu, to jednak powinien garnitur założyć, bo, nie należy się dziwić, że widząc nieznanego, a aroganckiego osobnika w znoszonym swetrze, młodzi wartownicy potraktowali go bez należnego szacunku. Obrazek wysłannika rządu w potarganym swetrze, z rozwichrzonymi włosami i ze śmiercią w oczach, uciekającego przed młodzieżą, zdawał się mówić- jaka władza, taki jej autorytet.

Adam Słomka przywitał go jednak przyjaźnie. Same rozmowy były krótkie. Grajewski już się nie stawiał i zagwarantował, że raz w tygodniu (do czasu prywatyzacji „Trybuny”) w wydaniu weekendowym gazeta zamieści specjalną wkładkę dla opozycji niepodległościowej i demokratycznej.Złożył pisemne potwierdzenie tego uzgodnienia. Oczywiście czas pokazał, że był to nic niewarty papier, bowiem po trzech numerach gazety z naszą wkładką, czwartego już nam nie wydrukowali. Choć samą „Trybunę Śląską” sprywatyzowano dopiero kilka lat później. Tyle warte były gwarancje Andrzeja Grajewskiego – dziś członka Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej. Zwykli oszuści, którzy co gorsze, nie dotrzymywali również obietnic danych nie tylko nam, ale i całej Polsce, obietnic znacznie ważniejszych.

Na razie jednak odnieśliśmy sukces. Szybko zmontowaliśmy bardzo dobry zespół redakcyjny, zresztą w większości spoza KPN. Choć nie mieli możliwości, żeby wiele stworzyć, tą drogą pragnę im podziękować – między innymi dr. Marianowi Gerlichowi, dr Janinie Kraus, śp. red. Jerzemu Cieślakowi i innym.

Gazety to jednak nie wszystko.W regionalnej TV też bowiem nowa obsada kierownictwa. A na jego czele panowie Michał Smolorz i Wojciech Sarnowicz – redaktorzy naczelni nowej władzy. O Smolorzu wystarczy powiedzieć, że sam szczycił się, że był zaufanym I sekretarza KW PZPR w Katowicach Zdzisława Grudnia. Co nawet jeśli było fanfaronadą, dosyć charakterystyczną dla tego jegomościa, znajdowało jednakże potwierdzenie w niemalże kronikarskim opisie dworu byłego I sekretarza KW PZPR w napisanej przez Smolorza książce „Cysorz”. Słowem – ani Sarnowicz, ani Smolorz nie byli ludźmi nowymi. Byli po prostu reżimowymi dziennikarzami, którzy w PRL wysługując się komunie popadli w niełaskę u swoich komunistycznych pryncypałów. I to na pewno nie z przyczyn politycznych, bo przecież gotowi byli służyć każdej władzy i każdemu, kto to zaproponuje. Wczoraj komunie, jutro Mazowieckiemu, a pojutrze każdemu, kto za to zapłaci. Cechuje ich bowiem odwiecznie elastyczny i giętki kręgosłup moralny. A na pewno mogli władzy zagwarantować, że do TV nie dopuszczą nikogo, poza swoimi. Kto tam bredzi o jakimś pluralizmie w telewizji?! Bez przesady.

Wieszaliśmy zatem, jak w komunie plakaty „TVP łże”. A ponieważ czasy rewolucyjne to i metody muszą być takie. Uzgadniam wiec akcję, zwołuję ze dwie setki naszych działaczy i postanawiamy zająć TV Katowice. Decydujemy się okupować budynek, nie przerywając jednak emisji do czasu, aż zgodzą się na stały udział partii opozycyjnych w programach publicystycznych ośrodka. Żądamy dostępu do anteny, a dziennikarze ośrodka wyraźnie z nami sympatyzują uśmiechając się i życząc sukcesów. Widocznie mają już dość „nowej władzy”.Po kilku godzinach i rozmowach wycofuję ludzi, dziękując im za szybką, sprawną akcję. Niedługo później redaktorem naczelnym zostaje Rafał Szymoński. Od tamtej pory nie było jakichkolwiek problemów czy konfliktów. Szanowaliśmy siebie pomimo, że on był z Solidarności, a my z KPN. A może nas się bał z jakiś powodów…

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Pon Sty 23, 2012 5:55 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Karwowski wspomina także o początkach konfederackiego "Strzelca" i trudnościach, które towarzyszyły próbom rozbudowy tej organizacji.

Cytat:
Rok 1990 to gwałtowny napływ młodzieży do „Strzelca” (...). Kadra pedagogiczna jak i wojskowa była, chęci też, ale dynamiczny rozwój ”Strzelca” hamował nieustanny brak funduszy na mundury, obozy ćwiczebne, sprzęt.

A Ministerstwo Obrony Narodowej i Liga Obrony Kraju nie chciały nam udostępniać strzelnic, nie mówiąc już choćby o przekazaniu częściowo zużytych mundurów. Obawiali się nas, bo w mediach (...), pojawiały się informacje o budowie paramilitarnych organizacji przez KPN. Oczywiście była to wierutna bzdura, ale strach władzy i nagonka medialna trwała. Miało to oczywiście tę dobrą stronę, że napychało tłumy do ZS „Strzelec”. Nie mieliśmy jednak środków, by wszystkich chętnych przyjąć (...)


Z Wikipedii:

Cytat:
Związek Strzelecki "Strzelec"

Organizacja, która powstała jako pierwsza [z kilku istniejących dzisiaj organizacji strzeleckich - ML] bo już w 1989 r. z inicjatywy środowisk niepodległościowych, żołnierzy Armii Krajowej i przedwojennych członków Związku Strzeleckiego skupionych w okresie PRL wokół Konfederacji Polski Niepodległej. Na III Kongresie Konfederacji Polski Niepodległej w 1989 r., z inicjatywy jej przewodniczącego, Leszka Moczulskiego zostaje podjęta uchwała o reaktywowaniu Związku Strzeleckiego "STRZELEC". Pierwszym aktem potwierdzającym wznowienie działalności Z.S."STRZELEC" był zorganizowany w Juszczynie (Beskid Makowski) pierwszy kurs instruktorsko - metodyczny dla kierowniczej kadry "STRZELCA", który prowadził osobiście kpt. rez. Włodzimierz Olszewski, powołany do Kwatery Głównej na stanowisko Szefa Wydziału Szkolenia.


Z portalu strzeleckiego:
Cytat:

ZS” Strzelec” został reaktywowany na zjeździe KPN w 1988 r., Komendantem Głównym został oczywiście Leszek Moczulski, Szefem Sztabu (zarazem zastępcą Komendanta) płk Dronicz, (późniejszy doradca Onyszkiewicza [od 1990 wiceminister Obrony Narodowej a w latach 1992-1993 Minister Obrony Narodowej - ML]).

13 czerwca 1990 roku zarejestrowano ZS „Strzelec w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie sygn. akt 344. Najwyższą władzą Związku było Walne Zgromadzenie członków, które wyłaniało kilkunastoosobową Radę ZS „Strzelec”. Radzie Przewodniczył Komendant Główny, która za pomocą Kwatery Głównej (na czele z Szefem sztabu KG) kierował bieżącą działalnością Związku. Jeśli chodzi o podział terytorialny ZS Strzelec miał on identyczną strukturę jak KPN. Czyli dzielił się na 5 lub 6 Obszarów oraz 49 Okręgów (tyle wtedy było województw). Na czele Obszaru stał Inspektor Obszaru na czele Okręgu – Inspektor Okręgu. W okręgu teoretycznie miały działać drużyny, plutony i kompanie strzeleckie.

Jeśli chodzi o kwestie personalne to Komendantem Głównym był oczywiście Leszek Moczulski, Szefem Sztabu KG był mjr. rez. płk. ZS Włodzimierz Olszewski, w 1994 (około maja albo czerwca) zmienił się Szef Sztabu Kwatery Głównej i został nim Andrzej Kaźmierczak (kpt. ZS) [człowiek Słomki, jeden z założycieli KPN-OP - ML], który po rozłamie w KPN został później Komendantem Główny ZS „Strzelec.


W kontrze do KPN-owskiego "Strzelca" w sierpniu roku 1990 powstała, z inspiracji Departamentu Społeczno - Wychowawczego Ministerstwa Obrony Narodowej (Ministrem Obrony Narodowej był wówczas wiceadm. Piotr Kołodziejczyk, a jego zastępcą - Onyszkiewicz), Organizacja Społeczno-Wychowawcza "Strzelec". Jej współorganizatorem i pierwszym komendantem był ... Wiesław Gęsicki - w czasach PRL związany z KPN, potem z FMW. Komendantem tego drugiego "Strzelca" jest dzisiaj prof. dr hab. Janusz Cisek - prof. UJ i dyrektor Muzeum Wojska Polskiego.

Dziś istnieje w Polsce kilka organizacji strzeleckich.

W tym czasie (początek lat 90.) KPN zainicjowała powstanie także innych organizacji społecznych, z których jedna (podobnie jak "Strzelec") istnieje do dziś, odgrywając pewną rolę. W jej tworzeniu aktywnie uczestniczył Karwowski, zasiadając w jej władzach.

Cytat:
Wraz z Basią Czyż, jako członkowie Rady Politycznej KPN, zostaliśmy zobligowani do utworzenia związku zawodowego ukierunkowanego zwłaszcza na duże zakłady pracy. Zgłaszali się do nas licznie chętni do stworzenia współpracującego z KPN niepodległościowego związku zawodowego. Niebawem do utworzonego przez nas Związku Zawodowego „Kontra”wstępowały nawet całe Komisje Zakładowe NSZZ „Solidarności”, zawiedzione działaniami swych liderów i przedstawicieli. Z czasem ZZ „Kontra” stał się bardzo dynamicznie rozwijającą się przybudówką KPN.

Powołaliśmy, niemal równocześnie, Związek Wsi Polskiej „Piast”, aby nasi wiejscy działacze oraz osoby zgłaszające się z terenów wiejskich mogły mieć użyteczne narzędzie do działalności politycznej.


Z Wikipedii:

Cytat:
Związek Zawodowy "Kontra" powstał w lipcu 1992 r. Pierwszymi pełnomocnikami ds. rejestracji związku byli: Tomasz Karwowski, Ireneusz Gajos, Barbara Czyż.

W 1995 r. w wyniku konfliktu o podłożu politycznym doszło do podziału na 2 organizacje o nazwie Związek Zawodowy Kontra oraz Związek Zawodowy Kontra z siedzibą w Gliwicach.

Siedzibą Związku do końca 2006 r. były Katowice, a przewodniczącym związku był poseł dwóch kadencji na Sejm III RP Kazimierz Wilk, jego poprzednikiem był poseł II kadencji Ryszard Burski.

Związkiem Zawodowym Kontra z siedzibą w Gliwicach nieprzerwanie kierował od 1995 r. Marek Klucewicz.

Od 1 stycznia 2007 r. w wyniku zmian organizacyjnych istnieje tylko 1 organizacja o nazwie Związek Zawodowy Kontra.

Obecnie siedzibą Komisji Krajowej jest Zabrze a Przewodniczącym Komisji Krajowej Związku Marek Klucewicz.


O Klucewiczu nic bliżej nie wiadomo, natomiast pierwsi dwaj przewodniczący Kontry (Burski i Wilk) to założyciele KPN-OP, czyli - w tym czasie - ludzie Słomki.

Wilk do dziś jest we władzach Kontry (jest członkiem Zarządu Komisji Krajowej) - http://zzkontra.pl/?wladze,2

Notkę z Wikipedii należy uzupełnić o informację, że ZZ Kontra był uczestnikiem AWS.

Na temat Związku Wsi Polskiej „Piast” trudno znaleźć jakieś informacje w Sieci.

Ze wspomnień Karwowskiego dowiadujemy się, kto był autorem fortelu, który przyniósł KPN dodatkowe mandaty poselskie w wyborach parlamentarnych w 1991 roku.

Cytat:
Dzięki manewrowi blokowania list wprowadziliśmy, wykorzystując luki w ordynacji wyborczej, dodatkowo 4 posłów z list Polskiego Związku Zachodniego, 1 z Sojuszu Kobiet przeciwko Trudnościom Życia. Tak sprawne wykorzystanie ordynacji wyborczej to głównie osobista zasługa Krzysztofa Króla.


Jednym z posłów (wybranych z listy KPN) został w 1991 roku Karwowski. W tym czasie był już radnym w Dąbrowie Górniczej (wybranym z list KPN w 1990 roku). Po wyborze na posła Karwowski zrezygnował z mandatu radnego.

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Wto Sty 24, 2012 4:20 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Z dziejów Sejmu I kadencji Karwowski opisuje kulisy wyboru Hanny Gronkiewicz-Waltz na prezesa NBP (dzięki poparciu KPN). Byłem wtedy posłem, ale o obietnicy szampana nic nie wiedziałem. Byłem przekonany, że do poparcia późniejszej Prezes namówił nas Janusz Szewczak. Wraz z Dariuszem Grabowskim kręcili się w latach 90. wokół parlamentarnej opozycji. W latach 1991-1993 doradzali KPN. Karwowski (który, jako członek Rady Politycznej, wiedział więcej ode mnie o sprawach zakulisowych - ja byłem szeregowym członkiem KPN) nic nie wspomina o Szewczaku i przedstawia to w sposób następujący:

Cytat:
Z Gronkiewicz-Waltz wiąże się warta przypomnienia historia. Otóż w 1991 roku, gdy kandydowała w uzgodnieniu z Wałęsą na stanowisko Prezesa NBP, zabiegała o głosy podczas zbliżającego się głosowania w Sejmie. Mieliśmy wówczas ponad pięćdziesiąt mandatów (a nawet więcej, gdyby policzyć innych sojuszników) i nasze głosy przesądzały o jej wyborze.Kandydatka spotkała się zatem z kierownictwem KPN i prosząc o poparcie, składała obietnice daleko idącej współpracy programowej. Gdzieś w tle padały nawet jej deklaracje o konieczności umożliwienia nam rzeczywistego wpływu na działania NBP i o ewentualnej funkcji wiceprezesa banku dla naszego przedstawiciela. Zapewniała, że dotrzyma swoich obietnic, jeżeli chodzi o politykę finansową NBP, a po zwycięstwie zapowiedziała się w naszym klubie parlamentarnym z szampanem.Głosy KPN rzeczywiście przesądziły o jej wyborze, a później… Ani szampana nie było, ani oczywiście jakiejkolwiek współpracy z NBP.


Zjawisko "dymania KPN" było w Sejmie I kadencji popularne (dziś widać to wyraźnie - raz udało się to Gronkiewicz-Waltz ale Jarosław Kaczyński dokonał tej sztuki aż dwa razy). Kaczyński "wydymał" KPN pierwszy raz przy tworzeniu rządu Olszewskiego (który został premierem dzięki głosom KPN, która później nie weszła do rządu) a drugi raz przy uchwale lustracyjnej, która została uchwalona głosami KPN i wykorzystana do jej rozbicia.

O uchwale lustracyjnej będzie później była mowa. Co do powołania Olszewskiego na premiera Karwowski przedstawia to tak (wedle mojej wiedzy - zgodnie z prawdą):

Cytat:
Postanowiliśmy dać szansę centroprawicy solidarnościowej z kandydatem na premiera Janem Olszewskim.W końcu byli nam najbliżsi programowo.Poparliśmy w parlamencie powstanie koalicji rządowej, sami jednak nie wchodząc do rządu Olszewskiego personalnie.Zachowaliśmy się nieco naiwnie, ale stworzyliśmy szansę, aby „rząd przełomu”mógł powstać i pokazać,w jakim chce iść kierunku programowym. Jeśli byłby to kierunek przez nas pożądany i oczekiwany, to wsparlibyśmy go i weszli również personalnie w koalicję rządową szeroką ławą. Chcieliśmy zatem najpierw uzgodnień programowych, a potem chcieliśmy dopiero rozmawiać o personaliach.

Rozmowy przeciągały się ponad pół roku, bo koalicja rządowa, nie mogąca istnieć bez naszych głosów w Sejmie, celowo je przeciągała. A czyniła to z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze – programowo jednak różniliśmy się, do czego oni nie chcieli się przyznać przed swoim elektoratem. A po drugie – obsadzili już wszystkie możliwe stołki i nie chcieli ani umożliwić nam wglądu w to, co robią i planują, ani nie chcieli nam oddać żadnych stanowisk. Nie wiedzieliśmy też, że był jeszcze jeden powód; „na tyłach”mniejszościowego rządu Kaczyński, Szeremietiew i Macierewicz zastanawiali się, jak zdobyć potrzebne im głosy, ale wyeliminować jednocześnie przerastającego ich politycznie o kilka głów Leszka Moczulskiego. Nadchodziła era teczek SB.

Ponadto tym razem, zgodnie z naszymi przypuszczeniami, po kilku miesiącach rządów Premiera Olszewskiego stało się jasne, że rzeczywisty szef rządu Jarosław Kaczyński, chce wykorzystać gabinet premiera do osobistej wojny z Belwederem. Wykorzystać w jednym celu – osłabienia pozycji lub najlepiej całkowitego odsunięcia z urzędu Prezydenta RP. Nie sądziliśmy, że w swoim zacietrzewieniu, w swojej grze o stołki, przedstawiciele rządu posuną się do tego, żeby wykorzystać archiwa SB. I bez ich jakiejkolwiek weryfikacji posłużyć się nimi w swoich brudnych rozgrywkach i intrygach. Nie sądziliśmy też, że przy pomocy materiałów po SB spróbują za jednym zamachem skompromitować i odsunąć najważniejsze, ale najbardziej niewygodne dla nich osoby. A mianowicie – Prezydenta RP Lecha Wałęsę, Marszałka Sejmu RP profesora Wiesława Chrzanowskiego i Przewodniczącego KPN Leszka Moczulskiego jako niewątpliwego lidera nurtu niepodległościowego.


Myślę, że Leszek Moczulski już w grudniu 1991 roku zdawał sobie sprawę z tego, że z działaczami wywodzącymi się z "Solidarności" trudno będzie się porozumieć, z uwagi na niedotrzymywanie przez nich umów, łamanie obietnic, dążenie do zniszczenia koalicjanta. Trudno zbudować w polityce coś konstruktywnego, gdy ma się wokół ludzi tak destrukcyjnie nastawionych. Przecież polityka to budowanie a nie burzenie. Zdawał sobie chyba z tego sprawę Tusk, gdy po wygranych wyborach w 2007 roku wielokrotnie w expose wymienił słowo "zaufanie", "pijąc" wyraźnie do Kaczyńskiego.

Moczulski mówił o tym w Sejmie tak (18 grudnia 1991 roku):

Cytat:
(...) Podjęta została próba, moim zdaniem próba rozsądna i poważna, żeby stworzyć rząd koalicji centroprawicowej. Mniej więcej dwa tygodnie temu mogliśmy przekonać się, że ta próba ma poparcie większej części Izby, wyraźnie większej części Izby, gdzieś rzędu 250 posłów. Ta koalicja w tej chwili rozpada się czy też rozpadła się. Rozpadła się w sposób, który dla mnie, bardzo uważnego uczestnika formowania i funkcjonowania tej koalicji, jest nadal niejasny. I ciągle mam wrażenie, że ja i może niektórzy inni uczestnicy naszych wspólnych dyskusji znali tylko zewnętrzny kształt, zewnętrzny obraz tego, co się działo. Natomiast nie udało nam się, mimo licznych wysiłków wyjaśnienia sytuacji, dotrzeć do jakiegoś prądu podskórnego. I obawiam się, że to ten podskórny prąd stał się głównym powodem tego niepowodzenia, przecież niepowodzenia nas wszystkich, od prawej strony do lewej.

Nas wszystkich, którzy w tej sali zasiadamy.

Mówi się publicznie, że główną przyczyną niepowodzenia misji pana Olszewskiego, niepowodzenia misji koalicji ˝pięciu˝, ˝czterech˝, ˝trzech˝, ˝dwóch˝, ˝półtora˝, nie wiem ilu, jest spór między Sejmem a prezydentem. Otóż, proszę państwa, być może to wisi w powietrzu, ale do sporu między Sejmem a prezydentem jeszcze nie doszło. I mam nadzieję, że nie dojdzie. Mówi się też, że u źródeł tej porażki leży spór między koalicją a prezydentem. Być może istnieje ten spór między rozmaitymi osobami, natomiast między całą koalicją a prezydentem takiego sporu naprawdę nie ma. Mówi się, że ostatecznie nie może dojść do utworzenia rządu, bo inne ma zdanie premier, inne prezydent.

Jeśli mamy porażkę tej koncepcji, to przyczyna tej porażki tkwi w koalicji; i to nie nieporozumienia między parlamentem czy rządem a Belwederem, a nieporozumienia wewnątrz koalicji przekreśliły czy też przekreślają tę szansę. (Oklaski)

Gdzieś 2 tygodnie temu doskonała współpraca koalicji zaczęła się załamywać. Powiem wyraźnie, że stwierdziłem wtedy, że zaczyna się wewnątrz koalicji rysować kryzys zaufania. I powiedziałem, że na kryzysie zaufania nic nie można zbudować. Jeśli będzie się w tej Izbie, czy w jakimkolwiek innym układzie politycznym, próbować coś opierać na kryzysie zaufania, nic z tego nie wyjdzie. Otóż z tego malutkiego kryzysu zaufania, który zarysował się 2 tygodnie temu, wyrosła klęska przecież nie koalicji, tylko klęska próby stworzenia w Polsce rządu. Jeśli nie będzie zaufania, nie będzie rządu. Bo nawet jeżeli wybierzemy ministrów, spiszemy ich na karteczce i ustalimy, jak który ma naprawdę na imię, to z tego jeszcze nie będzie rządu. Rząd musi być oparty przede wszystkim na wspólnym zaufaniu. I jeżeli tego sobie tu do końca nie powiemy i do końca tego nie zrozumiemy, to Polska nierządem będzie stała. (Poruszenie na sali)
(...)

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Sro Sty 25, 2012 2:38 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Karwowski jako poseł KPN I kadencji i członek Rady Politycznej Konfederacji bezpośrednio uczestniczył w wydarzeniach związanych z wykonaniem uchwały lustracyjnej. Jego wersja jest, w zasadniczym zarysie, zbieżna z tym, co mówią na ten temat inni ówcześni posłowie KPN. Karwowski podaje jednak kilka nowych szczegółów, wśród których najważniejszą, wręcz sensacyjną informacją jest ta, że głównym przeciwnikiem wejścia KPN do koalicji z Olszewskim był... Adam Słomka i że to on nakłaniał Leszka Moczulskiego, aby KPN zerwała rozmowy koalicyjne. Dodajmy, że w debacie parlamentarnej nt odwołania rządu Olszewskiego w imieniu klubu KPN wystąpił właśnie Słomka, bardzo ostro atakując Olszewskiego (co wydaje się uwiarygadniać wersję Karwowskiego).

Cytat:
Powszechnie było wiadomo, że bez naszych głosów rząd Olszewskiego nie mógł praktycznie przetrwać. Wydarzenia nabrały tempa. Był maj 1992 roku i rozpoczynał się czas na „taniec z brzytwami” Towarzystwa Trzepakowego, które dziś po latach oczywiście nie widzi związku pomiędzy swoimi działaniami a wydarzeniami, które nastąpiły potem. Premier Olszewski składa nam propozycję natychmiastowego wejścia do rządu. Pozornie godzi się na wszystkie nasze postulaty programowe. Jednocześnie on sam oraz jego ministrowie próbują uzyskać brakujące im głosy poprzez próbę demontażu KPN od środka. Najpierw szef MSW Antoni Macierewicz prosi nagle wicemarszałka z KPN i członka naszych najwyższych władz statutowych Dariusza Wójcika na nieoficjalną rozmowę i poufnie informuje go, że Moczulski to były agent SB, a na dowód pokazuje mu kilka dokumentów, które w żaden sposób Darka jednak nie przekonują. Dodaje coś w tym stylu, że: wy jesteście młodzi, jesteście w porządku. Odsuniecie wodza i możecie być w naszym rządzie. Wójcik informuje o całej rozmowie Moczulskiego. W tym samym czasie Adam Słomka, wiceprzewodniczący KPN zostaje zaproszony na nieoficjalną rozmowę z Premierem Olszewskim. Scenariusz podobny i również Adam lojalnie informuje Moczulskiego o rozmowie.

Nazajutrz Janusz Korwin-Mikke, Prezes UPR (...) składa projekt uchwały Sejmu. Uchwały, a nie ustawy, nakazującej szefowi MSW Antoniemu Macierewiczowi ujawnić zapisy SB o parlamentarzystach, członkach rządu i prezydencie. Uchwała jest nieprecyzyjna i pisana „na kolanie” dla potrzeb chwili, ale pomimo tego KPN popiera ją w głosowaniu, umożliwiając jej przejście i przyjęcie. Dziś sądzę, że to był poważny błąd, bo w pewnym sensie umożliwiliśmy tym samym dalsze kroki gabinetu Olszewskiego.

Tego dnia wraz z Krzysztofem Błażejczykiem (poseł KPN z Krakowa) udajemy się do szefa Ministerstwa Obrony Narodowej Romualda Szeremietiewa, który chce rozmawiać o „potrzebnych KPN mundurach”dla ZS „Strzelec”. Minister, zresztą nasz dobry znajomy z konspiry, sprawia wrażenie człowieka zdenerwowanego, na pewno jest bardzo podekscytowany. Rozmowę o mundurach traktuje marginalnie, natomiast zaczyna mówić o możliwości zamachu stanu; o tym, że Wałęsa postawił w stan gotowości Nadwiślańskie Jednostki Wojskowe. Informuje nas również, że „ktoś” podpala lasy wokół Warszawy. I że Rosjanie ze swojej ambasady podsłuchują wszystkie najważniejsze urzędy państwowe, w tym i jego w MON. Na koniec zaś tego monologu Szeremietiew zwraca się do nas z wezwaniem, żeby trzeba opuścić Moczulskiego i zewrzeć szeregi, bo my, młodzi z KPN mamy szansę przejść na „właściwe” pozycje. I dopytuje – ilu możecie „przeciągnąć” posłów swojej partii na „właściwą” stronę.

Jego pytanie pozostawiamy bez odpowiedzi i zszokowani jedziemy do Sejmu. Spotykam się z Moczulskim i informuję go o przebiegu rozmowy „o mundurach” z ministrem. Moczulski w pewnym momencie przerywa mi i każe Królowi dzwonić po Mazowieckiego. Gdy ten przychodzi,Moczulski prosi mnie o powtórzenie całej rozmowy, więc relacjonuję ją pokrótce. Atmosfera jest bardzo nerwowa. Mazowiecki mówi do Moczulskiego – idziemy do Wałęsy.

Równocześnie jednak Leszek Moczulski zwołuje Radę Polityczną KPN z jednym właściwie punktem obrad – pytaniem, czy – zważając na wszystkie okoliczności – wchodzimy do rządu Olszewskiego. Sam przewodniczący jest niezdecydowany, ale przed podjęciem ostatecznej decyzji, chce wysłuchać zdania członków kierownictwa partii. Wszyscy jesteśmy bardzo przejęci sytuacją, nasze głosy w dyskusji są bardzo ostrożne i wyważone. Wówczas szalę przeważa głos Adama Słomki, który stanowczo sprzeciwia się koalicji rządowej i posuwa się nawet do „straszenia” ewentualnym buntem struktur partii. Moczulski prosi o pół godziny przerwy, aby mógł w samotności rozważyć wszystkie za i przeciw. Adam, ogromnie zdeterminowany, nawet wtedy próbuje dosłownie ciągnąć Moczulskiego za rękaw marynarki i wymóc natychmiastową decyzję na „nie”… Sądzę, że jego postawa przeważyła. Moczulski spotyka się z Premierem Olszewskim i zrywa rozmowy o koalicji rządowej. Organizujemy konferencję prasową w Sejmie i tłumaczymy powody swojej decyzji, oświadczając, że nikt nie będzie grał w kulki z KPN.

Za dwa, trzy dni wpływa do Sejmu „lista Macierewicza”. Można powiedzieć językiem notatki prasowej, że realizując „uchwałę lustracyjną” Sejmu Minister Spraw Wewnętrznych Antoni Macierewicz przesłał wówczas prezydentowi, premierowi, marszałkom Sejmu i Senatu, prezesowi Sądu Najwyższego i prezesowi Trybunału Konstytucyjnego dokument zawierający dane dotyczące dwóch czołowych reprezentantów państwa (Wałęsy i Chrzanowskiego). Jednocześnie Konwent Seniorów Sejmu RP otrzymał listę sześćdziesięciu posłów, senatorów oraz członków rządu, których nazwiska widniały w zasobach archiwalnych MSW. Na liście znalazło się wielu urzędujących ministrów i urzędników. Lista spowodowała konsternację elit politycznych i społeczeństwa, choć sam Macierewicz przyznawał, że obecność na liście nie jest równoznaczna z faktem bycia tajnym współpracownikiem.

W istocie jednak emocje sięgały zenitu i nastąpiło polityczne trzęsienie ziemi.

Jeszcze tego samego dnia, a więc 4 czerwca o godzinie 23.30 w obu programach TVP wystąpił Premier Jan Olszewski, sugerując, że trwające właśnie odwoływanie go z funkcji premiera wiąże się z tym, że chciał ujawnić tajnych agentów PRL.Teraz wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. „Gra w kulki” ruszyła na całego… Głosowanie kwietniowego wniosku KLD i PPP o odwołanie Olszewskiego przeszło zdecydowaną większością. Cały KPN, jak jeden mąż, głosował przeciw Olszewskiemu. Sejm powołuje na miesiąc jako premiera konsensusu – Waldemara Pawlaka.
(...)
Żeby bliżej zobrazować sprawność, jeśli nie całego rządu to na pewno Premiera Olszewskiego, przypomnę pewną historię, jakby żywcem wyjętą z filmu „Gdzie jest Generał?”. Opowiedział mi ją kilka lat później Andrzej Anusz, wówczas poseł PC i doradca Olszewskiego. Otóż pewnego dnia zebrała się Rada Ministrów i czeka na szefa rządu. Mija piętnaście minut, pół godziny, godzina, a Jana Olszewskiego nie ma. Ministrowie zaczynają się na krzesłach kręcić i nieśmiało dopytywać o Premiera. Borowcy nie wiedzą, gdzie jest, w gabinecie go nie ma. Był rok 1992 i telefony komórkowe dopiero wchodziły na polski rynek, a zresztą Premier i tak go nie nosił.Mija kolejna godzina, zaczynają się poszukiwania – gdzie jest Premier? Sprawdzają, może zapomniał o spotkaniu i jest w domu, u znajomych. Nigdzie nie ma! Służby specjalne postawione na nogi – zniknął premier! Mija kolejna godzina, popłoch i zamieszanie, a wszyscy nerwowo czekają, co będzie dalej?! Po blisko czterech godzinach nagle, jak gdyby nigdy nic, wchodzi Premier i chce rozpoczynać Radę Ministrów bez wyjaśnienia swojego długiego spóźnienia.

Cóż się stało? Otóż Jan Olszewski przed planowaną Radą Ministrów udał się do toalety i tam niespodziewanie drzwi mu się zatrzasnęły. Siedział tam kilka godzin, nie wołając i nie krzycząc, bo mu wstyd było. Aż przyszła sprzątaczka, zauważyła jedne zamknięte drzwi i sądząc, że tam nikogo o tej porze nie ma, po prostu otworzyła je bez przeszkód – a tam premier,mocno zakłopotany! Ta historia doskonale oddaje „rząd przełomu” Jana Olszewskiego, jego dynamizm i energię oraz umiejętność zachowania się w sytuacjach nagłych i nieprzewidzianych. Problem tylko w tym, że Premier Olszewski był, w przeciwności do zagubionego niemieckiego generała ze wspomnianego filmu, kompletnie trzeźwy.

Oczywiście, później na potrzeby mitu „obalonego”rządu Jana Olszewskiego i jego zaplecza politycznego, stworzono (zapewne pod kierunkiem Jarosława Kaczyńskiego), teorię „lewego czerwcowego”oraz „zamachu stanu”; dorobiono skomplikowaną ideologię do prostego braku większości parlamentarnej, a właściwie do braku umiejętności jej tworzenia. Oprócz zbudowania mitu chcieli dokonać jeszcze jednego. Za jednym zamachem skompromitować wszystkich swoich najpoważniejszych konkurentów politycznych, a także wielu innych, którzy przeszkadzali im od lat na scenie politycznej. Po prostu wymieszali część „teczek” z rzeczywistymi agentami SB z „teczkami” tych, których chcieli wyeliminować. I to była cała „lista Macierewicza”.


Wystąpienie Adama Słomki w Sejmie 4 czerwca 1992 (debata nad odwołaniem rządu Olszewskiego):

Cytat:
Panie Prezydencie! Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Mam przyjemność po raz pierwszy przemawiać przed tą Izbą w imieniu mojego klubu (Głos z sali: Cisza, cisza.), być może ostatni (Wesołość na sali), jeżeli ten Sejm niebawem się rozwiąże.

Chcę w imieniu Konfederacji Polski Niepodległej powiedzieć, że mamy oczywiście stosunek krytyczny do tego rządu w sprawach politycznych, bo przecież nie jest to rząd przełomu; na pewno w sprawach gospodarczych, bo przecież od początku nie zgadzaliśmy się na ten projekt budżetu. Nie zgadzamy się w wielu rzeczach, ale nie chciałbym tutaj o tym mówić.

Chcę powiedzieć, że klub Konfederacji Polski Niepodległej będzie głosował za odwołaniem rządu przede wszystkim z powodów moralnych. (Wesołość na sali, oklaski)

Wysoka Izbo! W ciągu ostatnich kilku dni miały miejsce fakty, które są zupełnie bulwersujące i to właśnie przede wszystkim z powodów moralnych. W trakcie rozmów wtorkowych o poszerzeniu koalicji rządowej - zaproszono właśnie Konfederację do tych rozmów - minister spraw wewnętrznych poprosił członka władz najwyższych KPN, członka delegacji, która prowadziła te rozmowy, i na osobności poinformował go, iż przywódca Konfederacji jest agentem Służby Bezpieczeństwa, wywierając w ten sposób presję na przebieg rozmów. (Głos z sali: To jest prawda.) Chcę również poinformować, że dzisiaj udostępniono mnie oraz posłowi Michałowi Janiszewskiemu wszystkie te dokumenty, które miały rzekomo świadczyć o współpracy Leszka Moczulskiego ze Służbą Bezpieczeństwa - 600 stron maszynopisu i rękopisu - w siedzibie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i chcę powiedzieć, iż nie ma tam niczego, co by w najmniejszym stopniu dawało podstawę do twierdzenia, że Leszek Moczulski był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Panowie z rządu, mieliście pełną świadomość tego faktu i jest rzeczą obrzydliwą moralnie, iż podejmowaliście przez ostatnich kilkadziesiąt godzin próby wyłączenia przewodniczącego KPN z życia politycznego, uzyskania głosów KPN poprzez zmianę władz statutowych, że robiliście rzeczy nie tylko politycznie obrzydliwe, ale moralnie niegodziwe.(Głos z sali: Hańba.) I z tych powodów, mimo iż przecież reprezentujecie centroprawicę, formację nam zbliżoną... (Wesołość na sali) Tak, taka jest prawda. Jeszcze dzisiaj do godziny 20 czułem na pewno większą przyjaźń do was, niźli do tamtej strony sali, ale po tym, co zobaczyłem... (Wesołość na sali) Ale po tym, co zobaczyłem, (Oklaski) muszę powiedzieć, iż komuniści w stanie wojennym nie posuwali się do tak obrzydliwych metod, do jakich się tutaj posunięto. (Oklaski) (Głos z sali: To jest skandal.)

W związku z tym Klub Parlamentarny Konfederacji Polski Niepodległej będzie głosował za dymisją rządu, za odwołaniem premiera i za tym, aby pociągnąć do odpowiedzialności karnej i cywilnej w stosownym trybie osoby odpowiedzialne za taką manipulację, gdzie piękną ideę rozliczenia przeszłości współpracowników SB użyto do celów koniunkturalnych. Mamy tylko nadzieję, że ta sprawa nie została przez was zaprzepaszczona i będzie sensownie dokończona. (Długotrwałe oklaski)


http://orka2.sejm.gov.pl/Debata1.nsf/d4f9d5c35cf7b761c12574c6004133f1/37310d065ba95b7ec125750700452d56?OpenDocument

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Pią Sty 27, 2012 9:43 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W wyborach parlamentarnych 1993 roku Karwowski nie został wybrany posłem. O okresie 1993-1996 pisze krótko tak:

Cytat:
Dla mnie był to okres, w którym zająłem się działalnością partyjną i wydawniczą.


Więcej pisze o tym Bogusław Mazur we Wprost, cytując słowa anonimowego niestety działacza KPN charakteryzujące Karwowskiego:

Cytat:
- Nie miał głowy do tworzenia programów i koncepcji, lecz był bardzo użyteczny jako energiczny organizator - wspomina jeden z działaczy KPN. - Dostał się do Sejmu I kadencji z naszej listy, wyróżniał się w zwalczaniu rządu Hanny Suchockiej. Po tym jednak, jak w 1993 r. spowodował wypadek samochodowy, mając 2,6 promila alkoholu we krwi, został zawieszony w prawach członka.


http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?p=10217#10217

Szkoda, że Karwowski nie rozwinął tego wątku w książce. Czy w związku z jego jazdą na podwójnym gazie i spowodowaniem wypadku drogowego doszło do procesu sądowego? Jak był wyrok? W jakich okolicznościach odwieszono go w prawach członkowskich i na czyj wniosek? Bez wyjaśnień samego zainteresowanego skazani jesteśmy na domysły.

Z tą aktywnością Karwowskiego w Sejmie przy zwalczaniu rządu Suchockiej, to we Wprost chyba przesadzono. Ja jakiejś jego szczególnej aktywności nie pamiętam. Karwowski zresztą w ogóle nie był wtedy w Sejmie aktywny i przez półtora roku tylko raz zabrał głos na posiedzeniu plenarnym. Było to 5 marca 1993 roku - http://orka2.sejm.gov.pl/Debata1.nsf/idWWW?OpenView&RestricttoCategory=153

Pod tym względem Karwowski przypominał swego ówczesnego politycznego mentora - Adama Słomkę, który w analogicznym okresie przejawiał w Sejmie aktywność zaledwie cztery razy: 25 kwietnia, 6 czerwca (cytowane już wystąpienie w debacie nad odwołaniem rządu Olszewskiego), 4 lipca oraz 17 grudnia 1982 roku.
http://orka2.sejm.gov.pl/Debata1.nsf/idWWW?OpenView&RestricttoCategory=344

Słomka nie był też przesadnie aktywny w komisji Kultury i Środków Przekazu (której został szefem w 1991 roku). W rezultacie w upokarzających okolicznościach pozbawiono go przewodniczenia tej komisji.

W tym kontekście można postawić hipotezę, że przyczyną niechęci Słomki i jego ludzi, do tego, aby KPN wchodziła do koalicji rządowej w 1992 roku były obawy przed własną marginalizacją w partii i świadomość własnej niekompetencji. Dopiero kolejne lata, doświadczenia rządów postkomunistycznych w okresie 1993-1997, a także kadry, którymi dysponowała AWS przed wyborami w 1997, ośmieliły Słomkę i pozwoliły mu bez kompleksów aspirować do funkcji rządowych. Niestety aspiracjom tym nie towarzyszył własny rozwój i praca nad sobą. To, co Adamowi zawsze najlepiej się udawało, to był zadymy. On i jego zaprawieni w boju ludzie brali np. udział w burdzie, do jakiej doszło przed budynkiem Rady Ministrów 26 maja 1995 roku w Warszawie. Czy nie było tam też Karwowskiego? - W jego wspomnieniach nie ma o tym ani słowa. Słomka opowiadał o tych wydarzeniach w Sejmie w sposób następujący:

Cytat:
Kluczową sprawą w kwestii wydarzeń pod Urzędem Rady Ministrów jest oczywiście to, kto dopuścił się prowokacji: czy to tłum sprowokował funkcjonariuszy do użycia pałek i armatek wodnych, czy też funkcjonariusze jednostek prewencji zaatakowali demonstrantów? Czy demonstracja zaczęła prowadzić działania niezgodne z prawem i było zagrożenie Urzędu Rady Ministrów (że demonstranci będą go okupować), czy też mamy do czynienia z prowokacją?

Pan minister powiedział, że nie dość, że demonstranci przerwali kordony policji, to już było bezpośrednio zagrożenie drzwi Urzędu Rady Ministrów. Otóż tak się składa, że akurat staliśmy po lewej stronie demonstracji, patrząc na fronton Urzędu Rady Ministrów, byliśmy po tej stronie, po której nastąpiła szarża samochodów-sikawek, byliśmy bardzo blisko wejścia, obserwowaliśmy wejście do Urzędu Rady Ministrów: nigdy demonstranci nie podeszli tam na odległość mniejszą niż ok. 20-25 m. W żadnym momencie wejście do Urzędu Rady Ministrów nie było zagrożone. Faktem jest, że były przepychanki z funkcjonariuszami policji, używano petard hukowych, rzucano zapalonymi gazetami, wznoszono różne okrzyki, w tym obraźliwe, to prawda.

Działo się tam bardzo dużo różnych rzeczy, jak w każdej takiej dużej demonstracji, ludzie byli bardzo rozognieni. Myślę, że dzisiejsza demonstracja była zdecydowanie spokojniejsza w formach od demonstracji, którą sam ˝Ursus˝ przeprowadził kilka dni temu, o której słyszeliśmy, którą widzieliśmy w telewizji. Każdy, kto oglądał wcześniej fronton Urzędu Rady Ministrów, to wie.

Otóż ta demonstracja dzisiaj była zdecydowanie bardziej spokojna. Ja akurat znalazłem się w tym szeregu, który był najbliżej miejsca ataku funkcjonariuszy oddziałów prewencji, i muszę powiedzieć, że atak był niespodziewany i bardzo brutalny. Funkcjonariusze byli bardzo emocjonalnie zaangażowani, padały wręcz wypowiedzi - my, posłowie KPN, znaleźliśmy się dosyć szybko w środku tych funkcjonariuszy z oddziałów prewencji - otóż padały tam po prostu wypowiedzi w stylu: trzeba im dopieprzyć itd. Nastrój był bardzo bojowy, z obu stron, i moim zdaniem, jeżeli idzie o fakty - bo tutaj suche fakty trzeba będzie rozpatrzyć, na pewno pan minister udostępni dokumenty, trzeba będzie wysłuchać relacji świadków, są nagrania telewizyjne - wypowiedź pana ministra w tym punkcie mija się zasadniczo z prawdą. Jest to kwestia kluczowa: Czy należało użyć oddziałów prewencji, użyć przymusu bezpośredniego?

Druga sprawa to późniejsze zachowanie się oddziałów prewencji - różnych zresztą oddziałów, bo tam mieliśmy do czynienia z wieloma różnymi jednostkami Ministerstwa Spraw Wewnętrznych - wobec demonstrantów i posłów. O zachowaniu się funkcjonariuszy wobec demonstrantów mówił przed chwilą przewodniczący Moczulski, ja zaś chciałem powiedzieć dwa słowa o zachowaniu się wobec mnie osobiście. W momencie kiedy oddziały prewencji natarły, wyjąłem legitymację i każdemu z funkcjonariuszy, który się do mnie zbliżał, przedstawiałem się, pokazując legitymację. I muszę powiedzieć, że w pierwszym momencie funkcjonariusze mundurowi zachowywali się bardzo przyzwoicie i kulturalnie, ponieważ nas posłów po prostu obeszli; nas było zaledwie sześciu czy siedmiu, więc nie było żadnym problemem nas obejść. Rzucili się za uciekającymi ludźmi, a my się zatrzymaliśmy. Właściwie przez to, żeśmy stali, zatrzymaliśmy dalszą szarżę sikawek... tak, dokładnie rękami żeśmy zatrzymali te sikawki. Dokładnie w ten sposób. Może ktoś oglądał filmy o rewolucji w Manili... tak mi się od razu skojarzyła taka scena, jak ludzie gołymi rękami zatrzymywali pojazdy opancerzone i to tak troszeczkę podobnie wyglądało. Myśmy po prostu stanęli i ta szarża się zatrzymała przed nami, no dosłownie parę centymetrów przed nami. I w tym momencie wkroczyły do akcji dwa rodzaje oddziałów przeciwko posłom. Wkroczyła kompania pod dowództwem chorążego Pietkiewicza. Był to jedyny funkcjonariusz oddziałów prewencji, który nam się przedstawił, bo wszyscy odmawiali podania imienia, nazwiska, przydziału służbowego - co jest w ogóle skandaliczne, ponieważ jest ich podstawowym obowiązkiem pokazanie swoich identyfikatorów albo legitymacji. Z kompanią tego chorążego byliśmy w styku. Ludzie z tej kompanii zachowywali się coraz bardziej agresywnie wobec nas. Doszło do sytuacji takiej, że wyrywali niektórym naszym posłom - będą o tym mówić - legitymacje z ręki, rzucali je na ziemię, deptali, wykręcali nam ręce, dusili nas. Mnie osobiście wykręcono ręce, rzucono na trawnik, mam rozdartą marynarkę - już to pokazywałem. Później do akcji wkroczyli funkcjonariusze ubrani po cywilnemu. Na tym filmie zresztą, gdzie jest sprawa posła Popendy, taka scena jest nakręcona. Mnie też w pewnym momencie ˝obsiadło˝ około 8 funkcjonariuszy po cywilnemu, którzy próbowali mnie wyrzucić do parku. Na szczęście, dzięki solidarnej postawie innych posłów KPN, to się im nie udało. Chciałbym jeszcze podać jedną informację: nazwisko oficera służby bezpieczeństwa, który miał krótkofalówkę i który z nami się kontaktował - bo tu przewodniczący nie podał tego nazwiska - był to pan Krakowiak. To jedna z trzech osób, których nazwiska znamy.

http://orka2.sejm.gov.pl/Debata2.nsf/5c30b337b5bc240ec125746d0030d0fc/3d1d2a890f98c099c12574eb00318d12?OpenDocument

W 1995 roku były wybory prezydenckie. Z pewnym zaskoczeniem czytam w książce Karwowskiego następującą informację:

Cytat:
Przygotowując się do wyborów prezydenckich w 1995 roku praktycznie wymusiliśmy na Leszku Moczulskim decyzję kandydowania na urząd, choć później, po jego rejestracji i przy sondażach poparcia rzędu 4-5procent na kilka dni przed pierwszą turą Moczulski wycofał się z kandydowania. Widząc zapewne realność zwycięstwa kandydata SLD, czyli Aleksandra Kwaśniewskiego, zrezygnował z kandydowania i poparł w drugiej turze Lecha Wałęsę. Zresztą jego ówczesne decyzje nie były do końca zrozumiałe wewnątrz KPN i potęgowały frustrację oraz kryzys w Konfederacji.


Zawsze byłem przekonany, że to Leszkowi Moczulskiemu zależało na udziale w wyborach prezydenckich w 1995 roku, co w ówczesnych realiach uważałem za błąd (zwłaszcza po gorszących przepychankach w Konwencie św. Katarzyny). Gdy teraz dowiaduję się, że to ludzie Słomki namówili Przewodniczącego do kandydowania, sprawa wydaje mi się bardziej zrozumiała. Startując w tych wyborach a następnie wycofując się w ostatniej chwili Przewodniczący osłabił swój autorytet zarówno w oczach opinii publicznej, jak i wewnątrz partii. A było to kluczowe, gdyż zbliżały się wybory parlamentarne w 1997 roku...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Pią Sty 27, 2012 7:23 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

KPN przechodził w swej kilkunastoletniej historii cztery duże rozłamy.

Pierwszy - w 1984 roku, gdy z partii odeszli m.in.: Szeremietiew, Stański, Jandziszak, Goławscy. Założyli wtedy PPN - Polska Partię Niepodległościową, która nie odegrała większej roli.

Z Wikipedii:
Cytat:
Po utworzeniu rządu Jana Olszewskiego działacze PPN trafili do administracji państwowej (prezes PPN został wiceministrem, a następnie ministrem obrony narodowej). Po odwołaniu rządu w czerwcu 1992 roku PPN zbliżyła się do środowiska politycznego byłego premiera i weszła w skład nowo powołanej przez Olszewskiego partii Ruch dla Rzeczypospolitej.


***

Drugi rozłam w KPN miał miejsce w roku 1990, gdy z partii odeszła grupa osób, którzy założyli KPN - Frakcję Demokratyczną i opowiedzieli się przy Lechu Wałęsie. Byli to m.in. Jerzy i Stanisława Korolkiewicze z Białegostoku, Stanisław Mazurkiewicz i Wojciech Gawkowski z Warszawy i Ryszard Bocian z Krakowa.

Marek Usidus w "Rzeczpospolitej" tak przedstawia tło tego rozłamu
Cytat:
Część działaczy nie wytrzymała. Byli oni dodatkowo zdegustowani brakiem realizmu Moczulskiego w ocenie swoich szans w wyborach prezydenckich 1990 r. Tzw. KPN-Frakcja Demokratyczna kontestowała od sierpnia 90 r. autorytarne metody sprawowania władzy w partii.

http://www.polonus.mojeforum.net/temat-vt720.html

Innymi słowy zakwestionowano przywództwo Leszka Moczulskiego.

Jak podaje Wikipedia w 1991 roku KPN - Frakcja Demokratyczna weszła w skład Koalicji Republikańskiej. Jej założycielem był Michał Wojtczak (poseł do Sejmu kontraktowego, w rządzie Tadeusza Mazowieckiego był wiceministrem rolnictwa a następnie wiceministrem przemysłu, w trakcie kadencji przeszedł do Klubu Parlamentarnego "Unia Demokratyczna") a jednym z jej liderów - Maciej Płażyński. W wyborach do Sejmu I kadencji Koalicja Republikańska wystawiła cztery listy okręgowe, uzyskując od 0,6% do 2,9% głosów i nie uzyskała żadnego mandatu w parlamencie. Z list Koalicji Republikańskiej startowali m.in. Franciszka Cegielska, Jacek Karnowski, Arkadiusz Rybicki, Jarosław Sellin, Andrzej Sikora, Ryszard Terlecki. Pod koniec 1992 ugrupowanie przystąpiło do nowo powstałej Partii Konserwatywnej, na której czele stał Aleksander Hall. Żadna z wymienionych w tym akapicie osób nie była nigdy członkiem KPN.

***

Kolejny rozłam miał miejsce w roku 1994. Z KPN odeszła (czy też raczej została usunięta) grupa na czele z Piotrem Aszykiem, Zbigniewem Frostem i Leszkiem Smykowskim.

Marek Usidus w niechętnym wobec KPN tekście w Rzeczpospolitej w następujący sposób opisuje przyczyny i przebieg tego rozłamu.

Cytat:
Zaczęło się od tego, że we wrześniu 1993 roku KPN wprowadziła do Sejmu tylko 22 posłów, co jeśli wziąć ponad 50-osobowy klub w poprzedniej kadencji i rozbudzone apetyty kampanijne, musiało sprawić konfederatom zawód (...).

Tymczasem z Konfederacji "wyeliminowali się", i to z własnej woli, jej ekonomiczni eksperci: prof. Stefan Kurowski, Janusz Szewczak i Adam Sandauer. Zarzucali władzom partii, zwłaszcza wiceliderowi Krzysztofowi Królowi, brak zrozumienia stworzonego przez nich programu. Źle oceniali kampanię wyborczą.

Król upatrywał przyczyn odejścia ekspertów w tym, że nie uzyskali mandatów poselskich i senatorskich.

Potem nadszedł czas rozstań z posłami. Pierwszy był Tadeusz Gąsienica-Łuszczek, który nie chcąc się pogodzić ze stawianym przez KPN wymogiem utrzymywania z pieniędzy otrzymywanych z Kancelarii Sejmu kilku biur poselskich, poza swoim macierzystym okręgiem, opuścił konfederacką brać.

Następnym, który nie wytrzymał, był Robert Kościelny z Krakowa. Dołączył do pożegnania słowa krytyki za brak skuteczności i roszczeniową postawę prosocjalistyczną. Z krytyką polityczną na ustach odszedł również poseł z Piotrkowa Trybunalskiego Jan Skrobisz. Po nim był jeszcze Andrzej Czajka z Krosna.

Prawdziwy kryzys w Konfederacji zaczął się jednak po wyborach samorządowych w czerwcu [1994 roku - ML], których nie może ona zaliczyć z pewnością do sukcesów. - Opozycja wewnątrzpartyjna istniała już dużo wcześniej, ale nie chcieliśmy wychodzić z krytyką na zewnątrz przed wyborami - wyjaśnia Piotr Aszyk, były poseł KPN z Gdańska, jeden z liderów grupy rozłamowej.

Mimo że Moczulski, Król i Słomka nadal twierdzili, iż chodzi głównie o pieniądze, a dokładnie o niechęć do przekazywania ich do wspólnej kasy, krytyka, z którą wystąpili buntownicy, miała silny oddźwięk polityczny. Tym razem zresztą posłuszeństwo wypowiedzieli nie szeregowcy, a oficerowie - Zbigniew Frost, szef okręgu gdańskiego partii [Frost był posłem na Sejm I kadencji, w 1993 roku nie dostał się do parlamentu - ML], Piotr Aszyk [poseł z Gdańska - ML], odpowiedzialny za sprawy organizacyjne Konfederacji oraz poseł Leszek Smykowski ze Szczecina.

Zaczęło się od krytycznych wypowiedzi gdańskich konfederatów z Frostem na czele. W jego obronie, przeciwko dyktatorskim metodom Moczulskiego, za zmianą polityki partii na bardziej czytelną, wypowiedzieli się Aszyk, Smykowski i szef okręgu szczecińskiego Maciej Kopeć. Rebelianci zaczęli zbierać podpisy pod wnioskiem o zwołanie nadzwyczajnego zjazdu partii, który miałby przeprowadzić zmiany.

Władze po kolei, według starszeństwa usunęły ich z partii. Bagatelizowały ich znaczenie. Leszek Moczulski nazwał ich "frustratami cierpiącymi z powodu niepowodzenia w wyborach".

Ferment rozszerzył się po koszalińskim, słupskim i gorzowskim okręgu partii. Powołano do życia Frakcję Reformatorską w KPN. Twierdziła, że zebrała liczbę podpisów wymaganą, by zwołać kongres. Kierownictwo KPN zaprzeczyło.

Powyższe przepychanki są jednak Wersalem w porównaniu z kongresem frakcji 26 listopada [1994 roku - ML], kiedy w ścieraniu się poglądów wzięły udział noże i pistolety. Rozłamowcy postanowili ostatecznie opuścić Konfederację i powołać nową formację polityczną.

http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=1496

Wydarzenia na kongresie Frakcji Reformatorskiej w następujący sposób opisał Leszek Smykowski na posiedzeniu Sejmu 2 grudnia 1994 roku:

Cytat:
Sprawa ta ma niejako dwa aspekty: pierwszy - związany z przebiegiem Nadzwyczajnego Kongresu Frakcji Reformatorskiej KPN, której wraz z posłami Aszykiem, Czajką, Kościelnym jesteśmy członkami; drugi wiąże się z włamaniem do mego biura poselskiego w Szczecinie. Dzisiaj otrzymałem informację o tym, że włamano się również do mego biura w Koszalinie. W związku z tym, że wydarzenia te mają ścisły związek z działalnością posłów Klubu Parlamentarnego Konfederacji Polski Niepodległej, z tego miejsca chciałbym wyrazić dezaprobatę dla brutalnych, nie licujących z godnością parlamentarzysty działań niektórych posłów Klubu Parlamentarnego KPN.

Zaiste dziwnym sposobem prowadzenia dyskusji jest korzystanie z pomocy bojówki partyjnej, z noży, kastetów i kamieni, napadanie na spokojnie obradujących delegatów, którzy zjechali z całego kraju. Zaiste dziwne jest to, że partia mieniąca się ugrupowaniem parlamentarnym, partia, która zawsze podkreślała, że jest w pierwszej lidze politycznej, sięga do tak niskich i niecnych chwytów. Gdyby to wszystko dotyczyło tylko nas, gdyby to dotyczyło tylko posła Roberta Kościelnego, który w całym tym zamieszaniu połamał nogi, to sprawa byłaby prosta. Niestety, taki sposób działania naraża nas wszystkich, parlamentarzystów, na to, że reakcją na to będzie pusty śmiech, coraz większa dezaprobata, że wzbudzi to nieufność do polityków w Polsce.

Jeżeli chcemy rzeczywiście budować państwo prawa, państwo, w którym nie ma równych i równiejszych, państwo, w którym dysputy polityczne prowadzi się, wykorzystując rzeczowe i merytoryczne argumenty, a nie za pomocą uderzeń pięścią w zęby, to prosiłbym, byście państwo w sposób jasny i zdecydowany dali odpór właśnie takim działaniom.

Jako że wszyscy czterej jesteśmy posłami, wystosowaliśmy do Prezydium Sejmu pismo i oczekujemy radykalnych działań przeciwko takiemu stylowi uprawiania polityki w parlamencie i poza nim.

http://orka2.sejm.gov.pl/Debata2.nsf/118b9e577f3fceeac125746d0030d0fa/ee18932f97612acbc12574e800434e03?OpenDocument

Niestety Smykowski nie podaje, którzy posłowie KPN użyli przemocy, w celu rozbicia kongresu Frakcji Reformatorskiej. Jesteśmy więc skazani na domysły, chyba, że ktoś z uczestników tych wydarzeń zdecyduje się o tym opowiedzieć. Niestety, nic nie pisze też na ten temat Karwowski, który jako prawa ręka Słomki, z pewnością w jakiś sposób w tych wszystkich wydarzeniach uczestniczył. Zwłaszcza, że frakcja Słomki w KPN była - jak się zdaje głównym przeciwnikiem Frakcji Reformatorskiej, co sugeruje następujący fragment cytowanego wyżej tekstu Marka Usidusa:

Cytat:
Zdaniem dawnych frakcjonistów [posłowie Aszyk i Smykowski oraz Zbigniew Frost - ML] , jedną z głównych przyczyn lewicowego odchyłu KPN to zbyt silny wpływ w partii okręgów górnośląskich. - Wiadomo, że w każdej partii reprezentanci tego robotniczego regionu są zdecydowanie bardziej radykalni niż gdzie indziej, ale w Konfederacji Śląsk osiągnął już pułap lewactwa - twierdzi Aszyk.


Niewiele wiemy o dalszych losach nowej partii. Władysław Borowiec podaje krótką informację:
Cytat:
Ostatecznie grupa ta wyszła z KPN i utworzyła nowe ugrupowania pod nazwą KPN „Prawica Polska”.


W Sieci brak jakichkolwiek informacji o tej partii, co dowodzi, że podzieliła ona los PPN oraz KPN-FD - odeszła w niebyt polityczny i to jeszcze szybciej, niż jej "poprzedniczki". Wikipedia podaje, że Aszyk zrezygnował z działalności politycznej w 1997 roku. Z nieznanych powodów Aszyk nie wszedł do koła poselskiego założonego przez Leszka Smykowskiego albo tez może wszedł, ale szybko z niego wystąpił. Parlamentarna reprezentacja wymienionej wyżej partii przetrwała kwartał. Filip Frydrykiewicz w "Rzeczpospolitej":

Cytat:
W grudniu 1994 r. KPN opuściła grupka Leszka Smykowskiego. Założone przez nich Koło Prawica Polska przetrwało trzy miesiące. Smykowski, Robert Kościelny i Andrzej Czajka przeszli potem do BBWR. Czwarty ich towarzysz, Andrzej Gąsienica-Łuszczek, wrócił na pozycję nie zrzeszonego.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Nie Sty 29, 2012 3:31 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Karwowski opisując w książce przyczyny czwartego rozłamu w KPN (tego w roku 1996) wymienia praktycznie tylko kwestie personalne i dwa nazwiska: Krzysztofa Króla oraz Adama Słomki.

Cytat:
Przejdę teraz do opisu rodzącego się konfliktu w KPN (...). Należy rozpocząć od… Krzysztofa Króla. Nigdy nie był osobą lubianą wewnątrz Konfederacji. Raz, że z „Warszawki”, niemal salonowiec, dwa, że łączył go personalny układ zięć-teść z Moczulskim (...). Po trzecie wreszcie Król wyraźnie nie pasował do naszej, rewolucyjnej, niepodległościowej i bardzo narodowej (jednak) partii. Był jakby z innej bajki – taki delikatny, inteligencik... Zresztą wcześniej miał „flirt” z KOR. Był jednak bardzo dobrym planistą i, należy to przyznać, jako sztabowiec doskonałym uzupełnieniem Moczulskiego. Jednak nie miał w sobie tej pasji i ognia działaczy Konfederacji. Był na pewno przeciwieństwem osobowości i temperamentu Moczulskiego czy Słomki.
(...)
I Krzysztof Król właśnie stał się dobrym pretekstem dla Adama Słomki, aby organizować opozycję wewnątrz KPN. Używał go jako straszaka, wieszcząc, że po odejściu Moczulskiego z funkcji przewodniczącego do rządu lub z innych powodów (choćby wiek), zastąpi go Krzysiek, wówczas też wiceprzewodniczący. Straszak był o tyle dobry, że Król, zdaniem większości działaczy, absolutnie nie nadawał się do tej roli. Słomka sam już wtedy stawał się wręcz chorobliwie ambitny i to swoje dążenie polityczne do objęcia funkcji szefa partii, przeniósł na cały KPN. Generując tym samym destrukcję w organizacji.

Sam zaś „zamknął się”praktycznie w swoim domku wypoczynkowym w Brennej, i odcięty od świata, zajęty jednym pomysłem (in spe – przewodniczeniem KPN), przestał interesować się bieżącą sytuacją polityczną. Rzadko pojawiał się w Katowicach w swoim biurze poselskim i w siedzibie partii. Zaczął się opuszczać się nawet w pracy parlamentarnej, a był przecież przewodniczącym arcyważnej komisji ds. środków masowego przekazu. Nota bene z powodu wręcz chronicznej nieobecności, został z szefa tej komisji odwołany. Nie bardzo wiedzieliśmy, co się dzieje, bowiem Adam skupił się głównie na walce z Królem, nieco początkowo kamuflowanej, a potem już przygotowywał się do batalii z samym Moczulskim. Nie wiedzieliśmy przecież, że Król miał być tylko etapem na jego drodze do próby zastąpienia Moczulskiego. Król zaś, zdając sobie sprawę z tego, że coraz bardziej staje się ogniskową konfliktu w walce o przywództwo w KPN, starał się jak mógł, aby to się zmieniło. Zaczął łagodzić nastroje, podczas gdy Słomka podkręcał je.

Byłem uważany za „prawą rękę” Słomki (...) Ten natomiast w latach 1993-95 całkowicie klinczował pracę naszych najwyższych ciał statutowych. Siedzieliśmy bowiem godzinami na posiedzeniach Rady Politycznej bez jakichkolwiek decyzji. Nawet w sprawach błahych, takich jak obsada personalna jakiegoś biura organizacyjnego, nie można było dojść do ładu i składu. Eskalując wciąż konflikty Słomka doprowadził w końcu do tajnych głosowań nad niemal każdą sprawą, aby udowodnić Moczulskiemu, że ma większość we władzach. Dochodziło wręcz do komicznych sytuacji, gdy Moczulski poddając jakiś wniosek pod głosowanie, nawet jawne, miał jedynie poparcie swoje i Króla.
(...)
Adam w niedostrzegalny dla nas sposób w ciągu dwóch lat, pracował nad upadkiem autorytetu Moczulskiego wewnątrz Rady Politycznej.


Wydaje się, że przyczyn ówczesnego kryzysu wewnątrz KPN nie da się sprowadzić tylko do spraw personalnych (choć jak się zdaje, to one odegrały decydującą rolę). Przyczyn tych było więcej.

Względy finansowe, o których była już mowa wcześniej, z pewnością odgrywały istotną rolę. W latach 1991-1993 KPN miała w parlamencie ponad 50 posłów i senatorów, w wyborach w roku 1993 uzyskała mniej niż połowę tej liczby przedstawicieli (dokładnie - 22). Pieniędzy było więc też co najmniej o połowę mniej. W tym czasie partie nie miały dotacji z budżetu, a więc działalność partyjna była finansowana z części dochodów, które przypadały posłom. A pensje poselskie były wówczas niższe niż dzisiaj. Poza tym KPN miała długi związane z nieudana próbą działalności prasowej.

Marek Usidus:
Cytat:
Jednymi z poważniejszych wrogów Konfederacji Polski Niepodległej są komornicy. Prasa pisała o tym, jak chcący wegzekwować od partii należności przedstawiciel tej profesji natknął się w siedzibie partii na biurka zajęte już przez swojego kolegę po fachu.

KPN próbowała wydawać w 1991 r. tygodnik "Razem". Została wtedy z długiem ponad 550 mln starych złotych. Dostała wyrok, nakaz zapłaty. Przysłała do drukarni pismo, w którym rozbraja wyznaniem, że "nie mają żadnych cennych rzeczy". Zrezygnowano z komornika, bo to podniosłoby koszty, a efekt byłby żaden. Zresztą należności za sam tytuł "Razem" domaga się Komisja Likwidacyjna. Razem roszczenia Komisji sięgają 400 tys. nowych złotych.

Według Piotra Aszyka dochodzą do tego rosnące długi z tytułu zaległości w czynszach, rachunkach za telefon itd. Trudno oprzeć się wrażeniu, że dziury w konfederackich skarpetkach wyróżniają się nawet na tle niebogatej sceny politycznej.


Z drugiej strony inne partie prawicowe (PC, ZChN, ROP, RdR i inne) oraz "Solidarność" w ogóle nie miały reprezentacji w Sejmie. Wynik KPN dawał jej komfort - zgodnie z ordynacją w kolejnych wyborach nie musiała zbierać podpisów w okręgach, aby wystawić własne listy w całym kraju. Strategia, która przyjął Moczulski, zaciskania pasa i czekania na kompromitację rządzących w latach 1993 -1997 ugrupowań wywodzących się z PRL, wydawała się racjonalna. Nie wszyscy byli jednak skłonni do wyrzeczeń...

Tym bardziej, że były rozbudzone przed wyborami w 1993 roku nadzieje na udział we władzy. Wszak w latach 1991 - 1993 wszystkie ugrupowania wywodzące się z "Solidarności" miały udział w rządzeniu (z czym wiążą się stanowiska dla zainteresowanych i ich krewnych oraz znajomych a także profity materialne), jedynie KPN przez cały ten czas pozostawała w opozycji. Perspektywa kolejnych chudych lat nie była dla wielu osób zachęcająca. Partia TKM (Teraz, Kurwa, MY - określenie Jarosława Kaczyńskiego, odnoszące się do AWS) była po 1989 roku najsilniejszą na polskiej scenie politycznej.

W moim przekonaniu należy do tego dodać jeszcze zakulisowe działania tajnych służb, o których to działaniach mamy jedynie szczątkową wiedzę. Nie ujawniono, niestety, zawartości szafy Lesiaka, nieoficjalnie jednak osoby, które znają jej zawartość, twierdziły, że były tam obszerne materiały nt. działań dezintegracyjnych UOP (a także WSI!) wobec KPN.

Cytat:
"Piotr Niemczyk, były zastępca dyrektora zarządu wywiadu przyznał, że po wyborach w 1991 roku brał udział w posiedzeniach nieformalnego zespołu, którego zadaniem było "przewidywanie możliwych konfiguracji politycznych mogących stworzyć rząd." W skład zespołu wchodzili: Piotr Niemczyk, Jerzy Konieczny, Konstanty Miodowicz i ... Jan Lesiak. Wszyscy spotykali sie codziennie w gabinecie Milczanowskiego i wysłuchiwali referatów. Ulubionym tematem Lesiaka był KPN - Tak się cieszą z wejścia do parlamentu, że ciągle balują - mówił pułkownik UOP na spotkaniach zespołu."

Leszek Kraskowski Dziennik z 18.10.2006.

Z Wikipedii:

Cytat:
20 września 2006 rozpoczął się proces Lesiaka, oskarżonego o przekroczenie w latach 1991-1997 uprawnień, m.in. przez stosowanie technik operacyjnych i źródeł osobowych wobec legalnie działających partii politycznych, za co groziło mu do 3 lat więzienia. Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył postępowanie ze względu na przedawnienie karalności czynu. Uznał zarazem, że Lesiak złamał prawo, przekraczając swoje uprawnienia, dezintegrując legalnie działające partie polityczne


Kto wśród w środowisku KPN był agentem UOP czy WSI - nie wiemy i wszelkie spekulacje na ten temat prowadza nas na manowce. Nie można jednak udawać, że takich agentów nie było.

Oprócz tajnych służb działających zapewne z ramienia partii rządzących w tym czasie Polską (SLD-UP-PSL) należy brać uwagę inne jeszcze siły zewnętrzne względem KPN, zainteresowane jej rozpadem i marginalizacją. Mam na myśli tworzący się do 1996 roku blok wyborczy kilkudziesięciu (sic!) środowisk. KPN była drugą po Solidarności siłą w AWS, stąd marginalizacja KPN była na rękę wielu osobom w Akcji Wyborczej Solidarność. Kariera, jaką robił w AWS (do pewnego momentu) Adam Słomka zdaje się wskazywać, że kierownictwo Akcji przychylnie patrzyło na jego rozłamowe działania wewnątrz Konfederacji i je nagradzało. Do czasu. Potem okazało się, że "Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść".

Należy też zauważyć, że istotną rolę w rozbiciu KPN odegrały sądy i Państwowa Komisja Wyborcza. Nie jest to zarzut działania sędziów czy członków PKW na polityczne zamówienie (nie ma na to jakichkolwiek dowodów). Jest to stwierdzenie faktów - pierwotne orzeczenie sądu rejestrowego w sprawie osób uprawnionych do reprezentowania KPN zachęciło grupę Słomki do próby przejęcia warszawskiej siedziby KPN, zaś wykładnia prawa przyjęta nieoczekiwanie przez PKW przed wyborami w 1997 roku uniemożliwiła KPN wystawienie własnych list wyborczych w tych wyborach, co w połączeniu z innymi działaniami doprowadziło do tego, że KPN znalazła się w praktyce poza Sejmem III kadencji.

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Nie Sty 29, 2012 9:39 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Czwarty rozłam w KPN różnił się od poprzednich tym, że był szczególnie brutalny oraz tym, że rozłamowcy nie chcieli z partii odejść, ale chcieli ją przejąć.

Początek tych dramatycznych i gorszących wydarzeń Karwowski opisuje w sposób następujący:

Cytat:
W końcu Moczulski nie wytrzymał i korzystając z przysługujących mu szerokich uprawnień statutowych, zawiesił Słomkę w prawach członka KPN. Choć po drodze był jeszcze w lutym 1995 roku tzw. Kongres Pojednawczy [chodzi chyba o rok 1996, zob dalej - ML] i wybory prezydenckie, kiedy Moczulski czynił wyraźne ustępstwa na rzecz Słomki. Ten z kolei nazywał całe to zamieszanie demokratyzacją KPN, co zresztą zjednywało mu stronników.


To jest duży skrót. Rozłam w KPN rozpoczynał się w warunkach ostrej polaryzacji, towarzyszącej wyborom prezydenckim w 1995 roku. Borowiec opisuje te wydarzenia bardziej szczegółowo w swoim kalendarium.

Cytat:
20 maja 1995 roku – W Warszawie obradował V Kongres Konfederacji Polski Niepodległej. Leszek Moczulski został jednogłośnie wybrany kandydatem KPN na prezydenta RP. KPN przystąpiła do Konwentu św. Katarzyny.

30 czerwca 1995 roku – Uczestnicy spotkania Konwentu św. Katarzyny nie wyłonili wspólnego kandydata na prezydenta RP.

19 lipca 1995 roku – Nieporozumienie w Konwencie św. Katarzyny; wydane zostały dwa sprzeczne komunikaty. Jeden stwierdzał, że kandydatem na prezydenta jest Hanna Gronkiewicz-Waltz, drugi, że kandydatem jest Jan Olszewski.

26 lipca 1995 roku – Z inicjatywy kierownictwa KPN powstał Obóz Patriotyczny, skupiający małe organizacje społeczne.

25 września 1995 roku – Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała 18 kandydatów na prezydenta RP, byli to: Leszek Bubel, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Lech Kaczyński, Janusz Korwin-Mikke, Tadeusz Koźluk, Aleksander Kwaśniewski, Jacek Kuroń, Andrzej Lepper, Marek Markiewicz, Leszek Moczulski, Jan Olszewski, Waldemar Pawlak, Bogdan Pawłowski, Jan Pietrzak, Kazimierz Piotrowicz, Bolesław Tejkowski, Lech Wałęsa i Tadeusz Zieliński.

29 października 1995 roku – W Warszawie odbyła się druga tura V Kongresy Konfederacji Polski Niepodległej. Podczas tego Kongresy uwidoczniła się różnica pomiędzy zwolennikami Leszka Moczulskiego a śląską grupą z Adamem Słomką na czele.

30 października 1995 roku – Leszek Moczulski na konferencji prasowej w Krakowie poinformował dziennikarzy, że wycofuje swoją kandydaturę na prezydenta RP i jednocześnie zaapelował, aby jego elektorat oddał głosy na Lecha Wałęsę.

2 listopada 1995 roku – Przewodniczący KPN wysłał list do członków partii, w którym poinformował o wycofaniu się z wyborów prezydenckich: Do moich Przyjaciół, Konfederatek i Konfederatów, oraz wszystkich ludzi, którzy wsparli moją kampanię wyborczą. Serdecznie dziękuję za serce i trud. Postanowiłem ustąpić z kandydowania na Prezydenta RP. Powoduje mną poczucie obowiązku i odpowiedzialności za losy Ojczyzny. Polityk – przynajmniej uczciwy i rozumny polityk – nie dąży do zaspokojenia osobistych ambicji, ale pragnie zmienić rzeczywistość na lepszą... Ustępuję z kandydowania, bo jeszcze nie pora na spektakularne sukcesy. Nie odstąpiłem od dalekosiężnych planów. Tworzę warunki, aby można je było szybciej zrealizować...

5 listopada 1995 roku – Wybory Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Frekwencja wyniosła 64,7% uprawnionych do głosowania Polaków. Do drugiej tury wyborów weszli: Aleksander Kwaśniewski, który otrzymał 35,11% głosów i Lech Wałęsa, który otrzymał 33,11% .

7 listopada 1995 roku – Leszek Moczulski zaapelował, aby w drugiej turze wyborów prezydenckich członkowie KPN oddali głos na Lecha Wałęsę.

19 listopada 1995 roku – Druga tura wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Frekwencja wyniosła 68,23% uprawnionych do głosowania Polaków. Na Aleksandra Kwaśniewskiego oddano 51,7% głosów, a na Lecha Wałęsę 48, 28%.

12 grudnia 1995 rok – Prezydent Lech Wałęsa spotkał się z Klubem Parlamentarnym Konfederacji Polski Niepodległej.

19 grudnia 1995 roku – Podczas nadzwyczajnego spotkania z udziałem najwyższych władz RP, minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski przedstawił dokumenty w sprawie zagrożenia bezpieczeństwa państwa. Szef MSW poinformował zebranych, że powiadomił naczelnego prokuratora wojskowego o zaistniałej sytuacji popełnienia przestępstwa przez urzędującego premiera rządu, Józefa Oleksego (art. 124, paragraf 1 kk – szpiegowanie na rzecz Rosji). Stało się to podstawą do wszczęcia śledztwa przeciwko Oleksemu.

20 grudnia 1995 roku – Telewizyjne wystąpienie premiera Józefa Oleksego. Stawiane zarzuty premier określił mianem prowokacji.

21 grudnia 1995 roku – Z trybuny sejmowej minister spraw wewnętrznych, Andrzej Milczanowski poinformował posłów, że premier Józef Oleksy w latach 1982 – 1995 szpiegował na rzecz Rosji pod kryptonimem „Olin”.

23 grudnia 1995 roku – Zaprzysiężenie Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego przed Zgromadzeniem Narodowym.

24 stycznia 1996 roku – Premier Józef Oleksy złożył dymisję.
Prokuratura wojskowa wszczęła śledztwo w sprawie domniemanej współpracy J. Oleksego z wywiadem rosyjskim.

1 lutego 1996 roku – Prezydent Aleksander Kwaśniewski desygnował Włodzimierza Cimoszewicza na stanowisko Prezesa Rady Ministrów.

http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2053

O wspomnianym przez Karwowskiego kongresie lutowym (w 1996 roku) Borowiec pisze tak:

Cytat:
Trzecia tura V Kongresu Konfederacji Polski Niepodległej obradowała w Warszawie już 10 lutego 1996 roku. Śląska grupa z Adamem Słomką próbowała zerwać obrady. Rozłam w KPN był nieunikniony. Okazało się, że w czasie głosowań było dużo więcej oddanych głosów niż zostało wydanych mandatów. Głosowania zostały powtórzone. Okazało się też, że na sali była duża grupa, która przyjechała ze Śląska, osoby te niebyły członkami KPN.


Zawieszenie Słomki w prawach członka KPN musiało mieć miejsce w tym czasie (luty 1996 roku), choć Karwowski nie podaje daty. Borowiec w ogóle nie wspomina o tym, że Słomka został w tym czasie zawieszony.

Karwowski:
Cytat:
Po zawieszeniu Adama w proteście błyskawicznie zwołaliśmy Nadzwyczajny Kongres KPN. I wtedy Słomka odkrył karty do końca. Chciał, aby jednym z punktów Kongresu było powierzenie Leszkowi Moczulskiemu funkcji Honorowego Przewodniczącego. Na Kongresie było ponad 70 procent delegatów ale nie przybył ani Moczulski, ani Król. Kongres wybrał oczywiście Słomkę Przewodniczącym, a Moczulskiemu przyznał tytuł Honorowego Przewodniczącego, nie pytając go zresztą o zgodę. Emocje poniosły wszystkich. Po tym Kongresie Moczulski i Król rozpoczęli prawnie podważać jego legalność i uchwały. W sądzie zaś zadbano o to, aby walka odbywała się w świetle jupiterów. I raz to my byliśmy górą, a raz Moczulski z Królem.


Borowiec:
Cytat:
13 marca 1996 roku – Grupa posłów, która wyszła z Klubu Parlamentarnego KPN utworzyła własny klub, którego przewodniczącą została Janina Kraus


Borowiec także już upraszcza. Secesjonistów było zbyt mało, aby samodzielnie utworzyć własny klub w Sejmie.

Przed tą secesją klub parlamentarny KPN liczył 16 osób. Przy Leszku Moczulskim zostało 5 posłów. Klub opuściło 10 osób. Byli to: Wojciech Błasiak, Ryszard Burski, Grzegorz Kaczmarzyk, Andrzej Kaźmierczak, Janusz Koza, Janina Kraus, Krzysztof Laga, Krzysztof Popenda, Adam Słomka i Kazimierz Wilk. W ten sposób przestał istnieć w Sejmie Klub Parlamentarny Konfederacji Polski Niepodległej. Grupa Leszka Moczulskiego utworzyła 6-osobowe koło KPN.

Podobny proces dezintegracji objął w Sejmie II kadencji klub BBWR. Dopiero z połączenia niedobitków z BBWR oraz secesjonistów z KPN powstał nowy klub w Sejmie, na którego czele stanęła Janina Kraus.

Filip Frydrykiewicz:

Cytat:
Prawdziwy popis w kwestii dzielenia się dali członkowie BBWR i KPN. Najpierw, w styczniu 1995 r. tę pierwszą organizację opuściła grupa posłów, którzy utworzyli Koło Republikanie. Było ich pięciu z Jerzym Eysymonttem na czele. Przyłączył się do nich senator Zbigniew Religa. Kilka miesięcy temu koło to rozpadło się. Eysymontt zasilił szeregi nie zrzeszonych, Henryka Dyrdę odnajdujemy w BBWR-Solidarni w Wyborach Jerzego Gwiżdża, a Bernarda Szwedę i Tadeusza Kowalczyka w Kole Nowa Polska. Piąty z nich - Marek Wielgus- zginął w wypadku samolotowym.

Po odejściu republikanów BBWR stracił status klubu, udało mu się jednak odbudować go w marcu 1995 r. Drugim aktem rozpadu BBWR był podział klubu wskutek sporów wśród jego liderów - Andrzeja Gąsienicy-Makowskiego, Leszka Zielińskiego i Jerzego Gwiżdża. W efekcie powstało pięcioosobowe Koło BBWR-Solidarni w Wyborach kierowane przez Gwiżdża oraz Klub BBWR-KPN. W skład klubu dwóch partii weszli członkowie BBWR pozostali przy Gąsienicy-Makowskim i grupa konfederatów dawnego Klubu KPN, którzy odeszli od Leszka Moczulskiego (...). Na czele grupy stoją Janina Kraus i Adam Słomka. Nowy klub zgromadził jedenastu członków BBWR i dziesięcioro KPN, razem 21 osób. Przez chwilę towarzyszył im Hans Szyc, ale obecnie wszedł do nowego koła, Koła Nowa Polska.
(...)
Najnowszym "nabytkiem" Sejmu jest Koło Nowa Polska. Powołane do życia kilka tygodni temu przez Hansa Szyca, Tadeusza Kowalczyka i Bernarda Szwedę.
(...)
Ze względu na dużą ruchliwość trudne do prześledzenia są kariery niektórych posłów. Niektórzy szukając swego miejsca zmieniali szyldy, pod którymi występowali dwa, trzy razy. Np. Tadeusz Gąsienica-Łuszczek do Sejmu wszedł z listy KPN, później pozostawał nie zrzeszony, jeszcze później przystąpił do Republikanów. Teraz ponownie jest nie zrzeszony, ale nadzieję na pozyskanie go ma Nowa Polska. Inni konfederaci - Leszek Smykowski, Andrzej Czajka, Robert Kościelny - znaleźli się w Prawicy Polskiej, a potem w BBWR, obecnie zasilają BBWR-KPN. Hans Szyc, który zakładał Koło Nowa Polska wcześniej odwiedził BBWR-KPN, a zaczynał w BBWR itd.

Liczne przejścia, wyjścia i usunięcia posłów nie wpłynęły na zasadniczy, ustalony wyborami 1993 roku rozkład sił w parlamencie. Nadal koalicja SLD - PSL ma zdecydowaną przewagę w Sejmie, opozycyjne UP, UW i mniejsze partie określane w uproszczeniu jako prawicowe ani nie zwiększyły, ani nie straciły swego stanu posiadania na tyle, by miało to jakiekolwiek znaczenie podczas głosowań.
(...)
W związku z mnożeniem się nowych kół Kancelaria Sejmu ma kłopoty ze znajdowaniem dla nich pomieszczeń. Kiedy Jerzy Gwiżdż potrzebował pokoju dla BBWR-Solidarni w Wyborach administracja Sejmu wygospodarowała mu niewielkie pomieszczenie przez podzielenie niewielkiej salki dla dziennikarzy. Ściankę działową postawiono tak, że pozbawiono dziennikarzy jedynego okna. Ale poseł zapowiedział, że nie wprowadzi się do pokoju zabranego dziennikarzom. Dostał więc pokój po dawnym BBWR. Nowy pokój nie pozostawał długo pusty, administracja Sejmu wprowadziła do niego Koło Nowa Polska. Ale i to koło nie chce mieszkać kosztem dziennikarzy, upomina się o inne pomieszczenie. Na drzwiach wywiesiło dużą kartkę "Tymczasowa siedziba Koła Nowa Polska".

Liczne podziały i roszady spowodowały, że Klubowi BBWR-KPN przypadły pokoje odległe od siebie o kilkadziesiąt metrów. Trzy po dawnym BBWR i jeden po KPN. Jak można się domyślać, członkowie klubu wywodzący się z KPN zostali w swoim, a członkowie dawnego BBWR w swoim pomieszczeniu. Kiedy chcą się spotkać w pełnym składzie, muszą zejść się w siedzibie BBWR.

http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=1504

Równolegle z opisanymi wyżej procesami pączkowania "partii prawicowych" w Sejmie trwał proces rozpadu KPN.

Borowiec:
Cytat:
16 marca 1996 roku – W Warszawie Adam Słomka zorganizował zebranie grupy swoich zwolenników. Na wniosek Słomki, zebranie to zostało przez jego uczestników nazwane „czwartą turą Nadzwyczajnego Kongresu Konfederacji Polski Niepodległej”. Zebranie zwolenników Słomki nie wybrało przewodniczącego swojej grupy, ponieważ uznali, że nie należy zamykać drogi do pertraktacji z Leszkiem Moczulskim. Zaproponowano natomiast zaocznie L. Moczulskiemu tytuł honorowego przewodniczącego KPN. Również zaocznie zostali wybrani w skład zarządu grupy: A. Słomka, Krzysztof Kamiński, Dariusz Wójcik oraz Andrzej Ostoja-Owsiany.

Pod przewodnictwem Leszka Moczulskiego obradowała Rada Polityczna i Zarząd Krajowy oraz niektórzy szefowie okręgów KPN. K. Kamiński, D. Wójcik i A. Ostoja-Owsiany zdecydowanie odrzucili udział w bliżej nieokreślonej grupie Adama Słomki. Natomiast Leszek Moczulski propozycje honorowego przewodniczącego KPN skomentował słowami: Równie dobrze mogli by wybrać mnie honorowym cesarzem Etiopii.
Decyzją Rady Politycznej z szeregów Konfederacji Polski Niepodległej zostali usunięci: Adam Słomka, Janusz Koza i Maciej Popenda.
Na wniosek przewodniczącego KPN Leszka Moczulskiego, w skład rady Politycznej zostali powołani: Julita Banaśkiewicz, Włodzimierz Godłowski i Andrzej Mazurkiewicz.

28 marca 1996 roku – Podczas konferencji prasowej z udziałem Leszka Moczulskiego, która odbyła się w krakowskiej siedzibie KPN przy ul. Basztowej, posłowie związani z Adamem Słomką usiłowali przerwać konferencję. Do pomieszczenia, w którym odbywała się konferencja wtargnęli posłowie: Tomasz Karwowski z Katowic, Janusz Koza z Kielc i Ryszard Burski. W godzinach późnopopołudniowych do Krakowa przyjechała autokarem kilkudziesięcioosobowa grupa młodych osób z kijami bejsbolowymi w celu rozbicia zebrania członków KPN Okręgu Krakowskiego. Uszkodzili samochód, którym przyjechał Leszek Moczulski, przecięli kabel telefoniczny, który był zainstalowany na zewnątrz budynku oraz kabel, którym doprowadzona była energia elektryczna. W jednej części biura nie było światła.

29 marca 1996 roku – Po zebraniu swojej grupy, które nazwał „Kongresem”, Adam Słomka zgłosił w warszawskim Sądzie Rejestrowym nowe osoby, które mają reprezentować KPN na zewnątrz, byli to: Adam Słomka, Michał Janiszewski i Maciej Popenda. Sąd Wojewódzki w Warszawie odrzucił wniosek Adama Słomki i uznał, że osobami reprezentujących KPN są: Leszek Moczulski, Krzysztof Król i Dariusz Wójcik.

30 kwietnia 1996 roku – Decyzją Rady Politycznej z szeregów Konfederacji Polski Niepodległej zostali usunięci: Tomasz Karwowski, Sebastian Wierzbicki, Adam Ziemiński, Danuta Czechmanowska, Kazimierz Wilk, Roman Czaplicki, Marek Łyżwa, Tadeusz Mika, Piotr Jurecki, Andrzej Chyłek, Tadeusz Rośniak, Michał Janiszewski, Mieczysław Zarzycki, Czesław Jakubowicz, Henryk Góźdź i Lucjan Mikołajczyk. Rada Polityczna KPN powołała Antoniego Szafrańskiego na szefa Okręgu Kielce.

12 maja 1996 roku – Decyzją Rady Politycznej z Konfederacji Polski Niepodległej zostali usunięci: Przemysław Sytek, Andrzej Kaźmierczak, Dariusz Baran, Jan Jarosz, Janina Kraus, Marek Targosz, Maria Grcar i Marek Zawalski.


Warto podkreślić, że opisane wyżej wydarzenia miały miejsce na rok przed wyborami parlamentarnymi i toczyły się równocześnie z procesem powstawania bloku pod nazwą AWS. Wydarzenia te w sposób oczywisty kompromitowały KPN i spychały ją na margines nowo powstającej wyborczej koalicji.

Borowiec:
Cytat:
8 czerwca 1996 roku – W warszawskiej siedzibie NSZZ Solidarność odbyło się spotkanie władz Solidarności z liderami 25 ugrupowań centroprawicowych. W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele ugrupowań: KPN, PC, ZChN, Ruch Stu, Instytut im. Lecha Wałęsy i inne. Na spotkaniu zapadła decyzja o powołaniu Akcji Wyborczej Solidarność.

10 października 1996 roku – Sygnatariusze Akcji Wyborczej Solidarność powołali Radę Krajową. W Zarządzie Krajowym zasiadali przedstawiciele KPN.

28 października 1996 roku – Przed zbliżającym się VI Kongresem, przewodniczący KPN Leszek Moczulski wystosował pismo do członków partii, w którym stwierdził, że Konfederacja z rozłamu wychodzi bardziej ustabilizowana wewnętrznie. Wchodzimy jednak w nowy okres, bardzo trudny, bo jest to ostatni sezon parlamentarny przed nadchodzącymi wyborami. Jak sobie zdajemy sprawę, Konfederacja odgrywa istotną rolę w Akcji Wyborczej Solidarność, ale nie może to nas powstrzymać od pracy na rzecz naszej własnej partii KPN i naszego indywidualnego zwycięstwa – wprowadzenia jak największej ilości Konfederatów do Sejmu i Senatu ze wspólnej listy AWS.

9 listopada 1996 roku – W Warszawie, w sali Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego obradował VI Kongres Konfederacji Polski Niepodległej. Otwarcie Kongresu rozpoczęło się z ponad dwugodzinnym opóźnieniem, ponieważ kilkanaście osób okupowało salę, w której miał odbyć się Kongres. Jak się okazało, byli to zwolennicy A. Słomki. Doszło do ostrej wymiany zdań pomiędzy zwolennikami Moczulskiego i Słomki. Po interwencji policji okupanci opuścili salę i wyszli z budynku SGGW. Towarzyszyły im okrzyki „komuchy”, „zdrajcy”, „sprzedawczyki”.

Grupa zwolenników Słomki udała się do pobliskiego klubu studenckiego „Stodoła” i tam odbyło się ich zebranie, które nazwali „VI Nadzwyczajnym Kongresem KPN”.

Z ponad dwugodzinnym opóźnieniem, w spokoju i życzliwej atmosferze, rozpoczął się VI Kongres KPN. W wystąpieniu Leszek Moczulski przyznał, że są to kompromitujące dla KPN wydarzenia, dodał również, że być może jest współwinny tej sytuacji, bo za długo tolerował tych działaczy w KPN. Przewodniczący KPN stwierdził, że nie wyklucza współpracy z wieloma osobami z grupy Słomki, jeśli wrócą do KPN, lub powołają nową partię polityczną, w nazwie której nie będzie słów KPN.

6 grudnia 1996 roku – Warszawski Sąd Apelacyjny podjął decyzję, że uprawnionym do reprezentowania KPN jest Adam Słomka.


Karwowski:
Cytat:
Stan emocji wewnątrz KPN był tak duży, że po kolejnym postanowieniu sądu przyznającym tym razem naszej grupie rację, zajęliśmy „siłą” centralę KPN w Warszawie. Ostatni bastion Moczulskiego i Króla oraz ich zwolenników. W trakcie walk o Centralę doszło do incydentów z lekkim użyciem siły, a nawet granatów łzawiących, petard.
(...)
Walki o centralę KPN w Warszawie trwały blisko miesiąc. Zgodnie z prawem wchodziliśmy do budynku. Po trzech tygodniach sąd zmienił decyzję na korzyść Króla i Moczulskiego. Ale nie chcieliśmy wyjść, ponieważ czekaliśmy na rewizję wyroku. Budynek był w naszych rękach, natomiast grupy zwolenników Moczulskiego i Króla próbowały go odbić. Kilkanaście razy interweniowała policja. (...) I tak na oczach całej Polski KPN „lał się” z KPN. Niektórzy komentowali, że gdy nam wrogów zabrakło, to zaczęliśmy ich sami szukać we własnej partii. Do tak ekstremalnych sytuacji doprowadziły chore ambicje i emocje w gorących głowach. Niestety, były to osobiste aspiracje i pomysły Adama Słomki.


Borowiec:
Cytat:
23 grudnia 1996 roku – Sąd Rejestrowy ostatecznie zdecydował, że jedyne prawo do reprezentowania KPN mają Leszek Moczulski, Krzysztof Król oraz Dariusz Wójcik.

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 12:37 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Pon Sty 30, 2012 10:43 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Szerzej całe zamieszanie związane z nieudaną w końcu próbą zarejestrowania w sądzie Adama Słomki i jego ludzi jako osób uprawnionych do reprezentowania KPN (czyli, innymi słowy, z próbą przejęcia KPN przez Słomkę) opisują szczegółowo Król, Moczulski i Wójcik w liście do władz AWS z 8 stycznia 1997 roku:

Cytat:
W okresie wrzesień - grudzień 1996 r. trwało postępowanie sądowe, będące następstwem wniosku grupy Słomki o uznanie jej za reprezentantów KPN. Sprawa długo nie mogła być rozpatrzona merytorycznie, bowiem powstał problem proceduralny, czy leży to we właściwości Sądu Wojewódzkiego, czy też Sądu Apelacyjnego. Wątpliwości prawne, wynikające z braków występujących w ustawie z 1990 r. o partiach politycznych, rozstrzygnął ostatecznie 6.12.96. Sąd Apelacyjny, stwierdzając, że postępowanie w sprawach rejestrowych jest jednoinstancyjne, że decyzje merytoryczne podejmuje wyłącznie Sąd Wojewódzki i że nie przysługuje od nich odwołanie. Równocześnie Sad Apelacyjny odesłał akta do Sądu Wojewódzkiego, aby ten postanowił co do meritum sprawy.
(dowód nr 9 - Orzeczenie wraz z uzasadnieniem Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 6.12.1996)

W dniu 23.12.96 r. Sąd Wojewódzki dokonał merytorycznego rozstrzygnięcia, stwierdzając między innymi, że sposób wyłaniania organu uprawnionego do reprezentowania partii określają wyłącznie art. 22 i 25 Statutu KPN i że osobami tymi są niżej podpisani.
(dowód nr 10 - Postanowienie Sądu Wojewódzkiego w Warszawie z 23.12.1996)

Wykorzystując krótki okres między orzeczeniami: proceduralnym Sądu Apelacyjnego oraz merytorycznym Sądu Wojewódzkiego, nie czekając na decyzję merytoryczną (zapewne nie zdając sobie sprawy z rzeczywistej sytuacji prawnej), Słomka ogłosił że on i grupa związanych z nim osób reprezentują KPN i w tym charakterze podjął różne działania, m. in. wyrzucił z KPN trzy osoby, a mianowicie niżej podpisanych. Prawomocne orzeczenie Sądu Wojewódzkiego z 23.12.1996. rozwiało jednak iluzje, jakim Słomka ulegał.

http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2051

Cytowane wyżej pismo opisuje szczegółowo działania grupy Słomki podjęte w grudniu 1996 roku w celu przejęcia lokali KPN w całym kraju (m.in. w Szczecinie, Poznaniu i Krakowie).

Sam byłem świadkiem takich działań w Krakowie, gdyż zostałem zaproszony do biura KPN przy ul. Basztowej i widziałem jak agresywna grupa, w której wyróżniał się Janusz Koza z Kielc, usiłowała siłą zająć to pomieszczenie. Pamiętam swoje zdumienie wobec takich metod. Od roku 1993 byłem praktycznie poza KPN i nie zdawałem sobie sprawy, jak daleko potrafią posunąć się ludzie Słomki w stosunku do swoich byłych partyjnych kolegów. Słomka zastosował metody analogiczne do tych z lat 1989-1990, tylko, że wtedy chodziło o okupację lokali PZPR, teraz zaś - o zajmowanie lokali KPN!

Oto fragmenty listu Króla, Moczulskiego i Wójcika dotyczące walk o siedzibę KPN na Nowym Świecie w Warszawie. W wydarzeniach tych po stronie Słomki uczestniczył m.in. Tomasz Karwowski, który jednak w swoich wspomnieniach nie podaje okoliczności, o których piszą autorzy listu do władz AWS.

Cytat:
W dniu 11.12.96 w Warszawie Adam Słomka, Krzysztof Popenda, Janusz Koza, Andrzej Kaźmierczak, Kazimierz Wilk, Grzegorz Kaczmarzyk, Krzysztof Laga, Michał Janiszewski, Andrzej Chyłek, Tomasz Karwowski, Adam Sokołowski, Marek Albiniak, Stanisław Wedler wraz z liczną grupą mężczyzn wdarli się do pomieszczeń biur poselskich KPN w Warszawie i siłą bądź groźbą jej użycia (dwie osoby zostały pobite, jedna zabrana przez pogotowie) usunęły z lokalu pracowników poselskich. Wezwana policja ustaliła, ze napastnicy nie dysponowali jakimkolwiek dokumentem, potwierdzającym ich prawo do lokalu, ale nie była w stanie wejść do środka, bowiem uniemożliwiali to posłowie, zagradzający drogę i powołujący się na swój immunitet poselski (...).
(dowód 12 - Zestaw dokumentów dotyczący napaści: doniesienie o przestępstwie, raport policji, itp)
(...)
W dniu 13.12.1996. późnym wieczorem Janusz Koza wraz z grupą trzech mężczyzn napadł w pobliżu skwerku przy budynku Nowy Świat 18/20 Bożenę Kosińską. Po osaczeniu kobiety przy ścianie domu tak, aby nie mogła uciekać, jeden z napastników trysnął jej gazem w oczy - tak, że została na wpół oślepiona, a następnie użył miotacza gazu w kierunku jej ust. Obecny w pobliżu patrol policji interweniował, napastnika zatrzymano (...).
(dowód nr 15 - Zestaw dokumentów dotyczący napaści: doniesienie o przestępstwie, raport policji, obdukcja lekarska, itp.)
(...)
W dniu 23.12.1996 podkomisarz Dariusz Janas z I Komendy Rejonowej Policji Warszawa Śródmieście dokonał w lokalu biur poselskich KPN zabezpieczenia ruchomości, w tym akt i dokumentacji, stanowiących własność KPN, biur poselskich KPN oraz Kancelarii Sejmu. Wszystkie zabezpieczone przedmioty zostały zgromadzone w dwu połączonych pomieszczeniach, a prowadzące do nich drzwi zabezpieczono i zaplombowano. Protokół zabezpieczenia przedmiotów podpisali podkomisarz Janas. Andrzej Chyłek w imieniu okupujących lokal napastników oraz Bożena Kosińska w imieniu KPN (...).
(dowód nr 19 - Protokół zabezpieczenia pomieszczeń z 23.12.1996)

W dniu 24.12.1996 w obecności podkomisarza Janasa - Krzysztof Król wręczył występującemu w imieniu napastników Michałowi Janiszewskiemu oficjalne pismo Kierownika Urzędu Rejonowego - jako przedstawiciela wojewody warszawskiego, wzywające do natychmiastowego opuszczenia bezprawnie zajmowanych pomieszczeń w budynku przy ul. Nowy Świat 18/20 pod groźbą usunięcia przez policję. Janiszewski pisemnie potwierdził fakt otrzymania prawnego wezwania do opuszczenia lokalu, ale po naradach prowadzonych z obecnymi na miejscu Krzysztofem Popendą i Tomaszem Karwowskim oraz telefonicznie z Adamem Słomką - odmówił usłuchania prawnego wezwania organu administracji państwowej.
(dowód nr 20 - Poświadczenie Kierownika Urzędu Rejonowego o prawie Leszka Moczulskiego, Krzysztofa Króla i Dariusza Wójcika do lokalu przy ulicy Nowy Świat 18/20 w Warszawie)
(dowód nr 21 - Wezwanie Kierownika Urzędu Rejonowego o opuszczenie lokali przy ulicy Nowy Świat 18/20 w Warszawie przez osoby przebywające tam bez tytułu prawnego i zgody prawnych
użytkowników)
(...)
Aby uniknąć gorszących awantur 24. 12. 96., po przedstawieniu Michałowi Janiszewskiemu i Tomaszowi Karwowskiemu w obecności podkomisarza Janasa prawomocnej decyzji organu administracji państwowej - Urzędu Rejonowego w Warszawie, nakazującego opuszczenie pomieszczeń pod groźbą usunięcia przez policję silą - Leszek Moczulski zaproponował, aby okupujący opuścili okupowane lokale dobrowolnie, bez akcji policyjnej - wyrażając w zamian gotowość spotkania się z Adamem Słomką celem omówienia wspólnych kolejnych kroków, pozwalających na rozładowanie konfliktu, a w następstwie nawiązanie konstruktywnej współpracy.

Po parogodzinnych rozmowach, w których uczestniczyli Leszek Moczulski, Krzysztof Król, Michał Janiszewski, Tomasz Karwowski przez telefon Adam Słomka, a częściowo podkomisarz Janas, który przestawiał okupującym szczegółowo ich sytuację prawną - Janiszewski i Karwowski udali się na II piętro, gdzie przebywał Maciej Popenda i po dalszych konsultacjach telefonicznych odmówili opuszczenia pomieszczeń (...). Leszek Moczulski zrezygnował z usunięcia okupantów z lokalu już w dniu 24. 12. 1996. i umówił się z Michałem Janiszewskim na rozmowę po świętach.

W dniu 27. 12. 1996. Leszek Moczulski i Janiszewski spotkali się w umówionym terminie w budynku Sejmu. Moczulski ponowił swoje warunki z 24. 12. 1996 uzupełniając je żądaniem zwrotu tabliczki, ukradzionej z drzwi Koła Parlamentarnego KPN (...). Kilka godzin później Janiszewski zatelefonował do Moczulskiego, informując, że skradziona tabliczka została przekazana straży marszałkowskiej (co odpowiadało prawdzie, został sporządzony protokół, a tabliczka jest w posiadaniu Kancelarii Sejmu). Janiszewski stwierdził jednak, że nie opuszczą dobrowolnie okupowanych lokali (...). Akcja usunięcia okupantów, przesuwana od 24. 12. została jednak wyznaczona na 2. 1. 1997 (...). Po godz. 16.00 Moczulski (...) udał się natychmiast na Nowy Świat, gdzie zastał już policyjną ekipę antyterrorystyczną, a także grupę członków KPN, którzy przybyli w przekonaniu, że o 13.00 - jak zapowiadano - biura poselskie KPN zostały uwolnione. Chwilę później nadjechał komisarz policji, który wraz z posłem Królem udał się do środka budynku, celem wezwania napastników do dobrowolnego opuszczenia gmachu. Wkrótce potem przybył naczelnik wydziału dochodzeniowego Komendy Warszawa 1 wraz z grupą funkcjonariuszy celem przeprowadzenia przesłuchań i dokonania oględzin pomieszczeń.
(...)
Krzysztof Popenda, Andrzej Chyłek i Stanisław Wedler odmówili wezwaniu policji do dobrowolnego opuszczenia lokalu, a osoby, usiłujące otworzyć kratowe drzwi (ażurowe) prowadzące do pomieszczeń biur poselskich oblewano wodą oraz atakowano kijami. Okupujący używali m. in. okutych pałek, petard i pojemników z gazem. Nie reagowali na ostrzeżenia komisarza policji, ze stawiają czynny opór, nie stosując się do prawomocnej decyzji organu administracji państwowej. Dopiero po rozcięciu zamków i kłódek oraz otwarciu drzwi, gdy do środka wszedł kierujący akcją komisarz policji oraz poseł Krzysztof Król, na widok silnej policyjnej grupy antyterrorystycznej, okupujący przestali stawiać opór i szybko opuścili budynek.
(dowód nr 26 - Raport policji ze zdarzenia i opisem interwencji Oddziału Prewencji Policji)
(dowód nr 27 - Raport przedstawiciela Urzędu Rejonowego z próby wejścia do okupowanych pomieszczeń)
(...)
Gdy w dniu 3.1.1997 podkomisarz Janas komisyjnie otworzył zapieczętowane pomieszczenia, okazało się. że zabezpieczone przedmioty zostały z nich ukradzione. Jak w następstwie dokonanych oględzin stwierdził podkomisarz, przestępcy posłużyli się znaną w kryminalistyce metodą włamania.


Kilka szczegółów z walk o budynek na Nowym Świecie podaje ich uczestnik, były działacz KPN, Marek Czarniawski na swoim blogu:
Cytat:
W grudniu 1996 Słomkowcy byli na drugim piętrze budynku przy Nowym Świecie. My zajęliśmy lewe skrzydło parteru. Było nas kilka osób z gołymi rękami. Z Białegostoku byłem ja, Robert Rogowski (ówczesny szef białostockiego KPN) z ojcem Przemysławem. Bałem się wówczas jak cholera, Przemysław Rogowski wspierał mnie duchowo. Reszta budynku to był "no man's land". Nie wiedzieliśmy jak licznymi siłami dysponuje przeciwnik i do czego jest gotów się posunąć. Wszak bratobójcze walki bywają najbardziej krwawe. Wkrótce jednak nadeszły posiłki. Zajęliśmy hol i słomkowcy z 2 piętra zostali otoczeni przez nas. Przetrzymywali oni w niewoli Zenona Barejko i Tomasza Szczepańskiego. Pan Szczepański, dziś doktor nauk humanistycznych, to odważny człowiek i zachowywał się w niewoli bardzo godnie. W końcu słomkowcy wypuścili więźniów ze względu na nasz zdecydowany napór. Po ich wypuszczeniu zaprzestaliśmy ataku na drugie piętro. My zajmowaliśmy hol i broniliśmy go przed atakami z ulicy. Do lewego skrzydła budynku zostaliśmy wyparci przez przeważajace siły słomkowców z holu głównego. Wtedy było naprawdę groźnie. Było nas tam kilkadziesiąt osób w tym Elżbieta i Krzysztof Król. Nie wiem kiedy Król wyskoczył przez okno. Ja z Robertem zrobiliśmy to jako jedni z ostatnich na pewno po opuszczeniu pomieszczenia przez panią Elżbietę. Pani Elżbieta na zewnątrz znalazła się natychmiast pod ochroną grupy "Strzelców" zwolenników Moczulskiego. Szczególnie jeden umundurowany młody człowiek zajął się tym energicznie.Trudno było się zorientować kto "swój" a kto wróg. Zapytałem wówczas: Elu to nasz człowiek? Uzyskałem potwierdzenie, i sprawę uznałem za tymczasowo zakończoną dla mnie.

http://czarniawski.salon24.pl/385808,wspomnienia-karwowskiego
Cytat:

W styczniu dowodziłem skutecznym atakiem poprzez klatkę schodową w prawym skrzydle budynku na drugie piętro, gdzie wzięliśmy do niewoli kilkanaścioro stronników Słomki (płci obojga), w tym ówczesnego posła Macieja Popendę
.
http://czarniawski.salon24.pl/383389,sprawa-adama-slomki

Z tych wszystkich wydarzeń związanych z próbą przejęcia przez grupę Słomki siedziby KPN na Nowym Świecie Karwowski opisuje nieco dokładniej jeden epizod (być może dlatego, że znalazł on swój - niekorzystny dla Karwowskiego - finał w sądzie).

Cytat:
Któregoś wieczoru Król wraz z małżonką podjechali pod zajętą przez nas siedzibę samochodem. Sam wyszedł negocjować z wezwaną policją mającą mu umożliwić dostęp do siedziby chwilowo nie jego partii, podczas gdy żona została w aucie. Policja zaś nie kwapiła się z wtrącaniem w zadymę wewnątrz Konfederacji. Wokół siedziby zaś krążyły grupki zwolenników jednych i drugich. Nasi zauważyli Elżbietę Król w samochodzie i rzucili się w kierunku auta, sądząc pewnie, że w środku jest jej mąż. Zaczęli kiwać samochodem na boki, a że czynili to dość energicznie, przestraszona żona Króla pozamykała się od wewnątrz, grożąc przez szybę pistoletem. Nie wiadomo zresztą czy gazowym czy ostrym, nie mniej rozsierdziła tym zgromadzonych wokół samochodu działaczy. Na dodatek uchyliła szybę i w języku, który wychowance sióstr Elżbietanek winien być nieznany, zaczęła ich obrażać. Przyszedłem na jej szczęście w samą porę i uspokoiłem zebranych, podekscytowanych jej prowokacyjnym zachowaniem. Nadszedł też Król, wsiadł do samochodu i już nie niepokojeni odjechali.

Niestety, nie był to koniec tego zdarzenia. Otóż Król wraz z żoną podali mnie do prokuratury oskarżając o „groźby karalne”, które jakoby miały miejsce z mojej, a nie jej strony. Obłudnicy okrutni i kłamcy, przecież gdyby nie moja interwencja wówczas to państwo Królowie byliby w ciężkich opałach. Zresztą – jak zaznaczyłem wyżej – wskutek ich własnej agresywnej i wulgarnej postawy. Epilog tego zdarzenia nastąpił po ośmiu latach (w 2003 roku) w sądzie, który skazał mnie na cztery tysiące złotych grzywny za „groźby karalne” wobec Krzysztofa Króla i jego żony Elżbiety.


Nie ukrywam, że przedstawiony wyżej opis tego incydentu stanowi jakby kwintesencję sposobu narracji, charakterystycznego dla książki Karwowskiego. Autor zupełnie bezkrytycznie ocenia swoje działania i ich skutki oraz zadziwiająco łatwo wydaje moralne oceny innym.

Przyjmując, że zdarzenie miało przebieg dokładnie taki, jak podał w swojej książce Karwowski, trudno zgodzić się z jego interpretacją tej sytuacji. Dla Karwowskiego napaść kilku czy kilkunastu "działaczy" z grupy Słomki (o których Karwowski pisze "nasi") na samotną kobietę w samochodzie nie jest oburzająca. Karwowski ani jednym zdaniem nie skrytykował ich zachowania. Natomiast zupełnie zrozumiałą reakcję kobiety, która broniła się, grożąc atakującej ją tłuszczy pistoletem i wyzywając, nazywa "zachowaniem prowokacyjnym". Trudno nie być zdumionym, gdy Karwowskiego gorszą słowa kobiety napadniętej przez bandę agresywnie zachowujących się mężczyzn, którzy - zdaniem Karwowskiego - zostali przez nią "obrażeni". Ciekaw jestem jak zachowałby się sam Karwowski w analogicznej sytuacji?. Czy nie wyjąłby broni, gdyby ją miał przy sobie i czy używałby parlamentarnego języka wobec napastników, usiłujących wywrócić auto ze sobą w środku?


Ostatnio zmieniony przez Mirek Lewandowski dnia Pon Lut 06, 2012 9:52 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> SPRAWY BIEŻĄCE Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group