Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna polonus.forumoteka.pl
Archiwum b. forum POLONUS (2008-2013). Kontynuacją forum POLONUS jest forum www.konfederat.pl
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Na 11 listopada (tekst sprzed 35 lat)

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> SPRAWY BIEŻĄCE
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Czw Lis 13, 2008 10:12 pm    Temat postu: Na 11 listopada (tekst sprzed 35 lat) Odpowiedz z cytatem

Cytat:
To coś, co minęło, żyje. To coś, co minęło, określa kim dziś jesteśmy, a nawet więcej - kim być powinniśmy (...)

11 listopada to przecież data przypadkowa. Długo, zbyt długo zresztą, spierano się w tym kraju, jaki dzień wybrać na rocznicę odzyskania Niepodległości. Kandydatur było wiele. Licząc od końca października do co najmniej 22 listopada 1918, (...) od tej pory jesteśmy niepodlegli, byliśmy niepodlegli (...). Wybrano datę 11 listopada dlatego, że w stolicy, w sercu kraju, właśnie 11 listopada ujawniła się Polska. Przyjmując już nie tylko rząd (...), ale zupełnie konkretne rozwiązania. Idąc z biegiem okoliczności - tego samego dnia doszło do innego wydarzenia (...).

Tym drugim wydarzeniem było podpisanie zawieszenia broni, które miało formalnie miejsce, ale w sensie materialnym skończyło I Wojnę Światową.

A więc 11 listopad - u nas w Polsce - rząd i 11 listopad w Europie (...)

Z tych dwóch różnych wydarzeń, które przypadkowo złożyły się tego samego dnia, najzupełniej przypadkowo i bez żadnych związków powstała pewna wspólna zbitka pojęciowa. Wkrótce po listopadzie roku 18-tego zaczęto mówić - wybuchła Polska; wtedy skończyła się wojna i wtedy wybuchła Polska. I wytworzyło się jakieś przekonanie, jakiś stereotyp myślowy, że Polska została zdecydowana 11 listopada (...) to znaczy w materialnym zakończeniu I Wojny Światowej. Może się nam wydawać, że na te wydarzenia ludzie patrzyli z bardzo krótkiej perspektywy historycznej. Myśmy patrzyli z perspektywy dostatecznie długiej - z perspektywy ponad półwieku. My dzisiaj możemy sobie jasno i bardzo wyraźnie powiedzieć - to były dwie różne rzeczy. I końcowy efekt I Wojny Światowej, ten, do którego doszło 11 listopada w Compiégne tylko w ograniczonym stopniu wpłynął na los Polski, a na pewno nie przesądził faktu, że tego samego dnia Polska odzyskała niepodległość.

Jest taki niedobry, groźny, bardzo groźny, bardzo niebezpieczny pogląd, który zakłada, że to, co nas dotyczy, zależy od decyzji innych. Wystarczy uwierzyć - mamy wiele przykładów na tę teorię - wystarczy uwierzyć w ten pogląd, że nasze sprawy zależą od cudzych decyzji i zaraz te nasze sprawy są przegrane. Otóż ten niedobry szkodliwy pogląd długo ciążył i ciąży jeszcze na naszej ocenie odzyskania niepodległości.

Utarło się powiedzenie, że Polska odzyskała niepodległość, bo w Rosji wybuchła rewolucja, bo prezydent Wilson ogłosił swoje punkty, w których wzywa do niepodległości Polski, bo mocarstwa zachodnie Anglia i Francja chcą tą niepodległość kraju nam podarować, bo Niemcy i Austria przegrały wojnę i pogrążyły się w otchłani rewolucji. Wszystkie te fakty na pewno w poważnym stopniu wpłynęły na los sprawy polskiej, ale żaden z nich nie zadecydował o niepodległości. Chronologia tych faktów, może deklaracji, bo nie były to fakty - to były deklaracje, a więc nic materialnie nie stanowiły. Tych deklaracji oraz życzliwości wobec Polski, albo o tym, że Polska powinna być wolna, to w owym okresie historycznym nie brakowało. Już na samym początku wojny, zarówno naczelny wódz armii rosyjskich, jak też naczelne dowództwo armii austriackiej w imieniu własnym i w imieniu naczelnego dowództwa niemieckiego, w sierpniu roku 14-tego ogłosiły deklaracje, w których obiecywały wiele życzliwości pod adresem Polaków. I tu na obczyźnie, to był chyba pierwszy poważny głos w sprawie niepodległości Polski - w maju roku 15-tego parlament włoski jako pierwszy ogłosił rezolucję "Pro Polonia", która stwierdzała, że naród polski po ponad stuletniej niewoli powinien odzyskać niepodległość. Potem jeszcze półtora roku później w Warszawie dwóch cesarzy - niemiecki i austriacki (a zarazem król węgierski) - proklamowało jakieś państwo polskie. (...) Ktoś oświadczył w Petersburgu w grudniu 16-tego roku w rozkazie do armii i floty, że Polska musi być niepodległa. Zaraz po tym wybuchła w Rosji rewolucja. Rada Delegatów Robotniczych ogłosiła również deklarację, że Polska ma prawo do niepodległości. (...) Dopiero latem roku 18-tego oficjalnie oba państwa zachodnie - Anglia i Francja - również stwierdziły, że Polska ma prawo do niepodległości. W międzyczasie w styczniu, 8 stycznia 18-tego roku, Wilson zgłaszając swój wielopunktowy program uporządkowania powojennego świata również zapowiedział prawo Polski do wolności i niepodległości. Wreszcie już ostatnia data w tej całej liście - w kwietniu roku 18-tego, Rada Komisarzy ludowych w Piotrogrodzie - radziecka rzeczywista władza - ogłosiła dekret o anulowaniu wszystkich traktatów rozbiorowych.(...)

Bardzo dużo ładnych słów, ale co to znaczy "wolność", "niepodległość"? O Polsce "osobnej i odrębnej" mówił w listopadzie roku 16-tego manifest dwóch cesarzy. Ale ta Polska "odrębna i niezależna" nie miałaby własnego rządu i pod własnym dowództwem armii. (...) Dekret Komisarzy Ludowych, który unieważnia traktaty rozbiorowe, ale bezpośrednim następstwem jest zajmowanie polskich ziem w 1-szym, 2-gim i 3-cim rozbiorze (...). Wilson mówi o Polsce wolnej i niepodległej (...) on także mówi o tym, że Polska ma mieć dostęp do Morza Bałtyckiego. I tutaj później ta sprawa została wyjaśniona. Polska ma mieć dostęp do Morza Bałtyckiego tak, żeby towary mogły spokojnie płynąć do Gdańska; a więc nie wołano o dostęp Polski do morza - tylko o wolny dostęp towarów polskich do morza. Nie wiemy co oznacza pojęcie wolnej i niepodległej Polski dla Wilsona, ale mamy podstawę, że jest to tak samo pomyślane, jak ta historia z dostępem do morza.

Car Mikołaj II w rozkazie do floty i wojska z grudnia 16-tego roku, jeśli obiecywał, mówił, że Polska musi być, Polacy mają prawo do wolności; nie był on pierwszy gdyż powtarzał słowa swojego pradziada - cara Mikołaja I, który w styczniu roku 1831 powiedział, że Polska ma prawo do wolności i dlatego carskie armie muszą być w Warszawie. (...) Car Mikołaj II, Rada Komisarzy Ludowych czy też Francuzi i Anglicy, zapowiadając niepodległość Polski, dla innego celu wykorzystywali polskie jednostki. Nie było żadnego faktu z zewnątrz, który by nam dał niepodległość. Myśmy tej niepodległości nie dorobili się w ciągu jednego dnia. Myśmy tej niepodległości dorobili się w ciągu wielu lat, wielu pokoleń, z których każde potrafiło korzystać jakoś z doświadczeń pokolenia wcześniejszego.

Insurekcja Kościuszkowska korzystała z nauk wojny w obronie Konstytucji 3 Maja i Powstanie Listopadowe korzystało z nauk Insurekcji Kościuszkowskiej. Styczniowe z Listopadowego. Rewolucja 1904-1908 roku korzystała z doświadczeń Powstania Styczniowego. A potem z tych wszystkich doświadczeń wielu pokoleń, skorzystano (...) czynem tym było - zbrojne polskie wystąpienie na naprawdę niewielką skalę, ale na ogromną skalę polityczną - zbrojne wystąpienie 6 sierpnia 1914 roku, kiedy po raz pierwszy od Powstania Styczniowego, po raz pierwszy od ponad pół wieku, znowu pojawiły się na tym kontynencie oddziały z białymi orłami na sztandarach. Gdyby nie było rewolucji 1904-1908, gdyby nie było Legionu Francuskiego - ani naczelne dowództwo austriacko-węgierskie, ani Wielki Książę nie mieli by potrzeby ogłaszać deklaracji życzliwych dla Narodu Polskiego.

Gdyby nie rozwój czynnej - niekoniecznie zbrojnej - potężniejącej walki Polaków przez pierwszy okres I Wojny Światowej, dwaj cesarze - austriacki i niemiecki - nie musieliby proklamować odrębnego państwa polskiego w listopadzie roku 15-tego. Gdyby nie dalsze działania polskie nie następowałyby dalsze czyny międzynarodowe. Wszystkie one nadganiały rzeczywistość. Przyznawały Polakom to, o co sami Polacy walczyli. Walczyli na tyle potężnie i silnie, że ta ich walka liczyła się i ważyła nad całym narodem.

Dochodzi wreszcie do października i listopada roku 18-tego. Nikt nie przyjedzie na białym koniu żeby dać wolność, tylko tę wolność bierzemy sami. I jeżeli sobie w listopadzie roku 18-tego Rada Komisarzy Ludowych jeszcze w Piotrogrodzie, prezydent Wilson i Ententa francusko-brytyjska i Wilhelm i cesarz Karol Austriacki i sam diabeł powiedzieliby nawet: a my od dzisiaj jesteśmy przeciwko niepodległości Polski (...) Oni mogli być przeciw temu - I CÓŻ Z TEGO. W działaniu musieliby przyjść tu z działami, z armatami - przyjść i pod pręgierzem opinii całego świata tę niepodległość odebrać. Bo myśmy tę niepodległość wzięli sami w listopadzie roku 1918. Wcześniej, w 1904, braliśmy też niepodległość ale tylko na pół godziny i tylko w jednym miejscu jakim był plac Grzybowski w Warszawie. Wtedy nie było warunków takich, które pozwalałyby na osiągnięcie tego celu. Wydarzenia, zespół wydarzeń związanych z I Wojną Światową pomógł nam, ale sami wypracowaliśmy znacznie więcej. Zespół tych wydarzeń dał nam szansę, poważną szansę, że myśmy tą niepodległość wzięli, wzięliśmy sami. (...).

I Wojna Światowa nie skończyła się, formalnie rzecz biorąc, 11 listopada. 11 listopada 1918 roku nie zapadły żadne decyzje polityczne. I Wojna Światowa skończyła się w czerwcu roku 19-tego. I co wtedy Konferencja Wersalska miała do powiedzenia w sprawach Polski? Mogła wpływać na to, na jakim odcinku granica Polski pójdzie w prawo czy bardziej w lewo. (...) będzie czy też nie, (...). I tą granicę wyznaczyli tam, gdzie przedtem sami żeśmy ją wyznaczyli, naszą siłą, dokąd nam starczyło siły, żeby ją doganiać? Bo przecież w Poznańskiem, w Wielkopolsce - to byli Powstańcy Wielkopolscy, gdyby tego nie było (...) wzięliśmy tyle, na ile nam starczyło siły. Nie wszystko co nasze odebraliśmy, trochę nam zabrali, (...)

Dostaliśmy w spadku tę armię niemiecką, która była w Polsce i minął by szczęśliwy moment do jej rozbrojenia (...). W całym listopadzie roku 1918, kiedy myśmy wzięli niepodległość, to równocześnie niezależnie od wszelkich dekretów, które przekreślały coś, co było w przeszłości. Ta sama Rada Komisarzy Ludowych podejmowała decyzje na przyszłość i w listopadzie roku 18-tego zatwierdziła operację pod tytułem "Wisła". Ta operacja polegała na tym, żeby Armia Czerwona w drodze na pomoc rewolucji niemieckiej - a może i nie w drodze? - żeby Armia Czerwona doszła co najmniej do granic dawnego imperium rosyjskiego z wieku XIX. Długo musielibyśmy czekać na pojawienie się francuskich - jeżeli kiedykolwiek by się pojawiły - francuskich opiekunów i brytyjskich czy amerykańskich, czy też jakichkolwiek, i mielibyśmy tutaj co najmniej dwie obce armie, które (...).

Nie biorąc sami wolności nie dostalibyśmy jej nigdy. (...) musimy zobaczyć, że jeśli Polska stała się wtedy niepodległa, to stała się dlatego, że sama tę niepodległość uzyskała, wykorzystując konkretną sytuację; a jeżeli my dziś możemy tutaj mówić i chyba myśleć po polsku, czuć po polsku, to tylko dlatego, że nasi ojcowie, dziadowie i pradziadowie wtedy, (...) nie cofnęli się przed czynem (...).

Na to wszystko można spojrzeć z innego punktu widzenia. Z perspektywy roku 18-tego na perspektywę lat powojennych. Jeśli Polacy tamtego czasu odzyskali niepodległość (...) jeżeli wtedy potrafili zdobyć dla narodu niepodległość, to przecież jeszcze ani ci, którzy jeszcze żyją, a przede wszystkim ci, którzy nie żyją, mają prawo zapytać się: a gdzie nasi następcy, co wyście z tym zrobili, a gdzie nasi następcy, jacy wy jesteście - my naszym działaniem przecież zostawiliśmy wam w spadku działania jakąś odpowiedzialność - jak z tej odpowiedzialności potrafiliście, potraficie się wywiązywać?

Wszystko to kręci się wokół pewnego pojęcia oderwanego, które określamy słowem może aż za bardzo precyzyjnym - słowem niepodległość. I chyba trzeba to pojęcie oderwane zrozumieć, wyjaśnić, żebyśmy po prostu mogli się nawzajem zrozumieć. Co to jest bowiem niepodległość? Nie jest to na pewno cel sam w sobie.

Niepodległość to jest stworzenie warunków punktu startu, niepodległość to jest dopiero punkt startu, a dopiero od niepodległości my sami o sobie możemy decydować tak jak chcemy. Jeżeli chcemy, żeby wszystko u nas było źle, to my sami będziemy za to ponosili odpowiedzialność (...). Jeżeli nasz rozwój chcemy skierować na takie czy inne tory, słuszne czy niesłuszne, to my sami o tym decydujemy, sami podejmujemy tą decyzję - to oznacza niepodległość. A więc niepodległość to jest punkt startu, który wszystko warunkuje. Dopiero normalny, prawidłowy rozwój Polaków rozpoczyna się, gdy przekracza się ten punkt graniczny, ten punkt zerowy, któremu na imię niepodległość. I stąd jego wyjątkowe znaczenie. Nie jest to cel ostateczny, nie jest to cel sam w sobie, jest to cel, który otwiera drogę do realizacji wszystkich innych celów naczelnych.

I oto oni mogą nas zapytać: daliśmy wam Polskę i co z tego, a co wyście z tym zrobili. Po tym listopadzie 1918, był wrzesień, a po wrześniu jeszcze był sierpień 44 roku - odwrotna kolejność miesięcy, może regres w czasie. Wydaje mi się, że gdy chcemy zachować jakiś szacunek dla siebie, jeżeli chcemy naprawdę uczciwie spojrzeć na tych, którzy odeszli, to musimy sobie zadać tylko to jedno pytanie: a czy my nie marnujemy szans? (...)

Między wrześniem roku 1939, a powiedzmy tak, połową lat 40-tych czy trochę później, w tym kraju zginęło 6 milionów ludzi. To jest cena, którą płaci pokolenie, które już też nie dominuje w naszym życiu, które już też odchodzi. Te 6 milionów ludzi to jest cena, którą płaci kolejne już pokolenie, aby spełnić obowiązki, które nałożyło pokolenie roku 18-tego. Ta cena przynosi jakieś efekty, ta cena przynosi nawet ogromne efekty. Ponieważ Polska nie znika z mapy Europy, ponieważ kosztem tych 6 milionów istnień, powtarzam to, myślimy po polsku. Ale jest to cena straszliwa.

Naród polski w drugiej połowie lat 40-tych i naród polski z gdzieś ok. 20-tego, są to w znacznej mierze inne narody, inne narody - dlatego, że dysponują innym zasobem wewnętrznych sił. Odzyskanie niepodległości nie naruszyło naszej substancji biologicznej. Mimo poważnych czy też wielkich strat Polski w I Wojnie Światowej czy też wojnach z nią związanych i z niej wynikających, to substancja biologiczna narodu nie została wtedy naruszona.

W trakcie II Wojny Światowej substancja biologiczna narodu została bardzo poważnie naruszona. Nie tylko substancja biologiczna. Naród i społeczeństwo zostały w pewnym zbiorowisku połączone milionami czy miliardami nawet niewidzialnych czy widzialnych więzi społecznych. Ludzie żyją w swojej rodzinie, w swoim środowisku, na swojej ziemi, na której się urodzili czy też mieszkali długie lata, żyją w tym samym otoczeniu. Naród jest silny więzami społecznymi, które go łączą. II Wojna Światowa spowodowała, że ogromna część więzi społecznych łączących Polaków została porwana. Porwana przez masowe migracje. Najpierw przez wysiedlenia, które robili obcy. Kilka milionów Polaków wypędzili z ich miejsc zamieszkania Niemcy w znacznej części wywożąc na obce tereny do Rzeszy i jeszcze dalej na zachód. Półtora czy może dwa miliony Polaków ze wschodnich rejonów Rzeczpospolitej zostało wywiezionych na Syberię, do Kazachstanu. To był jeden element rwania więzi społecznych, który nastąpił już w początkowej fazie wojny. Odtąd, przez całą wojnę te więzi były rwane.

Według moich obliczeń 70 procent [tych], którzy przeżyli II Wojnę Światową, w jej trakcie zostało wyrwane ze swojego środowiska. Nie zawsze to były zdarzenia tak tragiczne, jak wysiedlenia całych miejsc, jak Warszawa. I czasem to były względy, gdzie te wielkie migracje ludności nie wynikały z celów negatywnych - mam na myśli zaludnienie ziem zachodnich. Robi się wielki wysiłek, żeby te ziemie zachodnie zaludnić ale kosztem więzi społecznych, kosztem rwania żywego ciała społecznego, żywego narodu. I ten naród Polski, który w roku 39-tym można było traktować jako jedną silną zwartą grupę, to po wojnie było zbiorowisko jednostek, zatomizowanych jednostek, pojedynczych atomów. Każdy z tych atomów był Polakiem, ale każdy biegł po innej orbicie i każdy nie wiedział gdzie brat, gdzie ojciec (...).

Te masowe migracje w równym prawie stopniu jak straty biologiczne pozbawiły to społeczeństwo energii (...). Wreszcie doszło do strasznych strat wewnątrz każdego z nas. Te straty zostały spowodowane dwoma czynnikami: po pierwsze - ustawiczne działanie terroru. Jeśli na tych ziemiach, tu nad Wartą, Wisłą, Bugiem - terror zaczął się we wrześniu 39-tego roku, straszny terror, no to kiedy się skończył? No ja dokładnie tak nie wiem. Może w 55-tym roku, może w 54-tym, może w 56-tym.

W każdym razie możemy mówić o kilkunastu latach terroru. Kiedy każdy, kto podnosił głowę, każdy, kto wypełniał swój obowiązek, natychmiast po tej głowie toporem dostawał. I kiedy wydawało się, że każde polskie działanie obraca się przeciwko nam. Zerwała się do walki Warszawa, nie ma Warszawy, nie ma ludzi. Zerwała się do walki w 1939-tym Polska - nie ma Polski! Zastrzelono na ulicy Niemca - strzelano, wieszano po dwudziestu zakładników. Każde nasze działanie, wydawało się, obraca się przeciwko nam.

Ludzie nawet najwięksi, nawet najdzielniejsi, nawet po stokroć najpotężniejsi nagle zaczynali się łamać, mówili: przecież to nie ma sensu, dalej stawiając opór dojdziemy do tego, że przestaniemy istnieć, że stanie się to jakąś formą zbiorowej samozagłady. I te straszne nauki terroru, które odbiły się na kilku pokoleniach, na kilku kolejnych pokoleniach, które mówiły tylko jedno: bój się, bądź cicho, nic nie rób, nie działaj, nie działaj, nie opieraj się.

Och, straszne to było!

I jeszcze inne straty - moralne. Wierzyliśmy, bo to jest prawda, wierzyliśmy w siebie i wierzyliśmy w świat. Wierzyliśmy w naszych przywódców, w różnych naszych przywódców - tych, którzy byli przed rokiem 39-tym i tych, którzy byli po roku 39-tym, to znaczy Sikorski. I tych, którzy byli na emigracji na zachodzie i tych, którzy przyszli ze wschodu. Wierzyliśmy w tych, którzy byli przed październikiem i tych, którzy byli po październiku (...) I za każdym razem ta wiara w przywódców się załamuje (...). Historycy to mogą później rozważać, ale ja mówię o odczuciach społecznych. Wierzyliśmy we własne siły kiedyś i z roku na rok (...). Wierzyliśmy wreszcie w sprawiedliwość i prawdę, że przecież na oczach świata nie dokonają na nas linczu. Przecież gdy, nie Powstanie Warszawskie a Powstanie Narodowe rozpoczęło się w roku 44-tym, od Wilna i Lwowa po Częstochowę i Śląsk, gdy rozpoczęło się Powstanie narodowe w Polsce to wszyscy mówili: świat nie pozwoli, żeby nas zamordowano. I oto nagle wpadały rozpędzone ofensywy i oto nagle mocarstwa, mające najwięcej samolotów na świecie nie miały tych samolotów troszeczkę, żeby nam pomóc i oto nagle na oczach tego świata dokonano na nas linczu. Na nas - na narodzie i na nas - na państwie. A potem okazało się, że ci, którzy składali najuroczystsze przysięgi - głośno, z ręką uniesioną do góry - po cichu, przy zielonych stolikach sprzedawali nas. Nawet oddawali nas za darmo (...). I okazało się, że nie można wierzyć w świat, nie można wierzyć w innych, a także nie można wierzyć w siebie.

To był stan społeczeństwa polskiego pierwszych kilkunastu lat po II Wojnie Światowej. Po tej wojnie, w której myśmy pokonali Niemców, co nie przeszkodziło, byśmy tą wojnę przegrali. Niemcy przegrały ale myśmy też przegrali, myśmy wygrali wojnę z Niemcami ale przegraliśmy wojnę z Rosją. (...).

W takim samym stanie znajdowaliśmy się wiele razy w historii. I w roku 1795, i w roku 1832 i po Powstaniu Styczniowym. Ale taki stan był w odleglejszej i w najnowszej historii wyłącznie stanem przejściowym. Ponieważ naród, nie tylko naród polski, jest organizmem żywym. Jest organizmem, który ma własny instynkt samozachowawczy (...) Trzeba było, aby odeszło pokolenie tych, którzy odczuli na swoich plecach i na swoich sercach piętno Powstania Styczniowego, aby to pokolenie odeszło i następne pokolenie mogło znowu stanąć do walki (...). Tak samo było po II Wojnie Światowej.

Z perspektywy roku 18-tego patrząc na to, co nastąpiło po II Wojnie Światowej musimy sobie powiedzieć: nie dlatego, że zabrakło nam serca, męstwa, woli, a nie z naszej winy, tylko wskutek przeciążenia się znacznie silniejszych w okresie II Wojny Światowej, nie udało się ocalić tego, co w roku 18-tym zdobyliśmy. Nie udało się doprowadzić do tego, co w roku 18-tym zdobyliśmy. Ale udało się nam doprowadzić do tego, żeśmy wszystkiego nie stracili. A po drugie, z perspektywy głębszej historii patrząc na wydarzenia bliższe: Łatwiej i mocniej możemy zobaczyć pewien skok, który w ostatnim ćwierćwieczu zrobiło polskie społeczeństwo.

W wielkim skrócie, w wielkim porównaniu: groziła nam zagłada biologiczna? Tak. Nigdy Polska nie była taka do tej pory, jak w roku 73-cim. Groziła nam zagłada biologiczna? Nigdy nie mieliśmy pokolenia wkraczającego w życie albo pokolenia pi razy oko w wieku lat 18-tu - nigdy nie mieliśmy pokolenia tak rozwiniętego fizycznie, tak rozwiniętego umysłowo i równocześnie niewolnego od negatywnych skutków przeszłości.

To, że nam kiedyś groziła zagłada biologiczna i że kiedyś mieliśmy z tego powodu znaczne często straty. To jest rozdział tak samo zamknięty, jak rozpad Polski po okresie panowania Mieszka II w XI wieku. Ten okres tak samo jest zamknięty bowiem po tym co minęło - mamy do czynienia z innym biologicznie społeczeństwem.

Mieliśmy porwane więzi społeczne? Tak, mieliśmy, ale dziś one są odbudowane. Żyliśmy pod przemożnym parciem psychicznym terroru? Tak, żyliśmy. Młode pokolenie, większość Polaków w tym kraju nie wie, co to znaczy naprawdę terror, nie może go sobie naprawdę wyobrazić.
Ale przecież jesteśmy równocześnie mądrzejsi. Ponieważ do tych doświadczeń, z których czerpały poprzednie pokolenia, myśmy dołożyli doświadczenia naszych ojców i naszych dziadów. Jesteśmy silniejsi, odważniejsi i mądrzejsi.

Więc czego nam brakuje? Jeśli ludzie roku 18-tego mówią: daliśmy wam ojczyznę - coście z nią zrobili? Dlaczego wstydzimy się odpowiadać? Czego nam brakuje? Czego nam brakuje, że nie możemy doprowadzić do stanu, kiedy nasza odpowiedź będzie pełna dumy. Zdaje się, że w tej chwili brakuje nam tylko jednego. Brakuje nam poczucia własnej siły. Temu narodowi, temu krajowi brakuje zrozumienia, jak być silnym. (...) Dobrzy wujkowie nam wszystko przynieśli? Myśmy sami to z nimi wywalczyli. Tu, w Poznaniu, chyba najbardziej wiadomo, że ten Poznań może pierwszy w 56-tym roku stanął do walki. Owszem, były ofiary, które jakoś zaprocentowały. Zaprocentowały całkiem pozytywnie.

Ale to nawet nie jest sprawa ofiar. Ta istniejąca obiektywnie i potężniejąca siła narodu - niejako automatycznie powoduje poprawę naszej sytuacji. Daleko jest jeszcze, aby ta sytuacja była dobra, ale wszystko to, co osiągamy, tośmy też osiągnęli dzięki naszym wysiłkom. I właśnie to, czego nam brakuje, to czego nam ciągle brakuje i czego brak nam nie pozwala iść do przodu, tak jak byśmy chcieli. Jest to poczucie własnej siły. Brak poczucia własnej siły. Jest jakiś dziwny strach, nie wiadomo skąd biorący się, który zamyka usta, który każe cofnąć się rękom, który każe - no, może nie paść na kolana, bo my teraz nie padamy na kolana tak, jak kiedyś - ale który każe ciągle jeszcze mieć pochylony kark. Gdy poczujemy jak jesteśmy silni, to ten kark nam się łatwo wyprostuje.

Proszę Państwa - dziś, dziś jest na pewno ciemno, jest jeszcze ciemno. ciemno jest w tej Polsce listopada roku 73-go. Nie tylko dlatego, że jest listopad. Jest ciemno, ale nie ma nigdy takiej ciemności, w której nie byłoby świateł, choć my nie widzimy tych świateł. One mogą się zaraz wypalić, one mogą zgasnąć. One mogą się wypalić, ale przecież chyba nie będą mogły się wypalić, gdy będziemy gotowi zapalić od nich własne ręce. To co nam daje przeszłość, każda przeszłość, nie tylko ta przeszłość sprzed dokładnie 55 lat - to jest ten płomień.

Trzeba, żeby ten płomień nie zgasł, żeby ten płomień rozpalał do czerwoności, do siły. I jeżeli nawet jeszcze dzisiaj nie wiemy co jesteśmy warci - to zawsze kiedyś przyjdzie taki moment, że my to zrozumiemy. I kiedy z tych przeniesionych płomieni, nie pożogę stworzymy, ale nowe życie!

Dziękuję bardzo.


całość http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=306
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 07 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sro Gru 07, 2016 7:16 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> SPRAWY BIEŻĄCE Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group