Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna polonus.forumoteka.pl
Archiwum b. forum POLONUS (2008-2013). Kontynuacją forum POLONUS jest forum www.konfederat.pl
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Kornel Morawiecki - Dlaczego przewróciłem okrągły stolik

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> ARCHIWUM
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Czw Lut 05, 2009 11:52 am    Temat postu: Kornel Morawiecki - Dlaczego przewróciłem okrągły stolik Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Dlaczego przewróciłem okrągły stolik
Kornel Morawiecki 04-02-2009,

Dlaczego generałowie rządzący Polską z moskiewskiego nadania zdecydowali się na Okrągły Stół? Z jakich powodów i po co? Oni sami i ich mentorzy od 20 lat chcą nam wmówić, że z patriotyzmu i żeby oddać swą namiestniczą władzę w ręce narodu.

Radykalna młodzież

Wolne żarty. Przypomnijmy ówczesne, arcyprzewrotne, reżimowe hasło: "Socjalizmu będziemy bronić jak niepodległości". Aparat partyjny i wojskowi, którzy tak łatwo wygrali, wprowadzając w 1981 r. stan wojenny, w 1988 r. myśleli podobnie.Jedyne poważne odpowiedzi na postawione tu pytania są dwie. Pierwsza, że Okrągły Stół został wymuszony przez Moskwę, która w ten sposób chciała sprawdzić na polskim poletku doświadczalnym skutki pieriestrojki i głasnosti Gorbaczowa. Druga, że polskie władze podjęły koncepcję rozmów przy okrągłym stole ze strachu przed tym, co mogłoby je spotkać bez tej inicjatywy.

Obie te odpowiedzi się nie wykluczają, a nawet mogą się uzupełniać. Za pierwszą przemawia to, co jesienią 1989 stało się w pozostałych krajach obozu, a zwłaszcza wypadki rumuńskie w grudniu 1989 r. Przeciw tej hipotezie przemawia jednak brak w Instytucie Pamięci Narodowej i innych archiwach śladów rozmów i nacisków sowieckich na Warszawę. Są za to wypowiedzi członków kierownictwa moskiewskiego skierowane do najwyższych funkcjonariuszy PRL, w tym do samego gen. Jaruzelskiego, wykluczające spełnienie próśb "bratniej pomocy" w przypadku rozruchów w Polsce. To przemawia za drugą hipotezą. Zachowały się też eksperckie opracowania służb specjalnych oceniające zagrożenie dla reżimu ze strony Solidarności Walczącej i rosnącego wpływu radykalnych haseł na młodzież.

W drugiej połowie lat 80. można było dostrzec dwa przeciwstawne procesy. Zmęczenie ogółu społeczeństwa i brak wiary w zmiany na lepsze symbolizował tytuł artykułu Jacka Kuronia w "Tygodniku Mazowsze": "Krajobraz po bitwie".

Natomiast z drugiej strony pałeczkę w konspiracji przejmowało młode pokolenie. Jak grzyby po deszczu powstawały niezależne gazetki szkolne, formowały się nowe podziemne struktury.


Zasługa przeciwników

W takich realiach Okrągły Stół stał się dla władz i dla obawiających się marginalizacji liderów tzw. konstruktywnej opozycji przysłowiową ucieczką do przodu. Solidarnościowi partnerzy władzy komunistycznej w parciu i przygotowaniach do Okrągłego Stołu niebezpiecznie ocierali się o zdradę pozostających w podziemiu kolegów, o zdradę niepodległościowych ideałów i solidarnościowych marzeń. Znów muszę tu przywołać najwybitniejszego przedstawiciela strony ugodowej Jacka Kuronia. W odtajnionej parę lat temu rozmowie z płk. SB Janem Lesiakiem Solidarność Walcząca jest przez Jacka postrzegana jako zagrożenie, które należy zneutralizować, w domyśle, we współpracy ze służbami specjalnymi.Czy nie podobnie sprawy widzieli Lech Wałęsa i jego najbliższe otoczenie? Czyżby im rozum odjęło? Nie. Może więc oni wszyscy, tzw. nasi architekci Okrągłego Stołu, po prostu nie wyobrażali sobie wtedy pokonania komunizmu, a tych, którzy takie szalone cele formułowali, uważali za zagrożenie dla swoich własnych koncepcji i pozycji? Jeśli tak – byłoby to małe i nikczemne.

Ale niektórzy z nich mogli rzeczy rozważać w kategoriach narodowego interesu i tu już można ich tłumaczyć. Przecież w upadek komuny nie wierzył ani Zachód, ani Kościół, ani większość polskiej inteligencji. Na zdrowy rozum biorąc, fantaści, którzy dążyli do upadku komuny, co według "okrągłostołowych mężów stanu" było kompletną utopią, mogliby pchnąć bezbronną polską młodzież na karabiny maszynowe.

Tak obie umawiające się strony połączyła wspólnota strachu. Czy uzasadnionego? Wydaje się, że nie. My, którzy dziś wiemy, jak się potoczyły dzieje, możemy jedynie spekulować, jak mogłyby się potoczyć. Nie zwalnia to nas z obowiązku oceniania ówczesnych postaw i wyborów.

Stawiam paradoksalną z pozoru tezę: na doprowadzenie do Okrągłego Stołu, jego przebieg i rezultat największy wpływ mieli nie uczestnicy, ale przeciwnicy takiego porozumienia. Oni stworzyli klimat zagrożenia dla wysokich dogadujących się stron, co skłaniało komunistów do większej otwartości i ustępliwości. Po to, żeby osiągnięte porozumienie sprzedać jako wzajemny sukces i żeby tak zostało odebrane przez większość społeczeństwa, koncesje komuny musiały być znaczne. Inaczej triumfowaliby kontestatorzy Okrągłego Stołu.

Przypomnijmy, jak pod tym naciskiem stopniowo poszerzało się pole społecznego manewru. Jak pierwsze propozycje zgody na "Solidarność" w poszczególnych zakładach pracy przekształciły się w relegalizację związku ogólnopolskiego. Jak zapisywano i uzgadniano kolejne, potem się okazało, że papierowe, zdobycze socjalne. Jak odzyskiwano "Tygodnik "Solidarność"", jak pączkowała "Gazeta Wyborcza".

Jak zgodzono się na wolne wybory do, wydawało się, mało istotnego Senatu, co wkrótce przypieczętowało wyborcze zwycięstwo obywateli. Te i inne ustępstwa, wymuszone ewentualnym brakiem akceptacji ugody, okazały się zbawienne. Polacy zobaczyli i poczuli słabość komuny. Kunktatorskie zagrywki "naszych" okrągłostołowych elit na nic się zdały.

Linie krzywe

Mimo publicznego wyznania samego Wałęsy w czerwcu 1989 roku, że będzie głosował na komunistyczną listę krajową, przepadła ona z kretesem. Niewiele pomogło przeforsowanie przez Bronisława Geremka podobnej listy do drugiej tury. Nawet obłuda części solidarnościowych posłów przy głosowaniu za prezydenturą Jaruzelskiego – wszystko to nie było w stanie uratować systemu. W pierwszych częściowo wolnych wyborach powszechnych Polacy odrzucili komunizm.W cieniu Okrągłego Stołu rozgrywały się dramaty, morderstwo księży: Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca, Sylwestra Zycha. Ci sami dżentelmeni z przyjęć w Magdalence sterujący kamerami i światłami telewizyjnych jupiterów, z tym samym gen. Czesławem Kiszczakiem, nazywanym później przez okrągłostołowych partnerów człowiekiem honoru, z zimną krwią zlecali albo co najmniej kryli i tuszowali zbrodnie swoich podwładnych.

Po co to robili? Wtedy jeszcze w podziemiu pisałem, że testowali gotowość do ustępliwości solidarnościowych i kościelnych interlokutorów. Niestety, brak wyjaśnienia owych mordów po bez mała 20 latach wolnej pookrągłostołowej Polski utwierdza tamte ponure przypuszczenia.

Dzisiaj patrzymy na konsekwencje ugody Okrągłego Stołu, na nierozliczenie komuny, fałszywe autorytety, skrywanie agentów, na rozgrabienie społecznego majątku z jednej, a biedę i wegetację wielu działaczy podziemia z drugiej strony. Uświadamiamy sobie, że Okrągły Stół zaprzepaścił wielką ideę solidarności. Nie tylko nas, Polaków, ale wszystkie po części naśladujące Polskę pokomunistyczne kraje wepchnął w nomenklaturowy, nieprawy kapitalizm. Obserwujemy niewymierne straty moralne, słabnięcie polskiej tożsamości.

Stało się to, przed czym przestrzegałem, pisząc wówczas, że zgniły kompromis spowoduje "ubytek polskiego ducha i materii". Gdy dziś przypominam sobie moje symboliczne publiczne przewracanie Okrągłego Stołu w 1991 r. przed kamerami TVP – jestem z tego gestu dumny. Ale nie ja byłem pierwszy. Mecenas Władysław Siła--Nowicki, uczestnik Okrągłego Stołu, w jego trakcie określił swoich solidarnościowych kolegów najcięższym polskim zarzutem: targowica.

Linie Okrągłego Stołu były splątane i krzywe. Ani komuniści nie zamierzali oddawać władzy, ani okrągłostołowi solidarnościowcy nie myśleli jej brać. Ani uczestnicy, ani przeciwnicy Okrągłego Stołu nie potrafili trafnie przewidzieć, co on nam przyniesie. Przy całej krytyce, którą tu prezentuję, przecież wiem, że były przy Okrągłym Stole osoby, które próbowały od samego początku wyrąbać maksymalnie dużo, które komunistów nie akceptowały i ugodę traktowały jako etap i instrument walki o pełną wolność.

Po tamtej targowicy sprzed 217 lat Polska straciła niepodległość. Przed 20 laty, mimo naszych realnych obaw przed kolejną targowicą, dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności, ale również dzięki postawom samych Polaków, tych, którzy byli za, i tych, którzy byli przeciw Okrągłemu Stołowi, Polska niepodległość odzyskała. Tak Bóg (z naszą skromną pomocą) pisał prosto po liniach krzywych.


http://www.rp.pl/artykul/9157,258725_Morawiecki__Dlaczego_przewrocilem_okragly_stolik.html

Komentarze na blogu rzepy:

http://blog.rp.pl/blog/2009/02/04/kornel-morawiecki-dlaczego-przewrocilem-okragly-stolik/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 7:48 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Czw Lut 05, 2009 12:57 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zgadzając się generalnie z tezami Kornela Morawieckiego w przywołanym wyżej artykule trudno nie zwrócić jednak uwagi na dwie kwestie.

1. Źle się dzieje, że 20 rocznice Okrągłego Stołu traktuje się instrumentalnie, usiłując załatwić przy okazji jakieś własne, doraźne interesy. W Sejmie odbywa się dzisiaj spotkanie uczestników Okrągłego Stołu z udziałem m.in. Jaruzelskiego, Wałęsy, Kiszczaka i Mazowieckiego.
http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/komunizm-rozwiazano-za-porozumieniem-stron,1254784,5823

Z kolei Prezydent organizuje jutro oddzielny panel historyczny nt. Okrągłego Stołu
http://www.prezydent.pl/x.node?id=1011848&eventId=26527910

Intencje obu stron są jasne. Organizatorzy spotkania w Sejmie przedstawią jednostronną, entuzjastyczną ocenę Okrągłego Stołu. Prezydent przedstawi ocenę, która "nie jest prosta", czemu trudno się dziwić. Z jednej strony Lech Kaczyński uczestniczył w tych rozmowach (a także w rozmowach w Magdalence: http://pl.wikipedia.org/wiki/Rozmowy_w_Magdalence ), z drugiej dzisiejszymi sojusznikami Prezydenta są ludzie kontestujący Okrągły Stół i nazywający go zdradą narodową i nową Targowicą.

O Targowicy pisze także Kornel Morawiecki w swoim artykule.

Z drugiej jednak strony w artykule Kornela Morawieckiego pojawia się zastanawiające rozróżnienie:

Cytat:
Przy całej krytyce, którą tu prezentuję, przecież wiem, że były przy Okrągłym Stole osoby, które próbowały od samego początku wyrąbać maksymalnie dużo, które komunistów nie akceptowały i ugodę traktowały jako etap i instrument walki o pełną wolność.


Byli więc dobrzy i źli Targowiczanie? Moim zdaniem takie rozróżnienie wymagałoby szerszego uzasadnienia i udokumentowania. Bez tego powstaje wrażenie, że to nieoczekiwane zakończenie artykułu Kornela Morawieckiego to takie taktyczne zagranie, mające na celu usprawiedliwić współpracę środowiska SW z PiS. Nie ma w tej współpracy niczego zdrożnego, pod warunkiem, że ceną za nią nie jest - nazwijmy to - pewna niespójność moralnych ocen.

2. Artykuł Kornela Morawieckiego nie jest pracą historyczną - to oczywiste. Jednak z drugiej strony od osób takich jak Morawiecki (legendy antykomunistycznego podziemia lat 80.) można wymagać, aby unikali zbyt jednostronnego, wybiórczego przytaczanie faktów, które tak drażni w innych przypadkach.

Dziwne więc, że Kornel Morawiecki pamięta tylko o jednej, własnej organizacji, która kontestowała Okrągły Stół i nie wzięła w nim udziału. A przecież takich poważnych, dużych organizacji było więcej...

Szkoda też, że Kornel Morawiecki przypominając znany artykuł Jacka Kuronia "Krajobraz po bitwie" z 1987 roku, pisząc o "drugiej stronie" zapomniał wskazać głównego oponenta i krytyka tego artykułu Kuronia, autora głośnej polemiki zatytułowanej "Krajobraz przed bitwą." Pełny tekst tego artykułu jest tutaj http://www.polonus.mojeforum.net/krajobraz-przed-bitwa-1987-temat-vt299.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jan Mak
Gość





PostWysłany: Czw Lut 05, 2009 1:34 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kornel Morawiecki nie mógł zapomnieć o innych organizacjach kontestujących Okrągły Stół. I nie zapomniał. Zobacz oryginał artykułu na stronie
http://www.solidarni.org/
W Okrąłym Stole brał udział mec. Siła-Nowicki, który w jego trakcie użył sformułowania "Targowica", a i parę innych porządnych osób się tam zaplątało, więc to nie jest dzielenie ludzi na lepszych i gorszych Targowiczan, tylko troska o prawdę. Jeśli spójność ocen moralnych ma polegać na przypisywaniu danej grupie jednej oceny, to ja dziękuję.
Powrót do góry
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Czw Lut 05, 2009 3:46 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Janku,
po Twoim artykule sprostowałem moje zastrzeżenia, gdy idzie punkt 2 na Forum Frondy i blogu Rzepy, gdzie umieściłem fragment mojego postu.

Następnie jeszcze raz, uważnie przeczytałem pełny oryginalny tekst artykułu Kornela Morawieckiego, zamieszczony na stronie www.solidarni.org i przyznaję, że także moje zastrzeżenia z p. 1. nie są trafne. Faktycznie kategoryczna nazwa "Targowica" pojawia się w artykule Kornela Morawieckiego jedynie jako opinia Siły-Nowickiego, a nie jako jego własny, kategoryczny osąd. Chodziło mi o to, że jeżeli uczestników Okrągłego Stołu ocenialibyśmy jednoznacznym słowem "Targowiczanie", to czynienie później rozróżnienia na dobrych i złych Targowiczan byłoby mało przekonujące.

Moim zdaniem Okrągły Stół był błędem, ale błędem, który później można było naprawić (szkoda, że się to nie udało).

Przyczyna tego błędu była zaś nie tyle zdrada, co (w największym skrócie) strach i błędna ocena sytuacji. Bije się więc w piersi, wycofuję oba moje zastrzeżenia i zamieszczam poniżej pełny, oryginalny tekst artykułu Kornela Morawieckiego ze strony www.solidarni.org:
Cytat:


Dlaczego przewracałem okrągły stół

Morawiecki Dlaczego generałowie rządzący Polską z moskiewskiego nadania zdecydowali się na Okrągły Stół? Z jakich powodów i po co? Oni sami i ich mentorzy od 20 lat chcą nam wmówić, że z patriotyzmu i żeby oddać swą namiestniczą władzę w ręce narodu. (...) Okrągły Stół zaprzepaścił wielką ideę solidarności. Wepchnął Polskę w nomenklaturę, nieprawy kapitalizm. Przyniósł niewymierne straty moralne i słabnięcie polskiej tożsamości.(...)
Pełna wersja tekstu dla "Rzeczpospolitej".


Dlaczego generałowie rządzący Polską z moskiewskiego nadania zdecydowali się na okrągły stół? Z jakich powodów i po co? Oni sami i ich mentorzy od dwudziestu lat chcą nam wmówić, że z patriotyzmu i żeby oddać swą namiestniczą władzę w ręce narodu. Wolne żarty. Przypomnijmy ówczesne, arcyprzewrotne, reżimowe hasło: „Socjalizmu będziemy bronić jak Niepodległości”. Przypomnijmy powiedzenie Władysława Gomułki: „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. Aparat partyjny i wojskowi, którzy tak łatwo wygrali wprowadzając w 1981 r. stan wojenny, w 1988 r. myśleli podobnie.

Jedyne poważne odpowiedzi na postawione tu pytania są dwie: Pierwsza, że okrągły stół został wymuszony przez Moskwę, która w ten sposób chciała sprawdzić na „polskim poletku doświadczalnym” skutki „pierestrojki” i „głasnosti” Gorbaczowa. Druga, że polskie władze podjęły koncepcję rozmów przy okrągłym stole ze strachu przed tym, co mogłoby ich spotkać bez tej inicjatywy. Gdyby uważali, że nic im nie grozi, rządziliby po staremu.

Obie te odpowiedzi się nie wykluczają, a nawet mogą się uzupełniać. Za pierwszą przemawia to, co jesienią 1989 stało się w pozostałych krajach obozu, a zwłaszcza wypadki rumuńskie w grudniu 1989. Dyktator Rumunii Caucescu nie chciał zaaprobowanego przez Sowietów polskiego dzielenia się władzą i odpowiedzialnością. W rezultacie został rozstrzelany wraz z małżonką przez własnych towarzyszy, po sprowokowanych przez nich zamieszkach i sądzie kapturowym. Przeciw tej hipotezie przemawia brak w Instytucie Pamięci Narodowej i innych archiwach śladów rozmów i nacisków sowieckich na Warszawę. Są za to wypowiedzi członków kierownictwa moskiewskiego skierowane do najwyższych funkcjonariuszy PRL, w tym do samego gen. Jaruzelskiego, wykluczające spełnienie próśb „bratniej pomocy” w przypadku rozruchów w Polsce. To przemawia za drugą hipotezą. Zachowały się też eksperckie opracowania służb specjalnych oceniające zagrożenie dla reżimu ze strony Solidarności Walczącej i rosnącego wpływu radykalnych haseł na młodzież.

W drugiej połowie lat 80 można było dostrzec dwa przeciwstawne procesy. Zmęczenie ogółu społeczeństwa i brak wiary w zmiany na lepsze symbolizował tytuł artykułu Jacka Kuronia w „Tygodniku Mazowsze”: „Krajobraz po bitwie”. Z drugiej strony pałeczkę w konspiracji przejmowało młode pokolenie. Jak grzyby po deszczu powstawały niezależne gazetki szkolne, formowały się nowe podziemne struktury: Federacja Młodzieży Walczącej, Ruch Młodzieży Niezależnej, Młodzieżowy Ruch Oporu „Solidarność”, wrocławskie fenomeny: Pomarańczowa Alternatywa i Międzyszkolny Komitet Oporu. Próba spacyfikowania nastrojów przez kooptację części elit do Społecznej Rady Konsultacyjnej przy gen. Jaruzelskim (przezywanej w podziemiu SR-aką) spaliła na panewce. W takich realiach okrągły stół stał się dla władz i dla obawiających się marginalizacji liderów tzw. konstruktywnej opozycji przysłowiową ucieczką do przodu.

Solidarnościowi partnerzy władzy komunistycznej w parciu i przygotowaniach do okrągłego stołu niebezpiecznie ocierali się o zdradę pozostających w podziemiu kolegów, o zdradę niepodległościowych ideałów i solidarnościowych marzeń. Znów muszę tu przywołać najwybitniejszego przedstawiciela strony ugodowej Jacka Kuronia. W odtajnionej parę lat temu rozmowie z płk. SB Janem Lesiakiem, Solidarność Walcząca jest przez Jacka postrzegana jako zagrożenie, które należy zneutralizować, w domyśle, we współpracy ze służbami specjalnymi. Czy nie podobnie sprawy widzieli Lech Wałęsa i jego najbliższe otoczenie? Czyżby im rozum odjęło? Nie. Oni wszyscy, tzw. nasi architekci okrągłego stołu, po prostu nie wyobrażali sobie wtedy pokonania komunizmu, a tych, którzy takie szalone cele formułowali, uważali za zagrożenie dla swoich własnych koncepcji i pozycji. To ostatnie trzeba uznać za małe i nikczemne. Ale niektórzy z nich mogli rzeczy rozważać w kategoriach narodowego interesu i tu już można ich tłumaczyć. Przecież w upadek komuny nie wierzył ani Zachód, ani Kościół, ani większość polskiej inteligencji. Na zdrowy rozum biorąc fantaści, którzy dążyli do upadku komuny, co według „okrągłostołowych mężów stanu” było kompletną utopią, mogliby pchnąć bezbronną polską młodzież na maszynowe karabiny.

Tak obie umawiające się strony połączyła wspólnota strachu. Czy uzasadnionego? Wydaje się, że nie. Bliski upadek komunizmu jako systemu i rozpad Związku Sowieckiego uprawdopodobniają sąd, że na kontynencie europejskim po stronie samych komunistów nie było już woli walki i umierania w obronie dogorywającego systemu, ani w centrali, ani tym bardziej na peryferiach obozu. My, którzy dziś wiemy jak się potoczyły dzieje, możemy jedynie spekulować jak mogłyby się potoczyć. Nie zwalnia nas to z obowiązku oceniania ówczesnych postaw i wyborów.

Stawiam paradoksalną z pozoru tezę: na doprowadzenie do okrągłego stołu, jego przebieg i rezultat, największy wpływ mieli nie uczestnicy, ale przeciwnicy takiego porozumienia. Oni stworzyli klimat zagrożenia dla wysokich dogadujących się stron, co komunistów skłaniało do większej otwartości i ustępliwości. Po to, żeby osiągnięte porozumienie sprzedać jako wzajemny sukces, i żeby tak zostało odebrane przez większość społeczeństwa, koncesje komuny musiały być znaczne. Inaczej triumfowaliby kontestatorzy okrągłego stołu. Trwałość, względna siła podziemia niepodległościowego i coraz twardsze żądania takich ugrupowań jak SW, KPN, LDP”N”, MRKS, OKOR, PPN tworzyły nowy krajobraz polityczny w kraju. Tworzyły sytuację, w której komuniści musieli (szybko) decydować się, czy chcą rozmawiać z częścią opozycji, tą częścią, która na rozmaite kompromisy była gotowa, czy ryzykować dalszy wzrost popularności grup walczących o pełną niepodległość i pełną demokrację.

Przypomnijmy jak pod tym naciskiem stopniowo poszerzało się pole społecznego manewru. Jak pierwsze propozycje zgody na „Solidarność” w poszczególnych zakładach pracy przekształciły się w relegalizację Związku ogólnopolskiego. Jak zapisywano i uzgadniano kolejne, potem okazało się, że papierowe, zdobycze socjalne. Jak odzyskiwano „Tygodnik Solidarność”, jak pączkowała „Gazeta Wyborcza”. Jak zgodzono się na wolne wybory do, wydawało się mało istotnego Senatu, co wkrótce przypieczętowało wyborcze zwycięstwo obywateli. Te i inne ustępstwa, wymuszone ewentualnym brakiem akceptacji ugody, okazały się zbawienne. Polacy zobaczyli i poczuli słabość komuny. Kunktatorskie zagrywki „naszych” okrągłostołowych elit nie zdały się na nic. Mimo publicznego wyznania samego Wałęsy w czerwcu 1989 r., że będzie głosował na komunistyczną Listę Krajową, przepadła ona z kretesem. Niewiele pomogło przeforsowanie przez Bronisława Geremka podobnej listy do drugiej tury (co łamało przyjętą ordynację wyborczą). Nawet obłuda części solidarnościowych posłów przy głosowaniu za prezydenturą Jaruzelskiego - wszystko to nie było w stanie uratować systemu W pierwszych częściowo wolnych wyborach powszechnych Polacy odrzucili komunizm.

W cieniu okrągłego stołu rozgrywały się dramaty, morderstwo księży Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca, Sylwestra Zycha. Ci sami dżentelmeni z przyjęć w Magdalence sterujący kamerami i światłami telewizyjnych jupiterów, z tym samym gen. Kiszczakiem nazywanym później przez okrągłostołowych partnerów człowiekiem honoru, z zimną krwią zlecali albo, co najmniej kryli i tuszowali zbrodnie swoich podwładnych. Po co to robili? Wtedy jeszcze w podziemiu pisałem, że testowali gotowość do ustępliwości solidarnościowych i kościelnych interlokutorów. Niestety brak wyjaśnienia owych mordów po bez mała 20 latach wolnej pookrągłostołowej Polski utwierdza tamte ponure przypuszczenia.

Dzisiaj patrzymy na konsekwencje ugody okrągłego stołu, na nierozliczenie komuny, fałszywe autorytety, skrywanie agentów, na rozgrabienie społecznego majątku z jednej, a biedę i wegetację wielu działaczy podziemia z drugiej strony. Uświadamiamy sobie, że okrągły stół zaprzepaścił wielką ideę solidarności. Nie tylko nas Polaków, ale wszystkie po części naśladujące Polskę pokomunistyczne kraje wepchnął w nomenklaturowy, nieprawy kapitalizm. Obserwujemy niewymierne straty moralne, słabnięcie polskiej tożsamości. Stało się to, przed czym przestrzegałem, pisząc wówczas, że zgniły kompromis spowoduje „ubytek polskiego ducha i materii”. Gdy dziś przypominam sobie moje symboliczne publiczne przewracanie okrągłego stołu w 1991 r. przed kamerami TVP - jestem z tego gestu dumny. Ale nie ja byłem pierwszy. Mecenas Siła-Nowicki, uczestnik okrągłego stołu, w jego trakcie, określił swoich solidarnościowych kolegów najcięższym polskim zarzutem: Targowica.

Linie okrągłego stołu były splątane i krzywe. Ani komuniści nie zamierzali oddawać władzy, ani okrągłostołowi solidarnościowcy nie myśleli jej brać. Ani uczestnicy, ani przeciwnicy okrągłego stołu nie potrafili trafnie przewidzieć, co on nam przyniesie. Przy całej krytyce, którą tu prezentuję, przecież wiem, że były przy okrągłym stole osoby, które próbowały od samego początku wyrąbać maksymalnie dużo, które komunistów nie akceptowały i ugodę traktowały jako etap i instrument walki o pełną wolność. Po tamtej Targowicy sprzed 217 lat Polska straciła niepodległość. Przed 20 laty, mimo naszych realnych obaw przed kolejną Targowicą, dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności, ale również dzięki postawom samych Polaków, tych, którzy byli za i tych, którzy byli przeciw okrągłemu stołowi Polska niepodległość odzyskała. Tak Bóg (z naszą skromną pomocą) pisał prosto po liniach krzywych.
Kornel Morawiecki,
dodany: 2009-02-04


http://www.solidarni.org/publicystyka/polska/dlaczego_przewrocilem_okragly_stolik

Muszę teraz sprostować moje uwagi na FF (ale nie mogę się połączyć z tym Forum) oraz na blogu Rzepy. Natomiast na stronie www.solidarni.org liczę, że Administrator uwzględni moje powyższe sprostowanie, nie zapominając o dodaniu, iż wyrażam niniejszym skruchę i biję się w piersi.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Wto Lut 02, 2010 6:18 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kontynuując temat Okrągłego Stołu wklejam tekst z bloga Antoniego Dudka:
Cytat:

Jaruzelski o 1989

Pamiętacie Państwo Egona Krenza? Zastąpił Ericha Honeckera w roli przywódcy NRD na kilkanaście dni przed upadkiem muru berlińskiego. Później zaś spędził kilka lat w więzieniu za wydanie rozkazu strzelania do uciekinierów z NRD oraz fałszowanie wyborów. Zanim jednak te straszliwe kary spadły na Egona, 2 listopada 1989 r., wracając z Moskwy zatrzymał się na chwilę w Warszawie i odwiedził prezydenta PRL gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który podzielił się z nim swoją oceną wydarzeń kilkunastu minionych miesięcy. Warto przytoczyć ówczesną relację generała, który dziś inaczej przedstawia wydarzenia z 1989 r. usiłując uczynić z nich tarczę ochronną dla swej komunistycznej przeszłości. Tytułem ciekawostki dodam, że notatkę, którą w całości opublikuję w drugim tomie „Zmierzchu dyktatury”, sporządził Sławomir Cytrycki, późniejszy minister skarbu w rządzie L. Millera oraz szef Kancelarii Premiera Marka Belki.

Cytat:
[…] Nie udało się nam tak reali­zować odnowy, żeby wyprzedzać przeciwnika. Zaczęły też narastać trudności gospodarcze, wynikające z pętli zadłużenia, z presji ludzi pracy na wzrost płac, czemu nie potrafiliśmy się przeciwstawić, ze wzrostu dotacji, które zniekształcały prawidłowe relacje gospodarcze.

W rezultacie najpierw w maju, a następnie w sierpniu ubiegłego roku - zaczęły wybuchać strajki. Przewidywaliśmy gorącą jesień. Wysunięta została oferta "okrągłego stołu", która rozładowała napięcie. Odbyło się X Plenum KC PZPR. Poszliśmy też na kolejny krok, jakim były wybory. Nie robiliśmy tego na ślepo, szeroko to konsultowaliśmy. Rząd Rakow­skiego miał pewne sukcesy, co pozwalało sądzić, że wybory odbędą się w lepszej atmosferze. Wszyscy mówili, żeby robić wybory. Świadczyło to o wielkim braku rozeznania. Partia stała się przez te lata sprawo­wania władzy "superurzędem", rozleniwiła się politycznie, straciła umiejętność przekonywania. W okresie kampanii wyborczej okazało się, że nie potrafi walczyć, pozyskiwać ludzi. Do tego doszły rozliczenia historyczne okresu stalinizmu. Nałożyły się też na to narastające trud­ności gospodarcze. Wszystko to obróciło się obiektywnie przeciw nam. Na tym tle nastąpiła też "zdrada" naszych dotychczasowych sojuszników - ZSL i SD. Trzeba jednak samokrytycznie powiedzieć, że było w tym sporo naszej winy. Traktowaliśmy ich bowiem przez wiele lat bez kultury politycznej, jak satelitów. W tej sytuacji nie mieliśmy innego rozwiązania, poza wyprowadzeniem czołgów, czego nie mogłem sobie wyobrazić.

W obecnym układzie mamy "pakiet kontrolny". Jest nim Prezydent, kontrola nad armią i aparatem bezpieczeństwa, zachowanie ważnych tek w rządzie. Ale to są tylko bezpieczniki. Najważniejszą sprawą jest, z jednej strony, umocnienie koalicyjnej współpracy, z drugiej zaś umocnienie partii, która głęboko przeżyła tę porażkę i nie jest przygotowana do walki parlamentarnej. Musimy się tego uczyć. Ale jedyna droga do odbudowania pozycji wiedzie przez rozum i serce, a nie przez fotele. W tym kon­tekście Prezydent odnotował także, że jego dotychczasowa współpraca z Premierem układa się dobrze.

Prezydent stwierdził następnie, że poszukujemy "optymalnej wizji socjalizmu". Chcielibyśmy, aby był to socjalizm efektywny gospodarczo, sprawiedliwy społecznie, demokratyczny politycznie, a moralnie, psychologicznie i obyczajowo atrakcyjny, bliski ludziom. Najtrudniejszym zadaniem jest pogodzenie efektywności gospodarowania i sprawiedliwości społecznej. Trzeba znaleźć rozwiązania, które tak sprawnie działają w kapitalizmie, nie gubiąc - w sensie sprawiedliwości społecznej - niczego z dorobku socjalizmu. Stwarza to wielkie pole do działania dla partii, która powinna być rzecznikiem tych wartości. Partia jest też gwarantem sojuszu z ZSRR, z NRD i z innymi krajami, będąc przez to ważnym czynnikiem bezpieczeństwa. Ale i na ten problem trzeba patrzyć szerzej. Partia nie ma monopolu na przyjaźń. Musi dbać o to, żeby być w awangardzie, ale nie może pozbawiać innych sił prawa do rozwijania stosunków i współpracy z ZSRR. Musimy zwalczać antysowie­tyzm, pozyskiwać dla współpracy z ZSRR wszystkie siły. […]


http://antoni.dudek.salon24.pl/154277,jaruzelski-o-1989
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 7:48 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9116

PostWysłany: Sob Lut 13, 2010 8:52 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Na Blumsztajnie czapka gore
Rafał A. Ziemkiewicz 13-02-2010,

Opowiem Państwu o tym, bo sprawa, choć sprzed ładnych paru dni, jest bardzo charakterystyczna. Otóż zostałem zaproszony przez krakowski IPN do dyskusji związanej z okrągłą rocznicą rozwiązania PZPR. W dyskusji tej wspomniałem o znanym fakcie, iż jednym z impulsów, które skłoniły komunistycznych generałów do ustępstw wobec opozycyjnego ośrodka skupionego wokół Wałęsy i rozmów Okrągłego Stołu (plan pierwotny zakładał porozumienie z Kościołem i dopuszczenie do pozorów władzy jakiegoś utworzonego pod egidą Episkopatu stronnictwa chadeckiego) był szyfrogram z peerelowskiej ambasady w Moskwie. W szyfrogramie tym tamtejsza rezydentura informowała generałów, iż „radzieccy” zamierzają zaprosić na zbliżający się festiwal filmowy Adama Michnika, jako osobę towarzyszącą Andrzejowi Wajdzie.

Skrót dyskusji zamieszczony został w specjalnej wkładce do „Tygodnika Powszechnego”. Zareagował na to publicysta michnikowszczyzny, Seweryn Blumsztajn. Skrytykował tygodnik za zamieszczenie historycznej wkładki, wściekając się, że w niej „Rafał Ziemkiewicz sugeruje za Antonim Dudkiem, że ugodę okrągłostołową wynegocjował z Rosjanami Michnik za plecami Jaruzelskiego”.

Oto dokładnie, co powiedziałem:

„Nie wiemy po dwudziestu latach, czy istniały, i jakie, negocjacje na linii Kreml – polska opozycja. Dokumenty z ambasady PRL w Moskwie, które mogły to wyjaśnić, zniknęły w latach 90-tych. Zachował się jedynie ten cytowany przez Antoniego Dudka w jego książce »Reglamentowana rewolucja« szyfrogram, z którego wynika, że Jaruzelski z Kiszczakiem z dużym przerażeniem dowiedzieli się z Moskwy, że pod pozorem festiwalu filmowego, jako osobę towarzyszącą Andrzejowi Wajdzie przywódcy radzieccy chcą zaprosić do Moskwy Adama Michnika.”

I jeszcze, w innym miejscu:

„Nie jest tak, że Jaruzelski z Kiszczakiem prowadzili jakąś grę nie uzgodnioną z Sowietami. Raczej wierzę Urbanowi, który we wspomnieniach pisze, że kiedy krótko po wyborach referowali towarzyszom radzieckim, na jakim są etapie, strona radziecka wszystko już wiedziała i odniósł wrażenie, że »radzieccy« byli już po rozmowie z tymi, którzy władzę przejmują, że − to interpretacja samego Urbana − postawili im swoje warunki i wiedzieli, że będą one spełnione.”

Jak widać − w moim tekście nie ma wcale sugestii, która pobudziła Blumsztajna do emocjonalnych komentarzy. Nie ma jej zresztą także i u Dudka. Nie przesądza on wcale, czym była informacja z Moskwy, która bez wątpienia popchnęła Kiszczaka i Jaruzelskiego do działania. Może rezydent peerelowskiego wywiadu został przez towarzyszy sowieckich zdezinformowany − może wcale nie zamierzali sowieci rozpoczynać bezpośrednich rozmów w polską opozycją, a tylko chcieli dać towarzyszowi generałowi sygnał, że mogą to zrobić, jeśli on będzie się guzdrać?

Sugestię, że jakieś rozmowy jednak były, można za to faktycznie znaleźć u Urbana. Ale ponieważ wiadomo, że to przyjaciel Adama Michnika, więc Blumsztajn przezornie o jego świadectwie nie wspomina. Zamiast tego, w sposób typowy dla gazety, w której pisze, stara się wykpić imputowaną mi tezę („Michnik wynegocjował… za plecami Jaruzelskiego − ha, ha, cóż za bzdury ten Ziemkiewicz wypisuje!), wiedząc doskonale, że ten rodzaj czytelników, do których się zwraca, w 90 proc. nie czyta niczego poza "giewu" i do głowy nie przyjdzie im weryfikować jego prawdomówność.

Ale trudno nie zrozumieć, dlaczego Blumsztajna nawet drobna wzmianka o tych zamierzchłych sprawach tak bardzo denerwuje. Jest tu bowiem pewien drobiazg, którego nie sposób wyjaśnić w sposób dla niego satysfakcjonujący. To właśnie, że gdy Dudek odkrył wspomniane tu ostrzeżenie, że towarzysze radzieccy zamierzają nawiązać bezpośredni kontakt z polską opozycją, pozostałe stenogramy z moskiewskiej ambasady z owych czasów zniknęły. I to w jaki sposób zniknęły! Kto zada sobie trud dotarcia do archiwum MSZ, zobaczy, że zostały one po prostu po chamsku wydarte z zabezpieczonego, zgodnie z zasadami archiwum skoroszytu. Widać nawet jeszcze strzępki stron. Tak jakby ktoś mocno spanikowany, pod wpływem nagłego impulsu, zbiegł do archiwum, złapał z półki stosowny skoroszyt i wyszarpał z niego ważne stronice, dokładnie tak samo, jak wyszarpane zostały kluczowe dokumenty z teczki TW „Bolka”.

Na pewno nie zniszczyli tych papierów komuniści. Oni akurat się ich nie bali. Wszystko wskazuje, że szyfrogramy wydarto ze skoroszytu w okresie, kiedy za wspomniane archiwum odpowiadał człowiek blisko związany z kręgiem Michnika.

Zapytajmy naiwnie, niczym wolterowski prostaczek: a po co by te dokumenty niszczono, gdyby niczego one nie zawierały, gdyby wszelka sugestia dotycząca jakichkolwiek kontaktów przejmującej władzę opozycji z sowieckimi nadzorcami peerelu była tak absurdalna i śmieszna, jak to sugeruje Blumsztajn?

W istocie, mamy tu do czynienia z podobnym trupem w michnikowej (geremkowej? Czyjejś jeszcze innej?) szafie, jak sławna „komisja historyków”, która grasowała po archiwum SB za rządów Mazowieckiego. Nie ma na tego trupa innej rady, niż trzymać kolanem drzwi szafy i upierać się, że wszyscy, którzy czują z niej jakiś smród, to wariaci, oszołomy i żałosne indywidua.

Problem pojawia się wtedy, gdy o sprawie napomina nagle ktoś dotąd w towarzystwie nie odsądzany od czci i wiary − taki „Tygodnik Powszechny” na przykład. Trudno się dziwić, że w takich chwilach na Blumsztajnie czapka gore.



http://www.rp.pl/artykul/433303.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> ARCHIWUM Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group