Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna polonus.forumoteka.pl
Archiwum b. forum POLONUS (2008-2013). Kontynuacją forum POLONUS jest forum www.konfederat.pl
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

A to Polska właśnie (Republika Okrągłego Stołu)...
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> SPRAWY BIEŻĄCE
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Wto Lip 24, 2012 12:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
„Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy.”


Cytat:
47 działaczy PO i ich krewni obsadziło unijną agencję na Mazowszu
Witold Gadomski
2012-07-24, ostatnia aktualizacja 2012-07-23 17:58

1. Justyna Adamek - radna PO na Pradze-Południu.

2. Łukasz Augustyniak - członek koła PO Warszawa-Bielany.

3. Roman Błocki - członek koła PO Warszawa-Targówek.

4. Łukasz Bogudał - członek koła PO Warszawa-Targówek.

5. Bogdan Buczyński - członek koła PO Warszawa-Wawer.

6. Anna Cichoń - członek PO w Ostrołęce.

7. Patryk Czarniecki - członek koła PO Warszawa-Targówek.

8. Rafał Dworacki - członek koła PO Warszawa-Targówek.

9. Katarzyna Dziuba-Kubicka - wcześniej pracownik Klubu Parlamentarnego PO.

10. Krzysztof Frąckiewicz - członek koła PO Warszawa-Targówek.

11. Iga Isańska-Rosół - żona Marcina Rosoła, do afery hazardowej szefa gabinetu politycznego ministra sportu.

12. Michał Jamiński - radny PO na Targówku.

13. Katarzyna Jędruszczak - członek PO w Ciechanowie.

14. Rafał Kaniewski - były radny PO w dzielnicy Włochy (wcześniej w PiS, z którego został wyrzucony, gdy prokuratura postawiła mu zarzut posługiwania się dokumentami wyborczymi z podrobionymi podpisami).

15. Aleksandra Kodym - członek koła PO Warszawa-Praga-Południe.

16. Tomasz Kowalski - członek koła PO Warszawa-Targówek.

17. Dorota Krall - członek koła PO Warszawa-Praga-Południe.

18. Jacek Lachert - członek PO w Ząbkach.

19. Małgorzata Laskus - radna PO na Mokotowie.

20. Agnieszka Łopieńska - członek koła PO Warszawa-Śródmieście.

21. Sylwia Maksim-Wójcicka - członek PO w Łomiankach.

22. Justyna Markowska - członek PO w Kozienicach.

23. Maciej Martyniak - członek koła PO Warszawa-Praga-Południe.

24. Anna Mierzejewska - córka Jerzego Mierzejewskiego, byłego radnego PO w Radzie Powiatu Warszawskiego Zachodniego.

25. Karolina Mioduszewska - radna PO na Ursynowie, żona wiceprzewodniczącego Rady Dzielnicy Ursynów Michała Matejki.

26. Krzysztof Miszewski - radny PO na Targówku.

27. Anna Neska - synowa Elżbiety Neski, radnej PO na Bielanach.

28. Dorota Obzejta-Żbikowska - żona Piotra Żbikowskiego, wiceburmistrza Ochoty.

29. Klaudiusz Ostrowski - członek PO w Ostrołęce.

30. Urszula Pawlak - była przewodnicząca PO w powiecie sochaczewskim.

31. Adam Pleczeluk - członek koła PO Warszawa-Bielany.

32. Mariusz Popławski - członek koła PO Warszawa-Bielany.

33. Maria Porębowicz - radna PO na Pradze-Południu.

34. Aleksandra Ruszczyk - rodzina Leszka Ruszczyka, wicemarszałka województwa mazowieckiego (PO).

35. Aleksandra Ryng - członkini koła PO Warszawa-Mokotów.

36. Joanna Sadowska - członkini koła PO Warszawa-Targówek.

37. Iwona Smolińska - członkini koła PO Warszawa-Praga-Południe.

38. Ilona Soja-Kozłowska - radna PO na Bielanach.

39. Michał Suliborski - radny PO na Pradze-Południu.

40. Krzysztof Szymański - członek koła PO Warszawa-Mokotów.

41. Jacek Tarasiewicz - członek koła PO Warszawa-Bielany.

42. Joanna Tracz-Łaptaszyńska - radna PO na Woli, żona Krzysztofa Łaptaszyńskiego, zastępcy dyrektora Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego.

43. Wojciech Tyfel-Łączkowski - członek PO w kole Warszawa-Śródmieście.

44. Maria Wiro-Kiro - członkini PO na Bielanach.

45. Krystyna Wituska - członkini koła PO Warszawa-Bielany.

46. Aleksandra Wosztyl - córka Dariusza Wosztyla, byłego wiceburmistrza Ursynowa z PO (protegowanego Ewy Kopacz z Radomia).

47. Robert Wróbel - radny PO na Bielanach.


Więcej... http://wyborcza.pl/1,75248,12179404,47_dzialaczy_PO_i_ich_krewni_obsadzilo_unijna_agencje.html?fb_ref=su&fb_source=home_multiline#ixzz21XO3yQPj
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 25 Kwi 2019
Posty: 123

PostWysłany: Czw Kwi 25, 2019 8:03 am    Temat postu: Może Cię zaciekawi... Odpowiedz z cytatem

Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Sro Lip 25, 2012 6:16 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Nowy program rządowy - Rodzina na swoim

25.07.2012, 09:21

Koalicja Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego rządzi już piąty rok. Przez ten czas położyła łapę na tysiącach stanowisk w urzędach, agencjach i spółkach podległych poszczególnym ministrom

Ludowcy wyspecjalizowali się w tym, co najbliższe ich sercu – w rolnictwie. Ich działacze oraz rodziny prominentnych polityków pracują w agencjach rolnych. Najczęściej jednak nie w ich warszawskich centralach (tutaj PSL skupia się na obsadzeniu zarządów), a w regionalnych oddziałach i spółkach takich, jak osławiony już Elewarr.

Platforma od początku postawiła na spółki Skarbu Państwa. W poprzedniej kadencji bez żenady potrafiła zatrudniać na ważnych stanowiskach osoby wprost związane z partią lub jej liderami – głównie Aleksandrem Gradem i Grzegorzem Schetyną. W tej kadencji wielu z ich protegowanych straciło stanowiska. Ale państwowych spółek jest wiele – w aż 236 Skarb Państwa ma 100 proc. udziałów, w kolejnych 59 ma udział większościowy, a w 494 – mniejszościowy. W każdej z nich minister skarbu ma do obsadzenia przynajmniej kilka stanowisk – a to w zarządzie, a to w radzie nadzorczej. Często są to lokalni działacze partyjni, dla których nie starczyło stanowisk np. w samorządzie.

Oczywiście ani Platforma ani PSL nie są odkrywcami politycznej metody zarabiania ile wlezie na państwowym. Takie rzeczy działy się za czasów lewicy, potem rządów AWS czy Unii Wolności. Także PiS, gdy objęło władzę jesienią 2005 roku podzielił się państwowym tortem z koalicjantami z Samoobrony i LPR. Jedną ze słynnych historii z tamtego czasu była nominacja radnego PiS Waldemara Bonkowskiego na prezesa spółki-córki grupy energetycznej Enea. Bonkowski m.in. użyczał jej swój... prywatny kombajn, na czym zarobił blisko 60 tys. zł.

Na tym łapy położyła Platforma:
• Polska Grupa Energetyczna – konkurs na prezesa wygrał Krzysztof Kilian (FOTO), przyjaciel premiera Donalda Tuska i zaufany szefa Rady Gospodarczej przy premierze Jana Krzysztofa Bieleckiego. Niedawno prezesem spółki-córki – PGE EJ1 został polityk Platformy i niedawny minister skarbu Aleksander Grad (FOTO). Będzie tam zarabiał 110 tys. zł. miesięcznie.
• Zakłady Azotowe w Tarnowie – prezesem został Jerzy Marciniak (wieloletni współpracownik byłego ministra Grada)
• Główny Geodeta Kraju – Jerzy Jarząbek (współpracował z Małopolską Grupą Geodezyjno-Projektową należącą do Franciszka Grybosia, przyjaciela ze studiów Aleksandra Grada. Jarząbek zastąpił w lutym na stanowisku Jolantę Orlińską, która również współpracowała z tą spółką)
• KGHM – członkiem rady nadzorczej został Franciszek Adamczyk, który kandydował z PO w każdych kolejnych wyborach. Przewodniczący zarządu powiatowego PO w Lubinie Arkadiusz Gierałt został szefem rady nadzorczej spółki-córki KGHM Letia. W innej spółce-córce KGHM Ecoren zatrudniona została żona byłego posła Norberta Wojnarowskiego. – Lubin to nie Warszawa. Mamy tutaj trzech głównych pracodawców: starostwo powiatowe, urząd miejski i KGHM wraz ze spółkami córkami, więc dla lubinianina to normalne, że jego rodzina pracuje w którejś z tych firm – tłumaczył Wojnarowski, gdy sprawa wyszła na jaw.
• Narodowe Centrum Sportu – firma Aluglass-Realizacja należąca do Piotra Kalbarczyka, warszawskiego radnego PO dostała bez przetargu kontrakty przy wykańczaniu Stadionu Narodowego, dzięki którym udało się jej aż trzykrotnie zwiększyć przychody.
• Polskie LNG – szefem spółki budującej terminal w Świnoujściu został Rafał Wardziński, z wykształcenia politolog, były dyrektor biura województwa zachodniopomorskiego w Brukseli i niedoszły poseł PO. Przez cztery lata zasiadał z politycznego nadania w radzie nadzorczej spółki Gaz-System

A na tym ludowcy:
• Agencja Rynku Rolnego – co prawda prezesem jest Andrzej Łuszczewski (FOTO), który w polityce działał w Stronnictwie Konserwatywno-Ludowym, ale na podległych sobie stanowiskach ustawia głównie ludzi z PSL. Także w osławionej już w aferze taśmowej spółce Elewarr. Specjalistami w niej są m.in. Andrzej Kłopotek (FOTO) (brat posła Eugeniusza, były poseł PSL – zarabia ok. 7500 zł), Dariusz Żelichowski (syn posła PSL Stanisława – zarabia ok. 9000 zł) i Adam Kalinowski (brat europosła PSL Jarosława – zarabia ok. 10000 zł.). W radzie nadzorczej Elewarr zasiadają m.in. Lucjan Orgasiński, czołowy działacz PSL na Lubelszczyźnie czy Mariusz Suchecki, najbliższy współpracownik europosła Kalinowskiego.
• Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa – w zarządzie agencji tylko jeden wiceprezes Zbigniew Banaszkiewicz jest związany z PO. Reszta to ludowcy. Prezesem jest Tomasz Kołodziej, syn zmarłego niedawno wybitnego działacza partyjnego.
• Agencja Nieruchomości Rolnych – w poprzedniej kadencji ANR podlegała Platformie, ale premier zmienił to po wyborach. Podobno po to, by wzmocnić Marka Sawickiego, a osłabić pozycję w partii Waldemara Pawlaka. – W agencji prawie każdy pracownik ma “plecy". Polityczne lub towarzyskie. W innych agencjach jest podobnie – mówił niedawno "Gazecie Wyborczej" jeden z pracowników ANR. Prezesem jest Leszek Świętochowski – były poseł ludowców.
• specjalne strefy ekonomiczne – jest ich w Polsce 14, wszystkie podlegają Waldemarowi Pawlakowi jako ministrowi gospodarki, a ten skrzętnie z tego korzysta. Szefową rady nadzorczej Kostrzyńsko-Słubickiej SSE zrobił Jolantę Fedak (FOTO), byłą minister pracy, która bez powodzenia ubiegała się o poselski mandat. Prezes Wałbrzyskiej SSE to Urszula Solińska-Marek – fizjoterapeutka, była szefowa ośrodka doradztwa rolniczego, znajoma wicepremiera. Jej zastępczynią jest Lidia Jarmułowicz, która należy do PSL. Prezesem SSE w Legnicy jest zaś Adam Grabowiecki – właściciel sieci aptek w Legnicy i były poseł PSL.


http://www.fakt.pl/Jak-Platforma-i-PSL-zatrudniaja-rodziny-na-panstwowych-posadach,artykuly,170284,1.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Czw Lip 26, 2012 11:44 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

O dziennikarzach współpracujących z tajnymi służbami. W PRL, w III RP i nie tylko...

http://www.obiektywnie.com.pl/artykuly/szpiedzy-w-mediach-dziennikarze-w-tajnej-sluzbie,1.html

Poniżej tylko nieduży fragment tego b. ciekawego tekstu:

Cytat:
Służby mają zakaz werbowania dziennikarzy. Ustawy o SKW, SWW oraz ABW i AW jasno formułują zakaz korzystania z tajnej współpracy z nadawcami, redaktorami naczelnymi, dziennikarzami lub osobami prowadzącymi działalność wydawniczą. Jest jednak wyjątek. Służby mogą werbować dziennikarzy jeśli jest to uzasadnione bezpieczeństwem państwa po uzyskaniu zgody Prezesa Rady Ministrów.

Potwierdzał to w wywiadzie dla "Życia Warszawy" minister koordynator służb Zbigniew Wassermann -
"W indywidualnych przypadkach, uzasadnionych bezpieczeństwem państwa, ja wydaję w imieniu premiera zgodę na to, by służby mogły współpracować z określonym dziennikarzem, (..) takie przypadki są jednostkowe. (...) W mediach nie powinno być agentów. Same służby nie mogą ich tam wprowadzać. Muszą wystąpić do mnie"

Witold Gadowski zapytał Wassermana o sprawę werbunku dziennikarzy.
" – Wymieniłem mu pięć nazwisk dziennikarzy, co do których jest pewne, że pracują na rzecz służb. Wyraziłem opinię,że to szkodzi całemu środowisku. Zmienił temat."

Niedawno został potwierdzony przez sekretarza Kolegium ds. Służb Specjalnych przy Radzie Ministrów, Jacka Cichockiego, fakt werbowania tragicznie zabitego Jarosława Ziętary. Jest to do tej pory jedyny chyba oficjalnie potwierdzony przez organ państwowy fakt werbowania dziennikarza w III RP.

Nie jest to odosobniony przypadek. W 2006 roku "Życie Warszawy" pisało. "W latach 90. co najmniej kilkunastu dziennikarzy było agentami UOP – dowiedziało się ŻW. Fakt zatrudniania przedstawicieli mediów
potwierdził w prokuraturze były szef UOP Andrzej Kapkowski.

Dziennikarze agenci mieli zakładane teczki pracy i personalne. Niektórzy z nich wcześniej pracowali dla PRL-owskiej SB. Za współpracę z Urzędem otrzymywali pieniądze i prezenty. W zamian pisali raporty, inspirowali swoich kolegów do pisania artykułów na określony temat lub sami to robili. Jednym z najcenniejszych współpracowników UOP był agent o pseudonimie Marta. Był on szczególnie aktywny w czasie wyborów prezydenckich w 1995 r., kiedy miał szkodzić Lechowi Wałęsie.

– Na pewno dziennikarze byli zatrudnieni w UOP, ale nie potrafię powiedzieć, czy jako pracownicy etatowi, konsultanci, źródła lub pracownicy drugoliniowi – zeznał Kapkowski w warszawskiej prokuraturze, która prowadziła śledztwo w sprawie inwigilacji prawicy."

Sami dziennikarze nie negują, że były podejmowane próby werbowania ich.

W branżowym czasopiśmie Press o takich próbach opowiadał,Witold Gadowski , Anna Marszałek czy Wojciech Czuchnowski. Dziennikarze nie mają też wątpliwości, że niektórzy koledzy po fachu pracują dla służb.

Piotr Pytlakowski z „Polityki” uważa, że to widać po wiedzy, jaką dysponują.
Na łamach swojego czasopisma opisywał " przypadek pewnego reportera śledczego,specjalizującego się w tematyce wywiadowczo-szpiegowskiej, który nagle w drugiej połowie lat 90. pojawił się w mundurze porucznika Straży Granicznej. Wcześniej z innym reporterem napisał książkę o grach służb wywiadowczych. "

Podobnie mówił Tomasz Szymborski.

"Postawiłem kiedyś na swoim blogu na Niezależnym Forum Publicystów Salon24 tezę, że właściwie nie ma już dziennikarstwa śledczego, tylko jest „dziennikarstwo przeciekowe”. Można wydać taką diagnozę, gdyż niestety źródłem pochodzenia „kwitów”, które się przez ostatnie kilka lat ukazywały w artykułach, były instytucje, które zawodowo zajmują się zbieraniem takich materiałów. Myślę nie tylko o policji i służbach specjalnych, ale i agencjach detektywistycznych czy wywiadowniach gospodarczych. (...)Nie wiem, czy to WSI były głównym źródłem przecieków. Niewątpliwie WSI dawały materiały swoim zaufanym ludziom z branży dziennikarskiej, ale nie ja do nich należałem. Zaskakiwało mnie natomiast, jak czytałem niektóre publikacje, że dziennikarze dostawali takie informacje, które z powodzeniem mogły nosić klauzulę „tajne specjalnego znaczenia” czy „ściśle tajne”. (...)


========================================
Nie ukrywam, że współpraca dziennikarzy krajowych z tajnymi służbami to patologia bardzo groźna dla demokracji a z punktu widzenia etycznego - wyjątkowe draństwo. Może poznamy w końcu nazwiska?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Pią Lip 27, 2012 2:21 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Kandydat PSL na ministra rolnictwa Stanisław Kalemba spotkał się dzisiaj z premierem Donaldem Tuskiem.
(...)
Jeszcze przed wizytą Kalemby u premiera Radio ZET podało informację, że syn kandydata PSL jest zatrudniony w poznańskim oddziale ARR. Informacje o nieprawidłowościach w ARR były jednym z powodów dymisji poprzedniego szefa resortu Marka Sawickiego. - Nie ma zakazu pracy w instytucjach publicznych ludzi z rodzin polityków. Prawo jest tu jednoznaczne - stwierdził Kalemba. - Mój syn ma wykształcenie wyższe, studia podyplomowe w zakresie wspólnej polityki rolnej. Jestem dumny z tego, że mój syn, z rodziny rolniczej od kilkunastu pokoleń, pracuje w rolnictwie, rzetelnie wykonuje swoją funkcję i pomaga funkcjonować rolnictwu. Wszyscy mają równe prawa. Konstytucja zapewnia, że nikt nie może być dyskryminowany politycznie - dodał.


http://wiadomosci.onet.pl/kraj/kalemba-nie-ma-zakazu-pracy-w-instytucjach-panstwo,1,5200692,wiadomosc.html

====================================

Kalemba powiedział szczerze to, co myśli klasa polityczna wyrosła z Magdalenki i OS - "nie ma zakazu pracy w instytucjach państwowych ludzi z rodzin polityków".

No właśnie! Nie ma.

Podobnie jak nie ma obowiązku ujawniania w deklaracjach majątkowych majątku i dochodów członków rodzin.

Pozostaje jedno rozwiązanie, na które Kościół Katolicki wpadł już w XI wieku - celibat! Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Sro Sie 01, 2012 7:20 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:


MSZ - przechowalnia agentów służb PRL
Środa, 1 sierpnia (06:10)

Byli tajni współpracownicy komunistycznych służb specjalnych nadal mogą pracować w resorcie spraw zagranicznych, twierdzi "Gazeta Polska Codziennie".

Według tego dziennika do departamentów nieobjętych lustracją trafiły osoby, które w dokumentach służb specjalnych PRL figurują jako tajni współpracownicy lub funkcjonariusze komunistycznych służb Polski Ludowej. Obecnie pracują w MSZ "pod przykryciem" jako zwykli urzędnicy lub dyplomaci.

Takim funkcjonariuszem - pisze "GPC" - był np. Wojciech Piątkowski, były wicedyrektor departamentu polityki bezpieczeństwa MSZ, radca minister w Londynie i radca ambasady w Katarze, uznany ostatnio przez sąd prawomocnie za kłamcę lustracyjnego. Obecnie jest on zatrudniony w resorcie na etacie nieobjętym koniecznością lustracji.

Zdaniem "GPC" w Ministerstwie Spraw Zagranicznych pracuje co najmniej kilkudziesięciu byłych tajnych współpracowników służb specjalnych PRL.

PAP


http://fakty.interia.pl/polska/news/msz-przechowalnia-agentow-sluzb-prl,1827686

==============================================

Zastanawiam się, gdzie pracowali ci ludzie w latach 2005-2007.

Bo gdy ujawniono, że w MSW przez wiele lat pracował b. płk SB Andrzej Anklewicz, to okazało się, że pracował on tam także w 1. połowie 1992 roku (gdy ministrem SW był Antoni Macierewicz), razem z wieloma b. esbekami z osławionego Biura Studiów.

Czy więc praca byłych esbeków lub kapusi na służbie państwowej zawsze jest naganna, czy też jest naganna tylko wtedy, kiedy to nie MY ich zatrudniamy?

Nienawidzę cynizmu i hipokryzji...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Pią Sie 03, 2012 6:04 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Obsadzanie stanowisk przez działaczy partyjnych w spółkach Skarbu Państwa znajomymi lub członkami rodzin to tylko wierzchołek góry lodowej. Sytuacja powszechnego nepotyzmu występuje w całej administracji publicznej. Tylko od uczciwości dyrektorów generalnych zależy, czy do pracy w urzędzie trafią osoby z polecenia. Często kierownicy ustawiają kryteria naboru pod wskazanego kandydata. Często pod takiego, który już tam pracuje na zlecenie. Nie reagują na kontrolerów.

Publikacja: 3 sierpnia 2012,

"Nie ma właściwej kontroli nad przebiegiem konkursów w urzędach"

Szefowie urzędów mają wyćwiczone do perfekcji ustawianie konkursów pod określonego kandydata. Eksperci wskazują, że dopóki nie zostanie wprowadzona kara, na przykład wydalenie z pracy w służbie publicznej za tego typu działania, to proceder zatrudniania znajomych bez kwalifikacji nie zniknie.

W spółkach, w których udział ma państwo, wystarczy utworzyć spółkę córkę, aby nie było w niej konkursów. Okazuję się jednak, że nawet wprowadzenie powszechnej procedury konkursowej niewiele daje. Ta funkcjonuje w samorządach, a i tak często jest omijana. Potwierdza to ubiegłoroczny raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK). Co ciekawe, mimo zaleceń usunięcia nieprawidłowości samorządy tylko z rzadka się do nich dostosowały.

– Stwierdzaliśmy ewidentne przypadki, gdy konkursy były ustawione pod konkretnego kandydata. Wystarczyło popatrzeć na wymagane wykształcenie lub konieczność znajomości języka obcego, który nie jest powszechnie znany i potrzebny w pracy – potwierdza Paweł Biedziak, rzecznik NIK.

Problemem jest, jak podkreśla, że kontrolerzy nie mogą zmusić szefa urzędu, aby taką osobę zwolnił. NIK pozostaje tylko powtarzać tego typu kontrole i alarmować. Kolejne sprawdzanie procedur zatrudnienia m.in. w gminach odbędzie się w przyszłym roku.

Raport NIK potwierdza również inną nagminną praktykę. Samorządy nie zajmują się organizacją konkursów, ale po prostu zatrudniają na umowach cywilnoprawnych.

Zastrzeżeń NIK nie brakuje też do samego naboru. Na przykład określone przez urząd miasta w Skierniewicach w ogłoszeniach kryteria naboru były zbieżne z posiadanymi kwalifikacjami oraz doświadczeniem zawodowym tych osób, które zostały wyłonione w konkursie. W efekcie na stanowisko naczelnika jako wymóg wskazywano obowiązek posiadania stażu pracy w samorządzie (a w przypadku takich stanowisk nie jest to wymagane i zamyka drogę innym osobom spoza urzędu). Z kolei do współpracy z miastami partnerskimi wyłoniono osobę z wykształceniem filologii polskiej i doświadczeniem dziennikarskim, bo takie wymagania zostały dokładnie wpisane w ogłoszeniu. Kontroler NIK zdziwił się, że nie wymagano od kandydata znajomości języka obcego, mimo że miał współpracować z sześcioma krajami.

– To były tylko subiektywne odczucia kontrolera, bo i tak nic nam nie udowodnił – zapewnia Barbara Guzewska, zastępca naczelnika wydziału organizacyjnego Urzędu Miasta w Skierniewicach.

Podkreśla, że żadnego zalecenia kontrolerzy urzędowi nie przedstawili.
Bez formalnych zarzutów

Na tle samorządów znacznie lepiej wypada administracja rządowa, w których pracownicy są zatrudniani na podstawie ustawy z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (Dz.U. nr 227, poz. 1505 z późn. zm.).

– Obowiązujące od ponad trzech lat nowe przepisy sprawdzają się i gwarantują powszechny i konkurencyjny dostęp do pracy w tych jednostkach. Poprzednia ustawa i utworzenie Państwowego Zasobu Kadrowego nie dawały tej gwarancji – przekonuje Paweł Biedziak.

Przyznaje jednak, że nawet jeżeli nabór nie jest prowadzony właściwie, kontrolerzy nie są w stanie ustalić, czy określona osoba wyłoniona w konkursie jest z polecenia.
Pozorny spokój

Zdaniem ekspertów pozytywna ocena NIK nie świadczy, że w urzędach centralnych nie ma przypadków ustawianych konkursów.

– Jeśli znajomy polityka z partii rządzącej przystępuje do konkursu, to jedynie inny kandydat wyżej postawionego polityka mógłby mu przeszkodzić w otrzymaniu stanowisk kierowniczych – wskazuje prof. Józefina Hrynkiewicz, była szefowa Krajowej Szkoły Administracji Publicznej.

Jej zdaniem nie ma właściwej kontroli nad przebiegiem konkursów, bo zaledwie garstka urzędników z departamentu służby cywilnej się tym zajmuje. A obserwatorzy trafiają tylko do konkursów na wyższe stanowiska.

W administracji rządowej również działa mechanizm zatrudniania na zlecenie, a dopiero później rozpisywany jest dla tej osoby konkurs. Takie praktyki miały miejsce na przykład w departamencie rozwoju regionalnego resortu pracy, który później został przekształcony w Ministerstwo Rozwoju Regionalnego.

– Wielokrotnie też dochodzi do powtarzania konkursów, bo minister lub wojewoda nie są zadowoleni z wyłonionego kandydata – mówi Artur Górski, członek Rady Służby Cywilnej.

Za przykład podaje stanowisko dyrektora generalnego w Ministerstwie Finansów, na które trafiła osoba z gabinetu politycznego.

– Tak bardzo ministrowi zależało na tej kandydaturze, że nawet zrezygnowano z testów, bo kandydatka poinformowała, że nie lubi ich rozwiązywać – dodaje Artur Górski, obserwator konkursu. Mimo to funkcję objęła.


http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/637541,konkursy_w_urzedach_to_formalnosc_kierownicy_ustawiaja_kryteria_naboru.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Pon Sie 06, 2012 6:58 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Polska zbudowana w Magdalence i przy OS nie jest ojczyzną dla wielu młodych ludzi, którzy uciekają z dala od tego burdelu, który tu panuje.

Cytat:
Migracja po polsku - pół kraju pustoszeje
1 godz. 27 minut temu
Sześć polskich województw ma poważny problem, bo liczba ich mieszkańców się kurczy - obliczył "Dziennik Gazeta Prawna" na podstawie danych GUS.

Między 2002 r., a 2011 r., kiedy odbywały się narodowe spisy powszechne, w woj.: śląskim ubyło 112,5 tys. mieszkańców, łódzkim - 74,2 tys., opolskim - 48,8 tys., lubelskim - 23,4 tys., świętokrzyskim - 16,8 tys., a podlaskim - 6,2 tys.

Jak zauważa "DGP", z wyjątkiem Śląska, mieszkańców tracą najbiedniejsze i najsłabsze ekonomicznie regiony.

Prof. Tomasz Panek z SGH ocenia, że zmniejszanie się ludności województw jest bardzo niekorzystne. "Zmniejsza się ich aktywność gospodarcza, co powoduje dalszą degradację" - mówi.

Jak podkreśla dziennik, przewidywania ekspertów, że w kolejnych latach problem będzie dotyczyć następnych regionów, potwierdza prognoza demograficzna GUS. Według niej do 2035 r. tylko woj. mazowieckie będzie miało więcej mieszkańców.

Powodem takiego stanu rzeczy będzie głównie niska dzietność kobiet - na 100 pań w wieku 15-49 lat przypada średnio 138 urodzeń. W rezultacie w 2035 r. liczba ludności Polski wyniesie 36 mln, czyli o 2,5 mln mniej niż dziś.

PAP


http://fakty.interia.pl/polska/news/migracja-po-polsku-pol-kraju-pustoszeje,1829102
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Pon Sie 06, 2012 7:16 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kolejny sukces rządu! Okazuje się, że potrafi budować coś jeszcze wolniej niż autostrady! Jest to szybki Internet...

Cytat:
Szybki internet budujemy za wolno. Jeszcze wolniej niż autostrady

66 kilometrów – tyle światłowodów ułożono w szesnastu województwach w ciągu ostatnich pięciu lat. Cele wyznaczono o wiele ambitniejsze.

Najwyższa Izba Kontroli ostrzega: tempo budowy regionalnych sieci szerokopasmowych jest tak wolne, że szanse na osiągnięcie zakładanych celów maleją z miesiąca na miesiąc. A nawet jeżeli na koniec przyspieszymy, to i tak może skończyć się – jak uważają audytorzy NIK – arytmią, czyli drastycznym pogorszeniem jakości projektów.

W ramach 16 wojewódzkich regionalnych programów operacyjnych planowano zbudować prawie 3,5 tys. kilometrów szerokopasmowej sieci, która miała zapewnić dostęp do szybkiego internetu ponad 4,5 mln osób. Po pięciu latach inwestycji sieć ma zaledwie 66,1 kilometra.

Projekt sieci szerokopasmowej Polski wschodniej miał jeszcze ambitniejsze założenia. Prawie 10,5 tys. km światłowodów, które miały otworzyć internetowe okno na świat milionowi osób. Nie otworzyły nawet jednej, bo do tej pory nie zbudowano nawet kilometra sieci. A to jeszcze nie koniec złych wiadomości.

Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka Działanie 8.4 stworzono specjalnie po to, aby samorządy we współpracy z lokalnymi telekomami budowały tzw. internet ostatniej mili, czyli podłączały do sieci te miejsca, których internetyzowanie na własną rękę prywatnym firmom się nie opłacało. Plan zakładał podłączenie 100 tys. obiektów i udział w przedsięwzięciu 2,5 tys. przedsiębiorstw. Realizacja: niecałe dwa tysiące miejsc i zaledwie 12 zaangażowanych firm.

Wśród zarzutów, jakie autorzy raportu pt. „Działania organów administracji publicznej podejmowane w celu zapewnienia dostępu do sieci i usług telekomunikacyjnych”, powtarzają się jak mantra: „niezadowalające tempo”, „brak skutecznej koordynacji działań podejmowanych przez ministrów” oraz „istniejące rezerwy czasowe zostały już wyczerpane”.

– Nawet nie chodzi o to, że możemy stracić część dotacji unijnych zarezerwowanych na ten cel. Przede wszystkim utracimy szansę na zrównanie cywilizacyjnej przepaści, jaka dzieli duże polskie miasta od niezinformatyzowanej prowincji – ocenia Krzysztof Szubert, ekspert BCC ds. telekomunikacji.

W zasięgu stacjonarnych łączy internetowych mieszka ponad 75 proc. Polaków, ale jedynie 58 proc. mieszkańców terenów wiejskich. W krajach Unii wskaźniki te wynoszą odpowiednio 95 i 83 proc.

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego przyznaje, że rzeczywiście są poważne trudności, ale zapewnia, że robi wszystko, aby czarny scenariusz się nie zrealizował. – Przekazaliśmy do marszałków województw rekomendacje mające na celu przyspieszenie działań w projektach – zapewnia DGP wiceminister rozwoju regionalnego Iwona Wendel. Resort rekomenduje niezwłoczne opracowanie dokumentacji do zamówień publicznych i wzmocnienie zespołów projektowych. A także podjęcie ostatecznych decyzji o modelu realizacji projektu i wdrożenie szybkich ścieżek decyzyjnych na poziomie województwa. MRR zapewnia, że wszystkie samorządy są zobowiązywane do ścisłego przestrzegania najnowszych terminów. Już tylko do 15 sierpnia mają czas na wybór wykonawcy infrastruktury, a do końca tego miesiąca – na przekazanie wniosków o dofinansowanie.

Także Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji odpowiedzialne m.in. za PO IG 8.4 uspokaja. – Odnotowaliśmy znaczny postęp. Obecnie są już zatwierdzone wnioski na prawie 440 mln zł, co stanowi blisko 54 proc. wartości działania, stąd prawdopodobieństwo, że środków unijnych nie wykorzystamy, jest już stosunkowo niewielkie – zapewnia rzecznik MAiC Artur Koziołek. I oby się tylko nie okazało, że z budowanym naprędce internetem będzie jak z wykańczanymi na szybko przed Euro autostradami – okaże się wyłącznie przejezdny.


http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/637893,szybki_internet_budujemy_za_wolno_jeszcze_wolniej_niz_autostrady.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Sob Sie 11, 2012 6:15 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Największa hańba III RP - masowa emigracja młodzieży z Polski niepodległej...

Cytat:
Migracja po polsku. Pół kraju pustoszeje

Sześć spośród szesnastu polskich województw ma poważny problem – liczba ich mieszkańców się kurczy. Między 2002 a 2011 r., kiedy odbywały się narodowe spisy powszechne, ubyło im od kilku do ponad 100 tys. mieszkańców. Problem dotknął województw: śląskiego, łódzkiego, opolskiego, lubelskiego, świętokrzyskiego i podlaskiego – wynika z obliczeń DGP na podstawie danych GUS.

Rekordzistą na mapie wyludniających się regionów jest Śląsk – w niespełna dekadę stracił 112,5 tys. mieszkańców. To między innymi efekt ujemnego przyrostu naturalnego – więcej jest tam zgonów niż narodzin. Ale eksperci wskazują także na inne przyczyny. – W ciągu ostatniego dziesięciolecia dużo osób wyjechało ze Śląska na stałe do Niemiec ze względu na bardzo głębokie koneksje rodzinne i towarzyskie łączące ich z mieszkańcami tego kraju. Liczne są też wyjazdy do Holandii i Wielkiej Brytanii – ocenia prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego.

Ponadto ze Śląska w ostatnich latach uciekła część werbusów, czyli osób werbowanych w czasach komunizmu z innych części kraju do pracy w śląskich kopalniach, hutach i innych zakładach przemysłowych. – Zestarzeli się, przeszli na emeryturę i wracają do swoich pierwotnych małych ojczyzn, na przykład na Białostocczyznę – wyjaśnia Szczepański. Dodaje, że inną grupą, która zdecydowała się opuścić konglomerację katowicką, są ludzie zamożni – zrobili to ze względów ekologicznych, nie bardzo odpowiadały im też wielkomiejski hałas i ścisk. – Wyjeżdżają również absolwenci wyższych uczelni, bo Warszawa lub Kraków oferują im lepsze warunki startu w karierze i wyższe wynagrodzenie – kwituje socjolog.

Wiceliderem rankingu wyludniających się województw jest łódzkie. Główny powód jest ten sam co na Śląsku. – Znacznie więcej jest tu zgonów niż urodzeń dzieci – ocenia prof. Agnieszka Rossa, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego. Tłumaczy, że po upadku łódzkiego przemysłu włókienniczego wiele młodych osób przeniosło się do innych regionów kraju. – W efekcie przeważają tu ludzie starsi, którzy nie mogą już mieć dzieci. A młodzi nadal wyjeżdżają – twierdzi Rossa.

Eksperci nie mają wątpliwości, że w następnych latach wyludniać się będą kolejne regiony. Potwierdza to prognoza demograficzna GUS, według której do 2035 r. tylko w jednym województwie – mazowieckim, zwiększy się liczba mieszkańców. W wyniku migracji z innych regionów przybędzie mu 201 tys. osób. Z tego samego powodu w minionych dziewięciu latach Mazowsze zyskało prawie 145 tys. nowych obywateli.

Kurczenie się ludności regionów wynikać będzie głównie z niskiej dzietności Polek. Na 100 kobiet w wieku 15 – 49 lat przypada u nas średnio zaledwie 138 urodzeń. Tymczasem aby zapewnić rozwój demograficzny kraju, wskaźnik ten powinien wynosić 210 – 215 dzieci. W rezultacie liczba ludności Polski w 2035 r. wyniesie 36 mln.

Trzeba pamiętać, że obecna liczba ludności mówi tylko o tym, ile osób jest w Polsce zameldowanych. Tymczasem tych, którzy rzeczywiście tu mieszkają, jest jedynie 37,2 mln. Ponad milion tych, którzy wyjechali za granicę i przebywają tam ponad rok, zgodnie z prawem UE i ONZ zaliczanych jest do ludności tych krajów, w których przebywają. Czyli sami się wyludniamy, za to zaludniamy Zachód.


http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/637891,migracja_po_polsku_pol_kraju_pustoszeje.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Pawel Sabuda



Dołączył: 02 Lis 2008
Posty: 368

PostWysłany: Nie Sie 12, 2012 6:26 am    Temat postu: ńba III RP" Odpowiedz z cytatem

Stanowczo nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że to "największa hańba III RP".
Ludność Polski jest rozmieszczona mało racjonalnie. Np mamy potworne przeludnienie południa kraju. Gdyby te badania zrobić dla powiatów, to okazałoby się, że na Podhalu czy Orawie prawie "z każdej chałupy" ktoś jest za granicą. Bez tego panowałby tam normalny głód. A teraz mamy miliardowy napływ twardej waluty, bo ci ludzie zarabiają tam, ale wydają tu. Sądzę, że gdyby nie te pieniądze, to np. kopalnie nie sprzedałyby paru milionów ton węgla na opał do domów, a za to mielibyśmy ukradzione z lasów setki hektarów drzew , bo ludzie muszą czymś się ogrzać.
Dzięki tej emigracji "biedne" obszary wiejskie wyglądają lepiej niż wioski bogatej Hiszpanii, Włoch, że o Grecji nie wspomnę.

Ca chwila ktoś wymyśla jakąś "narodową katastrofę" i nią straszy. Jak nie "kondominium rosyjsko-niemieckie" to walka z Kościołem, albo "pustoszenie kraju". A przecież w tym ostatnim przypadku ma dosłowne zastosowanie powiedzenie, że "co nas nie zabije, to nas wzmocni".

_________________
Pawel Sabuda
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Wto Sie 21, 2012 9:48 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dewiza Jerzego Urbana ("Rząd się sam wyżywi") ciągle aktualna...

Cytat:
Stanowiska w państwowych spółkach dla znajomych polityków. Zarabiają nawet 40 tys. zł miesięcznie

Dzięki członkostwu w radach nadzorczych dyrektorzy z ministerstw zarabiają nawet 40 tys. zł miesięcznie. Nie tylko koledzy i znajomi rządzących polityków znajdują ciepłe posadki w spółkach Skarbu Państwa. Miejsce tam czeka również na wybranych urzędników. Najczęściej na tych na wysokich stanowiskach. Potwierdza to sonda DGP przeprowadzona w ministerstwach i urzędach wojewódzkich. W ten sposób urzędnicy wysokiego szczebla mogą dorobić nawet drugą pensję.

W spółkach Skarbu Państwa zasiada m.in. pięciu pracowników resortu zdrowia. Z tego aż czterech to dyrektorzy. Ministerstwo Rolnictwa na członkostwo w radach zezwoliło 12 pracownikom. W tej grupie aż 10 to osoby na wyższych stanowiskach. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego ma ich pięciu, a tylko jeden z nich nie zajmuje kierowniczego stanowiska. Resort finansów ma 27 pracowników w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Z tego 16 to dyrektorzy. Prawdziwym rekordzistą jest jednak resort skarbu, który powierzył nadzór w podległych mu podmiotach aż 30 osobom na wyższych stanowiskach. Ministerstwo Transportu (MT) ma w spółkach 10 pracowników. W tym gronie znalazła się Katarzyna Szarkowska, dyrektor generalna MT, która jest jednocześnie członkiem rady nadzorczej Banku Gospodarstwa Krajowego. W resorcie spraw wewnętrznych w spółkach zasiada sześciu pracowników. Pięciu z nich to osoby na wyższych stanowiskach. Podobnie jest w resorcie obrony.

W kancelarii premiera też można z łatwością znaleźć takich dyrektorów, którzy poza pracą urzędniczą mają czas na członkostwo w radach. Małgorzata Hirszel, dyrektor departamentu komitetu Rady Ministrów, jest członkiem grupy Lotos. Również Angelina Sarota, dyrektor departamentu prawnego Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, zasiadała już w kilku spółkach. Obecnie pełni funkcję sekretarza rady nadzorczej PKN Orlen.

W urzędach wojewódzkich zjawisko wpychania urzędników do rad nadzorczych jest mniej widoczne, co nie znaczy, że w ogóle nie występuje. W Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim zgodę na pracę w radach otrzymała jedna osoba na kierowniczym stanowisku. O takie zezwolenie wystąpił też dyrektor generalny tego urzędu.

– To patologia i premier powinien się temu przyjrzeć, bo ministrowie nie powinni w ten sposób rekompensować stosunkowo niskiej pensji szefom departamentów – alarmuje prof. Krzysztof Kiciński, etyk, członek Rady Służby Cywilnej.(...)


Całość - http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/640999,stanowiska_w_panstwowych_spolkach_dla_znajomych_politykow_zarabiaja_nawet_40_tys_zl_miesiecznie.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Pawel Sabuda



Dołączył: 02 Lis 2008
Posty: 368

PostWysłany: Nie Sie 26, 2012 9:29 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie wiem czemu się dziwić?
Tak jest od bardzo dawna. Od czasów prl-u. To nie specjalność III RP. Zresztą podobnie jest prawie na całym świcie. Zwłaszcza w demokracjach, bo w dyktaturach krąg uprzywilejowanych jest znacznie węższy i bardziej znerwicowany (zawsze mogą przyjść i zamknąć, żeby zrobić miejsce dla kolejnych).
Dziś tak jest, bo do polityki idzie się dla pieniędzy. Jak tylko do polityki przyjdą ludzie dla trochę ważniejszych rzeczy, niż ilość zer na prywatnym koncie, to nastąpi bardzo szybka zmiana. Na lepsze!

_________________
Pawel Sabuda
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Pawel Sabuda



Dołączył: 02 Lis 2008
Posty: 368

PostWysłany: Czw Wrz 06, 2012 8:18 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Oto kolejny przykład kompletnego "pomieszania z poplątaniem". Za taki numer wywaliłbym Komendanta Wojewódzkiego na zbity łeb. Z "wilczym biletem".
http://fakty.interia.pl/polska/news/represjonowal-opozycje-odebral-honory,1839747

_________________
Pawel Sabuda
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Nie Wrz 09, 2012 9:12 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Donald Tusk 5 września:
Cytat:
Premier Donald Tusk nie ma nic przeciwko temu, by jawna była notatka ABW z 24 maja w sprawie Amber Gold. Jej upublicznienia domaga się PiS. Poseł Marcin Mastalerek zwrócił się w tej sprawie z wnioskiem do szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego generała Krzysztofa Bondaryka. Premier powiedział dziennikarzom, że decyzję o ewentualnym odtajnieniu powinien podjąć ten, kto nałożył klauzulę tajności. Szef rządu podkreślił, że byłby osobiście usatysfakcjonowany, gdyby ta notatka w całości była jawna. - Im więcej jest tajemnic urzędowych i państwowych, tym łatwiej niektórym hasać z insynuacjami na mój temat - powiedział premier

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12431433,Tusk_za_jawnoscia_notatki_ABW_ws__Amber_Gold__Domaga.html

Dwa dni później:
Cytat:
okazało się, że notatka ABW nie jest tajna, ale nosi klauzulę poufności (...). Premier mówił, że życzy sobie, by notatka została odtajniona. W ten sposób Donald Tusk, "nabił wszystkich w butelkę", bo dokument może odtajnić sam.

http://m.onet.pl/wiadomosci,nnel7

====================================

Moim zdaniem trudno przejść do porządku dziennego nad sytuacją, gdy premier robi w b...ca opinię publiczną dużego kraju w środku Europy, opowiadając bzdury na konferencji prasowej. Po czymś takim w każdym demokratycznym kraju polityk musiałby odejść w niesławie, bo media by go zniszczyły. U nas w mediach dominuje ton "Polacy, nic sie nie stało" i skupiamy sie na tym wrednym agencie Tomku.

Ależ żenada! Identycznie jak w czasach prezydentury Kwaśniewskiego! To co robi Tusk i media oraz nasza bierność wobec ich jawnej bezczelności poniża nas wszystkich! Jak my sami siebie traktujemy, skoro taki cwany krętaczek rządzi nami już 5 rok. Straszne upokorzenie! Jak ktoś nam w pysk dał!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 25 Kwi 2019
Posty: 123

PostWysłany: Czw Kwi 25, 2019 8:03 am    Temat postu: Może Cię zaciekawi... Odpowiedz z cytatem

Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Pon Wrz 10, 2012 8:24 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Urzędnicy kwitną na zielonej wyspie. Przybywa etatów i kosztów dla podatników

Premier zapowiada zaciskanie pasa i zapewnia, że w podległych mu ministerstwach liczba etatów prawie nie rośnie, a w urzędach wojewódzkich ta skala jest nieznaczna. Z sondy i analizy DGP wynika coś przeciwnego: urzędników przybywa i kosztują podatników coraz więcej.

Publikacja: 10 września 2012, 07:09 Aktualizacja: 10 września 2012, 08:03

W ministerstwie rolnictwa przed pięcioma laty były 673 etaty, w marcu 2011 r. – 847. Po zaleceniach premiera, by urzędy przeprowadziły redukcje, ubyło ich 29. Ten spadek nie trwał długo, bo obecnie resort bije kolejny rekord – ma już 865 etatów. W pozostałych resortach zarządzanych przez ludowców (gospodarki i pracy) liczba nowych stanowisk tylko w tym roku wzrosła o blisko 70.

W innych ministerstwach jest podobnie. W resorcie zdrowia na koniec 2007 r. było 496 etatów. W marcu 2011 r. – 571. Obecnie ta liczba wzrosła o kolejnych 29. Podobnie w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji. W ostatnich kilku miesiącach poza przejętymi urzędnikami z byłego resortu spraw wewnętrznych i administracji przybyło tam dodatkowo ponad 100 nowych etatów. Także Ministerstwo Sportu i Turystyki tworzy nowe stanowiska. Przed pięcioma laty pracowało tam zaledwie 171 osób, a obecnie jest ich już 214.

Liczba etatów rośnie także u wojewodów. Tylko od początku roku do końca lipca w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim powstały 73 nowe etaty, w Mazowieckim – 89, w Łódzkim – 34. Urzędy tłumaczą się jak zwykle – nowymi zadaniami.

Dodatkowe etaty oznaczają wzrost funduszu wynagrodzeń. W resorcie spraw zagranicznych na płace w 2007 r. wydano 206 mln zł, obecnie – o 143 mln zł więcej. W resorcie rolnictwa było to odpowiednio 39,8 mln zł i 74,4 mln zł. W przyszłym roku ma on otrzymać 340 tys. zł więcej. W Ministerstwie Środowiska w 2007 r. fundusz wynagrodzeń wynosił 23,4 mln zł, obecnie – 33,9 mln zł, a w 2013 roku ma być wyższy o kolejne 2,4 mln zł. Resort tłumaczy, że pięć lat temu na trzynastki dla urzędników wydał 1,3 mln zł, a w przyszłym roku będzie musiał wygospodarować prawie 3 mln zł. W Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim przyszłoroczny fundusz płac ma być wyższy o blisko 700 tys. zł.

W efekcie średnie pensje urzędników rosną z roku na rok, i to mimo ich zamrożenia. Od 2008 r. średnie wynagrodzenie w ministerstwach wzrosło z 5380 zł do 6803 zł w 2011 r. W niektórych resortach zarabia się już ponad 7,5 tys. zł. W urzędach wojewódzkich zarobki zwiększyły się z 3207 zł do 4181 zł. W tym samym okresie przeciętne wynagrodzenie w gospodarce wzrosło zaledwie z 2943 zł do 3399 zł.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że premier chce po raz kolejny rozprawić się z biurokracją. Specjalny zespół w jego kancelarii pracuje nad nowymi rozwiązaniami. Pomysły są różne – od powrotu do poprawionej zgodnie z zaleceniami Trybunału Konstytucyjnego specustawy o 10-proc. redukcji zatrudnienia w administracji po zmniejszenie o połowę możliwości zatrudniania urzędników w miejsce tych odchodzących.

– Specustawa to oznaka bezradności. Z kolei doraźne zalecenia premiera też zawodzą – mówi DGP dr Aleksander Proksa, radca prawny, były prezes Rządowego Centrum Legislacji. I wskazuje, że przy tworzeniu budżetu minister finansów miał możliwość obcięcia funduszy wynagrodzeń urzędów. – To zmusiłoby kierowników urzędów i dyrektorów generalnych do przeprowadzenia zwolnień – dodaje. A minister finansów nie tylko tego nie zrobił, lecz nawet zgadzał się na ich zwiększanie.

Próby odchudzenia administracji podjęte przez rząd nie przyniosły rezultatu. Z sondy DGP przeprowadzonej we wszystkich ministerstwach i urzędach wojewódzkich wynika, że w zdecydowanej większości etatów wciąż przybywa. Rosną więc i wydatki na płace. W utrzymaniu stałego poziomu budżetów urzędom nie pomogła też podwyżka składki rentowej. Przy okazji prac nad budżetami na 2013 r. jednostki wnioskują o wyższe fundusze na wynagrodzenia, niż miały przyznane na ten rok.


http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/645899,urzednicy_kwitna_na_zielonej_wyspie_przybywa_etatow_i_kosztow_dla_podatnikow.html

Polityka liberalna po polsku - pod rządami koalicji PO-PSL klasa próżniacza rozkwita.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> SPRAWY BIEŻĄCE Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 4 z 7
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum






Załóż forum phpbb2 lub phpbb3 za darmo na Forumoteka.pl





Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group