Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna polonus.forumoteka.pl
Archiwum b. forum POLONUS (2008-2013). Kontynuacją forum POLONUS jest forum www.konfederat.pl
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Ponowny proces lustracyjny Leszka Moczulskiego
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> SPRAWY BIEŻĄCE
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Pią Paź 04, 2013 2:22 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na razie relacja PAP-a. Niebawem zapis z nagrania.

Cytat:
Ruszyła ponowna autolustracja Leszka Moczulskiego. Były lider KPN: teczki TW "Lecha" SB sfabrykowała w latach 80.

Po 14 latach ruszył ponowny proces autolustracyjny twórcy Konfederacji Polski Niepodległej Leszka Moczulskiego. Powtórzył on w sądzie, że jego "teczki" sfałszowała SB.

83-letni Moczulski mówił przed Sądem Okręgowym w Warszawie, że materiały jego rzekomej współpracy jako TW ps. "Lech" SB sfabrykowała w latach 80. aby go "skompromitować przed Episkopatem i społeczeństwem". Pion lustracyjny Instytutu Pamięci Narodowej uważa, że Moczulski współpracował z SB.

W rozpoczętym w 1999 r. procesie Moczulskiego prawomocnie uznano za kłamcę lustracyjnego. W 2011 r. Trybunał w Strasburgu uznał jednak jego skargę na Polskę, po czym Sąd Najwyższy uchylił wcześniejsze wyroki i wznowił całą sprawę.

Moczulski był pierwszą osobą, która w marcu 1999 r. - gdy tylko ruszyła lustracja w Polsce - wystąpiła o przewidywaną przez ustawę lustracyjną tzw. autolustrację, chcąc oczyszczenia przez sąd z "publicznego pomówienia" o związki ze służbami specjalnymi PRL. W 1992 r. ówczesny szef MSW Antoni Macierewicz umieścił go bowiem na liście domniemanych agentów UB i SB, przekazanej Sejmowi 4 czerwca 1992 r.

Moczulski przyznawał, że spotykał się z oficerami SB.

Cytat:
Nigdy tego nie kryłem; chciałem wiedzieć, czym się interesują


- tłumaczył.

Początkowo, w 2001 r. Sąd Lustracyjny I instancji uznał, że oświadczenie Moczulskiego o braku jego związków ze służbami specjalnymi PRL jest prawdziwe. Sąd przyjął, że nawet jeśli doszło do współpracy, to była ona pozorna. Na wniosek Rzecznika Interesu Publicznego sąd II instancji w 2002 r. uchylił ten wyrok.

W 2005 r. sąd I instancji uznał b. lidera KPN za kłamcę lustracyjnego, przyjmując, że od 1969 do 1977 r. "metodycznie współpracował" z SB. Uznano, że jako TW "Lech" informował SB m.in. o kolegach z tygodnika "Stolica", a także o przedwojennym generale Romanie Abrahamie; za przekazywane informacje był wynagradzany. Sąd odrzucił tezę, że jego akta SB sfałszowała w 1984 r., by go skompromitować. Sąd podkreślił zarazem, że Moczulski "zdecydowanie przeszedł do opozycji" w 1977 r.

W 2006 r. wyrok utrzymał sąd II instancji. Uznano, że współpraca Moczulskiego nie była pozorna, a jego kontakty z SB "wyczerpały wszelkie przesłanki tajnej i świadomej współpracy", gdyż jego informacje dotyczyły konkretnych opozycjonistów i były przydatne SB.

Sąd dodał, że w 1977 r. Moczulski był jednocześnie i agentem, i osobą rozpracowywaną przez SB, prowadząc wtedy "grę na dwa fronty". "Wewnętrzną konspiracją" w SB sąd tłumaczył, że wcześniejsza współpraca z SB nie stoi w sprzeczności z późniejszym zwalczaniem Moczulskiego.

W 2008 r. Sąd Najwyższy oddalił kasację adwokata Moczulskiego, który na 10 lat utracił prawo do pełnienia funkcji publicznych.

W 2011 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uwzględnił skargę Moczulskiego, uznając naruszenie jego prawa do rzetelnego procesu przez ograniczenie dostępu do tajnych akt sprawy. Lustrowany i jego adwokat dostali do nich dostęp w tajnej kancelarii sądu, gdzie mogli robić notatki, ale nie wolno im było wynosić ich poza kancelarię - musieli polegać tylko na swej pamięci.

W 2012 r. SN, powołując się na wyrok ETPCz, uchylił wyroki wobec Moczulskiego; sprawę przekazano Sądowi Okręgowemu w Warszawie. Obowiązująca od 2007 r. nowa ustawa lustracyjna zlikwidowała Sąd Lustracyjny, a sprawy lustracyjne przekazała sądom okręgowym. Rzecznika zastąpił pion lustracyjny IPN.

Składając w piątek wyjaśnienia, Moczulski wykazywał sprzeczności w obszernych materiałach SB na jego temat. Mówił, że o jego rejestracji w roli agenta nie wiedział w 1977 r. oficer SB Owczarek zajmujący się jego sprawą. Informacji takiej nie miało też w 1980 r. kierownictwo MSW, które zastanawiało się, jak uzasadnić jego aresztowanie - czego żądały władze ZSRR.

Cytat:
Wtedy chciano zrobić ze mnie agenta wywiadu RFN


- mówił lustrowany. Jego zdaniem teczki TW "Lecha" pojawiły się w archiwum SB dopiero w 1984 r.; na jednym z dokumentów był dopisek innego esbeka, że "nie ma takiej rejestracji".

W powtórnym procesie może zapaść wyrok i o "kłamstwie lustracyjnym", i o prawdziwości oświadczenia. Toczy się on według ustawy lustracyjnej z 2006 r. Według ustawy z 1997 r. tajną współpracą nie było "współdziałanie pozorne lub uchylanie się od dostarczenia informacji, pomimo formalnego dopełnienia czynności lub procedur wymaganych przez organ bezpieczeństwa państwa". W obecnej ustawie nie ma tego zapisu.

Moczulski był współzałożycielem i od 1977 r. rzecznikiem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Od tego czasu poddawano go licznym represjom; ok. 250 razy zatrzymywano. Od września 1979 r. był szefem KPN; w 1982 r. skazano go za to na 7 lat więzienia. Zwolniono go na mocy amnestii w 1984 r. W kolejnym procesie w 1985 r. skazano go na 4 lata, zwolniono w 1986 r. Kandydował w wyborach prezydenckich w 1990 r., w których zajął ostatnie 6. miejsce. Poseł na Sejm w latach 1991-1997. Autor książek na tematy geopolityczne i historyczne.

PAP, kim


http://wpolityce.pl/wydarzenia/63925-ruszyla-ponowna-autolustracja-leszka-moczulskiego-byly-lider-kpn-teczki-tw-lecha-sb-sfabrykowala-w-latach-80

Zob. także:

http://dzieje.pl/aktualnosci/ruszyla-ponowna-autolustracja-leszka-moczulskiego

http://info.wiara.pl/doc/1728511.Ponowna-autolustracja-Moczulskiego

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/ruszyla-ponowna-autolustracja-moczulskiego/lp2tc

W pierwszym zalinkowanym tekście jest wyjaśnienie odnośnie różnicy miedzy starą a nową ustawą lustracyjną. Wynika z niego, że nowa ustawa (której zastosowania domaga się strona lustrowana) jest bardziej surowa dla lustrowanego, gdyż stara ustawa (z 1997 r.) zawierała "furtkę" dla sądu, aby mimo istnienia formalnych dowodów współpracy uznać, że osoba lustrowana nie współpracowała. Sąd zdecydowała, że lustracja Leszka Moczulskiego będzie się toczyła wg ustawy z 2006 r.

Cytat:
W powtórnym procesie może zapaść wyrok i o "kłamstwie lustracyjnym", i o prawdziwości oświadczenia. Toczy się on według ustawy lustracyjnej z 2006 r. Według ustawy z 1997 r. tajną współpracą nie było “współdziałanie pozorne lub uchylanie się od dostarczenia informacji, pomimo formalnego dopełnienia czynności lub procedur wymaganych przez organ bezpieczeństwa państwa". W obecnej ustawie nie ma tego zapisu.


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Sro Paź 16, 2013 7:51 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 25 Cze 2019
Posty: 123

PostWysłany: Wto Cze 25, 2019 8:39 pm    Temat postu: Może Cię zaciekawi... Odpowiedz z cytatem

Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
pawelbaca



Dołączył: 31 Lip 2009
Posty: 13

PostWysłany: Pią Paź 04, 2013 3:21 pm    Temat postu: Rozprawa Lustracyjna z 4.10.2013 Odpowiedz z cytatem

Tezy wstępnych wyjaśnień Leszka Moczulskiego:

Cytat:
Miałem być zarejestrowany jako TW „Lech" we wrześniu 1969 r., a zdemaskowany mnie jako wróg w lutym 1977; moim ostatnim oficerem prowadzącym w latach 1976-77 miał być ppor. Owczarek.

O rzekomym fakcie mojej rejestracji i współpracy nie wiedzieli jednak:

1. Ppor. Owczarek - prowadzący przeciwko mnie SOR „Oszust" od lutego 1977 r.

W analizie sprawy z 1978 r. podaje, że
    (a) nie dysponuje informacjami o moich kontaktach w latach 1952-1976 - a więc również w okresie, w którym miałem być TW prowadzonym przez niego;
    (b) nie wie, że znam Mariana Barańskiego, dla którego inwigilacji miałem zostać zwerbowany;
    (c) w rubryce „poprzednie rejestracje", sporządzanej na podstawie karty E-15, nie podaje informacji o mojej rejestracji, jako TW.

Dowód: SOR „Oszust", t. 4, Analiza", dołączona do meldunku operacyjnego z 24. VIII. 1978, k. 29 i nast., wraz ze spisem wszystkich znanych Owczarkowi kontaktów Moczulskiego.

2. Wszyscy kolejni oficerowie, prowadzący SOR „Oszust" w latach 1978-1984: Wicherkiewicz, Ananicz, Piesto. Dopiero w czerwcu 1984 r., ostatni prowadzący - por. Piesto dowiedział się o tym, ponieważ dostał do archiwizacji teczki TW „Lech".
dowód: teczki SOR Oszust"; Końcowa analiza SOR „Oszusr z 6.111. 84, t. 21, k. 17-47; zeznanie świadka por. Piesto przed S.A. II inst.

3. Departament III MSW (który prowadził względnie nadzorował co najmniej dwie SOR przeciwko mnie, a podległy mu wydział III SB KS MO w Warszawie miał zwerbować TW „Lecha") - we wrześniu 1980 r., gdy sporządzano notatkę informacyjna o LM dla Ministra SW
dowód: protokoły z posiedzeń kierownictwa MSW PRL we wrześniu i listopadzie 1980 r., t. 11II, k. 137-149, oraz załącznik.

4. 5-osobowe kierownictwo MSW - w tym wiceminister gen. Krzysztoporski, nadzorujący działania przeciwko LM, gdy we wrześniu 1980 r., realizując decyzję o moim aresztowaniu, szukało obciążających mnie moralnie materiałów, które można byłoby przedstawić Episkopatowi, aby uniknąć protestów. Ponieważ takich materiałów, a w szczególności informacji, że zostałem zwerbowany jako TW nie było, gen. Pożoga w ciągu weekendu przygotował „dowody", że byłem agentem zachodniego wywiadu, jakby wynikało z kontekstu BND.
dowód: protokoły jw; akta procesu przywódców KPN przed SW w Warszawie, 1981-82.

5. Wydział I Biura „C" MSW - prowadzący kartotekę operacyjną obejmującą m. in. wszystkich czynnych oraz byłych TW - do lipca 1984r.
dowód: dopiski oficerów Biura „,C" na karcie E-1411 z lipca 1984, akta w poprzednim postępowaniu tajne, t. 1/IV, k.20.

6. Wydział III Biura „C" MSW (prowadzący kartotekę ogólnoinformacyjną) - do lipca 1984 r.
dowód: dopiski jw.

Dopiski oficerów wydz. I i III Biura „C" na kartach E-14/1 dowodzą, że jeszcze w lipcu 1984 r. w obu kartotekach nie było mojej karty jako TW (co potwierdził biegły), a tylko karty figuranta kilku spraw. Obowiązująca reguła wymagała, aby po pozyskaniu TW, kartę o jego rejestracji przekazać do obu kartotek, natomiast po wyrejestrowaniu TW w kartotece operacyjnej robiono na karcie dopisek; w kartotece ogólnoinformacyjnej kartę zastępowano inną, podającą miejsce przechowywania teczek TW w archiwum.

Z powyższego wynika, iż informację o mojej rzekomej współpracy z SB w latach 1969-1977 prowadzono do kartotek MSW dopiero 4 sierpnia 1984 r. (datownik bez dopisku na karcie E-14/1).

Przypuszczalny powód fałszerstwa:

Zostałem aresztowany w wyniku interwencji ZSRR. Jak wynika z zachowanych protokołów posiedzeń Biura Politycznego KPZR, na polecenie tego organu Leonid Breżniew interweniował i otrzymał obietnicę I Sekretarza KC PZPR Stanisława Kani, że zostanę uwięziony i „dostanę, na co zasłużyłem". O tym zobowiązaniu Breżniew poinformował BP KPZR. Interwencję potwierdzają opublikowane dokumenty BP KC PZPR. Jest to jedyny dotyczący okresu lat 19761989, udokumentowany źródłowo przypadek żądania Sowietów, aby władze PRL aresztowały wskazana przez nich osobę.

W 1984 r. pod silną presją amerykańską ZSRR zmuszony został do ustępstw, m. in. obejmujących amnestię grupy kierowniczej „Solidarności" oraz opozycji politycznej (KOR, KPN). Kwestie te niewątpliwie omawiał Czernienko z Jaruzelskim w majul984 r. w Moskwie. Ponieważ Moczulskiego nie można było trzymać w więzieniu, trzeba było unieruchomić go fałszywymi zarzutami. Miesiąc później, w czerwcu 1984 r. por. Piesto otrzymał teczki „Lecha" do archiwizacji, a po kłopotach - wynikających zapewne z pośpiesznego montowania sprawy, 4 sierpnia informacja o rzekomym TW „Lech" znalazła się w kartotekach SB. Następnego dnia zostałem przez SB zabrany z więzienia w Barczewie, a po krótkotrwałym przetrzymywaniu w sali zatrzymań SB w Olsztynie, przewieziony do Warszawy i zwolniony.

Był to trzeci przypadek fałszywego oskarżenia mnie przez SB. Pierwszym był wspomniany „dowód" o współpracy z wywiadem NATO sfabrykowany przez gen. Pożogę, drugim fałszywe oskarżenie gen. Pudysza, że zostałem zwerbowany w więzieniu w 1958 r., zawarte w książce „KPN; Fakty, dokumenty, refleksje", opublikowanej w 1982.

Wykorzystanie fałszerstw
W przypadku fałszerstwa Pożogi - fałszywy dokument niewątpliwie okazano co najmniej paru osobom, a sam zarzut współpracy z wywiadem NATO przedstawił D. Luliński w „Trybunie Ludu" w styczniu 1981, co powtórzyły niektóre inne gazety.

W przypadku fałszerstwa Pudysza - opublikowano w dużym nakładzie i kolportowano książkę.

W przypadku fałszerstwa z teczkami „Lecha" - wprowadzono do ogólnoinformacyjnej kartoteki MSW informację o rzekomej współpracy Moczulskiego z SB. Ponieważ nie była ona utajniona, każdy oficer, który zwracał się do Biura „C" kartą sprawdzającą E-15 (było to obowiązkowe w przypadku pojawiania się podejrzanego na danym terenie - a ja systematycznie jeździłem po całej Polsce), otrzymywał informacje, że w archiwum znajdują się teczki TW „Lech", do których każdy funkcjonariusz ma wolny dostęp. I bez ich czytania informację o rzekomej ubeckiej przeszłości opozycjonisty można było spokojnie upowszechniać.

Siła rażenia tych fałszywek była wówczas minimalna. Zarzut, że Moczulski był współpracownikiem SB był tak niewiarygodny, że aż absurdalny - i czarna PR bezpieki nie dała wówczas jakichkolwiek dostrzegalnych skutków.

Przedstawione dowody są tylko częścią materiału dowodowego, świadczącego o fałszywości teczek. Znacznie obszerniejsze dowody, również o charakterze kryminalistycznym, w tym stwierdzone przez biegłych fałszerstwo mojego podpisu, przedstawię w toku postępowania.

Leszek Moczulski

_________________
Pawe? Baca
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Sob Paź 05, 2013 2:07 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zob. także - http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=1398
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Sro Paź 09, 2013 3:46 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Przebieg rozprawy w procesie lustracyjnym Leszka Moczulskiego. Dzień drugi - 4 października 2013 r.

Sędzia Joanna Hut (przewodniczący składu sędziowskiego): Dzień dobry. Otwieram rozprawę w sprawie [....] z udziałem Roberta Leszka Moczulskiego. Sąd odnotowuje jego obecność [Dyktuje do protokołu]. Prokurator Justyna Walczak... W imieniu osoby lustrowanej w dniu dzisiejszym stawiła się...

Adwokat Anna Madejowska: Adwokat Anna Madejowska - substytut adwokata Pawła Rybińskiego [...]

Sędzia Joanna Hut: [...] Stawiła się publiczność oraz przedstawiciele mediów. W zakresie zezwolenia na rejestrację przebiegu rozprawy stosowne postanowienie zostało wydane przez sąd w dniu 19 czerwca 2013 r.

Ponadto po zapoznaniu się z wnioskiem złożonym w dniu 26 września 2013 r. przez KPN-Obszar V, na podstawie art. 357 par. 2 kpk a contrario, sąd nie udziela zezwolenia na filmowanie w zbliżeniu osoby lustrowanej jak i innych świadków w czasie ich przesłuchiwania w prowadzonym postępowaniu, [...] gdyż taka rejestracja wpływać może na swobodę wypowiedzi, działać krępująco a przede wszystkim utrudniać sądowi skupienie się na rozpoznawaniu sprawy.
[...]
Prokurator Justyna Walczak podtrzymała wniosek, aby sprawa była rozpatrywana wedle przepisów "starej" ustawy lustracyjnej (z roku 1997) i dodatkowo powołała się na to, że wedle tych przepisów Sąd Apelacyjny w Warszawie procedował w analogicznej sprawie Tadeusza Matyjka (chodzi o byłego posła SLD, zob. http://gpcodziennie.pl/23794-byly-posel-sld-klamca-lustracyjnym.html ).

Adwokat Anna Madejowska podtrzymała stanowisko adwokata Pawła Rybińskiego z poprzedniej rozprawy, który opowiadał się za tym, aby procedować wedle nowej ustawy lustracyjnej (z roku 2006).


Sędzia Joanna Hut: Sąd postanowił [...] postępowanie lustracyjne z udziałem osoby lustrowanej Roberta Leszka Moczulskiego prowadzić według przepisów ustawy z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944–1990 oraz treści tych dokumentów, albowiem opierając się na wyroku Sądu Najwyższego z dnia 30 września 2009 r. II KK 41/09 ,[zob. http://sn.pl/Sites/orzecznictwo/Orzeczenia1/II%20KK%2041-09.pdf ], a także mając na uwadze wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 4 października 2012 r. II AKa 379/12 [ zob. http://orzeczenia.katowice.sa.gov.pl/content/$N/151500000001006_II_AKa_000379_2012_Uz_2012-10-04_001 ] w ocenie sądu z brzmienia powołanego przepisu wynika, iż wobec spraw wszczętych i nie zakończonych przed wejściem w życie ustawy z 18 października 2006 r. stosuje sie przepisy ustawy dotychczasowej, ale w sytuacja taka nie dotyczy spraw rozpoznawanych i prawomocnie zakończonych na gruncie ustawy lustracyjnej z dnia 11 kwietnia 1997 r. (jak miało to miejsce w niniejszej sprawie), a o czym wypowiedział się w uzasadnieniu do wroku Sąd Najwyższy w 2009 r. jak również Sąd Apelacyjny w Katowicach, wskazując odmiennie niż Sąd Apelacyjny w Szczecinie w wyroku z dnia 28 czerwca 2012 r. II AKa 77/12, iż przepis art. 63 a ust. 1 ustawy lustracyjnej z 2006 r. stanowi samodzielnie normę intertemporalną nie tylko w kwestii stosowania procedury, ale także w zakresie oceny materiału mającego być podstawą odpowiedzialności i konsewnecji prawnych orzeczenia o stwierdzeniu niezgodności z prawdą oświadczenia osoby lustrowanej.

Czy strony zapoznały się z materiałem, który został udostępniony dla potrzeb prowadzonego postepowania przez IPN?

Prokurator Justyna Walczak: W dniu 26 lipca, kiedy poprosiliśmy o całość akt, udostępniono nam tylko akta sądowe z czerwonym paskiem. Następnie poprosiliśmy o całość akt w dniu 30 września. Po interwencji w wydziale udostępniono nam teczki zielone. Nie udostępniono nam oryginałów dokumentów [...]. Część dokumentów znajdujących się w zielonych teczkach jest po prostu nieczytelna. Nieczytelne są dopiski robione na oryginałach. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy wszystkie dopiski na oryginałach są skserowane. Chcielibyśmy też ustalić, czy w momencie sporządzania tzw. listy Macierewicza w aktach sprawy znajdowały się wszystkie oryginały dokumentów, czy pracowano wówczas na kserokopiach dokumentów, co potwierdza chociażby proces lustracyjny prezydenta Lecha Wałęsy [...]

Sędzia Joanna Hut: Sąd nie bardzo rozumie to stanowisko. Czy jesteście państwo przygotowani do udziału w rozprawie dzisiaj?

Prokurator Justyna Walczak: Na tyle, na ile pozwoliło nam zapoznanie się z zielonymi teczkami...

Sędzia Joanna Hut: Dokumenty pozostają w siedzibie sądu od czerwca 2013 r. o czym sąd poinformował na rozprawie 19 czerwca. Wnioski, jakie państwo złożyli, dotyczyły możliwości zapoznania się i sfotografowania akt sądowych. Być może personel sądu nie wiedział, że państwo oczekujecie także na udostępnienie akt archiwalnych. Może należało skorygować i sprecyzować wasz wniosek?

Prokurator Justyna Walczak: W poniedziałek udostępniono nam zielono teczki. Nie otrzymaliśmy oryginałów dokumentów [...].

Sędzia Joanna Hut: Czy obrona wnosi o odroczenie rozprawy w dniu dzisiejszym?

Adwokat Anna Madejowska: Nie. Możemy rozpocząć rozprawę. Sąd zobowiązał nas do merytorycznego zajęcia stanowisko do dnia 4 października 2013 r. Chcielibyśmy to merytoryczne stanowisko zająć w późniejszym terminie, po zapoznaniu sie z oryginałami dokumentów.

Sędzia Joanna Hut: Sąd nie bardzo rozumie postawy obrony w tej sprawie. Akta, które udostępnił IPN pozostają w siedzibie sądu od czerwca. Zwróciliście się ze stosownym wnioskiem w lipcu, a kolejne wnioski wpłynęły 30 września. Mamy jeszcze cały sierpień i cały wrzesień. Co przeszkadzało przyjść do sądu i tę sprawę wyjaśnić. Jeżeli już w lipcu mieliście problemy z możliwością zapoznania się z aktami sprawy w całości, to należało skorygować wniosek, że chodzi nie tylko o akta sądowe, ale także o akta archiwalne.

Adwokat Anna Madejowska: W dniu 30 września sprostowaliśmy to, że chodzi o całość...

Sędzia Joanna Hut: Jaka jest możliwość zapoznania sie 30 września z całością akt, jeżeli rozprawa jest 4 października?

Adwokat Anna Madejowska: Wnosimy o wyrażenie przez sąd zgody na wypowiedzenie się co do wniosków dowodowych, jakie będziemy zgłaszać w terminie późniejszym, po zapoznaniu się z całością materiału dowodowego.

Sędzia Joanna Hut [Zwracając sie do Leszka Moczulskiego]: Bardzo proszę pana o powstanie i okazanie sądowi dowodu osobistego [...]. Robert Leszek Moczulski, urodzony 7 czerwca 1930 r. [...]. Przebywa na emeryturze, ale równocześnie jest zatrudniony jako profesor Wydziału Prawa w Wyższej Szkole Menedżerskiej w Legnicy. Obecnie pełni funkcję dziekana Wydziału Prawa [Leszek Moczulski jest rektorem tej uczelni - zob. http://www.wsm.edu.pl/index.php?id=3 ] [...].

Czy Pan podtrzymuje wniosek z dnia 25 marca 1999 r. o przeprowadzenie postępowania lustracyjnego, jak również załączone do wniosku oświadczenie lustracyjne?

Leszek Moczulski: Tak. Podtrzymuję.

Sędzia Joanna Hut: W takim razie otwieram przewód sądowy. Pouczam pana, jako osobę lustrowaną, o prawie do złożenia wyjaśnień, o prawie do odmowy złożenia wyjaśnień, jak również o prawie do odmowy udzielania odpowiedzi na pytania sądu i stron uczestniczących w niniejszym postępowaniu. Czy zrozumiał pan treść pouczenia?

Leszek Moczulski: Tak.

Sędzia Joanna Hut: Czy pan w dniu dzisiejszym chce złożyć wyjaśnienia?

Leszek Moczulski: Tak jest.

Posłuchaj - http://bohunka.wrzuta.pl/audio/7nRrSMsFG3I/20131025_07_56_16


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Czw Lis 21, 2013 9:20 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Czw Paź 10, 2013 3:32 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Leszek Moczulski: Złożyłem bardzo obszerne wyjaśnienia na dwóch poprzednich rozprawach lustracyjnych. Te wyjaśnienia były w wysokim stopniu reakcją na materiał dowodowy stąd tez w toku postępowania one były uzupełniane w miarę otrzymywania nowych materiałów dowodowych. Poza tym każde kolejne przeczytanie akt pozwala z reguły dostrzec w nich coś nowego. Dzisiaj chcę złożyć wyjaśnienia bardzo krótkie z tej prostej przyczyny, że ja nie miałem nic wspólnego ze sporządzaniem teczek TW "Lecha" i mogę się ustosunkować do nich jednym zdaniem. Teczki te są sfałszowane.
Natomiast moje merytoryczne wyjaśnienia przedstawię później ustnie i złożę sądowi na piśmie.

Sędzia Joanna Hut: Proszę złożyć wyjaśnienia ustnie teraz, a to, co pan złoży na piśmie dołączymy do akt sprawy, jako materiał dodatkowy.

Leszek Moczulski: Miałem być zarejestrowany jako TW „Lech" we wrześniu 1969 r., a zdemaskowany mnie jako wroga w lutym 1977 r.

1. O rzekomym fakcie mojej rejestracji i współpracy z SB nie wiedział ppor. Owczarek - prowadzący przeciwko mnie SOR „Oszust" od lutego 1977 r. [Owczarek powinien wiedzieć, kim był TW "Lech", gdyż miał być ostatnim jego oficerem prowadzącym (w latach 1976-77)].

W sporządzonej przez siebie analizie sprawy z 1978 r. Owczarek podaje, że:
(a) nie dysponuje informacjami o moich kontaktach w latach 1952-1976 [s. 5 oraz 23 tego dokumentu] - a więc również w okresie, w którym miałem być TW "Lechem" prowadzonym przez niego;
(b) nie wie, że znam Mariana Barańskiego, dla którego inwigilacji miałem zostać zwerbowany [wykaz kontaktów figuranta na stronach od 15 do 22 - brak imienia i nazwiska Marka Barańskiego, na którego zadaniowany był TW "Lech"];
(c) w rubryce „poprzednie rejestracje", sporządzanej na podstawie karty E-15, Owczarek nie podaje informacji o mojej rejestracji, jako TW.

Dowód: SOR „Oszust", t. 4, Analiza", dołączona do meldunku operacyjnego z 24 sierpnia 1978, k. 29 i nast., wraz ze spisem wszystkich znanych Owczarkowi kontaktów Moczulskiego.

Analizę SOR "Oszust" z 24 sierpnia 1978 r. zamieszczamy w innym miejscu - http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2249

Posłuchaj - http://bohunka.wrzuta.pl/audio/aJHod3WD8j4/tezy_1-2_wyjasnien_wstepnych


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Sob Paź 26, 2013 7:16 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Czw Paź 10, 2013 8:44 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Leszek Moczulski: 2. O rzekomym fakcie mojej rejestracji i współpracy nie wiedzieli wszyscy kolejni oficerowie, prowadzący SOR „Oszust" w latach 1978-1984: Wicherkiewicz, Ananicz, Piesto. Dopiero w czerwcu 1984 r., ostatni prowadzący - por. Piesto dowiedział się o tym, że byłem, ponieważ dostał do archiwizacji teczki TW „Lech".

dowód: teczki SOR Oszust"; Końcowa analiza SOR „Oszust" z 6 marca 1984, t. 21, k. 17-47; zeznanie świadka por. Piesto przed S.A. II inst.

Analiza SOR "Oszust" z 6 marca 1984 r. (wraz z załącznikami) - zob. http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2250

==============================================

W tym miejscu warto przypomnieć wypowiedź prof. Andrzeja Friszke na promocji książki Piotra Plebanka (20 maja 2011 r.):

Cytat:
Mam jednak dużą wiedzę na temat tych akt [Chodzi o akta SB] . Myślę, że w sumie ze 20-30 tysięcy stron tych dokumentów przeczytałem na pewno. [...]

Przeczytałem też duży fragment akt ze sprawy „Oszust”. To jest ogromna ilość akt. Prawdę mówiąc nie doczytałem, bo już nie miałem siły. Dojechałem do aresztowania w 1980 roku (to jest około 1,5 tysiąca stron). Tam są odwołania do całego życia Leszka Moczulskiego, wiele razy jest pisany życiorys, są analizy, są opisy różnych inicjatyw, działalności, plany operacyjne – mnóstwo rzeczy. Jak znam to, co tam jest w tych aktach, to dziwię się tym oskarżeniom, które są wysuwane pod adresem Leszka Moczulskiego. Bo sama SB, analizując jego życie, przewidując różne rzeczy, które uważała za zagrożenie, wreszcie planując jego aresztowanie, ona w żadnym punkcie nie odwołuje się do tego, że to „nasz człowiek, który coś tam zrobił”. W materii, która jest przedmiotem tej książki i sprawy lustracyjnej, czuję się bezradny. Dlatego nie chcę zabierać głosu po żadnej ze stron. Ale wiem jedno - cudów nie ma. Jeżeli bezpieka wytwarza na temat jakiejś osoby parę tysięcy stron, analizuje jej kontakty, słabe strony, zastanawia się, czym można byłoby zaszantażować, to jeżeliby było coś istotnego, co byłoby słabością tej osoby, to oni by się do tego odwołali. A to są akta ściśle tajne, które mogły wtedy być czytane przez 2-3 osoby. One nie krążyły po MSW. To są wewnętrzne, pierwiastkowe akta.


http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?p=8660#8660
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Sro Paź 16, 2013 7:59 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Leszek Moczulski:
3. O rzekomym fakcie mojej rejestracji i współpracy nie wiedział (we wrześniu 1980 r., gdy sporządzano notatkę informacyjną o mnie dla Ministra Spraw Wewnętrznych) Departament III MSW (który prowadził względnie nadzorował co najmniej dwie sprawy operacyjnego rozpracowania przeciwko mnie, a podległy mu wydział III SB KS MO w Warszawie miał zwerbować TW „Lecha").

Dowód: protokoły z posiedzeń kierownictwa MSW PRL we wrześniu i listopadzie 1980 r., t. 11II, k. 137-149, oraz załącznik.

4. O rzekomym fakcie mojej rejestracji i współpracy nie wiedziało 5-osobowe kierownictwo MSW (w tym wiceminister gen. Krzysztoporski, nadzorujący działania przeciwko mnie), gdy we wrześniu 1980 r., realizując decyzję o moim aresztowaniu, szukało obciążających mnie moralnie materiałów, które można byłoby przedstawić Episkopatowi, aby uniknąć protestów. Ponieważ takich materiałów, a w szczególności informacji, że zostałem zwerbowany przez SB jako TW nie było, gen. Pożoga w ciągu weekendu przygotował „dowody", że byłem agentem zachodniego wywiadu (z kontekstu wynika, że miałem być agentem BND).

Dowód: protokoły jw; akta procesu przywódców KPN przed SW w Warszawie, 1981-82.

Posłuchaj - http://bohunka.wrzuta.pl/audio/1BSRytFa3P0/lustracja_leszka_moczulskiego_-_2_rozprawa_4.10.2013_oswiadczenie_pkty_3-4

5. O rzekomym fakcie mojej rejestracji i współpracy nie wiedział (do lipca 1984r.) Wydział I Biura „C" MSW - prowadzący kartotekę operacyjną obejmującą m. in. wszystkich czynnych oraz byłych TW.

Dowód: dopiski oficerów Biura „,C" na karcie E-14/1 z lipca 1984 (akta w poprzednim postępowaniu tajne, t. 1/IV, k.20).

6. O rzekomym fakcie mojej rejestracji i współpracy nie wiedział (do lipca 1984 r.) Wydział III Biura „C" MSW (prowadzący kartotekę ogólnoinformacyjną).

Dowód: dopiski jw.

Dopiski oficerów wydz. I i III Biura „C" na kartach E-14/1 dowodzą, że jeszcze w lipcu 1984 r. w obu kartotekach nie było mojej karty jako TW (co potwierdził biegły w poprzednim procesie), a tylko moje karty jako figuranta kilku spraw. Obowiązująca reguła wymagała, aby po pozyskaniu TW, kartę o jego rejestracji przekazać do obu kartotek. Natomiast po wyrejestrowaniu TW w kartotece operacyjnej robiono na karcie dopisek a w kartotece ogólnoinformacyjnej kartę zastępowano inną, podającą miejsce przechowywania teczek TW w archiwum.

Z powyższego wynika, iż informację o mojej rzekomej współpracy z SB w latach 1969-1977 wprowadzono do kartotek MSW dopiero 4 sierpnia 1984 r. (datownik bez dopisku na karcie E-14/1).

Posłuchaj - http://bohunka.wrzuta.pl/audio/76hQk7DGf2e/lustracja_leszka_moczulskiego_-_2_rozprawa_4.10.2013_oswiadczenie_pkty_1-2a

Dokumenty, na które powołuje się lustrowany w tych punktach zamieszczę, jak tylko uda mi się uzyskać ich kopie. Admin


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Pią Paź 25, 2013 9:20 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Pią Paź 18, 2013 8:40 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Leszek Moczulski:
Jaki był powód powstania teczek "Lecha"? Na pewno wymagało to dużo pracy i zaangażowania wielu ludzi... Na pewno nie była to codzienna praktyka MSW, przynajmniej w tych latach.

Wydaje się, że powód stworzenia tych teczek był prosty. Zostałem aresztowany na bezpośrednie polecenie Biura Politycznego KC KPZR. Zachowane protokoły posiedzeń Biura Politycznego KC PZPR stwierdzają, ze na polecenie BP Sekretarz Generalny KPZR zwrócił sie do I sekretarza KC PZPR, którym wówczas był Kania, z żądaniem mojego aresztowania. Z tych dokumentów wynika, że obietnicę, iż "Moczulski dostanie to, na co zasłużył" - otrzymał. W świetle znanych dotychczas dokumentów byłem jedyną osobą, której aresztowania Sowieci domagali się wskazują ją imiennie. Jednak międzynarodowa sytuacja polityczna zmieniała się szybciej, niż było to zdolne ogarnąć wyobraźnią sowieckie kierownictwo. W 1984 r. grupa około 20 osób, które spełniały funkcje kierownicze w "Solidarności", w Komitecie Samoobrony Społecznej "KOR" względnie w Konfederacji Polski Niepodległej została zwolniona w drodze amnestii. Amenstia ta została ogłoszona bezpośrednio po powrocie kolejnego szefa KC PZPR z rozmów z Czernienką (nowym gensekiem). Rozmowy te miały miejsce w maju 1984 r. Pojawiła się wyraźna sprzeczność między decyzją, że "Moczulski dostanie to, na co zasłużył" a tym, że należałoby go zwolnic po względnie krótkim czasie. I wtedy nagle "objawiają" się w czerwcu teczki "Lecha". Po pewnych kłopotach (o których świadczą te dopiski, na które sie powoływałem) ostatecznie 4 lub 5 sierpnia 1984 r. nastąpiła archiwizacja akt "Lecha". Następnego dnia przyjechała do Barczewa bezpieka, która przewiozła mnie do komendy milicji w Olsztynie, gdzie na krótko mnie osadzono (na parę godzin) a wieczorem przewieziono mnie do Warszawy i zwolniono. Parę miesięcy później znowu zostałem aresztowany, ale to już nie ma znaczenia dla tej sprawy.

Fragmenty dokumentów na które powołuje się w tym miejscu Leszek Moczulski (wraz z dokładnym adresem bibliograficznym) znajduje się tutaj - http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?p=72#72

Teczki "Lecha" nie sa pierwszym sfałszowanym dokumentem, który ma mnie obciążyć, w stosunku do społeczeństwa, Kościoła i opozycji. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy to jest wszystko, ale mogę powiedzieć o trzech takich próbach.

Pierwsza próba była wspomniana przeze mnie fałszywka sporządzona przez współpracowników gen. Pożogi. Mogę domniemywać, że ta fałszywka była okazywana w Episkopacie, jak i wśród doradców Krajowej Komisji "Solidarności" - bardzo nielicznym osobom. Na podstawie tej fałszywki w styczniu 1981 r. ukazał sie cykl artykułów Daniela Lulińskiego w "Trybunie Ludu". Z jednego z nich wynikało, że byłem szpiegiem i dywersantem. Te jego artykułu miały wiekszy oddźwięk za granicą niż w kraju, gdyż jedno z pism emigracyjnych wykorzystało ten tekst ["Dziennik żołnierza" - wiosna 1981]. Materiał ten znam, poniewaz został dołączony (nie na wniosek prokuratury, ani nie na wniosek sądu) do akt sprawy karnej kierownictwa KPN w latach 1981-1982. Nie został jednak wykorzystany, mimo mojego wniosku, aby sąd zajął się zarzutem szpiegostwa. Ani sądu, ani prokuratora nie interesowała ta sprawa.

Skan artykułu Daniela Lulińskiego w "Trybunie Ludu" pt. "Konfederacja bez skrupułów" - http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=1285

Drugie fałszerstwo pojawiło się w książce wydanej na początku stanu wojennego pt. "KPN. Kulisy, fakty, dokumenty" [Autorem książki był Marian Reniak]. Współautor tej książki, wkrótce wiceminister spraw wewnętrznych, poprzednio szef Biura Śledczego MSW był moim oficerem śledczym w latach 1957-1958 [Chodzi o Zbigniewa Pudysza, wymienionego obok Tadeusza Zalewskiego jako współpracownik autora]. Powołując się na to, podał w tej książce, że wówczas zostałem zwerbowany, jako tajny współpracownik SB i na tej podostawie zostałem zwolniony z więzienia. Nie ma to żadnego potwierdzenia w aktach. Z więzienia zostałem zwolniony, bo zostałem uniewinniony, a przewodniczącym składu sędziowskiego był sędzia Szerer, późniejszy współpracownik opozycji [Chodzi o Mieczysława Szerera, współpracownika KOR - https://pl.wikipedia.org/wiki/Mieczys%C5%82aw_Szerer ].

Fragment książki Reniaka, na który powołuje się Leszek Moczulski zamieszczony jest tutaj - http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?p=13107#13107

Trzecią próba są teczki "Lecha". Nie ma żadnych informacji, aby były one komukolwiek okazywane, choć są one sporządzone w taki sposób, żeby stwarzały wrażenie autentycznych. Okazanie takiej teczki, w której - po jej otwarciu - ukazuje sie koperta z napisem "Zobowiązanie tajnego współpracownika", to dla postronnej osoby jest wystarczający dowód, że na prawdę byłem tajnym współpracownikiem. A koperta ta jest pusta.

Nie wiem, czy te teczki były komukolwiek okazywane, ale nie było takiej potrzeby. Sam fakt archiwizacji bez zastrzeżenia, że jest to poufne albo tajne, prowadził do ujawnienia tej informacji. Oficerowie SB prowadzący sprawę mieli obowiązek, aby każda osoba, która się im pojawiała w sprawie po raz pierwszy, powinna być sprawdzona kartą E-15. Na mojej karcie E-15, którą otrzymywał z powrotem pytający oficer SB, pojawiał się informacja, że są w archiwum moje akta jako tajnego współpracownika.

Wtedy nie było to wykorzystywane z bardzo prostego powodu. Przed 1989 r. stwierdzenie, że Moczulski może być tajnym współpracownikiem, było na tyle absurdalne, że nikt by w to nie wierzył. Niesłychanie ciężko sobie wyobrazić człowieka, który uważałby, że Moczulski był tajnym współpracownikiem, zwłaszcza, że mniej więcej połowy czasu trwania jawnej opozycji spełniłem w więzieniu albo w aresztach. Inne kłamstwa, które rozpuszczała na mój temat SB, np. że jestem antysemitą, mogły być wiarygodne, przynajmniej dla niektórych osób, ale nie to, że byłem agentem SB!

Przedstawiam te wyjaśnienia jako uzupełnienie mojego wcześniejszego stwierdzenia, że o samych teczka "Lecha" mogę powiedzieć tylko jedno - zostały one sfałszowane a ja nie mam z nimi nic wspólnego!

Posłuchaj - http://bohunka.wrzuta.pl/audio/1ZbtUJE2FRY/powody_sfalszowania_teczek


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Sob Paź 26, 2013 8:23 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Sro Paź 23, 2013 9:45 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Sędzia Joanna Hut: Czy Pan będzie odpowiadał na pytania sądu, prokuratora i obrońcy?

Leszek Moczulski: Tak jest.

Sędzia Joanna Hut: W aktach sprawy pozostają załączone do akt sprawy wyjaśnienia składane w toku poprzednich postepowań przez lustrowanego, które sąd chciałby za zgodą stron uznać za ujawnione bez odczytywania.

Strony wyrażają zgodę.

Sędzia Joanna Hut: Zaczniemy odczytywanie tych wyjaśnień. Sa one obszerne, a więc temu będzie poświęcony dzisiejszy termin i kolejny. Bardzo proszę o uwagę, bo sąd będzie prosił o zajmowanie stanowiska, co do kolejnych wyjaśnień.

Fragment 1 - wyjaśnienia 17 grudnia 2002 r. i stanowisko Leszka Moczulskiego:
    nt. pierwszego zatrzymania Moczulskiego przez UB na przełomie 1946 r. i 1947 r. w Sopocie,
    nt. powodów wstąpienia Moczulskiego do PPR w 1948 r.,
    nt. pobytu Moczulskiego w ZSRS w 1957 r.
    nt. pierwszego aresztowania Moczulskiego w 1957 r.,
    nt. pracy dziennikarskiej Moczulskiego w różnych czasopismach i kolejnych zakazach pracy.

Posłuchaj - http://bohunka.wrzuta.pl/audio/7gfg1VFsJXU/lustracja_leszka_moczulskiego_-_dzien_drugi_4.10.2013_r._fragm._1

Fragment 2 - wyjaśnienia z 16 listopada 1999 r. i stanowisko Leszka Moczulskiego - dot. studiów Moczulskiego

Posłuchaj - http://bohunka.wrzuta.pl/audio/aGvAvJAKP1c/lustracja_leszka_moczulskiego_-_dzien_drugi_4.10.2013_r._fragm._2

Fragment 3 - c.d. wyjaśnień z 16 listopada 1999 r. i stanowisko Leszka Moczulskiego - dot. pracy Moczulskiego w redakcji "Stolica" (od 1961 r.).

Posłuchaj - http://bohunka.wrzuta.pl/audio/96SwGVcwbnE/lustracja_leszka_moczulskiego_-_dzien_drugi_4.10.2013_r._fragm._3

Fragment 4 - c.d. wyjaśnień Moczulskiego z 16 listopada 1999 r. oraz z 17 grudnia 2002 r. i stanowisko Leszka Moczulskiego - dot. nn oraz znajomości Moczulskiego z gen. Abrahamem.

W tym fragmencie rozprawy pytania zadała prokurator IPN. Dotyczyły ono spotkań Moczulskiego z gen. Abrahamem w domu gen. Abrahama w 1975 r. Moczulski odpowiedział, że w tym czasie spotkań takich w domu generała było wiele. Moczulski wie, że w domu generała bywał także Wojciech Ziembiński, ale nie przypomina sobie, aby kiedykolwiek go tam spotkał. Natomiast w tym czasie Moczulski rozmawiał z Ziembińskim często, także o gen. Abrahamie.

Posłuchaj - http://bohunka.wrzuta.pl/audio/8uCl7YrYzRk/lustracja_leszka_moczulskiego_-_dzien_drugi_4.10.2013_r._fragm._4

Po ponad 2,5 godzinach rozprawy przewodnicząca składu sędziowskiego zarządziła przerwę, celem odpoczynku i wywietrzenia sali.


==================================
Po przerwie.

Sędzia Joanna Hut: Będziemy kontynuować odczytywanie wyjaśnień lustrowanego.

Fragment 5- c.d. wyjaśnień Moczulskiego z 16 listopada 1999 r. oraz z 17 grudnia 2002 r.
    nt. działalności konspiracyjnej Moczulskiego w latach 1957 - 1976,
    nt. artykułu Moczulskiego o Bolesławie Piaseckim,
    nt. wielogodzinnego przesłuchania Moczulskiego w grudniu 1976 r. w Pałacu Mostowskich.

Prokurator IPN: Czy z tego wielogodzinnego przesłuchania w grudniu 1976 r. był sporządzany protokół?

Leszek Moczulski: Nie. Nic nie wiem o żadnym protokole. Zresztą ja takiego protokołu, w którym byłoby napisane, że ja odmawiam odpowiedzi na pytania, nie podpisałbym. Nie doszło zresztą do żadnych konretnych pytań. Cały dzień oni namawiali mnie, żebym odpowiadał na pytania, a ja odmawiałem.

Dwa dni wcześniej miałem spotkanie konspiracyjne z Jackiem Kuroniem i Antonim Macierewiczem oraz - tego nie jestem do końca pewien - z Janem Józefem Lipskim. To było w jakimś domu przy ul. Żelaznej. Przyszedłem wcześniej i przez okno widziałem, że idzie Jacek Kuroń, Macierewicz i - być może Lipski - a za nim idzie ogon. Nie przejąłem sie tym, bo dom był tak wybrany, że łatwo było wewnątrz kamienicy zgubić ogon. Wiedziałem więc, że do lokalu ich nie doprowadzą, ale do budynku - tak. Żyjącą osoba, która potwierdziła fakt tego spotkania jest Antoni Macierewicz. W czasie tego spotkania omawialiśmy zasady współpracy środowiska KOR-owskiego ze środowiskiem niepodległościowym. Omawialismy także zasady zachowania sie na przesłuchaniach SB. Polegały one na tym, aby pozwolić oficerowi SB na zadanie pytania, bo te pytania nas interesowały.

Ponieważ ja wiedziałem, z jakiego powodu zostałem zatrzymany 17 grudnia 1976 r. więc zachowywałem się inaczej, niż zasady, o których mowa wyżej - uniemożliwiałem oficerom SB zadanie mi konretnych pytań. Obawiałem się bowiem pytania: "Czy pan się spotkał z nimi [tj. z Kuroniem i Macierewiczem]?". Obawiałem się, że jak ja zaprzeczę, to oni wtedy wyciągną zdjęcia, na których z tego samego budynku najpierw będą wychodzić oni a po jakimś czasie ja. Wtedy obalona zostałaby zasada, której się trzymałem w tej rozmowie z SB, że jestem praworządnym obywatelem.

Wracając do pytania pani prokurator potwierdzam, że nic nie wiem o jakimkolwiek dokumencie potwierdzającym przebieg tego przesłuchania. Natomiast wiem, że w aktach sprawy jest taka wewnętrzna notatka SB, którą zobaczyłem w toku postępowania lustracyjnego, która dotyczy tego spotkania.

Posłuchaj - http://bohunka.wrzuta.pl/audio/9GGDUDbJjAq/lustracja_leszka_moczulskiego_-_dzien_drugi_4.10.2013_r._fragm._5

Fragment 6 - c.d. wyjaśnień Moczulskiego z 16 listopada 1999 r. oraz z 17 grudnia 2002 r. nt. spotkań Moczulskiego z funkcjonariuszem SB, Majem, w okresie od grudnia 1976 r. do marca 1977 r.

Posłuchaj - http://bohunka.wrzuta.pl/audio/98TqeSE8gbs/lustracja_leszka_moczulskiego_-_dzien_drugi_4.10.2013_r._fragm._6

Na zakończenie prokurator złożyła pisemne stanowisko, które zawierało wnioski dowodowe, dotyczące przeprowadzenia dowodów z dokumentów oraz protokołów przesłuchań i opinii biegłych, stanowiących materiał dowodowy zgromadzony w dotychczas przeprowadzonym postępowaniu lustracyjnym.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Pią Paź 25, 2013 7:31 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pełny zapis wideo drugiego dnia rozprawy:

1) http://www.youtube.com/watch?v=R-j7hv5W6QM
2) http://www.youtube.com/watch?v=FWifQAbZfUw
3) http://www.youtube.com/watch?v=b_4-L3llke8
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Pią Paź 25, 2013 10:01 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Za nami drugi dzień procesu lustracyjnego Leszka Moczulskiego.

Zgodnie z wnioskiem obrońcy lustrowanego rozprawa będzie się toczyć wedle nowej ustawy lustracyjnej (z roku 2006), bardziej surowej dla lustrowanego. Według ustawy z 1997 r. tajną współpracą nie było “współdziałanie pozorne lub uchylanie się od dostarczenia informacji, pomimo formalnego dopełnienia czynności lub procedur wymaganych przez organ bezpieczeństwa państwa". W obecnej ustawie nie ma tego zapisu. A więc wóz albo przewóz - albo złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, albo skłamał. Nie ma możliwości wydania salomonowego orzeczenia o pozornej współpracy...

Sąd prowadzi sprawę sprawnie i stanowczo, zachowując neutralność wobec obu stron i konsekwentnie dąży do ich zdyscyplinowania.

Osoby, które były obecne na poprzednim procesie prowadzonym przez sędzię Mojkowską podkreślają zasadniczo odmienny stosunek sądu do lustrowanego w poprzednim postępowaniu i obecnie. Poprzednio na porządku dziennym były nieprzychylne komentarze przewodniczącej składu sędziowskiego pod adresem lustrowanego, jej wyraźnie niechętny stosunek do lustrowanego i jej arogancja. Wtedy sąd ze szczególną atencją traktował jedną tylko kategorię uczestników procesu - świadków, będących byłymi funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa (zresztą głównie na ich zeznaniach oparte było wtedy uzasadnienie rozstrzygnięcia). Wtedy - jak relacjonują świadkowie - gołym okiem widoczna była niechęć przewodniczącej do świadków - byłych działaczy opozycji przedsierpniowej.

Jaki będzie stosunek obecnego sądu do świadków - tego jeszcze nie wiemy, ale stosunek do lustrowanego jest nacechowany kulturą i troską o możliwość swobodnej wypowiedzi. Widać też, iż sąd zdaje sobie sprawę z podeszłego wieku lustrowanego, zachęcając go wręcz, aby składał wyjaśnienia na siedząco. Jeden raz tylko, w czasie rozprawy, przewodnicząca zdenerwowała się w widoczny sposób, gdy lustrowany mówił zbyt szybko, nie pozwalając na dokładne zaprotokołowanie jego słów, a przy tym odwracał się przodem do widzów (tyłem do sądu), szukając zapewne kontaktu wzrokowego z kimś, do kogo mógłby kierować swoje wyjaśnienia (co ułatwia mówienie). Właśnie, staranne protokołowanie (choć wydaje mi się, że w kilku wypadkach jednak zapisano w protokole nieprecyzyjnie słowa lustrowanego - dla wyniku procesu zapewne nie będzie to miało znaczenia, ale dla przyszłych historyków może mieć), to kolejna różnica między obecnym procesem a poprzednim. Poprzednio - na co kilkakrotnie zwracał uwagę lustrowany - sąd protokołował co trzecie jego zdanie, przy tym nieraz je przekręcając. Oczywiście, gdyby rozprawa była obecnie nagrywana (procedura sądowa przewiduje taką możliwość), to na sali byłoby łatwiej i szybciej, jednak zapewne trudniej byłoby potem sądowi i stronom "ogarnąć" materiał dowodowy, który jest szczególnie obszerny.

O tym, że obszerność materiału dowodowego będzie poważnym problemem, mogliśmy się przekonać na ostatniej rozprawie. Proszę uważnie posłuchać wyjaśnień i stanowiska lustrowanego we fragmencie nr 6 z rozprawy. Intensywna aktywność Leszka Moczulskiego w okresie kilkunastu miesięcy poprzedzających powstanie ROPCiO w marcu 1977 roku, przedstawiona w jego nieco chaotycznych wyjaśnieniach utrudnia bardzo obserwatorowi procesu, który nie orientuje się w szczegółach (a byc może także sądowi), połapanie się w różnych aspektach tej sprawy. Program 44, Deklaracja "U progu", nurt niepodległościowy (z małych liter) oraz Nurt Niepodległościowy (z dużych liter), kontakty Leszka Moczulskiego z uczestnikami KOR (Kuroniem, Macierewiczem, Lipskim i innymi), z członkami Konwentu nn (w tym Romualdem Szeremietiewem, Andrzejem Szomańskim i Ryszardem Zielińskim), z przyszłymi uczestnikami ROPCiO (np. z Andrzejem Czumą), ze Zbigniewem Załuskim (z KC PZPR), z płk. Majem z SB i z innymi jeszcze osobami - wszystko to tworzy gąszcz, w którym trudno się poruszać (miała z tym problemy bezpieka, ma - IPN, np. gdy idzie o odróżnienie nn i NN).

Sąd obecnie chyba jednak chce się przez ten gąszcz przedzierać i - inaczej niż poprzednio - ma chyba zamiar wziąć pod uwagę szerszy aspekt historyczny tamtych wydarzeń. To ważne, bowiem bez tego szerszego historycznego tła trudno zrozumieć zachowanie lustrowanego, jego uwarunkowania w tamtym czasie, realia w jakich działał. Gdy to wszystko weźmie się pod uwagę łatwiej jest też dostrzec fakt, jak zdumiewająco mało z tamtych wydarzeń znalazło odbicie w zachowanych aktach Służby Bezpieczeństwa.

Zachęcam obserwatorów tego procesu (czy to na sali sądowej, czy to przez Internet, np. za pośrednictwem Forum Polonus, na którym szczegółowo relacjonujemy ten proces) do uważnego śledzenia tych kwestii historycznych, zwłaszcza, że jest to mało znany a bardzo ważny fragment kształtowania się jednego z odłamów opozycji przedsierpniowej. Zresztą cały proces lustracyjny Leszka Moczulskiego będzie kiedyś dla historyków prawdziwą skarbnicą wiedzy o tamtym okresie (tak, jak materiały z obu procesów KPN są dziś cennym źródłem historycznym, umożliwiającym poznanie działalności KPN do 1985 roku). Z tego punktu widzenia obecny proces lustracyjny jest nawet bardziej wartościowy od procesów KPN w czasach PRL, gdyż wtedy badano jedynie niektóre aspekty działalności Konfederacji (tj. te, które były znane aparatowi ścigania PRL), obecnie zaś uczestnicy tamtych wydarzeń mówią przed sądem także o swojej działalności konspiracyjnej, o której przed sadami PRL nie mówili.

Zachęcam też obserwatorów procesu, aby - gdyby "urywał im się film" przy słuchaniu kolejnych fragmentów z rozprawy - zapoznali się ze opracowaniami historycznymi, opisującymi w sposób obszerny i systematyczny wydarzenia z lat 1975-1977 w których uczestniczył Leszek Moczulski. Mam tu na myśli pierwsze 114 stron wywiadu rzeki Antoniego Dudka i Macieja Gawlikowskiego z Leszkiem Moczulskim ("Bez wahania"), fragment "Lustracji" Leszka Moczulskiego zatytułowany "Jak agenci rozbijali opozycję" (który zresztą jest opublikowany na POLONUSie - http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?p=1523 ), czy choćby kilkadziesiąt początkowych stron (od 31 do 63) monografii "ROPCiO" Grzegorza Waligóry (z tym, że dr Waligóra w swojej monografii nie uwzględnił niestety wszystkich kwestii, gdyż nie miał swobodnego dostępu do wszystkich akt IPN). Wyjaśnienia lustrowanego staną się wówczas dużo bardziej zrozumiałe.

Jasne też wtedy będzie, kogo miał na myśli Leszek Moczulski, mówiąc 4 października 2013 r. przed sądem o Ryszardzie "Żywieckim", który był - wedle wyjaśnień lustrowanego - jedną z kilku "wtyczek" nn w SB (a przez SB był ewidencjonowany jako jej tajny współpracownik). Nawiasem mówiąc uporczywe odmawianie ujawnienia jego tożsamości przed sądem przez lustrowanego wydaje się niezrozumiałe i szkodliwe dla samego lustrowanego. Leszek Moczulski bowiem z jednej strony szczegółowo przedstawia swoje działania w tamtym okresie (przez co jego wyjaśnienia zyskują na wiarygodności, bowiem ten kto kłamie z reguły unika szczegółów), z drugiej - odmawia ujawnienia faktu, który dla osób zorientowanych w temacie jest oczywisty, powołując się na przysięgi złożone kilkadziesiąt lat temu. Przysięgi sprzed ponad ćwierć wieku - przysięgami, ale taka postawa może podważać wiarygodność wyjaśnień lustrowanego.

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Sob Paź 26, 2013 8:14 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pewna osoba zwróciła mi uwagę, że podkreślam sposób, w jaki warszawski sąd traktuje Leszka Moczulskiego, a tymczasem taki stosunek do oskarżonego (lustrowany w procesie lustracyjnym występuje w roli oskarżonego) powinien być normą w stosunku do każdej osoby.

Owszem, zgadzam się, że każdy uczestnik postępowania sądowego zasługuje na neutralne traktowanie przez sąd i respektowanie jego godności, ale przecież każdy, kto brał udział w procesach sądowych wie, że nieraz tak nie jest. Fakt, iż tak nie było w poprzednim procesie lustracyjnym Leszka Moczulskiego był szczególnie przykry, gdyż Moczulski swoją niezłomną postawą w okresie jawnej działalności opozycyjnej nie zasłużył sobie na takie traktowanie w wolnej Polsce. Przykrość była tym większa, że w taki właśnie niegrzeczny (mówiąc eufemistycznie) sposób traktowała Leszka Moczulskiego córka byłego redaktora naczelnego "Trybuny Ludu", która przewodniczyła składowi sędziowskiemu. Nigdy nie zapomnę, gdy Leszek Moczulski po poprzednim procesie lustracyjnym mówił w jednej z telewizji, że sądy w PRL traktowały go lepiej, niż sądy w III RP. A przypomnijmy, że sądy w PRL skazały Moczulskiego w sumie na 14 lat więzienia!

Z tych względów warto odnotować, że w obecnym procesie sytuacja jest inna niż w poprzednim, tzn. normalna.

***

Dla mnie najmocniejszym akcentem drugiego dnia procesu były tezy wstępnych wyjaśnień Leszka Moczulskiego, a zwłaszcza pierwsza z tych tez.

Otóż rzeczywiście bardzo trudno jest wyjaśnić powód, dla których w materiałach wewnętrznych bezpieki, dostępnych dla wąskiego grona zaufanych osób, pracujących w SB, nie odnotowano faktu rzekomej współpracy Leszka Moczulskiego z tą służbą. Teza, że bezpieka nie oszukiwała samej siebie nie zawsze znajduje potwierdzenie w aktach, ale w tym wypadku nie ma dla takiej sytuacji żadnego logicznego wytłumaczenia. Dlaczego oficer SB, który miał prowadzić rzekomego agenta Leszka Moczulskiego, kilkanaście miesięcy później napisał w dokumencie przeznaczonym do użytku wewnętrznego i ścislej tajnym, że nie wie, co robił Moczulski w okresie, gdy tenże esbek miał być jego oficerem prowadzącym?!

Nie wiem, czy esbek Owczarek w poprzednim procesie wyjaśniał tę zagadkę, ale trudno jest mi wyobrazić sobie, jakiekolwiek wiarygodne wytłumaczenie, inne od tego, które podaje Leszek Moczulski. Jedynym logicznym wyjaśnieniem braku wiedzy Owczarka na temat rzekomej współpracy Moczulskiego z SB jest uznanie, że Owczarek - być może prowadził jakiegoś agenta "Lecha"- ale z pewnością prowadzony przez niego "Lech" nie był Leszkiem Moczulskim! Fakt, że rzekomej współpracy Moczulskiego z SB nie odnotowali także inni oficerowie rozpracowujący figuranta SOR "Oszust" w sposób bardzo przekonujący dowodzi, że w dacie sporządzania przez nich kolejnych analiz, w wewnętrznych dokumentach SB nie było żadnej informacji na temat współpracy Moczulskiego z SB.

Czy jest możliwe, aby ktoś współpracował z SB przez ponad 7 lat i fakt ten nie został odnotowany przez oficerów rozpracowujących następnie tę osobę? Czy jest możliwe, aby esbek, który miał prowadzić agenta, zaledwie kilkanaście miesięcy później pisał w wewnętrznej analizie, że nie ma żadnych informacji na temat działalności rozpracowywanej osoby w okresie, w którym miał ją prowadzić jako agenta? To się nie trzyma kupy!

***

Logiczny wniosek, pozwalający na rozwikłanie przedstawionej wyżej zagadki, wniosek, że Leszek Moczulski przed 1977 r. nie był agentem SB, nie pozwala na wyjaśnienie wszystkich aspektów tej sytuacji. Pojawia się bowiem nowa wątpliwość. Dlaczego w analizach oficerów rozpracowujących Leszka Moczulskiego oficerowie ci napisali, że nie wiadomo SB, co robił Moczulski w okresie 1957-1976? Przecież w omawianym okresie (zwłaszcza w latach 1975-1976) Moczulski prowadził niejawną działalność opozycyjną (która jest dziś bardzo dobrze udokumentowana) i trudno uwierzyć w to, że działalność ta uszła uwadze specsłużbom PRL! Dlaczego więc w analizach SB dotyczących Leszka Moczulskiego, jest luka dotycząca okresu 1957-1976? Oto pytanie, na które nie znajduję na razie odpowiedzi.

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
pawelbaca



Dołączył: 31 Lip 2009
Posty: 13

PostWysłany: Wto Lis 12, 2013 4:32 pm    Temat postu: Relacja z dnia 12.11.2013 Odpowiedz z cytatem

Kolejny dzień lustracji Leszka Moczulskiego

W dniu 12.11.2013 odbyła się kolejna część rozprawy lustracyjnej Leszka Moczulskiego- przewodniczącego Konfederacji Polski Niepodległej.

W toku rozprawy odczytywano wyjaśnienia z poprzednich rozpraw. Lustrowany składał kolejne wyjaśnienia uzupełniające.

Z wyjaśnień wynika, iż spotkania lustrowanego [z płk. SB - Majem; chodzi o spotkania w okresie od końca grudnia 1976 r. do połowy marca 1977 r.] nie były protokołowane pomimo, że każde kończyło się wezwaniem na kolejne spotkanie. Lustrowany nie domagał się takich protokołów, aby nie były wykorzystane w innych celach. Funkcjonariusze też nie byli skłonni do pisania protokołów. Część z nich tłumaczyła, że nie jest to postępowanie przygotowawcze, a operacyjne. Z wiedzy Leszka Moczulskiego wynikało że spotkania te nie były też nagrywane. W jednym przypadku [w papierach SB znajdujących się w teczce "Lecha"] znajduje się wzmianka o nieudanej próbie nagrania magnetofonowego.

O treści spotkań z funkcjonariuszami SB były informowane osoby z kontrwywiadu niepodległościowego. O tym, iż takie spotkania odbywają się wiedziało trochę więcej osób z kręgów opozycyjnych, ale osoby te nie miały informacji o ich treści

Co do zawartości teczki TW „LECH” Leszek Moczulski wskazywał, iż mogą pochodzić z nasłuchu innego działacza opozycyjnego, obserwowanego przez SB przez wiele lat i są sfałszowane. Informacje pochodzące z tej teczki znajdują się w SOR „Oszust” w postaci meldunków TW „LECH”. Inne informacje zgromadzone w ramach SOR „Oszust” mogą być prawdziwe.

Podsumowując teczka TW „LECH” jest fałszywką na zamówienie. SOR „Oszust” sprawą prowadzoną przez SB, ale materiały zostały skażone fałszywymi informacjami TW „LECH”.

Na pytanie Sądu: "Kto był autorem teczki TW „LECH”? Kto mógł zlecić jej utworzenie" Lustrowany wskazał na osoby z kręgu grupy kierowniczej KC PZPR począwszy od I sekretarza Wojciecha Jaruzelskiego. Sprawa ta uzgadniana musiała być z kierownictwem KPZR. Moczulskiego nie można było w nieskończoność trzymać w więzieniu. Chodziło więc o przygotowanie materiału kompromitującego na tyle, aby uniemożliwić dalszą działalność.

O funkcjonariuszach wymienionych w teczce TW „LECH” lustrowany usłyszał dopiero na Sali sądowej.

Relacja filmowa wkrótce

_________________
Pawe? Baca
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9117

PostWysłany: Sro Lis 13, 2013 1:11 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wywiad z Leszkiem Moczulskim w dzisiejszej Rzepie nt. procesu lustracyjnego - http://www.rp.pl/artykul/10,1064208-Moczulski-dla--Rz---Ludzie-mowia--nie-trac-czasu-na-ten-proces.html
Cytat:

Moczulski dla „Rz”. Ludzie mówią: nie trać czasu na ten proces
Niektórzy z moich znajomych mówią: nie trać czasu na ten proces, wiemy, że nie byłeś agentem. Ale ja chce doprowadzić sprawę do końca.
Uważam za skandaliczne, że funkcjonariusze SB, którzy bili ludzi, a nawet doprowadzili do śmierci, są bezkarni, bo ich przestępstwo się przedawniło, a stworzono nieistniejące przestępstwo, aby ścigać byłych opozycjonistów.


Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Nie Lis 17, 2013 9:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 25 Cze 2019
Posty: 123

PostWysłany: Wto Cze 25, 2019 8:39 pm    Temat postu: Może Cię zaciekawi... Odpowiedz z cytatem

Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Mirek Lewandowski



Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 492

PostWysłany: Czw Lis 14, 2013 3:40 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

"Najdłuższa lustracja nowoczesnej Europy"

rozmowa z adwokatem Pawłem Rybińskim o trwającym procesie lustracyjnym Leszka Moczulskiego


- Panie mecenasie, od siedmiu lat lat jest pan pełnomocnikiem Leszka Moczulskiego w postępowaniu lustracyjnym. Pana klient Leszek Moczulski był pierwszym, który wystąpił o autolustrację. Było to w marcu 1999 r. Wkrótce minie 15 lat a jego lustracja nadal się nie zakończyła. Czemu to trwa tak długo?

- W latach 1999 - 2008 było kilka kolejnych procesów w tej sprawie. Wydawano odmienne orzeczenia, które potem uchylano i zaskarżano. W pierwszej instancji najpierw był wyrok uniewinniający, następnie skazujący; w instancjach odwoławczych, gdzie nie prowadzono postępowania dowodowego, zapadały wyłącznie orzeczenia niekorzystne dla Moczulskiego. A na końcu Trybunał w Strasburgu orzekł, że proces prowadzony wedle przyjętych reguł nie zapewniał równych praw obu stronom. Postępowanie zostało wznowione i toczy się od nowa.

- Na czym polegała nierówność praw obu stron?

- Wszystkie akta dotyczące tajnego współpracownika o pseudonimie "Lech" (którym rzekomo miał być Leszek Moczulski) oraz inne akta SB były tajne w poprzednich procesach lustracyjnych. Nie mogliśmy kopiować akt jako tajnych, a później znalazły się one poza dyspozycją Sądu, gdyż zostały przekazane do IPN. Wcześniej, podczas całego postępowania sądowego, lustrowany i jego obrońca mogli je tylko czytać pod nadzorem w kancelarii tajnej. Wolno im było robić z nich notatki w specjalnym zeszycie, ale nie mogliśmy tych notatek wynosić z kancelarii. Sąd otwierał rozprawę, sprawdzał, kto się stawił i mówił do publiczności: - "Proszę wyjść!". Tylko świadkowie obrony zeznawali w trybie jawnym. Na publicznej rozprawie nie mogliśmy powoływać się na argumenty wynikające z przebiegu procesu, gdy odwoływały się one do tajnych akt. Cały czas mieliśmy dużo gorszy dostęp do akt niż Rzecznik Interesu Publicznego, który swobodnie kopiował z akt sadowych co chciał – a ponadto miał swobodny dostęp do archiwum IPN i wyszukiwać potrzebne mu materiały. To była farsa. Odsyłam do uzasadnienia orzeczenia Trybunału w Strasburgu, które jest dostępne w Internecie pod adresem http://ms.gov.pl/pl/orzeczenia-etpcz/download,305,0.html .

- Czy te wszystkie akta SB, można było w poprzednim postępowaniu odtajnić?

- Oczywiście, że tak.

- Kto mógł to zrobić?

- Ten, kto nadał im klauzulę tajności, czyli minister spraw wewnętrznych. Na początku każdego kolejnego procesu występowałem o odtajnienie akt i za każdym razem mi odmawiano. Dopiero po formalnym zakończeniu postępowania lustracyjnego odtajnił je Sąd Apelacyjny na wniosek nowego dysponenta – IPN. Była to musztarda po obiedzie.

- Jak to wygląda w tym procesie?

- Akta SB zostały w końcu odtajnione, ale nadal nie ma równości! O jakiej równości stron możemy mówić, skoro IPN przesłał początkowo do sądu jedynie mało czytelne kopie akt, a nie oryginały, a gdy w końcu, na nasze żądanie, przesłał oryginały, to prokurator IPN zażądał udostępnienia ich w celu skopiowania. I akta ponownie trafiły do IPN! My w tym czasie czekaliśmy na możliwość ich skopiowania. Co więcej należy wskazać, iż za pierwszym razem udostępniono nam jedynie akta sądowe, za drugim razem po interwencji u pracownika czytelni akt, zostały nam udostępnione przez wydział mało czytelne kopie części akt IPN-u. Dopiero za trzecim razem otrzymaliśmy akta z IPN-u w oryginale, ale wciąż utrudniano nam wykonywanie z nich fotokopii.

Równocześnie sąd dał nam zwyczajowe 7 dni na zajęcie stanowiska w przedmiocie złożonych przez Prokuratora wniosków dowodowych! Jak mieliśmy to zrobić, gdy nie mieliśmy dostępu do akt? Tu nie ma zachowanej równości. Nie może być tak, że oskarżenie już na etapie postępowania sądowego ma wyraźną przewagę nad druga stroną.

- Dlaczego wnosił pan, aby proces lustracyjny Leszka Moczulskiego toczył się według nowej ustawy lustracyjnej z 2006 r., a nie według starej (z 1997 r.), jak chciała tego prokurator IPN?

- Dlatego, że ustawa z roku 2006 daje znacznie szersze możliwości, w szczególności dowodowe. Będzie łatwiej dowieść, że Leszek Moczulski złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne. Ustawa z roku 1997 nie zapewniała lustrowanemu tych wszystkich praw, które ma oskarżony w procesie karnym.

- Co się teraz dzieje w tym nowym procesie?

- Leszek Moczulski składa wyjaśnienia. Na ostatniej rozprawie wykazywał, że w wielu dokumentach SB, które go dotyczą, sporządzonych po okresie rzekomej współpracy, nie ma żadnych informacji na temat tej współpracy. Czy jest możliwe, aby we wrześniu 1980 r. nikt w kierownictwie MSW nie wiedział, że Moczulski, którego uwięzienia domagała się wtedy Moskwa, miał być wcześniej agentem SB? A tak wynika z wewnętrznych protokołów ścisłego kierownictwa MSW...

- Czy w toczącym się obecnie procesie lustracyjnym będą zeznawać ci wszyscy esbecy, których zeznania były podstawą poprzedniego orzeczenia? Czy nie jest tak, że esbecy składając korzystne lub niekorzystne dla lustrowanego zeznania decydują o wyniku lustracji?

- Niewiarygodność tych akt, które zawierają wiele sprzeczności, można udowodnić także w oparciu o zeznania funkcjonariuszy SB. Były oficer SB Piesto w poprzednim postępowaniu lustracyjnym zeznał, że akta "Lecha", które mu okazano, to nie są te akta, które on zszywał i archiwizował w roku 1984, gdyż są one w inny sposób zszywane, niż on to robił. A więc nawet opierając się na zeznaniach oficerów byłej Służby Bezpieczeństwa, można dowieść, że już po archiwizacji teczek ktoś miał do nich dostęp i przy nich "majstrował". A przecież skądinąd jest oczywiste, że prawdziwych akt nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie uzupełniał fałszywkami.

- A czy w poprzednich procesach wyjaśniono, kiedy te teczki były rozszywane i ponownie zszywane?

- Nie. Z karty kontrolnej, która znajduje się w teczce wynika, że ostatnim, który miał dostęp do tej teczki przed 11 czerwca 1992 r. (kiedy to okazano tę teczkę Leszkowi Moczulskiemu, który był wtedy posłem), był w lipcu 1984 r. funkcjonariusz SB, por. Piesto. Sąd uznał poprzednio, że karta ta jest wiarygodna.

- Jak to?! Przecież przed 4 czerwca 1992 r., w toku rozmów koalicyjnych z udziałem KPN, Antoni Macierewicz udostępnił w swoim gabinecie teczki "Lecha" posłowi KPN - Dariuszowi Wójcikowi, zaś Jan Olszewski - w siedzibie premiera - udostępnił je Adamowi Słomce i Michałowi Janiszewskiemu! Nie ma ich nazwisk na karcie kontrolnej?

- Nie ma. A to ciekawe, co pan mówi... Trzeba się nad tym zastanowić.

- W jakim trybie te teczki mogły być im wtedy pokazywane?

- Przypuszczam, że w trybie "polskim". To jest "polski tryb udostępniania teczek". W naszym kraju cała zabawa polega na utajnianiu akt i "szeptance". Skuteczną obroną przed takim procederem jest publiczna konfrontacja z jawnymi aktami. Każdy, kto pozna te akta, może się przekonać, że jedynym dokumentem, który łączy je z osobą Leszka Moczulskiego jest jego podpis na jednym dokumencie...

- Na pokwitowaniu?

- Tak na pokwitowaniu, które nie wiadomo komu wystawiono i z jakiego powodu. Równie dobrze może to być pokwitowanie zwykłej pożyczki, które w takcie jakiejś rewizji trafiło w ręce SB. Na pokwitowaniu tym jest podpis Leszka Moczulskiego jego imieniem i nazwiskiem. Gdyby miał to być podpis tajnego współpracownika, to byłoby to złamaniem wszelkich zasad! Oficer Służby Bezpieczeństwa nie mógł pozwolić agentowi na podpisanie dokumentu imieniem i nazwiskiem, bowiem taki dokument trafiał następnie do kwestury SB i w ten sposób nastąpiłaby dekonspiracja źródła informacji! Zasada była taka, że na takich dokumentach podpisywano się pseudonimem.

- A własnoręczne podpisy "Lech" (pseudonimem) pod niektórymi raportami?

- Nie ma. Znalazła się natomiast krótka notatka maszynopisowa z rzekomym podpisem Moczulskiego. Ekspert z Biura Kryminalistyki stwierdził wówczas, że podpis jest sfałszowany. Ekspertyza została przeprowadzona na żądanie sędziego Mieczysława Barei, Przewodniczącego składu sądzącego. Wkrótce po otrzymaniu ekspertyzy proces został przerwany, skład sędziowski rozwiązany a sędzia Bareja oskarżony o kłamstwo lustracyjne. Jak wynika z informacji podanej w Wikipedii, w toku postępowania lustracyjnego Bareja dostał ataku serca i zmarł przed ogłoszeniem wyroku uniewinniającego. Drugą ekspertyzę podpisu Moczulskiego przeprowadził prof. Tomaszewski z Wydz. Prawa UW. W odpowiedzi na pytanie czy Moczulski mógł sam sfałszować własny podpis, ekspert wyjaśnił, że jest to teoretycznie możliwe, ale w tym przypadku, po zbadaniu wszystkich elementów graficznych, zachodzi najniższe możliwe prawdopodobieństwo, że podpis sfałszował sam Moczulski. Taka ekspertyza nie może być podstawą żadnego oskarżenia! A wydając wyrok, sąd lustracyjny uznał, że dowodzi ona własnoręczności podpisów Leszka Moczulskiego!

- Jak długo będzie trwało obecne postępowanie?

- Tego nie wiem. Jeżeli jednak będzie toczyć się w takim tempie jak dotychczas, to ten proces będzie trwał jeszcze długo. A Leszek Moczulski ma 83 lata...

- Czy nie da się przyspieszyć postępowania? Czy nie ma możliwości, aby rozprawy były wyznaczone dzień po dniu, tak, jak to się dzieje w procesach na Zachodzie?

- Procedura tego nie zabrania. Ale to zależy od decyzji sądu.

Rozmawiał Mirosław Lewandowski

_________________
Mirek Lewandowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> SPRAWY BIEŻĄCE Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
Strona 2 z 3
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum






Załóż forum phpbb2 lub phpbb3 za darmo na Forumoteka.pl





Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group