Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna polonus.forumoteka.pl
Archiwum b. forum POLONUS (2008-2013). Kontynuacją forum POLONUS jest forum www.konfederat.pl
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Ponowny proces lustracyjny Leszka Moczulskiego
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> SPRAWY BIEŻĄCE
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9123

PostWysłany: Nie Mar 08, 2020 6:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Komentarz do 6 dnia rozprawy

Już w czasie drugiego, kolejnego terminu rozprawy, lustrowany podniósł zarzut ingerowania - w trakcie trwania procesu lustracyjnego - w treść teczek "Lecha" (będących głównym materiałem dowodowym w tej sprawie). Chodzi, przypomnijmy, o dopiski na dokumentach znajdujących się w teczce oraz o zaginięcie obwoluty, w której znajdowały się teczki (wraz ze znajdującymi sie na niej dopiskami i pieczątkami) a także o brak oryginalnych sznurków/nici, którymi teczki były wielokrotnie zszywane i oryginalnych plomb na tych sznurkach. Domniemana ingerencja miała mieć miejsce - przypomnijmy - w trakcie poprzednich dwóch procesów lustracyjnych lub tez po ich zakończeniu, ale przed rozpoczęciem obecnego procesu.

Sytuacja jest zdumiewająca, bowiem sąd (z wyraźną niechęcią) protokółuje te zarzuty ("Pan już o tym mówił") i... przechodzi nad nimi do porządku dziennego. Nie rozumiem, w jaki sposób sąd będzie mógł wyrokować, jeżeli wcześniej nie wyjaśni, czy integralność kluczowego materiału dowodowego w tej sprawie, została w trakcie procesu naruszona oraz - gdyby zarzuty te się potwierdziły - jeżeli nie wyjaśni, jaki był zakres tej ewentualnej interwencji, kto się jej dopuścił i czy przy tej okazji nie doszło do złamania prawa. Być może zresztą te ostatnie kwestie winny stać sie przedmiotem sygnalizacji sądu do prokuratury?

Zdumiewające dla mnie jest, że sąd nie zwrócił się w tej sprawie do obecnej na sali prokurator z prośbą o zajęcie stanowiska i odniesienie się do tych zarzutów.

Zdumiewa mnie także, że prokurator z własnej inicjatywy nie odnosi sie do tej kwestii, która - gdyby okazała się zgodna z faktami - byłaby prawdziwym skandalem! Jej milczeniem, zgodnie ze starą rzymską maksymą prawną, można przecież interpretować, jako przyznanie racji.

Brak reakcji prokuratury w tej sprawie wiąże się z drugą sprawą, którą już podnosiłem. Prokurator w czasie całego procesu jest bierna. Od wielkiego dzwonu zadaje jedno, dwa pytania w czasie kolejnych terminów rozprawy, które trwają przecież po wiele godzin...

W efekcie dochodzi do sytuacji, że lustrowany podważa wiarygodność kolejnych dowodów a oskarżenie milczy. Choćby na ostatniej rozprawie podnoszona przez oskarżonego sprzeczność w aktach dotyczących LK/MK "Centrum" - spodziewałbym się, że prokurator, z własnej inicjatywy lub na wezwanie sądu - odniesie się wywodów oskarżonego. Podobnie wcześniej, gdy mowa była o sfałszowanych podpisach pod donosami czy o sfałszowaniu pokwitowania, albo o sprzecznościach w kwestionariuszu ewidencyjnym dotyczącym TW "Lecha" (adres, numery telefonów, akta z którymi oficer prowadzący miał się rzekomo zapoznać w archiwum MSW, a których w tym czasie w tym archiwum jeszcze nie było).

Oskarżenie być może odniesie się do tych argumentów w mowie końcowej, ale zapewne tylko do niektórych, zaś te niewygodne dla siebie pominie milczeniem. Gdyby zaś sąd egzekwował od oskarżenia reagowanie na argumenty lustrowanego na bieżąco, czy na kolejnej rozprawie (tak, jak cały czas czyni to lustrowany), to - po pierwsze - prokurator przestałaby być biernym obserwatorem procesu a stałaby się rzeczywiście jego stroną. Po drugie - musiałaby odnieść się do wszystkich argumentów lustrowanego, a nie tylko do wybranych. Po trzecie - łatwiej byłoby sądowi ocenić siłę argumentów obu stron procesu (kontradyktoryjność!). Po czwarte wreszcie - łatwiej byłoby obserwatorom procesu ocenić jego przebieg, gdyby mogli na bieżąco argumenty lustrowanego porównywać z kontrargumentami oskarżenia. Pamiętajmy, że w tej sprawie mamy do czynienia z procesem poszlakowym, w którym skazanie oczywiście jest możliwe, ale tylko wtedy, gdy poszlaki będą układać się w nierozerwalny łańcuch, w którym wszystkie elementy będą tworzyć logiczną i spójną całość.

Prokurator zresztą wybrała bardzo sprytną taktykę procesową. Polega ona na stawianiu rzadkich pytań, ale w taki sposób, aby podważyć wiarygodność lustrowanego. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że pytania te są zawierają pewną manipulację. Wyjaśnię na dwóch przykładach.

Otóż lustrowany wywodził, że w teczkach "Lech" funkcjonariusz Kijowski napisał, że zapoznał się w archiwum MSW z materiałami dotyczącymi Leszka Moczulskiego (rzekomego kTW) przed rozmową werbunkową. Lustrowany podważał to wskazując, że materiały, z którym Kijowski miał się zapoznać w 1969 r. zostały zarchiwizowane przez MSW na początku lat 70. a więc przed rozmową werbunkową Kijowski nie mógł się z nimi zapoznawać w archiwum MSW. Tymczasem prokurator wyrwała jedno zdanie z wywodów lustrowanego i zapytała: "Na jakiej podstawie, W OPARCIU O ZAPISY W KWESTIONARIUSZU EWIDENCYJNYM, wnioskuje pan, że funkcjonariusz Kijowski czytał te akta i że czytał je w archiwum MSW?". Pytanie jest sprytnie zadane, bowiem w oparciu o zapisy w kwestionariuszu takiego wniosku rzeczywiście nie można wysnuć, ale w oparciu o inne dokumentu sygnowane przez tego funkcjonariusza - owszem (sam to własnoręcznie napisał!).

Podobne pytanie zadała prokurator na ostatnim terminie. Lustrowany argumentował, że skoro sama SB uznawała go - po marcu 1977 roku - za wroga, to - gdyby rzeczywiście spotykał się z płk. Majem w lokalu konspiracyjnym - SB musiałaby uznać ten lokal po marcu 1977 r. za zdekonspirowany i wdrożyć procedurę jego zawieszenia lub zamknięcia, a nic takiego nie nastąpiło. Otóż pytanie prokurator brzmiało - "Czy uważa pan, że WYPROWADZENIE KAŻDEGO TAJNEGO WSPÓŁPRACOWNIKA z konspiracyjnego lokalu oznacza jego dekonspirację?". Z znowu, drobna manipulacja, dokonana w sformułowaniu tego pytania, sprowadzała odpowiedź twierdzącą do absurdu.

Niestety, podobna taktykę stosuje także sąd, gdy pyta lustrowanego o to, kto, kiedy, na czyje polecenie i w jakim celu sfałszował akta. Otóż lustrowany nie musi znać odpowiedzi na te pytania i w niczym nie podważa to logiczności jego twierdzeń, odnośnie sfałszowania konkretnych dokumentów czy też całych akt. Można przecież wykazać fałszerstwo nie znając odpowiedzi na inne, wymienione wyżej pytania. Jeżeli jednak lustrowany usiłuje na nie odpowiedzieć (co moim zdaniem jest jego błędem), to może to zrobić tylko w oparciu o własne domysły, a te z kolei łatwo zdezawuować juz samym stwierdzeniem, że są to domysły. Dezawuujemy wtedy wprawdzie hipotezy odnośnie kwestii drugorzędnych, a nie logikę argumentu o sfałszowaniu akt, ale niekorzystne wrażenie pozostaje.

Lustrowany chyba już zauważył tę taktykę, bo na ostatnim terminie rozprawy, na pytanie prokurator o to, czy cała teczka MK/LK "Centrum" jest sfałszowana odpowiedział - "Nie wiem". Tak samo można było odpowiedzieć na pytania, kto, kiedy, na czyje polecenie i w jakim celu te akta sfałszował. Lustrowany ma tutaj pewne hipotezy czy przemyślenia, ale one opierają się na domysłach i nie mają kluczowego znaczenia dla sprawy.

I jeszcze jedna uwaga. Do tej pory było tak, że to osoby formułujące oskarżenia w oparciu o materiały b. SB, powoływały się na jej wewnętrzne instrukcje oraz na argument, że "SB sama siebie nie okłamywała". Mówiono - "SB nie wytwarzałaby fałszywych papierów, bo ściśle przestrzegała procedur. Wytwarzanie fałszywych akt byłoby sprzeczne z tymi procedurami".

Otóż w tym procesie nastąpiło charakterystyczne odwrócenie sytuacji. To lustrowany wielokrotnie wskazuje wewnętrzne sprzeczności w aktach oraz sytuacje niezgodne z wewnętrznymi uregulowaniami dotyczącymi funkcjonowania Służby Bezpieczeństwa, zaś biegły Zieliński (którego opinii jeszcze nie ujawniono, ale którego zeznań będziemy mogli posłuchać) wielokrotnie wskazuje (jak to wynika z odczytanych wyjaśnień lustrowanego), że praktyka działań SB znacznie odbiegała od tego, co zapisano w regulaminach. Jest tak choćby w przypadku archiwizacji akt "Lecha" (co nastąpiło ponad 7 lat po zakończeniu rzekomej współpracy, a nie "niezwłocznie" - jak stanowi wewnętrzna instrukcja SB), jest tak w przypadku dekonspiracji LK/MK "Centrum" (co powinno doprowadzić do wdrożenia procedury jego zamknięcia lub zawieszenia, a tymczasem nie zwróciło nawet niczyjej uwagi, mimo wielokrotnych kontroli - zdaniem biegłego kontrolerzy mogli nie zauważyć, albo też ukryto przed nimi część materiału), jest tak wreszcie w przypadku osławionego pokwitowania, na którym Leszek Moczulski podpisał się parafą imienia i nazwiska a nie pseudonimem tajnego współpracownika, nie napisał komu wystawia pokwitowanie i za co otrzymał pieniądze, a w aktach "Lecha" nie ma nawet informacji o spotkaniu oficera prowadzącego z agentem w tym dniu (jest taka informacja, ale - niezgodnie z zasadami pracy SB - tylko w KE "Dziadek", tyle, że nie zawiera wzmianki o wypłacie wynagrodzenia).

Analizując akta "Lecha" znajdujemy więcej przypadków niezgodności z wewnętrznymi zasadami pracy SB. "W jaki sposób oficer prowadzący mógł kontaktować się z agentem za pomocą nieaktualnego numeru telefonu?" - "Bardzo prosto, numer ten przepisał ze starych akt a potem, gdy zorientował się w pomyłce, to skreślił stary numer i wpisał aktualny". - "Ale czemu napisał, że numer telefonu ustalił na podstawie rozmowy z agentem?". - "Bardzo prosto, wypełnił kwestionariusz jeszcze przed spotkaniem werbunkowym". - "Czemu w takim razie na kwestionariuszu jest data późniejsza niż data spotkania werbunkowego?". - "Bo wpisał datę późniejszą, ale wypełnił wcześniej". - "Czyli poświadczył nieprawdę?". - "Tak. Ale to nieistotne".

Można tak bez końca wyjaśniać nieścisłości czy sprzeczności w tych aktach, wskazując na to, że sa one pozorne, bo wynikają z faktu, że SB nie przestrzegała obowiązujących ją procedur. Tylko, że jeżeli uznajemy za niesporne, że funkcjonariusze SB wytwarzając akta "Lecha" wielokrotnie złamali obowiązujące ich zasady i procedury, antydatowali dokumenty, podawali nieprawdziwe lub nieścisłe dane, podpisywali meldunki za tajnego współpracownika, podrabiali jego podpis itd. (a musimy to przyznać, bo inaczej trudno wytłumaczyć niespójność tych akt), to na jakiej podstawie wykluczamy możliwość, że akta te zostały sfałszowane w całości? - "Na takiej, że byłoby to sprzeczne z procedurami". - "Ale przecież sami przyznajemy, że przy wytworzeniu tych akt procedury wielokrotnie złamano". Na to pozostaje koronny argument: - "Ale po co SB fałszowałaby całe akta?" Tu wchodzimy w sferę domysłów, ale najprościej byłoby odpowiedzieć - "Nie wiem. O powód sfałszowania tych akt trzeba zapytać funkcjonariuszy, którzy te akta wytworzyli".
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 30 Mar 2020
Posty: 123

PostWysłany: Pon Mar 30, 2020 9:58 am    Temat postu: Może Cię zaciekawi... Odpowiedz z cytatem

Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Administrator
Site Admin


Dołączył: 04 Maj 2008
Posty: 9123

PostWysłany: Nie Mar 08, 2020 6:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Komentarz do zeznań Matulewicza

Z wielkim zainteresowaniem śledziłem zeznania świadka Franciszka Matulewicza, jednego z dwóch żyjących rzekomych oficerów prowadzących TW "Lecha".

Moim zdaniem, praktyka sądu lustracyjnego, który wielokrotnie zeznania byłych esbeków uznawał za kluczowe przy rozstrzyganiu, czy ktoś był, czy nie był tajnym współpracownikiem SB, jest absurdalna. Wiara sądów z prawdomówność byłych esbeków jest albo przejawem skrajnej naiwności, albo wyrazem złej woli. Klasycznym przykładem na tym polu są dwa rozstrzygnięcia lustracyjnej sędzi Małgorzaty Mojkowskiej (prywatnie ). Otóż ta właśnie sędzia, opierając się w dużej mierze na zeznaniach b. esbeka, wydała korzystny wyrok w procesie lustracyjnym Zyty Gilowskiej. Ona również, w oparciu głównie o zeznania b. esbeków, wydała pierwszy niekorzystny wyrok w poprzednim procesie lustracyjnym Leszka Moczulskiego.

Otóż dla mnie sytuacja jest dokładnie odwrotna niż np. dla sędzi Mojkowskiej. Wiadomo bowiem powszechnie, że były esbek pozostaje do końca życia esbekiem - jest nadal związany przysięgą i zobowiązany jest do ochrony swojej agentury. W czasach, gdy seryjni samobójcy krążą po kraju żaden były esbek nie zaryzykuje złamania żelaznych reguł, które wykluczają dekonspirację swojej agentury (tym bardziej publiczną - w sądzie). Dlatego zeznania byłych esbeków na procesach lustracyjnych należy moim zdaniem interpretować à rebours - jeżeli zaprzeczają faktowi współpracy jakiejś osoby z SB, to należy domniemywać, że mamy do czynienia z rzeczywistym TW, jeżeli zaś o czyjejś współpracy zapewniają - to znaczy, że mamy prawdopodobnie do czynienia z osobą niewinną.

Nie wiem, jakie stanowisko w tej sprawie będzie miał Sąd, który obecnie lustruje Leszka Moczulskiego, ale uważnie śledziłem zeznania byłego esbeka, gdyż jestem pewien, że jeśli ktoś kłamie przed sądem, to przy szczegółowym jego odpytaniu, zdradzi się z tym.

I muszę powiedzieć, że moje przekonanie znalazło potwierdzenie w zeznaniach świadka Matulewicza.

Przede wszystkim zeznał on, że Leszek Moczulski był tajnym współpracownikiem SB, z czego - m.zd. - wynika domniemanie, że nim nie był. Dopiero gdyby były esbek Matulewicz zaprzeczył współpracy Moczulskiego z SB byłyby powody do zmartwień. :)

Natomiast byłem ciekaw, czy Matulewicz się wysypie i da złapać na kłamstwach.

Esbek okazał się bardzo cwany i zapewniał Sąd wielokrotnie, że większości szczegółów nie pamięta. Było to z jego strony bardzo sprytne, bo eliminowało możliwość "wpadki", a przy tym trudno się jest do tego przyczepić, wszak zeznawał na temat spraw sprzed 40 lat i może nie pamiętać.

Na szczęście, co do kilku kwestii, szczególnie niekorzystnych dla lustrowanego, Matulewicz nie wytrzymał i zaryzykował, zapewniając Sąd, że dobrze je zapamiętał. Prawie za każdym razem został złapany na kłamstwie!

I tak - zeznał, że zapamiętał, iż wręczył "panu Moczulskiemu" prezent w postaci zapalniczki. Zapewnił nawet, że znajdujący się w aktach dowód zakupu tej zapalniczki jest autentyczny i chodzi właśnie o tę zapalniczkę, którą sam kupił i wręczył potem "Lechowi". Okazało się jednak, że paragon nosi datę z roku 1970 a Matulewicz miał prowadzić "Lecha" od 1973 r. Esbek musiał przyznać się do próby kłamstwa (ściślej - do pomyłki) i szybko zmienił zeznania.

Odnośnie wynagrodzenia, które rzekomo miał wręczyć TW "Lechowi" 31 grudnia 1975 r. Matulewicz zapewnił, że tak było i "pan Moczulski" potwierdził to wystawiając mu pokwitowanie. Równocześnie zeznał, że tego typu pokwitowanie absolutnie musiało być podpisane przez agenta pseudonimem. Znowu "pudło", gdyż znajdujące się w aktach pokwitowanie podpisane jest parafą Moczulskiego a nie pseudonimem "Lech". Matulewicz nie potrafił tego wytłumaczyć. Nie potrafił też wytłumaczyć, dlaczego znajdujący się w aktach "Arkusz wypłat i świadczeń na rzecz TW" nie zawiera żadnych wzmianek o prezencie i wynagrodzeniu, które rzekomo miał wręczać "panu Moczulskiemu"... Jeżeli akta "Lecha" zostały sfałszowane, to nie było to fałszerstwo doskonałe i w kluczowych kwestiach natrafiamy na sprzeczności, których nawet cwany esbek nie potrafił Sądowi wytłumaczyć.

W zeznaniach Matulewicza nie zgadza się nawet pora roku, w czasie której miało się odbyć jego pierwsze spotkanie z "panem Moczulskim" (Matulewicz zapewniał, że dobrze pamięta, iż było wtedy ciepło, a według akt była to połowa listopada).

Niestety, nikt nie zapytał Matulewicza, jak to się stało, że jego charakterem pisma sporządzana została część spisu treści teczki personalnej, mimo, że teczka personalna TW "Lecha" musiała znajdować się u jego szefa (płk. Maja) - tak, jak teczka personalna każdego innego TW - i rzekomy oficer prowadzący TW "Lecha" nie mógł mieć do niej dostępu. Mało tego - Matulewicz twierdził, że dokonywał tych wpisów na bieżąco, z czego wynikałoby, że - wbrew zasadom obowiązującym w SB - miał on na bieżąco dostęp do teczki personalnej.

Osobny temat, to kłamstwo Matulewicza, jakoby spis treści teczek SB sporządzany był przez niego na bieżąco. Jest to niemożliwe, gdyż dokumenty w teczce musiały być ułożone chronologicznie (co wynika z zasad archiwizacji akt obowiązujących w SB) i znalezienie nowego, wcześniejszego dokumentu zmuszałoby esbeka do sporządzania nowego spisu treści. Jest oczywiste, że zarówno spis treści teczki, jak i paginacja stron była dokonywana przez oficera operacyjnego dopiero w momencie przygotowania akt do archiwizacji. Jasno wynika to zresztą z zarządzenia MSW regulującego zasady archiwizacji akt. Brak wiedzy uczestników procesu nt. zasad dokumentowania przez SB pracy operacyjnej spowodował, że nikt na sali sądowej nie zwrócił uwagi na oczywiste kłamstwa Matulewicza w tej kwestii i nikt go o to nie zapytał.

A przy okazji pojawiły się (już po raz kolejny!) poszlaki, że akta "Lecha" były preparowane nie tylko w latach 80. (jak twierdzi lustrowany), ale także w latach 90. czy po roku 2000. Wyszło bowiem na jaw, że w spisie treści znajduje się dopisek, do którego Matulewicz się nie przyznaje (choć został uczyniony przy jego wpisie) a także znajdują się tam koperty, których wcześniej nie było. A równocześnie usunięto z akt kopertę, która była tam jeszcze kilka lat temu.

Przy okazji warto zwrócić uwagę, że na szarej kopercie (której pierwotnie nie było w aktach) ktoś napisał "Pokwitowania" (w liczbie mnogiej) a znajduje się w niej tylko jedno pokwitowanie. Pozostałe dwa dokumenty w tej szarej kopercie, to biała koperta (której pierwotnie nie było w aktach) oraz paragon (który pierwotnie, jako pozycja 6E a nie 7/2, znajdował się w innym miejscu - po pozycji 6D).

Ciekaw jestem, jak do tej sprawy podejdzie Sąd, mówimy bowiem o ingerencji w materiał dowodowy, którego autentyczność jest kwestionowana przez lustrowanego i wszelkie ingerencje w integralność teczek mogą utrudniać udowodnienie fałszerstwa. Tym bardziej, że to nie jest pierwszy taki przypadek - poprzednio lustrowany zwracał już uwagę Sądowi na fakt, że "zniknęły" oryginalne okładki akt, na których znajdowały się odręczne wpisy i pieczątki...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum polonus.forumoteka.pl Strona Główna -> SPRAWY BIEŻĄCE Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4
Strona 4 z 4
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum






Załóż bezpłatnie forum phpbb2 lub phpbb3 na Forumoteka.pl




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group